Strona 1 z 1

Opowiadanie - "Wizyta w komitecie"

: 27 lis 2016, 23:30
autor: Jamick
Witam Ranczersów, jakiś czas temu na fali zbliżającego się130 odcinka, spontanicznie wyszło mi takie opowiadanko.
Nie potrafię pisać i proszę bierzcie to raczej jako zbiór myśli.
Pomysł jest prosty - jeżeli nie można iść dalej to może wstecz ? :-) Taki mały prequel do tego co było na ekranach.



"Wizyta w komitecie"

Wieczór zapadał szybko a za oknami słychać było jedynie czasami szczekanie psa. Cisza jaka panowała w pokoju przerywana była jedynie od czasu do czasu pobrzękiwaniem szkła. Czerepach siedział rozłożony wygodnie pomiędzy skórzanymi oparciami fotela a na przeciwko z przymrużonymi w rozmarzeniu oczami siedział prezes Polskiej Partii Uczciwości - Kozioł.

Siedząc tak wieczorem po całym dniu spotkań i debat, odpoczywali przy zasłużonym koniaczku.

Czerepach napił się drobny łyczek bursztynowego płynu i smak Napoleona przypomniał mu zdarzenie sprzed lat. Rozmarzył się.

Ech.. westchnął na głos.
A pamięta Prezes jak to było kiedyś, jak załatwiliśmy te kwity na węgiel?

Oczy Kozioła przymknęły się jeszcze bardziej, a na jego twarzy rozlał się błogi uśmiech.
No ba! Odpowiedział a w jego głowie zaczęły przelatywać obrazy z czasów już tak odległych.......

.........On i Czerepach stali przed KW PZPR w Lublinie i ani jednemu nie chciało się chwycić za klamkę...

A raz kozie śśśś... powiedział Czerepach, podnosząc rękę do klamki, ale i ręka i słowa zatrzymały się w połowie pod gromiącym okiem Kozioła.

Zmarszczył brwi, poprawił czapkę na głowie i energicznym ruchem otworzył drzwi.

Razem z nimi do gmachu KW wpadł jesienny zimny wiatr i parę liści.

Stanęli przed okienkiem portiera który podnosząc wzrok znad rozczytanej Trybuny Ludu zmierzył ich od stóp do głów. Czapka, kufajka, i gumofilce Kozioła nie budziły w nim respektu.

A towarzysze w jakiej sprawie? zapytał osobnik siedzący za szybką.

Do towarzysza pierwszego sekretarza, wycedził przez zęby Kozioł.

Nie ma go dla nikogo. Odpowiedział portier i siorbając upił gorącej herbaty ze szklanki.

Dla mnie jest, odpowiedział Kozioł i pochylając się do okienka wycedził powoli: Powiedzcie towarzyszowi sekretarzowi że przyjechał Paweł Kozioł, a on już będzie wiedział.

Przez parę sekund zastygli tak bez ruchu, Kozioł pochylony nad okienkiem i portier patrzący na niego.

Ale siła jakaś taka biła z twarzy Kozioła że nie ośmielił się dalej opierać.

Podniósł słuchawkę i zakręcił tarczą 3 razy.

Halo? tu portiernia! Jacyś tu przyszli tacy mówią że do towarzysza sekretarza ale mówiłem że nie ma, ale się awanturować mają zamiar czy coś. Jeden mówi że Kozioł.

W słuchawce zaszemrało coś..

Tak poczekam. Portier ze słabym i jakby pogardliwym uśmiechem na okrągłej twarzy przyglądał się tej dwójce.

W tym czasie Czerepacha zaczął napełniać niepokój, a co jak wyrzucą, a co jak wyrzucą i jeszcze problemy będą. Było nam cicho siedzieć, a tak kontrolę jakąś zaraz wyślą.... myśli jak błyskawice przelatywały przez jego głowę.

Może chodźmy? zapytał nieśmiało, co będziemy towarzysza sekretarza w tak błahej sprawie niepokoić?

I oczami jak psiak świdrował kamienną twarz Kozioła.
Ani mi się waż ruszyć, warknął Kozioł, nie po to takie kilometry PKS- em robiłem żeby teraz jak jaki kundel z ogonem podkulonym uciekać!.

W słuchawce coś zaszeleściło znów. Uśmiech na twarzy portiera gasł powoli a zastępowało go coś co można było porównać do mieszaniny, strachu, podziwu i niezrozumienia.

Tak jest! wykrzyknął do słuchawki prężąc się jak na defiladzie. Oczywiście! już prowadzę!.


Towarzysze pozwolą - uginając się w pół i jakby zamiatając czapką podłogę prowadził ich do windy.
Tu proszę i 4 piętro! Ukłonił się jeszcze i pomachał im zza zamkniętych drzwi.
Widzieli go jeszcze przez chwilkę za wąską taflą szyby i pomknęli z szumem w górę.
Czerepach wpatrując się z zachwytem w Kozioła jak w pomnik jakiś zdołał tylko wyszeptać - Geniusz..
A Paweł Kozioł oglądając swoje odbicie w szybach mijanych pięter odpowiedział tylko jakby do siebie.
No!

Winda zatrzymała się na najwyższym piętrze gmachu,
w sumie budynek miał 3 piętra ale licząc z parterem to jakby 4 a jak to brzmi i powaga instytucji wtedy większa.
Wyszli na korytarz, idąc po czerwonej wykładzinie mijali różne pokoje. Niektóre zamknięte, niektóre otwarte.
Czerepach z zaciekawieniem rozglądał się dookoła i zapatrzony w wiszące na ścianach obrazy potknął się i tylko to że chwycił się kufajki Kozioła uchroniło go od spotkania z twardą podłogą.

Ogarnij się! okrzyknął go Kozioł,
Tu nie muzeum a ty nie na wycieczce!.
Przepraszam wyszepnął Czerepach i chciał coś jeszcze dodać ale już stanęli przed drzwiami sekretariatu.
Delikatnie zapukawszy w drzwi oczekiwali na zaproszenie.
Proszę! zza dziwi dobiegł kobiecy głos.
Weszli do środka ściskając w rękach czapki.
Przywitał ich zapach świeżo zaparzonej kawy i perfum Pani Walewska - Paweł Kozioł znał ten zapach bo przecież jego żona takie używała na co dzień.
My do towarzysza sekretarza - zaczął Kozioł, ale w tym momencie drzwi prowadzące do pokoju I sekretarza otworzyły się szeroko i w drzwiach stanął osobnik średniego wzrostu, lekko siwiejący. Z wyglądu bardziej przypominał nauczyciela matematyki niż pierwszego sekretarza.

Pawełku! - zaczął i wyciągnął ręce w kierunku Kozioła.
Tyle lat! a jak ty wyrosłeś!
Kozioł przywitał się z nim jak z dobrym wujkiem którego nie widział z 10 lat. Ściskali się na tradycyjnego misia i obcałowali jak delegacja radziecka.

Czerepach razem z sekretarką wpatrywali się w tą scenę ze zdziwieniem. On dlatego że jeszcze nigdy wcześniej nie widział swojego przełożonego z tak szerokim uśmiechem na twarzy a ona ponieważ ostatni raz była świadkiem tak serdecznego przywitania jak przybył do nich z niezapowiedzianą wizytą tow. Edward.

Chodź do środka Pawełku, a to kto? zapytał pokazując głową w kierunku skulonego Czerepacha.
Swój - odpowiedział Kozioł.
A jak swój to zapraszam powiedział I sekretarz i gestem pokazał wnętrze swojego pokoju.

Pani Basiu, jeszcze 2 kawy i dzisiaj mnie nie ma już dla nikogo. Rzucił w stronę sekretarki i zatrzasnął drzwi.
Tak jest - odpowiedziała już tylko sobie półszeptem, wpatrzona w obite wygłuszającym skajem drzwi.
Stała tak jeszcze parę sekund jak zahipnotyzowana, ale otrząsnęła się z chwilowego letargu i rzuciła się w kierunku czajnika.


W pokoju było miło, ciepło, i przyjemnie. Czerepach przycupnął na brzegu krzesła gotowy zawsze do szybkiego opuszczenia pomieszczenia. Lata przyzwyczajeń robią swoje i tu nie mogło być inaczej.

Nadal nie mógł uwierzyć w to że ich nie wyrzucili już na dole. Przychodzić po węgiel do samego I sekretarza to była rzecz niemożliwa, czy wręcz bezsensowna. Co on jakiś górnik żeby nam miał sam wyfedrować? Albo może jakiś tajny skład opału mają za komitetem. I rozdają każdemu? Wszyscy mieli problem z węglem to i dlaczego nam by miał pomagać? Jaki by miał w tym interes żeby do jakiejś zabitej dechami wioski podesłać więcej niż do innej - ciągle bił się z myślami i czujnie rozglądał się dookoła.

Gabinet I sekretarza był urządzony jak wiele innych takich gabinetów, Masywny dębowy stół i skórzany fotel, paprotka, szafa, na ścianie towarzysz Edward.

U drzwi krzesło na którym przycupnął Czerepach, a pod ścianą stoliczek z 2 krzesłami na których siedzieli oni - Najwyższy przedstawiciel partii u nich na wsi i najwyższy przedstawiciel Partii w regionie. Na stoliczku krakersy i flakonik z czerwonym goździkiem.

To co ciebie Pawełku do mnie sprowadza? zapytał z ojcowską troską.

Paweł Kozioł nabrał powietrza i zaczął poważnie. Towarzyszu pierwszy sekretarzu, my tu z oficjalną prośbą - ale dokończył już półgłosem sięgając przy tym do teczki - ale nie będziemy tu chyba tak na sucho siedzieć, zwłaszcza że zimno na dworze to i rozgrzać się czymś trzeba - i wyciągnął butelkę najprawdziwszego, Napoleona.

Towarzysz pierwszy sekretarz wziął butelkę z rąk Kozioła tak jakby brał własne dziecko.
Trzymając oburącz odsunął ją na wyciągnięcie ręki i oglądał ją przez chwilkę tak jakby niedowierzająco.
Ostatni raz takiego piliśmy z Twoim ojcem w 44 jak wywaliliśmy Lublin. Gorąc był jak pierun, ale jak towarzysze radzieccy wpadli czołgami...ech.. Rozmarzył się wspominając dawne dzieje.

No nic napijmy się, powiedział i rozlał bursztynowy płyn do pękatych kieliszków.

Czerepach napił się drobny łyczek bursztynowego płynu i smak Napoleona uderzył w jego smakowe kubki. To nie nasza siwucha, ani nawet armeński koniak. To jest jednak smak zwycięstwa i bogactwa, w końcu kosztował 4 dolary 30 centów. Tyle pieniędzy a wynik niejasny - pomyślał.

Sekretarz razem z Koziołem również delektowali się smakiem przyniesionego trunku. Zaczęła się luźna rozmowa o tematach ogólnych. Sekretarz zaczął wspominać stare czasy, jak to z ojcem Pawła wyzwalali Polskę,jak powstało PKWN, jak zakładali PGRy, zakłady pracy i jak budowali ogólne dobro narodu.

Widzisz Pawełku, kiedyś się człowiek mógł wykazać, a dzisiaj? ech co ja gadam... To co Cię sprowadza Pawełku do mnie?

Widzi towarzysz sekretarz - zaczął Kozioł, ale ten mu przerwał. Pawełku to już nie pamiętasz jak mnie nazywałeś wujkiem rybą ? :-D zaśmiał się na głos.

No tak - potwierdził Kozioł - ale to dawne czasy były i nie śmiałem teraz.

W głowie Czerepacha tymczasem wszystko zaczęło się układać. Wujek ryba? i nagle jasny rozbłysk w jego głowie rozjaśnił całą sytuację - Jasny gwint! to przecież towarzysz Ryba! Najbardziej znany partyzant na Lubelszczyźnie! wykrzyknął na głos a oczy jego jeszcze bardziej stały się maślane.

Oj no dobra już,dobra, stare czasy to były kiedy się w partyzantce siedziało, o tu z ojcem Pawełka. Teraz już inny front trzeba zdobywać. Uśmiechnął się towarzysz sekretarz i kontynuował.

To co tam Pawełku Cię trapi?

Wujku - zaczął niepewnie Kozioł, ale widząc że ma przyzwolenie na tak familiarne nazywanie człowieka który rządzi okolicą kontynuował.
Zima się zbliżą a u nas węgla brak.
Wszędzie brak - odpowiedział ze smutkiem w głosie sekretarz.
No tak, ale u nas nowa kotłownia jest wybudowana w czynie społecznym, co to i szkołę i przedszkole i gminę ogrzewać ma.
Dopiero co wybudowana i otwarcie miało być wielkie. Prasa ma przyjechać, towarzysze z okolic. Towarzysza sekretarza zamierzaliśmy zaprosić - coraz bardziej Kozioł kusił.
Dużo nie trzeba - ze 20 ton, a resztę się drzewem opali, lasów u nas wiele i gęste. Sam wujek wie bo bywał z ojcem. Zakończył zagrywając na czułą nutę.
No tak westchnął sekretarz, szkoda by było aby się czyn społeczny zmarnował, a i niech wiedzą ludzie że my tu w centrali nie zapominamy o swoich.
Podszedł do szafy, wyciągnął plik papierów, dopisał coś na jednym, podpisał zamaszystym ruchem i przyłożył pieczątkę. Podał Koziołowi papier a ten czytając w myślach uśmiechał się wesoło.
Przydział na 20 ton węgla, do odbioru.
Podziękował i schował do teczki.
Posiedzieli jeszcze chwilkę i serdecznie się pożegnawszy odeszli na korytarz.
I niech wujek przyjedzie do nas, na otwarcie kotłowni zaproszenie poślemy, ale tak w wolnej chwili zapraszamy w nasz skromne progi.
Przyjadę Pawełku, przyjadę, jak tylko czas pozwoli.
Na tym skończyła się ta krótka wizyta.
Zjechali windą na dół, przeszli obok wyprężonego na baczność portiera i wyszli w chłodny, jesienny wieczór.

Po drodze na PKS, szli w milczeniu. Kozioł uśmiechał się pod wąsem, a Czerepach jeszcze nie mógł uwierzyć w ten cud jaki się im udało dokonać.
Tyle węgla! - zaczął - nie wierzyłem że się uda! Geniusz! Takiego wujka też bym chciał mieć! Rozpływał się Czerepach.

Takiego wujka, to trzeba sobie zasłużyć Czerepach, a teraz idziemy bo nam PKS ucieknie.
Sekretarzu - zaczął pytająco Czerepach - a co jak wyjdzie że sekretarz ma pod tą ciepłownię podłączoną pieczarkarnię?

Nic nie wyjdzie Czerepach, już tam młody Więcławski to tak przy remoncie podłączył że sam diabeł nie dojdzie gdzie to idzie.

Obaj weseli i uśmiechnięci dojechali do Wilkowyj i usiedli w biurze sekretarza Kozioła w komitecie partii.
No to jeszcze po maluchu i do domu, bo mnie Halina siekierą uczesze.

Siedzieli tak chwilkę w ciszy a za oknami słychać było jedynie czasami szczekanie psa, a cisza jaka panowała w pokoju przerywana była jedynie od czasu do czasu pobrzękiwaniem szkła.

Re: Opowiadanie - "Wizyta w komitecie"

: 01 gru 2016, 20:15
autor: Milla-nowa
Fajny pomysł :)