Ze względu na nowe przepisy wchodzące w życie 25 maja br., forum będzie działać tylko do najbliższego czwartku 24 maja. Dostosowanie regulaminu, polityki prywatności, przeprowadzenie audytu, całej kampanii informacyjnej oraz wszystkich innych obowiązków wynikających z przepisów RODO jest zbyt skomplikowanym, czasochłonnym i kosztownym przedsięwzięciem. Forum powstało w maju i w maju kończy swoją działalność. Dziękuję za 13 lat wspólnej przygody z "Ranczem". Zrobiliśmy razem sporo ciekawych i dobrych rzeczy. Było warto!

[opowiad.] Wigilia w Wilkowyjach

Dział zawierający opowiadania napisane przez Ranczersów.
Awatar użytkownika
pablo
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 2323
Rejestracja: 20 maja 2009, 16:43
Lokalizacja: Lublin

12 gru 2015, 15:35

Witajcie. :czapka: Po ponad półrocznej przerwie postanowiłem napisać kolejne opowiadanie. Nosi tytuł "Wigilia w Wilkowyjach". Do Świąt niespełna 2 tygodnie, już jest klimat świąteczny, więc już teraz je wstawiam, tak aby każdy przed Świętami mógł znaleźć czas na przeczytanie. Akcja dzieje się 23 i 24 grudnia. Informuję, że opowiadanie nie ma nic wspólnego z fabułą X serii Rancza, która ma być zimowo-świąteczna. Jeśli coś podobnego lub identycznego się znajdzie to czysty przypadek. Ja byłem na planie tylko na Pasterce, więc nie wiem co się będzie działo. Mam nadzieję, że Wam się spodoba opowiadanie. Przed przeczytaniem nie czytajcie komentarzy, które mogą zdradzić fabułę i nie będzie przyjemności z czytania.

Zapraszam wszystkich do przeczytania opowiadania no i do komentowania: jak ogólnie oceniacie, co najbardziej Was zaciekawiło, który wątek nie był ciekawy itp. Moja rada jest taka, żebyście czytali je powoli oczami wyobraźni wyobrażając sobie poszczególne sceny. Wtedy dłużej będziecie czuć Święta w Wilkowyjach. :)

PS: Przypominam, zwłaszcza nowym Ranczersom, że wcześniejsze moje opowiadania dostępnie są w dziale "Ranczerska twórczość" poddział "Opowiadania". Może nie każdy tam zaglądał. :)

Wigilia w Wilkowyjach
Zbliża się Wigilia, jeden z najpiękniejszych dni w roku. Mieszkańcy Wilkowyj intensywnie przygotowują się do obchodów świąt. Aura dopisuje: od kilku dni temperatura nie przekracza zera stopni Celsjusza, codziennie są mniejsze lub większe przelotne opady śniegu. Tak więc cała wieś pokryta jest białym puchem. Spełniło się marzenie, zwłaszcza dzieci o białych świętach, bo jeszcze kilka dni temu było szaro i ponuro z opadami deszczu. Ale żeby móc cieszyć się świętami, najpierw trzeba było się do nich przygotować poprzez szykowanie potraw oraz wykonywanie najgorszych czynności, zwłaszcza dla mężczyzn, takich jak trzepanie dywanów czy mycie okien oraz wieszanie firanek. Od takich czynności wymigiwali się między innymi bywalcy ławeczki.

Pomimo, że była ujemna temperatura, ławeczka nie stała pusta. Jako pierwszy przyszedł Pietrek, który ją ładnie odśnieżył. Chwilę po nim przyszli kolejni członkowie przysklepowego klubu dyskusyjnego. Ale wiadomo, że dyskusja nie może odbywać się na sucho, więc Pietrek tradycyjnie poszedł kupić po Mamrocie dla każdego. W sklepie obsługuje obecnie Weronka, gdyż Więcławska, jako wójt musiała zrezygnować z prowadzenia sklepu. Poza tym wyglądało by to niepoważnie – wójt, który prowadzi sklep.
- No chłopaki, trzymajta – oznajmił Pietrek podając każdemu butelkę.
- W sam raz na rozgrzanie – zacierał ręce Solejuk.
- No, zimno jak cholera – wtórował mu Hadziuk.
- No co wy – wtrącił Stach – dziś cieplej niż w poprzednich dniach, słońce przebija się przez chmury.
- Ale lato to to nie jest – odpowiedział specjalista od serów.
Japycz szybko zripostował kolegę:
- W lecie, z tego co pamiętam, też narzekałeś, że był upał.
- Dobra dajta już spokój, bo zaraz kłócić będziem się – uspokajał Pietrek – lepiej powiedzta jak tam przygotowania do świąt.
- A u mnie wszystko już gotowe. Małżonce tylko zostało jeszcze przygotować jakieś potrawy.
- U mnie tak samo je – wtórował mu Pietrek. – No a u was? – spytał się pozostałych.
- No żona z dzieckami coś tam działają – odpowiedział Maciej biorąc do ust kolejny łyk Mamrota.
- A u mnie żona działa z kozami– roześmiał się Hadziuk.
- I ty jej nic nie pomagasz? – Zdziwił się Japycz.
- No a w czym? Gotowanie to specjalność kobiet.
W tym momencie ławeczkowicze zauważyli wychodzącego z bramy kościoła biskupa Piotra Kozioła, który zmierzał w ich kierunku.

U Solejuków przedświąteczne prace szły pełną parą. Nie takie już małe dzieci bardzo chętnie pomagały matce we wszystkim: w kuchni, w porządkach. Między innymi w chyba najbardziej nielubianej czynności – trzepaniu dywanów. Tym zajmowali się Marianek i Szymek. Zwinęli dywan z salonu i poszli na trzepak, który sam wykonał najstarszy syn Solejuków. Koło ich domu był mały ruch. Co jakiś czas przejeżdżał samochód. Chłopaki usłyszeli, że jakiś się zbliża i wychylili się zza domu zobaczyć kto to jedzie, czy może jakiś znajomy. Auto zatrzymało się z drugiej strony domu za krzakami.
- Dziwne – powiedział Marianek młodszemu bratu.
- To chyba nie żaden znajomy rodziców – domyślał się Szymek.
- Wiesz, zobacz na markę, czarna beemka, a takim nie przyjechała raczej jakaś znajoma matki.
- Z pewnością nie – wtórował mu brat i zachęcał – chodźmy po cichu za tamte krzaki, na pewno nas nikt nie zauważy bo oni też są za krzakami.
- Dobry pomysł – może uda się nam coś usłyszeć.
Chłopaki udali się w okolice ogrodzenia domu i przyczaili się w krzakach.

Atmosfery przedświątecznej nie było w dworku Lucy. Właścicielka po zrezygnowaniu z funkcji wójta, postanowiła wyjechać do Ameryki. Kusy od kilku miesięcy mieszkał sam z Hot-dogiem, gdyż psa, w przeciwieństwie do córki i Kingi, nie zabrała. Próbował skupić się na malowaniu jednak ciężko mu to szło, zwłaszcza przed świętami. W innych domach była rodzinna atmosfera, a on musiał spędzać ten przedświąteczny czas w samotności. Z drugiej strony myślał sobie: może to i lepiej, ominą mnie świąteczne, niechciane obowiązki. A było by ich bardzo dużo. W dworku był niesamowity bałagan. Niespodziewanie na podwórko wjechało auto. Kusy słysząc odgłos silnika, wyjrzał przez okno. Gdy się wychylił, spostrzegł, że z niego wysiada Monika. Był bardzo zdziwiony i wyszedł na zewnątrz:
- Monika? Co ty tu robisz? Byliśmy umówieni w styczniu na nową serię obrazów. Jeszcze są niegotowe.
- Cześć Kuba – przywitała go – wiem, wiem, ale ja tu teraz przychodzę z inną misją.
- Już się boję – westchnął Kusy przypalając papierosa.
- Zaraz zobaczę – rzuciła szybko Monika i wtargnęła do środka. Po kilkunastu sekundach wyszła roztrzęsiona:
- No rzeczywiście masz się czego bać. Jutro Wigilia, a tu co? Bałagan. Chociaż to mało powiedziane. Zrobiłeś z tego pięknego dworku jakieś slumsy – oburzała się.
- No i co z tego, w tym roku tu Wigilii nie będzie. Ksiądz mnie zaprosił na plebanię.
- Ale jak można żyć w takim brudzie, nawet samemu w święta? Już bierzemy się do roboty.
- Do jakiej roboty? – dziwił się Kusy.
- No trzeba tu posprzątać.
- Ja nie mogę, maluję nowy obraz.
- Tak? Idiotkę ze mnie robisz? Nie widzę jakoś, żebyś malował. Gdzie farby, sztaluga, pędzle?
Po tych słowach zaciągnęła szybko Kusego do środka i zaczęła nim dyrygować.

Ławeczkowicze na widok księdza schowali za siebie butelki.
- Niech będzie pochwalony – rzekli niemal chórem.
- Na wieki wieków. – Uśmiechnął się biskup – widzę, że wy nie dacie odpocząć biednej ławeczce – zażartował.
- Ławeczka służy przecież do siedzenia – wytłumaczył Solejuk znaczenie słowa.
- No, grzech żeby stała pusta – dodał Hadziuk.
- Ty mi tu już z grzechem nie wyjeżdżaj – uśmiech opuścił księdza – a wy tak ciągle tutaj nawet przed świętami – westchnął – a obowiązków domowych to wy nie macie?
Stach i Patryk wytłumaczyli księdzu co już w domu zrobili.
- No jestem pod wrażeniem – powiedział z dumą ksiądz – no a wy? – Spytał pozostałych.
Panowie spuścili głowy i wymigiwali się od odpowiedzi. W końcu Solejuk rzekł:
- U mnie tyle dzieci, że wszystko już dawno zrobili. Ja tam nie potrzebny.
- Co racja, to racja – przyznał ksiądz – ale u pana Hadziuka to zdaje się, że w domu jest sama żona.
- Gdzie sama, kóz u mnie więcej niż dzieci Solejuków – Hadziuk nie mógł sobie odmówić żarciku.
- Panie Hadziuk, trochę kultury. I co wszystko ma żona robić sama bo wam się za przeproszeniem du** ruszyć nie chce?
Nastała chwila milczenia. Akurat traf chciał, że żona Hadziuka szła do sklepu po śledzie.
- O wilku mowa – rzekł Piotr Kozioł.
- Szczęść Boże – powitała biskupa i zapytała: - a w jakim sensie?
- Właśnie mam tu z panami małą pogawędkę na temat świątecznych przygotowań. Pani mąż pomaga coś w przygotowaniach?
- A gdzie tam! – podniosła głos Celina – to śmierdzący leń, chlał by tylko pod sklepem.
- Trzeba go zagonić było. Tak nie może być.
Ksiądz stanowczo potraktował Hadziuka i Solejuka. Zmusił ich do pomocy strasząc ciężką pokutą przy następnej spowiedzi. A z racji tego, że u Solejuków dzieci wszystko porobiły, to Maciej poszedł pomagać Tadeuszowi. Niechętnie, ale musieli się zająć trzepaniem dywanów.

Monika bardzo energicznie sprzątała w dworku. Pilnowała jednocześnie Kusego, żeby wykonywał jej polecenia.
- Muszę trochę odpocząć – Kusy ledwo dyszał.
- Dobra, masz przerwę w trzepaniu dywanów. Teraz pójdziesz powynosić te śmieci za płot do śmietnika.
- Ale Monika…
- No co, to chyba lekkie zajęcie przejść się dwa razy. Nie każę ci biegiem tego robić. Ale na kanapie na pewno się teraz nie położysz.
- Ja mówię, że to bez sensu, za kilka dni znów się bałagan zrobi. To syzyfowa praca.
Moniki to jednak nie przekonywało i co Kusy zaczynał protestować, ona jeszcze bardziej się na niego złościła, a miał już dosyć słuchania jej krzyków, więc wykonywał jej polecenia.

Szymek i Marianek przyczajeni w krzakach obserwowali podejrzany samochód.
- To ten dom – powiedział jeden z dwóch mężczyzn siedzących w aucie.
- Myślisz, że tyle kasy trzymają w domu?
- A co nam szkodzi sprawdzić. Całej wygranej w lotto na pewno nie przepili jeszcze. Może chociaż część mają w domu. To na pewno najbogatszy dom w okolicy. Mam na niego ochotę.
- No tylko czy na Wigilię oni gdzieś pójdą czy u siebie będą urządzać.
- Trzeba będzie wyczaić, ale najpierw mam inny plan na wypadek, gdyby zostali jednak w domu.
- Jaki?
- Jutro w Wigilię w sklepie będzie pewnie duży ruch a co za tym idzie dużo pieniędzy. Myślę, że na święta kasa pozostanie w sklepie bo nikt nie będzie przypuszczał, że ktoś w święta może zrobić skok. A już mam plan, alarm rozpracowałem. Wystarczy cichaczem wejść, wyłączyć alarm.
- A monitoring?
- Na szczęście nie mają. Pięć minut i jesteśmy już daleko stąd i nikt się nie dowie. Ale nie możemy zaparkować pod sklepem, tylko po cichutku wejść od zaplecza uważając, żeby nikt nie zauważył. A teraz obserwujmy dom przez chwilę.
Marianek z Szymkiem nie wszystko to dokładnie słyszeli. Jednak na tyle dobrze, żeby przypuszczać, że oni planują napad.
- Trzeba powiedzieć wszystko rodzicom – zaproponował Szymek.
- Może lepiej nie, nie mamy pewności.
- To co robimy?
- Niech pomyślę – Marianek wpadł na genialny pomysł – sami ich powstrzymamy, przyłapiemy na gorącym uczynku i wtedy oddamy ich w ręce policji.
- Nieźle! – Szymek był pod wrażeniem – normalnie jak w filmie. Tylko jak ich złapiemy.
- Już ja coś do jutra wymyślę. A do nas się i tak nie włamią bo mamy w domu kolację wigilijną. Tylko trzeba będzie się z niej urwać, żeby ich złapać, ale damy radę.
Szymek na wszystko się zgadzał, ufał starszemu bratu i wierzył, że wymyśli jakąś pułapkę na złodziei.

Dwudziesty trzeci grudnia dobiegał końca. Wnętrze dworku wyglądało zupełnie inaczej niż kilka godzin temu.
- No widzisz Kuba jak teraz pięknie.
- No może… Tylko po co… - rozmyślał Kusy.
- Niedługo się przekonasz – uśmiechnęła się Monika i zbliżyła do Kusego.
- O co ci chodzi? – Artysta patrzył ze zdziwieniem.
- Dzielny byłeś Jakub, szybko zrobiliśmy porządek.
- No jak stałaś nade mną jak jakiś kat, to nie miałem innego wyjścia. A wiem, że z tobą nie wygram.
- Zobaczysz, że wyjdzie ci to na dobre.
Monika ciągle dziwnie patrzyła się na Kusego jakby coś do niego czuła. Na dodatek wyszła na kilka sekund i po chwili wróciła z butelką czerwonego wina.

W tym samym czasie na Rynku, gdy wieczorem już opustoszał, ciszę zakłócił dźwięk pojazdu ciężarowego, który zatrzymał się przy sklepie. Po chwili przyszła także pani wójt, Krystyna Więcławska , na którą czekał kierowca. Przyjechał także drugi ciężki pojazd – dźwig. Oczywiście zawitał do Wilkowyj nie bez przyczyny. Pomógł on postawić w centralnej części Rynku, to co przywiozła ciężarówka. Mowa tu o bardzo dużej choince, która miała kilkanaście metrów wysokości. Stawianie jej zajęło kilkadziesiąt minut. Jutro od samego rana ludzie będą mogli ją ubierać. Każdy może przynieść swoje dekoracje i powiesić je na choince.

Kusy z Moniką siedzieli w salonie. Jakub nie wiedział co powiedzieć, nie znał intencji Moniki. Nagle ciszę zakłócił podjeżdżający samochód.
- Nareszcie! – krzyknęła Monika.
- Co nareszcie? Spodziewasz się kogoś?
- Mhm… - mruknęła z uśmiechem.
- A kogo?
- Spójrz za okno to zobaczysz.
Kusy zobaczył jak z auta Jerrego najpierw wysiadła Lucy a zaraz za nią Dorotka i Kinga i na końcu Jerry. Nie wierzył własnym oczom.
- Lucy!!! – wybiegł uradowany.
- Cześć. – Uśmiechnęła się na przywitanie.
- A co ty tu robisz? – Spytał mocno zdziwiony Kusy.
- Chciałam zrobić ci surprise na święta i jestem.
- No to mi zrobiłaś niespodziankę.
W tym samym czasie Jerry wypakowywał z przyczepki choinkę, którą kupili po drodze. Monika stała i uśmiechała się do wszystkich.
- Jak przygotowania do świąt? Działasz coś? – zapytała właścicielka dworku.
- Oczywiście, dom posprzątany, tylko choinki nie ma jeszcze.
- No problem, my właśnie kupiliśmy, jutro się ubierze.
- No to chodźmy wszyscy do środka, zimno tu jest – zaproponował Kusy.
Wszyscy weszli do środka. Gdy Lucy pomagała rozebrać się Dorotce, Kusy spojrzał na Monikę i rzekł:
- Ty wiedziałaś o wszystkim.
- No a jakże – odpowiedziała.
- To czemu mi nie powiedziałaś?
- To miała być niespodzianka.
- Ale jakbyś mi powiedziała to o wiele lepiej by mi się sprzątało. Przygotowałbym jakąś kolację.
- O to się nie martw. Kolacja gotowa stoi w kuchni, a ty lepiej idź otwórz wino.
To był wspaniały wieczór w dworku, który trwał do połowy nocy. Nawet Dorotka nie poszła szybko spać, tylko siedziała wraz z innymi i bawiła się z Hot-dogiem. Nie mogła się doczekać jutrzejszego ubierania choinki. Wszyscy pełni wrażeń poszli spać.

Nastał poranek najpiękniejszego dnia roku. Dorotka pomimo pójścia spać już po północy, bardzo wcześnie wstała i jeszcze przed śniadaniem zaczęła ubierać choinkę. Pomagała jej Kinga.
- Nie, tą bomkę gdzie indziej się powiesi – instruowała Kinga dziecko, tak aby w jednym miejscu nie było kilka jednakowych bombek, a były porozwieszane na całej choince.
- A tą niebieską gdzie powiesić?
- Podniosę cię i powiesisz na górze na tamtej gałązce, ok? – wskazała palcem.
- Tak – odpowiedziała Dorotka.
- A to gdzie powiesić? – Dziecko trzymało w ręku dużą żółtą gwiazdę.
- To się wiesza na samej górze, ale tak nie dostaniemy, pójdę po drabinę.
Kinga udała się po sprzęt i po chwili przyszła i zawiesiła. Nagle spostrzegła, że czegoś brakuje.
- Zapomnieliśmy o czymś – rzekła.
- O czym?
- O światełkach.
- Tak, tak, choinka musi świecić! – Krzyknęła córka Lucy.
- Ale to już po śniadaniu dokończycie – zawołała jej matka wołając na posiłek – teraz pora na śniadanie.
- Mamusiu a bombki ładnie powiesiłam?
- Pięknie, nawet bardzo pięknie, a jak dołożycie do tego światełka i łańcuch to będzie super.
Wszyscy udali się do kuchni na śniadanie.

Również po śniadaniu bywalcy ławeczki postanowili udać się na swoje miejsce. Wcześniej jednak mieli dyspozycje od żon aby kupić karpie. Zgromadzili się przy stoisku z żywymi karpiami, które było usytuowane nieopodal bramy do kościoła. Stoisko było czynne około godziny a liczba karpi ograniczona. Stojąc więc w kolejce zaczęli rozmowę:
- No to jeszcze jeden nasz obowiązek i możemy zasiąść do męskiej Wigilii na ławeczce – powiedział Solejuk pół żartem pół serio.
- Ale po co naszym żonom zachciało się żywego karpia to ja nie mam pojęcia – stwierdził Pietrek.
- Właśnie – przytaknął Hadziuk – można było kupić gotowego karpia aby usmażyć i tyle.
- A mnie Jola kazała jeszcze żebym go zabił. Ale ja tak nie mogę, niewinne zwierzę mordować.
- I co, postawiłeś się? – Spytał się Stach.
- No jasne, ale to nic nie dało.
- My ci możemy go zadźgać, nie Solejuk? – stwierdził Hadziuk do kolegi z ławeczki.
- Ba! – odrzekł dumnie.
- Chłopaki nie wiem jak wam dziękować.
- Postawisz nam dziś po Mamrocie i będzie – zażartował Hadziuk.
Pietrek nie wiedział, że Tadeusz mówi to w żartach, więc rzekł:
- Nie ma problemu.
Solejuk z Hadziukiem wymienili porozumiewawcze spojrzenie i gdy wszyscy kupili karpie, zabili oni trzy wigilijne ryby. Stachowi nie musieli zabijać, gdyż co roku zajmowała się tym Michałowa. Po niespełna godzinie wszyscy wrócili na swoje miejsce na ławeczkę.

W domu Pawła Kozioła przygotowań nie było. Jego rodzina została zaproszona do brata na plebanię. Paweł nie bardzo chciał iść. Z rana powiedział Halinie, że musi coś jeszcze załatwić w biurze. Oczywiście blefował. Umówił się z Czerepachem na lampkę koniaku.
- Mówię ci Czerepach, jak mi się nie chce iść na tą wigilię na plebanię.
- Oj tam, złożysz życzenia, jakieś tam ble ble, podjesz sobie i tyle – odrzekł Arkadiusz.
- Wolałbym do was pójść, posiedzielibyśmy, popili – rzekł z uśmiechem Paweł.
- Brat to brat, rodzina – powiedział ironicznie Czerepach.
- Nie ja go wybierałem.
- Ale Michałowa dobrze gotuje, podjesz sobie, a z bratem nie musisz przecież rozmawiać jak nie chcesz. Zdrowie – Czerepach uniósł kieliszek lekko w górę, po czym wypił z niego do dna trunek.
- Może masz i rację Czerepach, jedzenie najważniejsze. Już wolę jeść dania Michałowej niż te eksperymenty Haliny. Ostatnio wiesz co mi podała? Ślimaka!
- Hahaha – roześmiał się Arkadiusz.
- Powiedziałem stanowczo, że tu jest Polska i się je patriotyczne potrawy jak bigos czy schabowy.
- A ona co na to?
- Powiedziała: „ A jak jadłeś kebaba to co?”
- No i co? – Czerepach powstrzymując śmiech był bardzo dociekliwy.
- Jak to co… Musiałem go przełknąć i od razu popić.
W tym momencie dzwoni Halina.
- Ooo, o wilku mowa – spojrzał Paweł Kozioł na telefon – cicho teraz bądź.
- No co tam Halina? – odebrał.
- Wracaj tu szybko, jacyś ludzie protestują przed domem.
- Kto?
- Nie wiem, nie znam ich. Chcą, żebyś wyszedł do nich. Wracaj tu szybko.
- Poczekaj, znudzą się i pójdą. Dziś Wigilia to muszą iść do swoich domów.
- Wracaj, powiedziałam!!! – Krzyczała Halina przez telefon.
- Co się dzieje? – zapytał Czerepach po skończeniu rozmowy.
- Psia mać, jeszcze tego brakowało. Jacyś ludzie zgromadzili się przed moim domem, jakiś protest, czy co…
- Co takiego? Dziś? – niedowierzał Arkadiusz.
- Szlag jasny by ich trafił. Idę! – wstał gwałtownie, założył kurtkę i udał się do drzwi. Musiał najpierw z daleka jakoś zobaczyć co tam się dzieje. Międzyczasie zadzwonił do Staśka i powiedział mu, żeby był w gotowości.

U Solejuków trwały w kuchni wielkie przygotowania. Solejukowa z dziećmi szykowała potrawy na stół wigilijny. Międzyczasie Marianek z Szymkiem po cichu rozmawiali o wczorajszych włamywaczach i że starszy brat ma plan.
- Słuchaj Szymek, najpierw trzeba wymyślić powód opuszczenia kolacji wigilijnej a potem idziemy do sklepu. Mam dwa plany, nie wiem który wybrać. Pierwszy jest bardziej ryzykowny.
Konspirację przerwała ich matka, prosząc Marianka, żeby przyniósł torebkę cukru z drugiego pomieszczenia.
- Czemu ryzykowny? – Spytał się młodszy brat jak Marianek wrócił z cukrem.
- Moglibyśmy się zaczaić na nich w sklepie. W sumie mógłbym rozbroić alarm, ale jak się nie uda i zacznie wyć, zaraz wybiegnie ksiądz z plebanii i wyjdzie na to, że to my jesteśmy włamywacze.
- No a ten drugi plan? – Dopytywał Szymek.
- Mam w swojej budce dwa duże kartony. Schowamy się w nich. Myślę, że włamywacze do nich nie zajrzą. Dodatkowo, żeby wszystko udokumentować, zamieszczę na estradzie na Rynku kamerkę i będzie nagrywała wejście od zaplecza. Najlepsze się zacznie dopiero.
- Co takiego?
- Mamo, my na chwilę wyjdziemy, ok? – Spytał się Marianek.
- No dobra, ale szybko wracajcie.
- Za pięć minut będziemy z powrotem – odrzekł matce najstarszy syn i udali się przed dom omówić szczegóły działań.

Paweł Kozioł nie podjechał pod swój dom, ale sąsiadów i obserwował co się dzieje pod jego miejscem zamieszkania. Stała grupka trzydziestu, może czterdziestu osób przed bramą wjazdową gdyż ona, jak i furtka były zamknięte. Ludzie nie mogli wejść na posesję. Akurat nic nie skandowali, więc nie wiedział o co chodzi i co zrobić. Bał się sam pójść do nich, bo nie wiedział jak zareagują, czy może będą chcieli go zlinczować nie wiadomo za co. Postanowił chcąc, nie chcąc zadzwonić do brata.
- Dzień dobry, znaczy pochwalony, to ja Paweł – rozpoczął rozmowę.
- A witam serdecznie brata, czemu zawdzięczam ten telefon?
- Słuchaj, mam problem. Jacyś ludzie stoją są przed moim domem, z pięćdziesiąt osób i podobno są oburzeni i teraz boję się wejść do własnej chałupy.
- A co ja na to mogę poradzić?
- No chyba bratu pomocy nie odmówisz, szczególnie w taki dzień jak dziś?
- A czy ja prowadzę z bratem politykę? Kościół nie miesza się do polityki. Musiałeś coś przeskrobać pewnie. Obiecałeś ludziom nie wiadomo co i pewnie nie dotrzymałeś obietnicy.
- A żebym ja wiedział, czego oni chcą.
- Wyjdziesz do nich to się dowiesz. Śmiało, nie bój się. W polityce trzeba być twardym.
- Słuszna racja. Jestem osobą publiczną i gó*** mogą mi zrobić.
Paweł rozłączył się i podjechał pod swój dom.

Ławeczkowicze po załatwieniu sprawy z karpiami chcieli w spokoju usiąść na swoim ulubionym miejscu i delektować się Mamrotem. Jednak nie mogli, gdyż część mieszkańców Wilkowyj, zwłaszcza dzieci ubierała wielką choinkę na Rynku. Ławeczkowicze o dziwo sami z siebie zaproponowali pomoc. Inicjatorem był Stach Japycz. Pomyśleli sobie, że lepiej się trochę poruszać niż siedzieć na mrozie. Tego dnia nawet w dzień utrzymywał się spory mróz. Dzieci ubierały drzewko od dołu, dorośli wyżej na drabinach. Więcławski także załatwił podnośnik, żeby można było przystroić górę.
Gdy choinka była już praktycznie ubrana przed godziną jedenastą, z plebanii wyszedł biskup Piotr Kozioł. Gdy ujrzał prawie przystrojone drzewko aż zaniemówił z wrażenia i złapał się za głowę. Gdy podszedł bliżej, ludzie niemalże jednogłośnie krzyknęli do niego:
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
- Na wieki, wieków – odpowiedział.
- No i jak się księ… znaczy biskupowi podoba? – Spytała nadzorująca prace Więcławska, która bardzo przeżywa początki swojej kariery jako wójt. A trzeba dodać, że pomysł z choinką był jej.
- Normalnie zaniemówiłem – odparł.
- Robi wrażenie – przytaknęła Więcławska.
- Robić to będzie w nocy, jak światła się zapali – wtrącił nieopodal stojący Pietrek, który słyszał rozmowę.
Biskup spojrzał się na niego i dostrzegł całą Ławeczkę pomagającą przy ubieraniu. Podszedł do nich i rzekł:
- No panowie, jestem z was dumny.
- Proszę biskupa – rzekł Solejuk – w taki dzień nie wypada siedzieć na ławeczce.
- Tak jest – zgodził się kompan ławeczki, Hadziuk.
Oczywiście tak tylko na pokaz powiedzieli. Gdyby na Rynku było spokojnie, usiedliby na ławeczce, co z rana planowali.
- Brawo, tak trzymać – uśmiechnął się biskup.
Po chwili przemówił publicznie i zaprosił wszystkich wieczorem, przed Pasterką, żeby spotkali się przy tej wielkiej choince na wspólne kolędowanie i życzenia świąteczne. A tymczasem po skończonym ubieraniu wszyscy rozeszli się do swoich domów na dalsze szykowanie się do wieczerzy wigilijnej.

Szef PPU wysiadł z samochodu i odważnym krokiem ruszył ku bramie, żeby ją otworzyć.
- Przyjechał Kozioł! – Krzyknął ktoś z tłumu.
Wszyscy obejrzeli się i poszli w jego kierunku.
- O co chodzi kochani? – Spytał w geście pojednania.
- Kochani… Słyszeliście, mówi do nas kochani… Oszust i zdrajca! – Krzyczała kobieta, która przyszła z trójką małych dzieci.
- Dowiem się o co chodzi? Jeśli nie, to wzywam policję za najście na mój dom! – Rzekł stanowczo Kozioł.
- Jeszcze ma czelność głos podnosić – uniósł się jeden.
- O ustawę się rozchodzi! – Krzyknął drugi.
- No, o dofinansowanie dla najbiedniejszych – wtórował kolejny.
- Co chcecie? Przecież jest ustawa, wszystko przegłosowane – bronił się polityk.
- No może i jest, ale pan dba tylko o swoją gminę i innych ma za przeproszeniem w du*** – oznajmił ktoś z tłumu.
- A my teraz nie mamy za co przygotować świąt, mam piątkę dzieci – żaliła się z płaczem kobieta.
- Czekajcie, musze zadzwonić – wykręcił numer do Czerepacha.
- Arek, coś ty nawywijał?
- Co się dzieje prezesie? – Arkariusz nie wiedział o co chodzi.
- A o ustawę o pomocy dla najbiedniejszych. Tu mi ludzie protestują, że pieniędzy nie dostali.
Czerepach milczał. Wiedział, że to on w tym palce maczał.
- Jesteś tam? Ja wiem, że to twoja wina bo to ty się tym zajmowałeś i radzę ci tu przyjechać i wytłumaczyć ludziom. Już im mówię, że zaraz przyjdziesz. Jak za dziesięć minut nie będziesz to ci nogi z du** powyrywam, zrozumiane?
- Tak jest, już lecę – zakończył Czerepach rozmowę i myślał co tu zrobić.
A stało się tak, gdyż Czerepach nie rozpatrywał wszystkich wniosków o przyznanie dofinansowania. Najbardziej dbał o własną gminę. Nie myślał, że ludzie przyjdą protestować, tym bardziej w Wigilię. A Paweł Kozioł wytłumaczył zebranym przed jego domem, że to nie jego wina i że zaraz przyjdzie osoba odpowiedzialna za to. Ludzie zgodzili się go przepuścić, żeby wszedł do własnego domu. Po chwili przybiegł Czerepach. Próbował ludziom wytłumaczyć to zamieszanie, że to nie z jego winy wyszło to niedopatrzenie i obiecał, że niezwłocznie otrzymają dofinansowanie. Jednak nie poszło to tak łatwo. Ludzie krzyczeli na niego i zażądali potwierdzenia na piśmie. Czerepach więc musiał napisać oświadczenie, skserować, żeby było dla każdego i podpisać. A to trochę zajęło. Nie tak wyobrażał sobie Wigilię. Paweł Kozioł patrzył przez okno i już rozluźniony śmiał się z Czerepacha jak się musi trudzić.
- No i z czego tak się rechoczesz? – Pytała Halina.
- Z Czerepacha, niech ma za swoje.
- A to wcale nie jest śmieszne, tu chodzi o głodne dzieci – odpowiedziała Halina.
- Ale żeby tak nachodzić ludzi w Wigilię i to jeszcze do mnie, niewinnego.
- A co im zostało jak nie mają za co przygotować potraw? Ja już z Lodzią porozmawiam, żeby mu jakąś nauczkę dała – wzięła telefon do ręki i zadzwoniła do niej.
A Paweł Kozioł jeszcze bardziej się uśmiał, że Czerepach ma teraz przechlapaną Wigilie i pewnie całe święta. Ale odetchnął z ulgą, że dla niego jest już po wszystkim. Ale słuszne jest to, że Czerepach nie zaliczy tych świąt do udanych. Teraz pewnie dostał nauczkę, żeby nie faworyzować swojej gminy. A może liczył, że wszystko pójdzie na Pawła Kozioła i uda mu się przejąć partię.

Zapadał zmrok, na niebie pojawiła się pierwsza gwiazdka. Wilkowyjanie zasiadali do wyjątkowego posiłku. Na ulicach ani jednej osoby. Kto samotny, został zaproszony przez sąsiada, aby w taki dzień nie być sam. Biskup zaprosił na plebanię swojego brata z rodziną. Nawet połamali się opłatkiem:
- Życzę ci bracie – zaczął biskup – przede wszystkim, abyś mądrze działał razem ze swoją partią, bo działacie przecież nie dla siebie tylko dla ludzi.
- A czy ja kiedyś nie działałem mądrze? – Przerwał ironicznie.
- Jakbyś działał mądrze, to dziś ludzie by nie przychodzili pod twój dom.
- To nie była moja wina, tylko Czerepacha, widać gad znów coś zaczyna knuć przeciwko mnie.
- Ale za partię odpowiadasz ty i sam dobierasz członków.
- Oj Piotrek, znaczy księże biskupie…
- Możesz mi mówić Piotrek, w końcu jesteśmy braćmi – przerwał mu duchowny.
- No więc Piotrek, a ja ci życzę, żebyś został kiedyś tam papieżem. – Powiedział z uśmiechem.
- Mógłbyś przy Wigilii powstrzymać się od tych swoich żarcików.
- Kiedy ja ci mówię poważnie, byłbyś kimś.
- No to już przesada – uniósł się biskup tak, że inni się odwrócili w ich stronę.
Duchowny nie chcąc psuć atmosfery tego pięknego dnia, wziął w objęcia brata i udawał, że wszystko jest OK, chociaż w podświadomości był zły na brata.

Miła rodzinna sielanka panowała także w dworku Lucy. Dorotka bardzo ładnie ubrała choinkę i czekała na prezenty.
- Mamusiu, kiedy przyjdzie św. Mikołaj? – Pytała zniecierpliwiona.
- Nie martw się kochanie, na pewno przed północą będzie, ma bardzo wiele domów do odwiedzenia – uspokoiła ją Lucy.
Kinga wiedząc o planach Kusego zaproponowała Dorotce, aby po kolacji pójść na dwór ulepić bałwana:
- Wiesz Dorotka, Mikołaj lubi przychodzić z zaskoczenia. Chce, żeby dzieci miały większą frajdę. Dlatego nie możesz cały czas czekać przy choince na niego, bo go spłoszysz. Jak skończymy jeść, to pójdziemy lepić bałwana, ok?
- Dobrze, huraaa! – Krzyknęła uradowana Dorotka.
Po chwili wyszły na zewnątrz, a Lucy i Kusy mogli spokojnie położyć swoje oraz Kingi prezenty.

Szymek z Mariankiem na początku kolacji wigilijnej powiedzieli, że muszą na jakiś czas wyjść. Matka bardzo się dopytywała dlaczego, ale pozwoliła im pójść na chwilę, tylko że mają szybko wrócić. Udali się więc pod sklep, schowali w kartony i czekali na włamywaczy.
- Myślisz, że przyjdą? – spytał Szymek starszego brata.
- Nie sądzę, żeby się rozmyślili – powiedział.
- Boję się trochę tego naszego planu.
- Nie ma obawy, wszystko perfekcyjnie przygotowałem. Tylko trzeba działać szybko.
Plan Marianka jest niczym z filmu o Kevinie. Tylko wszystko musi dziać się bardzo szybko. Nad drzwiami zaplecza umieścili specjalną płachtę, w którą mają wpaść włamywacze niczym w sidła. Plan ciężki do wykonania, życie to nie film. A tymczasem chłopaki usłyszeli parkujący nieopodal samochód i dwa trzaśnięcia drzwiami, czyli wysiadły z niego dwie osoby.

Gdy Dorotka skończyła lepić bałwana. Zawołała rodziców. Oni zaraz przyszli i podziwiali:
- Dorotka, ty to sama zrobiłaś? – spytał się zaskoczony Kusy.
- Kinga mi pomagała – nie ukrywała tego.
- Absolutnie! Jak nie kiwnęłam nawet palcem. – Zaprzeczyła Kinga.
- Amazing – rzekła Lucy. – Nieważne czy lepiłyście razem czy nie, liczy się efekt końcowy.
- To teraz chodźmy zobaczyć, czy Mikołaj już był – zaproponował Kusy.
- Nie było, nikt nie wchodził – odrzekła mu córeczka.
- Ale Mikołaj wchodzi przecież przez komin.
Dorotka po tych słowach czym prędzej udała się do salonu i zobaczyła mnóstwo prezentów. Pomyślała sobie, że rzeczywiście mógł on wejść przez komin. Ale prezenty nie czekały tylko na nią. Były także dla Kingi i dla innych także coś się znalazło.

Włamywacze po cichu zbliżali się do sklepu. Otworzyli drzwi specjalnymi przyborami i jeden z nich wyłączał alarm. Kiedy mu się udało, zamknęli drzwi i weszli do środka. W tym czasie z ukrycia wyszli chłopcy i nad drzwiami zamontowali specjalną płachtę. Od niej poprowadzili sznurek do drzwi wejściowych. Mieli także przy sobie sznurki, aby związać złodziei.
- Wszystko ok? – Spytał szeptem Marianek młodszego brata.
- Trochę się boję, trzeba było wziąć jeszcze kogoś z rodzeństwa.
- Nie będzie źle, oni nie są jacyś napakowani, damy radę. Cicho, wychodzą chyba.

Czerepach wrócił do domu już po godzinie szesnastej. Lodzia wraz z jej rodziną czekała niecierpliwie, wcześniej wiedząc o przekrętach męża. W końcu się zjawił.
- Gdzie się pół dnia podziewałeś! – Wyszła do niego z pretensjami jeszcze w progu domu.
- Miałem ważne sprawy partyjne to załatwienia – nie skłamał, bo to była ważna sprawa, aczkolwiek nie wiedział, że Lodzia wie o wszystkim.
- Ja wszystko wiem – powiedziała Lodzia prosto z mostu.
- Znaczy co?
- O tych twoich przekrętach, faworyzowaniu naszej gminy, o protestach przed domem Kozioła.
- A co już zdążył gad jeden wygadać się?
- Nie on, Halina. Przecież wiesz, że jak jedna coś wie, to druga zaraz też. Zwłaszcza gdy chodzi o naszych mężów. Nie wstyd ci jest?
- Oj nic się nie stało – machnął ręką - Załatwiłem z ludźmi wszystko i jest ok – chciał załagodzić sytuację.
- O tym jeszcze porozmawiamy po świętach, teraz nie będę psuła sobie i mojej rodzinie Wigilii. Masz tylko szczęście, że ja im prawdy nie powiedziałam, bo by mi wytykali zaraz za kogo ja wyszłam. Ale na sucho ci to nie ujdzie. A teraz zdejmuj kurtkę i chodź przywitać się i zasiadamy do stołu – uśmiechnęła się do Arkadiusza, chociaż jej to trudno przyszło. Po chwili wszyscy zasiedli do uczty wigilijnej.

Włamywacze na luzie po cichu wychodzili i nagle na nich spadła olbrzymia płachta. Chłopaki szybko zaczęli związywać włamywaczy, chociaż pomimo, ze siedzieli w olbrzymim worku, stawiali opór. Ale bo kilkudziesięciu sekundach wszystko się udało. Marianek szybko zadzwonił do policjanta Staśka. On z Wioletką byli akurat na Wigilii u Franceski i Tomasza. W czwórkę szybko przyjechali. Na widok radiowozu wyszli także uczestnicy wieczerzy wigilijnej na plebanii.
- Marianek, co się dzieje? – Powiedział zdyszany Stasiek.
- Cali jesteście? – Zapytała Franceska.
- Tak – odpowiedzieli – tu w worku jest dwóch włamywaczy.
- Bandito? – Spytała Franceska nie znając jeszcze słowa włamywacz.
- Można tak powiedzieć – odpowiedziała jej Wioletka.
Po chwili złodzieje, byli już zakuci w kajdanki. Mieli przy sobie znaczną ilość gotówki skradzionej ze sklepu.
- No chłopaki, dobra robota, ale zaraz co wy tu robicie. Nie jesteście w domu z rodziną? – spytał podejrzliwie Stasiek.
Marianek i Szymek wszystko dokładnie wyjaśnili jak dowiedzieli się o możliwości włamania. Przekazali też nagranie, które bardzo ładnie się zarejestrowało. Stasiek był trochę zły na nich, że wcześniej go nie wezwali, tylko próbowali samemu złapać złodziei. A to było niebezpieczne. Nie wiedzieli przecież, czy są uzbrojeni. Stasiek szybko spisał ich zeznania i odwiózł przestępców na komisariat do aresztu:
- No wskakiwać mi tu, już! – rozkazał im wskazując palcem celę.
- Jesteśmy niewinni – oburzali się.
- A może to ja okradłem? – spytał retorycznie policjant.
- Nie, to te dzieciaki zrobiły.
- Koleżko, te dzieciaki to bardzo mądre chłopaki, zamontowali kamerkę i widać jak się włamujecie. Po świętach sądowy Mikołaj będzie miał dla was noworoczny prezent, haha – roześmiał się Stasiek – no wskakiwać mi tu.
- A kajdanki?
- Co kajdanki? W kajdankach będziecie za karę siedzieć do jutra za to, że popsuliście mi Wigilię.
Stasiek popchał ich i zamknął, następnie wrócił do domu. Franceska za nim wróciła na kolację, odprowadziła jeszcze chłopców do domu. Solejukowa zaczęła się martwić, że ich tak długo nie ma.
- No gdzie oni się podziali… - zaczęła głośno rozmyślać.
- To nie podgrzewać jeszcze barszczu? – zapytała Kaśka.
- Nie dziecko, nie. Najpierw muszą chłopcy wrócić – odpowiedziała matka.
- Oni są już duzi, nic im nie będzie – uspokajał Solejuk.
- Ale noc jest już, może kto ich napadł.
- Kobieto, dziś w taki dzień na ulicy jest spokojnie.
- O idą – uśmiechnęła się matka i po chwili uśmiech zszedł z jej twarzy – Matko Boska Częstochowska, co oni narozrabiali, już ja im dam! – powiedziała tak widząc ich wracających z Franceską.
- Coście zrobili łachudry jedne! – Krzyknęła wychodząc na zewnątrz.
- Nic nie zrobili – uspokoiła Franceska.
- No – przytaknęli.
- W sensie nic złego nie zrobili – sprecyzowała Włoszka – nawet bardzo dobra zrobili. Zatrzymali bandito, sami!
- Wy cholery jedne, z bandytami się zadajecie, bawicie się w policjantów?
- Pani Solejukowa nie krzycza na nich – próbowała załagodzić Franceska – byli bardzo dzielni i pewnie dostaną jakaś nagroda.
Solejukowej to nie przekonało, bo chłopcom mogło się coś stać. Chciała z nimi poważnie porozmawiać, ale nie chciała psuć Wigilii:
- Wchodzić mi do domu ale to już, dokończymy innego dnia – nie ciągnęła dziś tego tematu. Tylko pogadała jeszcze chwilę z Franceską i dowiedziała się szczegółów akcji. Solejukowie wrócili do swojej Wigilii a Franceska do swojej. Wszystko skończyło się po godzinie dziewiętnastej.

Męską Wigilię chcieli także zrobić ławeczkowicze. Początkowo ich żony nie chciały się zgodzić, ale w końcu wyraziły zgodę po wcześniejszym spędzeniu jej w gronie rodzinnym i po godzinie dwudziestej pierwszej mogli się spotkać. Ale nie było kompletu. Jedynie Michałowa nie zgodziła się puścić Stacha i spędził cały wieczór na plebanii. Pozostali udali się do domu znajomego Pietrka, który wyjechał na święta.

Coraz bliżej do Pasterki. Godzinę wcześniej na Rynku zgodnie z zapowiedzią biskupa przybywało z każdą minutą osób. Dwadzieścia minut po godzinie dwudziestej trzeciej wyszedł z plebanii biskup Kozioł wraz z innymi księżmi a także innymi uczestnikami Wigilii. Udał się na estradę na Rynku i zaczął składać życzenia mieszkańcom, później odśpiewali trzy kolędy: Wśród nocnej ciszy, Bóg się rodzi, Pójdźmy wszyscy do stajenki i była jeszcze chwila czasu na indywidualne życzenia. Międzyczasie biskup zauważył ławeczkowiczów, którzy wyglądali, że są lekko podpici. Podszedł do nich:
- Panowie, czy mi się zdaje, czy jesteście pijani?
- My? Ależ skąd! – Zaprzeczył Hadziuk.
- No – Przytaknął Solejuk.
- My nic nie pilim – bronił się Pietrek.
- No tobie to jeszcze mógłbym uwierzyć, ale im… Widać, że narąbani.
Po kilkunastu minutach mieszkańcy udawali się już do kościoła na Pasterkę, także Hadziuk, Solejuk i Pietrek chcieli iść.
- A wy gdzie? - Spytał Piotr Kozioł.
- No na Paaa…sterkę – wyjąkali Hadziuk i Solejuk.
- W takim stanie? – Oburzył się biskup – Już ja was wpuszczę. Wytrzeźwiejecie to przyjdziecie jutro. Msze rano o ósmej i dziesiątej, wieczorem o osiemnastej.
- Znaczy ksiądz nam zabrania chodzić do kościoła?
- Solejuk, mów z dalsza, bo nie idzie wytrzymać.
- Napiszemy do ku… ku… kurii – wyjąkał Hadziuk.
- Po pijaku to wy dużo napiszecie. – Roześmiał się biskup – A poważnie to nietrzeźwym nie godzi się przebywać w kościele i do tego siejecie zgorszenie wśród znajomych, a zwłaszcza dzieci. Pietrek może wejść, a wy nie. Żegnam, rozmowa skończona.
Po tych słowach Hadziuk i Solejuk poszli przysiąść na ławeczkę, bo już ledwo trzymali się na nogach. Pietrek zaś poszedł do kościoła. On bowiem, w przeciwieństwie do kolegów wykazał się rozumem i praktycznie nic nie pił, tylko parę łyków.

O Północy biskup Kozioł celebrował uroczystą Pasterkę, która skończyła się przed godziną drugą. Złożył wiernym świąteczne życzenia, podziękował też Mariankowi i Szymkowi za obywatelską postawę, a Stasiek obiecał dla nich nagrodę od policji. Następnie wszyscy bardzo zmęczeni udali się do swoich domów, by od rana świętować dzień Bożego Narodzenia.
Awatar użytkownika
sypniewski5
Super User
Super User
Posty: 364
Rejestracja: 20 kwie 2013, 16:25
Lokalizacja: Dolny śląsk

12 gru 2015, 18:50

Opowiadanie przeczytane od deski do deski. Pablo masz talent pisarski.
Materiał na odcinek Rancza mógłbyś napisać :D
Awatar użytkownika
pablo
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 2323
Rejestracja: 20 maja 2009, 16:43
Lokalizacja: Lublin

16 gru 2015, 20:55

Czytacie opowiadanie? Bo jakoś cisza w tym temacie. Wszyscy tacy zajęci przed świętami, czy zostawiacie sobie opowiadanie na Wigilię? ;)
Awatar użytkownika
pablo
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 2323
Rejestracja: 20 maja 2009, 16:43
Lokalizacja: Lublin

27 gru 2015, 19:23

Widzę, że niepotrzebnie napisałem świąteczne opowiadanie. Myślałem, że to będzie dla Was świąteczny prezent, taki przedsmak świątecznej serii Rancza, ale widzę, że wszystkim znudziły się już moje opowiadania. :( Już na wiosnę się Wam nudziły, ale myślałem, że po ponad półrocznej przerwie z chęcią przeczytacie, ale się przeliczyłem. Bo nie uwierzę, że przeczytało kilkadziesiąt osób a komentarzy jest tyle co widać. Tak więc to było na 100% moje ostatnie opowiadanie.
hunter
Nowicjusz
Nowicjusz
Posty: 2
Rejestracja: 12 gru 2015, 18:09

27 gru 2015, 19:34

pablo pisze:Widzę, że niepotrzebnie napisałem świąteczne opowiadanie. Myślałem, że to będzie dla Was świąteczny prezent, taki przedsmak świątecznej serii Rancza, ale widzę, że wszystkim znudziły się już moje opowiadania. :( Już na wiosnę się Wam nudziły, ale myślałem, że po ponad półrocznej przerwie z chęcią przeczytacie, ale się przeliczyłem. Bo nie uwierzę, że przeczytało kilkadziesiąt osób a komentarzy jest tyle co widać. Tak więc to było na 100% moje ostatnie opowiadanie.
Widać, że się strasznie rozpisałeś, ale trudno jest przeczytać tak długą treść. :( Spojrzałem tylko na ilość treści i już mi się nie chciało czytać.
Sieradzak
Super User
Super User
Posty: 337
Rejestracja: 19 kwie 2015, 15:32
Lokalizacja: Sieradz

27 gru 2015, 23:15

To nie do końca tak... Jeśli chodzi o mnie opowiadanie zaczęłam czytać... Wkrecila mnie opisywana historia. Komentarz
postanowiłam napisać po przeczytaniu calosci co mam w planach w najbliższym czasie którego ostatnio mi brakowało.
Awatar użytkownika
pablo
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 2323
Rejestracja: 20 maja 2009, 16:43
Lokalizacja: Lublin

28 gru 2015, 15:34

hunter pisze:
pablo pisze:Widzę, że niepotrzebnie napisałem świąteczne opowiadanie. Myślałem, że to będzie dla Was świąteczny prezent, taki przedsmak świątecznej serii Rancza, ale widzę, że wszystkim znudziły się już moje opowiadania. :( Już na wiosnę się Wam nudziły, ale myślałem, że po ponad półrocznej przerwie z chęcią przeczytacie, ale się przeliczyłem. Bo nie uwierzę, że przeczytało kilkadziesiąt osób a komentarzy jest tyle co widać. Tak więc to było na 100% moje ostatnie opowiadanie.
Widać, że się strasznie rozpisałeś, ale trudno jest przeczytać tak długą treść. :( Spojrzałem tylko na ilość treści i już mi się nie chciało czytać.
Hmm, skoro 20-30 min czytania jest dla Ciebie za długie, to mam rozumieć, że nie przeczytałeś w życiu żadnej książki?
hunter
Nowicjusz
Nowicjusz
Posty: 2
Rejestracja: 12 gru 2015, 18:09

28 gru 2015, 16:51

Przeczytałem, ale muszę mieć trochę wolnego czasu, żeby przeczytać to twoje opowiadanie. Uwierz, są inne, ważniejsze sprawy na głowie.
Awatar użytkownika
sypniewski5
Super User
Super User
Posty: 364
Rejestracja: 20 kwie 2013, 16:25
Lokalizacja: Dolny śląsk

29 gru 2015, 10:14

Pablo Twoje opowiadania są świetne i są wspaniałym lekarstwem na nudę. ;)
Lubię więc powracać nawet do tych starszych Twoich opowieści :D
Dlatego proszę Cię PISZ DALEJ!!!! Nie do szuflady ale na forum. :)
Mało osób przeczytało, ponieważ jedni pracują, a wcześniej byli zajęci świąteczną ganianiną. :D Ja osobiście przeczytaałem zaraz po ukazaniu się opowiadania. Pablo pisz dalej choćby i dla garstki czytelników.
Teraz czekam z niecierpliwością na kolejne opowiadanie.
''Zakon rycerzy Mamrota'' - ks. bp. Piotr Kozioł
Awatar użytkownika
strazak210
Super User
Super User
Posty: 758
Rejestracja: 09 maja 2013, 14:49
Lokalizacja: Piekary Śląskie

29 gru 2015, 20:59

Pablo to, że ktoś nie komentuje twojego opowiadania, nie znaczy że go nie przeczytał. Na ten przykład ja :D
Przeczytałem już dawno, a to że nie skomentowałem to inna sprawa. Po prostu nie było czasu.
Teraz też za dużo nie napiszę:
Opowiadanie jak poprzednie, fajnie się czytało, fabuła też niczego sobie. :good:
Więc nie pisz bzdur na forum i weź się lepiej za pisanie kolejnego. :!:
BO TU LUDZIE CZEKAJĄ!!!!
Sieradzak
Super User
Super User
Posty: 337
Rejestracja: 19 kwie 2015, 15:32
Lokalizacja: Sieradz

30 gru 2015, 5:05

Opowiadanie przeczytane. Fajnie by było gdybyś zdecydował się kontynuować ta historie...
Awatar użytkownika
Tomek
Zaawansowany komentator
Zaawansowany komentator
Posty: 146
Rejestracja: 08 mar 2015, 18:37

30 gru 2015, 13:13

Długość opowiadania mnie zaskoczyła, ale przeczytałem od początku do końca , tylko komentarza nie dodałem. Ogólnie tutaj dużo czytam, a mało co piszę.

Opowiadanie rewelacyjne. Poczułem ten piękny świąteczny klimat. :napalony:
Dziękuję ci za to. ;)
Awatar użytkownika
Marta
Super User
Super User
Posty: 499
Rejestracja: 15 gru 2014, 20:52
Lokalizacja: Warszawa

30 gru 2015, 15:46

Pablo, przeczytałam wszystkie Twoje opowiadania i uważam, że są świetne. :oki:
Moim zdaniem to opowiadanie nie jest najlepsze w porównaniu z innymi Twojego autorstwa, ale przyjemnie się czytało. ;)
PISZ DALEJ! Czekam na kolejne. :D
"Amerykańska dziewczyna poradzi sobie wszędzie, zwłaszcza gdy płynie w niej polska krew" - Lucy
Awatar użytkownika
pablo
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 2323
Rejestracja: 20 maja 2009, 16:43
Lokalizacja: Lublin

30 gru 2015, 19:47

Przy okazji zapraszam zwłaszcza nowych Ranczersów do tego tematu: opowiadania-f90/opowiadania-pablo-podsu ... t2785.html :)
Awatar użytkownika
wiktoriagradzik
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 151
Rejestracja: 13 lut 2017, 7:31
Lokalizacja: Myszków

10 maja 2018, 11:49

W sumie to chciała bym kiedyś spędzić wigilię w ,,Wilkowyjach,,😄😀
Awatar użytkownika
jacek
Super User
Super User
Posty: 669
Rejestracja: 08 lip 2016, 20:46
Lokalizacja: KRAKÓW

13 maja 2018, 15:21

Wiktoria , jest na to parę sposobów a jeden nawet 100% :rechot: :rechot: :rechot:
"PACTA SUNT SERVANDA" :pałka:
Awatar użytkownika
pablo
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 2323
Rejestracja: 20 maja 2009, 16:43
Lokalizacja: Lublin

13 maja 2018, 18:56

wiktoriagradzik pisze:
10 maja 2018, 11:49
W sumie to chciała bym kiedyś spędzić wigilię w ,,Wilkowyjach,,😄😀
Ja spędziłem, ale nie tyle Wigilię, co "Pasterkę" :D
Awatar użytkownika
wiktoriagradzik
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 151
Rejestracja: 13 lut 2017, 7:31
Lokalizacja: Myszków

14 maja 2018, 0:05

pablo pisze:
13 maja 2018, 18:56
wiktoriagradzik pisze:
10 maja 2018, 11:49
W sumie to chciała bym kiedyś spędzić wigilię w ,,Wilkowyjach,,😄😀
Ja spędziłem, ale nie tyle Wigilię, co "Pasterkę" :D
Zazdroszczę :D
Awatar użytkownika
pablo
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 2323
Rejestracja: 20 maja 2009, 16:43
Lokalizacja: Lublin

14 maja 2018, 6:34

wiktoriagradzik pisze:
14 maja 2018, 0:05
pablo pisze:
13 maja 2018, 18:56
wiktoriagradzik pisze:
10 maja 2018, 11:49
W sumie to chciała bym kiedyś spędzić wigilię w ,,Wilkowyjach,,😄😀
Ja spędziłem, ale nie tyle Wigilię, co "Pasterkę" :D
Zazdroszczę :D
Tyle, że to nie było 24/25 grudnia :rechot:
Awatar użytkownika
wiktoriagradzik
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 151
Rejestracja: 13 lut 2017, 7:31
Lokalizacja: Myszków

14 maja 2018, 8:53

pablo pisze:
14 maja 2018, 6:34
wiktoriagradzik pisze:
14 maja 2018, 0:05
pablo pisze:
13 maja 2018, 18:56


Ja spędziłem, ale nie tyle Wigilię, co "Pasterkę" :D
Zazdroszczę :D
Tyle, że to nie było 24/25 grudnia :rechot:
To i tak fanie 😄😍
ODPOWIEDZ