Ze względu na nowe przepisy wchodzące w życie 25 maja br., forum będzie działać tylko do najbliższego czwartku 24 maja. Dostosowanie regulaminu, polityki prywatności, przeprowadzenie audytu, całej kampanii informacyjnej oraz wszystkich innych obowiązków wynikających z przepisów RODO jest zbyt skomplikowanym, czasochłonnym i kosztownym przedsięwzięciem. Forum powstało w maju i w maju kończy swoją działalność. Dziękuję za 13 lat wspólnej przygody z "Ranczem". Zrobiliśmy razem sporo ciekawych i dobrych rzeczy. Było warto!

[opowiad.] Wilkowyjanie na Teneryfie

Dział zawierający opowiadania napisane przez Ranczersów.
Awatar użytkownika
pablo
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 2323
Rejestracja: 20 maja 2009, 16:43
Lokalizacja: Lublin

01 lut 2014, 6:33

:czapka: Teraz coś dla tych, którzy mają dość zimy i chcą już lata. :D Moje kolejne opowiadanie, trochę z innej beczki, większość nie dzieje się w Wilkowyjach i nie wiem czy Wam się to spodoba. Może jednak nie i nie będę musiał pisać kolejnego ;) A jest to moje najdłuższe opowiadanie, czas czytania do 45 minut :)
Więc czytajcie i komentujcie :)

Lato w środku zimy

Styczeń 2014 roku był mroźny w całej Polsce, także w Wilkowyjach. Śnieg padał prawie codziennie, nocami temperatura dochodziła do -30 stopni. W dzień było niewiele cieplej. Mieszkańcy Wilkowyj bardzo mało wychodzili z domów, tylko w ważnej potrzebie. Ławeczka przed sklepem stała pusta, zamarznięta, a jej bywalcy spotykali się w knajpie, która na szczęście była bardzo ogrzewana. Jednak władze gminy pracowały bez zarzutu – drogi były zawsze odśnieżone, chodniki też, ale na potężny mróz nic nie mogli poradzić. Pewnego dnia pod koniec stycznia przyszło do urzędu pismo z ministerstwa z Warszawy, że gmina została wybrana najbardziej rozwojową gminą w Polsce w 2013 roku. I z tej okazji dostała nagrodę – tygodniową wycieczkę na Teneryfę dla 15 osób na początku lutego. Lucy bardzo się ucieszyła, ale nie mogła jechać, jednak namawiała swoje współpracownice:
-Musicie pojechać, ten sukces to także dzięki wam – namawiała Lucy Halinę i Lodzię.
-Ale przede wszystkim Twój – odpowiedziała Halina.
-No ale wiecie, że ja jako wójt nie mogę jechać, mam tu swoje obowiązki, ale wy musicie pojechać, bo się na was obrażę dziewczyny – namawiała Lucy coraz bardziej stanowczo – no i namówcie także mężów, im także należy się nagroda, za reprezentowanie gminy w Senacie.
Halina i Lodzia nabrały przekonania i od razu poszły do swoich mężów i powiedziały o tej nagrodzie. Oni bardzo się ucieszyli i bez wahania zdecydowali się na wyjazd.

Po skończonym dniu pracy Lucy poszła na plebanię. Powiedziała o tej nagrodzie i namawiała księdza proboszcza:
-Uważam, że ksiądz powinien też pojechać, robi ksiądz bardzo dużo dla gmina.
-Dziękuję pani Lucy za pamięć, ale muszę odmówić, mam tu swoje obowiązki.
Wtrąca się Michałowa:
-Aż tak dużo obowiązków to ksiądz nie ma, a ks. Maciej i ks. Robert na pewno poradzą sobie i bez księdza.
-Właśnie – podsumowuje Lucy słowa Gospodyni. – O, a może i pani Michałowa by pojechała? Oczywiście z mężem.
-Ja? Ja nie mogę, muszę się księżmi zająć.
-Przecież ksiądz sobie sami poradzą, to są młode chłopaki, dadzą radę.
-No nie wiem, nie wiem… A ksiądz proboszcz co myśli?
Kapłan chwilę myśli, bowiem nie bardzo chce, żeby Michałowa jechała, chciałby trochę od niej odpocząć. Ale jednak mówi:
-Myślę, że skoro mamy taką propozycję, to nie wypada odmówić pani Lucy i z chęcią się wybierzemy odpocząć od tej nieznośnej zimy.
Michałowa zgodziła się pojechać i od razu powiedziała to Stachowi. On wybierał się akurat do knajpy na spotkanie z kolegami i nie mógł się doczekać, żeby im to powiedzieć. Wchodzi do restauracji, koledzy już siedzieli. Podchodzi do nich i oznajmia:
-Dzisiaj pijemy na mój koszt.
-A co ty Stachu, szóstkę w totka wygrałeś? – śmieje się Solejuk.
-Z małżonką moją jadę na Teneryfę.
-Gdzieeee? – pyta zaskoczony Hadziuk.
-Wyspa taka, na oceanie.
Na to Hadziuk w odpowiedzi:
-Wiem, że wyspa, ale z jakiej okazji tam jedziesz?
-Dostaliśmy propozycję od gminy, nie słyszeliście jeszcze? Nasza gmina została wybrana jako najlepsza w Polsce i dzięki temu jedziemy.
-No a kiedy jedziecie? – Pyta Pietrek.
-Na początku lutego.
-O mamunciu, ale wam dobrze, ja z moją Jolą także bym pojechał, koncert byśmy tam dali.
-Ponoć 15 osób ma tam jechać, nie wiem kogo jeszcze Lucy zaprosiła. No ale dziś z tej okazji wam stawiam.
-Stachu, tylko przywieź dla nas coś lokalnego. Zobaczymy co tam piją – powiedział Solejuk.
-Oczywiście, że coś przywiozę. Nie mogę zapomnieć przecież o kolegach.
Tak minął cały wieczór, w którym to wszyscy pili na koszt Stacha. W tym czasie Lucy myślała kogo jeszcze zaprosić i postanowiła zaprosić kobiety ze spółki, które są znane na całą Europę ze swoich produktów: Hadziukową i Solejukową, a także Więcławską i Wioletkę oczywiście razem z mężami. Dwie pierwsze bez żadnych problemów się zgodziły. Więcławska nie mogła jednak pojechać, gdyż musiała prowadzić sklep, ponieważ Lucy zaprosiła też do wyjazdu Pietrka i Jolę, jako osoby znane w całej Polsce. Wioletka, początkowo też jechać nie chciała tłumacząc tym, że knajpy zostawić nie może. Jednak okazało się, że Zosia zastąpi ją w restauracji i pomoże też Jagna.
Gdy ławeczkowicze się dowiedzieli, że także lecą na Teneryfę bardzo się ucieszyli, bowiem cały wieczór zazdrościli Stachowi.
Jedzie więc 15 osób: proboszcz, Hadziukowie, Solejukowie, Pietrkowie, Koteccy, Koziołowie, Czerepachowie i Japyczowie. Za to w dworku Lucy będzie przez tydzień dużo dzieci, bowiem będą u niej bliźniaki Pietrka i Joli oraz dziecko Staśka i Wioletki i oczywiście Dorotka.

Koniec stycznia były to przygotowania do wyjazdu, który jest w sobotę 1 lutego. Przygotowania były momentami nerwowe, gdyż ten wyjazd wypadł nagle i było mało czasu. Dochodziło także do wielu sprzeczek i kłótni, jednak wszyscy zdążyli się przygotować do piątku wieczór. Wyjazd z Wilkowyj był o godzinie 4 rano. Jednak odbył się z opóźnieniem, gdyż spóźnili się Pietrek i Jola:
-Jola, czemu płaczesz? Chodź, musimy już wychodzić.
-Teraz dopiero do mnie dotarło, że lecimy samolotem, Patryk, ja się boję.
-Nie ma czego się bać. Miliony ludzi latają codziennie i nic się nie dzieje.
-A jak nasz samolot się rozbije?
-Jola nie mów tak – pocieszał ją Pietrek przytulając ją – wszystko będzie dobrze, zobaczysz.
-A jak mam lęk wysokości?
-To nie będziesz patrzyć przez okno. Jola, ja będę cały czas przy tobie, nie masz się czego bać.
Po tych słowach Jola się uspokoiła i szybko się zebrała i po 4 razem z Pietrkiem przyszli na Rynek, gdzie wszyscy już na nich czekali. Bus odjechał o 4.22, do Warszawy na Okęcie zajechał przed godziną 7. Wszyscy mieli chwilę czasu, żeby zjeść śniadanie i napić się kawy. Następnie wszyscy przeszli przez odprawę i kontrolę bezpieczeństwa i o 9.30 weszli do samolotu. Odlot zaplanowany był na godzinę 10. Gdy już wszyscy byli na pokładzie, Jola znów wpadła w panikę:
-O Boże, ja tego nie wytrzymam, wysiadam! – krzyczała na cały samolot.
-Jola, mówiłem ci, że przy mnie nic ci się nie stanie.
-Patryk, akurat, na spadający samolot nic nie poradzisz, wysiadam – wstała Jola i udała się do drzwi.
Stewardesa, która stała przy wyjściu zatrzymała ją i dała jej tabletkę uspokajającą i dzięki niej Jola się uspokoiła. Niepokój tuż przed startem pojawił się także na twarzy Wioletki, jednak ona potrafiła się opanować.

Oczekiwanie na start się przedłużało, przez gwałtowną śnieżycę, która nawiedziła Warszawę. Coraz więcej osób odczuwało niepokój z powodu trudnych warunków atmosferycznych. Dopiero o 13 śnieżyca ustała, trzeba było tylko poczekać na odśnieżenie pasa startowego i o godzinie 13.35 samolot zaczął kołować na pas startowy. W tym czasie leki uspokajające przestały działać i Jola zaczęła krzyczeć. Pietrek ją uspokajał. O godzinie 13:43 samolot wzbił się w powietrze. Jola cały czas była w objęciach Pietrka, ani na moment nie wyjrzała przez okno.
-Widzisz Jola, wszystko je w porządku, niedługo wylądujemy.
Lot przebiegał spokojnie, o godzinie 15 podano obiad. Jednak nie wszystkim on smakował:
-Co to kurna jest? – pyta wściekły Maciej.
-Nie rób mi wstydu Solejuk!- Szepnęła mu żona bardzo zdenerwowana.
-No dali by jakiego kotleta a nie nie wiadomo co, co to za pryta jest, tego się nie da jeść.
-Nie chcesz jeść, to nie jedz, będziesz chodził o suchym pysku.
-A nam smakuje – odpowiedział z tyłu Hadziuk.
-A to se jedzcie, ja nie jem.
Z tyłu samolotu siedzieli Senator i Czerepach z żonami.
-No Czerepach, w końcu zasłużony odpoczynek, po tylu miesiącach ciężkiej pracy.
-Jakiej ciężkiej? – wtrąca Halina – siedzisz sobie w tym biurze i nic nie robisz.
-Jak to nic? – Oburza się Paweł.
-Senatorowo, ja mogę zaświadczyć jak Senator ciężko pracuje, ja zresztą też – mówi Arkadiusz i kontynuuje: -Co chwilę jakieś telefony, wywiady, to radio, to telewizja czy gazeta…
-No słuchajcie – zwraca się Senator do żon – Czerepach dziś wyjątkowo dobrze mówi.
Arkadiusz oburza się tymi słowami.
-Oj Arek żartowałem, oj wypoczniemy sobie przez ten tydzień – mówi Paweł i dodaje szeptem do Arka:
-Tylko szkoda, że żony z nami jadą.
-A no szkoda, ale na pewno będziemy mieć też chwile dla siebie.
Dochodzi godzina 19. Samolot podchodzi do lądowania. Na Teneryfie jest jednak godzina do tyłu i wszyscy muszą sobie przestawić zegarki. W tym samym czasie Lucy z Kusym szykują kolację dla większej liczby osób niż zwykle. Lucy pyta Kusego:
-Pewnie już nasi podróżnicy dolecieli, co?
Kusy spogląda na zegarek i mówi:
-Przynajmniej powinni, mimo tego opóźnienia. Niedługo powinni się odezwać.
-No to teraz wołajmy dzieci:
-Kinga, kolacja! Chodź tu z dzieciami!- Krzyknęła Lucy do Kingi, która się nimi zajmowała.
Po chwili przychodzą i Lucy pyta:
-No i jak tam Kinga?
-Weź daj spokój, to nie na moje siły zajmować się tyloma rozwydrzonymi bachorami naraz.
-Kinga no!
-No co? Mówię co myślę.
-A wy dzieci, lubicie ciocię Kingę? – pyta Lucy bliźniaków Pietrków.
-Lubimy – odpowiedziały.
Kinga się w końcu uśmiechnęła i wszyscy zaczęli jeść kolację. W tym czasie wilkowyjscy podróżnicy lądowali na Teneryfie. Lot przebiegł spokojnie. Pogoda całkiem inna niż w Polsce – bezchmurnie i temperatura 25 stopni. Wszyscy byli wykończeni całodzienną podróżą i od razu po wylądowaniu udali się do hotelu i poszli spać.

Nastaje nowy dzień, niedziela, 2 lutego. Z rana proboszcz zaprosił wszystkich na niedzielną mszę, którą odprawił w malutkim kościółku, który był nieopodal. Później każdy miał czas dla siebie. Bywalcy ławeczki poszli do sklepu zobaczyć, co pije miejscowa ludność. Natomiast ich żony poszły już na plażę, ale nakazały im szybko do nich przyjść. Gdy dochodzą do sklepu, patrzą, a tu stoi ławka.
-Kurna, patrzcie, ławeczka! – Krzyczy zadowolony Solejuk.
-Przecież myśmy dziś nic nie pili jeszcze, to halun nie może być – dopowiedział Hadziuk.
-O mamunciu – przeciera Pietrek oczy ze zdziwienia.
-No to z takiej okazji musimy się czegoś napić i przysiąść na ławeczce – powiedział Stach udając się żwawym krokiem do sklepu.
-Tylko kto zamawia? – pyta się Hadziuk.
-Jak to kto? Pietrek, on to światowiec, angielski zna, prawda Pietrek? –pyta Solejuk spoglądając się na niego.
-Nie ma sprawy, coś tam znam, ale czy te ze sklepu znają angielski?
-Pójdziemy to się przekonamy – poganiał Hadziuk – musimy szybko wypić, bo żony się będą niecierpliwić.
Weszli do sklepu, wybór był duży i nie wiedzieli, które wino wybrać. W końcu wybrali takie ze średniej półki sądząc po cenie. Kosztowało 9,99 euro. Ekspedientka znała na szczęście angielski i Pietrek się z nią dogadał. Po wyjściu ze sklepu wszyscy przysiedli na ławeczkę.
-No wygodna – powiedział Hadziuk, po kilku sekundach siedzenia.
-To teraz zobaczmy czy to coś dorównuje Mamrotowi – mówi Solejuk otwierając butelkę.
Po chwili czas na pierwsze komentarze.
-No jak dla mnie to w sumie może być – zaczyna Stach.
-Dla mnie za kwaśne – dopowiada Hadziuk.
-A mi smakuje, zostawię trochę Joli – oznajmia Pietrek.
-Jak smakuje to pij, nie odmawiaj sobie przyjemności, a Jola jak zechce to jej kupisz drugie – powiedział Solejuk popijając wino, które mu raczej nie smakowało.
Po pół godzinie siedzenia wszyscy wstali z ławeczki i poszli na plaże do żon.
-No nareszcie jesteście! Gdzieście się podziewali?! – Krzyczy Hadziukowa nim jeszcze dobrze doszli.
-No w sklepie byliśmy – odpowiada jej mąż.
-Tak długo? – dopytuje się Celina.
-Długo? – odpowiada zmieszany Hadziuk nie chcąc powiedzieć prawdy.
-No zobaczyliśmy, że pod sklepem stoi ławeczka, identyczna jak nasza, musieliśmy się przysiąść – mówi Solejuk.
-Wy moczymordy jedne, nawet tutaj musicie chlać cały czas? – Wrzeszczy jego żona.
-Patryk! My tu tyle na was czekamy! – mówi równie wkurzona Jola.
-Jola, to była tylko chwila, już jesteśmy. Tera możemy razem spędzić czas.
Dalej cała ósemka spędzała czas razem na opalaniu się.
Troszkę dalej na piasku leżeli Wioletka i Stasiek.
-Ale pięknie nie? Jakie piękne morze, co? – mówi Wioletka leżąc koło Staśka.
-O jest ocean Wioletka.
-Oj dla mnie to nie różnica, woda to woda.
-Zasadnicza różnica jest Wioletka, liczy się ilość wody kochanie.
-Dobrze już Stasiek, rozumiem, nie musisz mi tego tłumaczyć – mówi Wioletka całując męża – Ale romantycznie tu jest normalnie jak drugi miesiąc miodowy, nie?
-Tak Wioletka, masz absolutną rację…
Pogoda pierwszego dnia pobytu jest wyśmienita, temperatura dochodzi do 30 stopni, na niebie ani jednej chmurki. Po 2 godzinach pobytu na plaży wszyscy udali się na obiad. Jakże wielkim zaskoczeniem było to co dostali do jedzenia. Na talerzach były bowiem różnego rodzaju owoce morza, m.in. krewetki, homary, małże, ostrygi.
-Co tu kurna, nic innego nie mają? –oburza się Solejuk.
-No! – Dopowiada Pietrek.
-Kochani, trzeba jeść to co podają, nie można gardzić jedzeniem. U nas się je schabowe a tu ostrygi – oznajmia ksiądz proboszcz – to tak samo, jakby komuś z zagranicy podać u nas na obiad schabowego czy bigos.
-No tak, ale nasze potrawy da się jeść a to? – krzywi się zniesmaczona Wioletka.
-Musimy chociaż spróbować, może coś nam posmakuje – przekonuje proboszcz i zasiada do stołu.
-Wątpię – wtrąca Michałowa – może od jutra to ja wezmę się za gotowanie w tej kuchni.
-A róbta co chceta, ja idę do sklepu coś porządnego kupić! – Oburza się Solejuk.
-A idź, idź, powodzenia z angielskim – odpowiada jego żona.
-Jakim angielskim kobieto? Cena w każdym języku jest taka sama, a wskazać palcem każdy głupi potrafi. Kto idzie ze mną?
Następuje kilka sekund ciszy.
-Nikt nie idzie?!
-Solejuk, trzeba spróbować najpierw, nie jadłeś a mówisz, że nie dobre – uspokaja go Pietrek.
Solejuk machnął ręką i wyszedł z jadalni. Natomiast wszyscy inni zabrali się do jedzenia. Jednak nastroje w czasie jedzenia były różne. Części osób posiłek smakował, m.in. Arkowi i Pawłowi, którzy takie rzeczy już jedli w Warszawie. Ksiądz proboszcz lekko się krzywił, ale zjadł wszystko, czego nie można powiedzieć zwłaszcza o kobietach. Najmniej zjadły Michałowa i Wioletka, które musiały szybko popić dużą ilością wody, gdyż im się zrobiło bardzo źle. Przyznały też rację Solejukowi, że z takim wyglądem nie może dobrze smakować. Wieczorne godziny bohaterowie spędzili dalej na plaży podziwiając piękny zachód słońca. Niebo na zachodzie zrobiło się pomarańczowo – czerwone, słońce stawało się coraz większe aż w końcu zaszło za horyzont i nastała noc. Wszyscy udali się do hotelu i po zjedzeniu małej kolacji poszli spać.

Budzi się nowy dzień, drugi dzień pobytu. Niczym się nie różni od poprzedniego. Podczas śniadania inni Polacy, którzy akurat też jedli zauważyli Pietrka i Jolę. Znali ich bowiem, ponieważ byli na ich koncercie.
-Pani Jola i pan Pietrek, niemożliwe! – krzyknęła rozradowana dziewczyna.
-My we własnej osobie – odpowiedział Patryk.
-Co za niespodzianka, tak spotkać się tutaj na tej małej wyspie.
-Jaka tam mała, tyle osób je na niej.
-Byliśmy na waszym koncercie, cool odjazd naprawdę. Ooo słuchajcie, nasi znajomi prowadzą ten holel, może byście tak wystąpili tutaj z jakimś małym koncertem, co? Po drugiej stronie mają małą scenę na różne występy.
-Jola, co o tym myślisz? – Pytał ją Pietrek.
-Czemu nie, ale czy ludzie nas zrozumieją.
-Proszę się nie martwić tu jest dużo Polaków, da się jakieś ogłoszenie i na pewno trochę ludzi przyjdzie – powiedział narzeczony kobiety.
-Świetnie, można by cosik zaśpiewać, nie Jola?
-A no można, tylko kiedy?
-To już ustalimy z naszymi znajomymi, w którym pokoju mieszkacie?
-39 – odpowiada Pietrek.
-To jak coś ustalimy to damy wam znać, albo się gdzieś spotkamy – powiedział mężczyzna i razem z narzeczoną się oddalili.
-No to teraz Pietrek będziesz sławny na cały świat – powiedział Stach Japycz.
-I spokoju już tutaj nie będziesz miał, tylko co chwila autografy, zdjęcia… – dopowiedział Solejuk.
-Damy radę, nie Jola?
-Oj damy, damy, nawet nie wiesz Patryk jak ja się cieszę.
Po skończonym śniadaniu wszyscy się rozeszli w różnych kierunkach. Kobiety poszły przede wszystkim pochodzić po sklepach, Wioletka i Stasiek na plażę, ławeczkowicze oczywiście na ławeczkę pod sklepem, natomiast Paweł i Arek poszli rozegrać partyjkę bilarda.

Natomiast w Wilkowyjach było nadal bardzo mroźno. Lucy wraca do domu z pracy i mówi:
-No i jak ci Kusy minął dzień z dzieciami? – pyta uśmiechnięta.
-Weź lepiej nie mów. Te dzieciaki Pietrka są nie do wytrzymania.
-Przesadzasz Kusy…
-Nie przesadzam. W weekend zajmowaliśmy się nimi wszyscy. A teraz ty siedzisz sobie w urzędzie a ja musze tu sam z dziećmi się męczyć.
-Przesadzasz Kusy – mówi Lucy całując go.
-Przesadzam? To może ty posiedzisz z nimi sama cały dzień, co?
-Gdyby nie praca, bym mogła z nimi siedzieć, a malowałeś coś dziś?
-Chyba żartujesz, kiedy?
-To idź teraz pomaluj trochę, a ja się nimi zajmę.
-Po całym dniu jestem padnięty, nie dam rady malować, poza tym zaraz będzie ciemno, światło będzie słabe.
Dzień dobiega już końca, a za kilka godzin kolejny dzień i kolejne przygody. Podróżnicy postanawiają się tego dnia udać w kilkugodzinny rejs statkiem. Nie obywa się też bez problemów, bowiem Jola znów zaczyna wpadać w histerię, że nie popłynie, bo statek może zatonąć. Pietrek nie był w stanie jej przekonać, więc oboje zostali na lądzie. Z rejsu statkiem zrezygnowali też Senator i Czerepach, ich żony popłynęły. Statek odpłynął o godzinie 10, powrót planowany na godzinę 15.
Arek i Paweł od razu wykorzystali sytuację, że nie ma przy nich żon. Poszli do klubu fitness i udawali, że ćwiczą, żeby jakieś dziewczyny zwróciły na nich uwagę. Nie trzeba było długo czekać. Podeszły dwie dziewczyny, okazało się Polki, które znały Senatora z oglądania programów politycznych.
-Ooo proszę, kogo tu mamy, pan Senator we własnej osobie.
-Tak we własnej, dla pań Paweł – powiedział podając im rękę.
-Kasia, miło mi.
-A ja Gosia.
-Ooo jakie piękne imiona, a to jest dyrektor mojego biura, Arkadiusz Czerepach – przedstawił go Paweł.
-A co panowie tu robią? – pyta Kasia.
-Przyszliśmy sobie odpocząć od zimy – mówi dumnie Senator.
-Sami? – Dopytuje się Gosia.
-A co to samemu nie można?
-A żony gdzie?
-Żony są bardzo daleko od nas, a my czujemy się tu tacy samotni – powiedział Arek z lekkim uśmiechem.
-Może dadzą się panie zaprosić na jakąś kawę i ciastko? – Ośmielił zapytać się Senator.
-Z przyjemnością – powiedziały uradowane.
-W takim razie chodźmy.
Poszli więc do pobliskiej kawiarni, a potem całą czwórką na plażę.
W tym samym czasie rejs statkiem trwał w najlepsze. Wszyscy byli zachwyceni. Jednak okazało się, że Michałowa, która nie ma co prawda lęku wysokości, ma chorobę morską. Pomimo tego, że statek nie wypływał w głąb oceanu, ona bardzo źle się czuła, kiedy kołysało statkiem. Cały czas przy niej był Stach, który nie mógł być razem z kolegami oraz zaglądał do niej co chwilę ksiądz proboszcz. Reszta podziwiała z pokładu statku piękne widoki okolicznych małych i większych wysp.
-Ale pięknie, nie? – powiedziała zachwycona Wioletka.
-A no pięknie – westchnęły Hadziukowa i Solejukowa.
-Człowiek by mógł tu zostać na zawsze – mówiły zgodnie Halina i Lodzia
-Szkoda tylko, że nie każdy może to zobaczyć – odezwał się Hadziuk.
-Racja. I to przez kobiety. Pietrek tam został z Jolą, Stachu siedzi w środku z Michałową, a my tu sami zostaliśmy – dokańcza Solejuk.
-Powinniśmy się cieszyć z tego co mamy, nie każdy mógł tutaj polecieć – rzekł proboszcz.
-Na taką wycieczkę to powinni dać cały samolot dla nas na nie tylko 15 osób – mówił Tadeusz.
-Masz rację, w końcu gmina to nie tylko 15 osób – podsumował kolega z ławeczki.
Nagle te spokojne rozmowy przerywa krzyk. Okazało się, że tuż obok wypadło małe dziecko, które się za mocno wychyliło. Na statku zapanowała wielka panika. Kiedy to zobaczył Stasiek, błyskawicznie wskoczył do wody i w ostatniej chwili uratował tonącą dziewczynkę. Kapitan został szybko zaalarmowany i zatrzymał statek. Szybko rzucono koło ratunkowe Staśkowi który trzymał małą dziewczynkę. Po chwili wciągnięto ich na pokład. Wszyscy dziękowali Staśkowi za bohaterską postawę, on uważał jednak, że nic wielkiego nie uczynił i to był jego obowiązek. W tłumaczeniu pomagała mu Solejukowa, gdyż Stasiek języków nie zna, jedynie słabo angielski. Ze względu na ten incydent statek musiał szybko wrócić do portu, żeby jeszcze lekarz przepadał dziewczynkę. W tym czasie wilkowyjscy politycy bawili się w najlepsze na plaży z dwiema poznanym dziewczynami. Statek przycumował do portu przed godziną 14. W drodze do hotelu, która biegła obok plaży Halina i Lodzia zauważają swoich mężów w towarzystwie nieznanych im osób. Halina jeszcze z daleka krzyczy:
-Kozioł!!!
Sielanka dobiegła końca, Paweł i Arek nie wiedzą co robić.
-Kto to jest? – pytają dziewczyny.
-Nie wiemy. –Odpowiada Czerepach na poczekaniu.
-Nie wiecie?! Nie wiecie?! – Krzyczy ciągle Halina - ja wam zaraz dam! Żon swoich nie poznajecie?
-Żon? Mówiliście, że żony zostały w domu, oszusty, łajdaki – powiedziała Kasia i dała obu po pysku. Tak samo zrobiła i Gosia i się oddaliły puszczając im wiązankę na koniec. Halina ciągle wrzeszczała na całą plażę, jednak na szczęście większość nic nie rozumiała, chociaż mogli się domyślać. Reszta mieszkańców Wilkowyj przyglądała się temu z daleka:
-Ha ha ha, ale numer – śmieją ją Hadziuk i Solejuk.
-Śmiejcie się, śmiejcie – powiedziała Wioletka – każdy facet taki sam, aby go na chwilę zostawić samego. Ale ty Stasiek mi byś coś takiego nie zrobił prawda?
-Oczywiście Wioletka, że nie, przecież mnie znasz.
-One też znają swoich mężów i co?
W tym czasie Halina ciągle krzyczy:
-To dlatego nie chcieliście z nami iść na rejs, żeby się uganiać za tymi zdzirami!
-Halina, to nie tak! – Broni się Senator.
-One same się do nas dosiadły, bo nas poznały, jesteśmy w końcu publicznymi osobami, służbowo do nas przyszły – dopowiada Czerepach.
Lodzia zachowuje spokój i mówi:
-Arkadiuszu, dosyć tych kłamstw, od teraz nawet na sekundę nie spuścimy was z oczu.
-No to ciekawe, że służbowo to was przychodzą bez ubrania! – mówi nadal uniesionym głosem Halina.
-No na plaży w ubraniu? Halina opamiętaj się.
-Milczy Kozioł! – przerywa mu – widzieliśmy jak czule patrzyliście na siebie. Jakie to szczęście, że statek przypłynął wcześniej.
-Arkadiuszu, do pokoju ze mną, już – powiedziała Lodzia.
Tak samo powiedziała Halina i zaciągnęły mężów do pokoju i dały im porządne kazanie. Inni natomiast też poszli do hotelu lub na obiad.

Wieczorem w lokalnej telewizji a także i w niektórych krajach, w tym także i w Polsce można było usłyszeć o bohaterskim wyczynie policjanta Staśka. Odtąd Stasiek stał się na wyspie bardziej rozpoznawalną postacią niż Senator czy Pietrek i Jola. Również do mieszkańców Wilkowyj doszła ta informacja podczas wieczornych wiadomości. Byli bardzo zaskoczeni tą sytuacją oglądając Staśka i stojącą obok Solejukową, która wszystko tłumaczyła. Także wtorek, 4 lutego był to dzień pełen przeżyć praktycznie dla każdego. Trzy z sześciu dni pobytu na Teneryfie minęły w okamgnieniu.

Nastaje kolejny dzień, tym razem różni się on znacząco od poprzednich. Od rana pochmurno i się znacząco ochłodziło. Więc o pójściu na plażę nie było mowy. Dodatkowo około południa zaczął padać deszcz. Halina i Lodzia ciągle nie spuszczały mężów z oczu. Nie mogli oni pójść nawet na bilard czy kręgle. Poszli jednak wszyscy bywalcy ławeczki pograć trochę w kręgle. Reszta siedziała w swoich pokojach czekając na poprawę pogody.
-Ale rzut Stachu. Gdzie się tego nauczyłeś? – pyta Solejuk.
-To przypadek tylko, nigdy nie grałem – odpowiada.
-Solejuk widać, że nie grał – mówi Pietrek zaraz po jego rzucie, w którym nie strącił żadnego kręgla.
-Kurna no, na trzeźwo nie idzie. Chodźmy się coś napić – powiedział.
-Na picie przyjdzie czas wieczorem, na imprezie, gdzie główną gwiazdą będzie Pietrek – odpowiada Tadeusz.
-Dokładnie. Trzeba umieć pić z umiarem – zgadzał się Stach z Hadziukiem.
-Tak mówicie, bo wam gra idzie.
-Solejuk… - pocieszał go Pietrek – przecie my gramy tylko dla zabawy, nie ma co się przejmować.
-Tak tylko mówisz – to powiedziawszy wyszedł.
-Co się z nim dzieje? – pyta Hadziuk.
- A bo ja wiem? Cały wyjazd taki jest. Może to ten klimat tak na niego działa? – odpowiada Patryk.
-Całkiem możliwe – zgadza się z nim Japycz – ale grajmy dalej.
Grali jeszcze pół godziny, potem poszli na obiad razem ze wszystkimi. W przeciwieństwie do pierwszego dnia, w kolejne był już większy wybór potraw tak więc każdy znalazł coś dobrego dla siebie. Podczas obiadu Michałowa głośno myśli:
-Ciekawe jak tam księża sobie sami radzą…
-Michałowo, na pewno sobie radzą, jestem o tym święcie przekonany – odpowiada proboszcz.
Jednak okazało się, że nie radzą sobie najlepiej.
-Ciężko jest nam bez pani Michałowej – wzdycha ksiądz Maciej.
-Lekko nie jest, tak to zawsze było gotowe, aby przyjść i zejść.
-Ale dobrze, że jest gotowe jedzenie w słoikach – mówi ksiądz Maciej wrzucając pusty słoik do śmietnika.
-Dokładnie, jesteśmy uratowani, no ale zmywać musimy. Ale z drugiej strony może to i dobrze, że ona wyjechała na ten tydzień. Ostatnio to chodziła czasem taka naburmuszona, że momentami aż strach się było do niej odezwać. Miejmy nadzieję, że wróci wypoczęta w dobrym nastroju.
-Na wieki wieków. Amen. – Podsumowuje ks. Maciej słowa ks. Roberta.
-Bo kucharką jest świetną ale charakter… - Tak to księża obgadują gospodynię, która jest kilka tysięcy kilometrów od nich i tego nie słyszy.

Zbliża się wieczór. Na Teneryfie ciągle pada deszcz, chwilami bardzo mocno. Trzeba więc odwołać występ Pietrka i Joli, ponieważ scena jest pod gołym niebem. Zostaje przeniesiony na następny wieczór. Wszyscy więc idą wcześnie spać nie mając co robić.

Kolejny dzień niestety jest podobny do dnia wczorajszego. Od rana leje deszcz i jest dosyć chłodno. Za to w Wilkowyjach pogoda zaczyna się poprawiać. Opady ustały, świeci słońce, mrozy także ustępują. Kusy bawi się z dziećmi i nagle dostrzega na jednym z bliźniaków Pietrka jakieś kropki. Zaniepokojony dzwoni do Wezóła:
-Panie doktorze, tu mówi Kusy.
-Kusy?
-Tak, zobaczyłem na twarzy dziecka Pietrka jakieś kropki.
-A dużo ich jest?
-Z kilkanaście, może pan doktor przyjść?
-Kusy, ja teraz nie mogę, mam pacjentów. Dopiero za jakieś 2 godziny.
-No to co ja mam teraz robić? A jak to coś poważnego?
-Przyślę Jagnę, ona zobaczy co i jak, dobrze?
-Dobrze, tylko szybko.
Po 15 minutach przychodzi pielęgniarka Jagna i ogląda chłopca.
-To jest ospa wietrzna, to typowa choroba wieku dziecięcego.
-A czy jest zakaźna?
-Jak najbardziej – odpowiada Jagna.
-O Boże, Dorotka, pokaż się, tatuś zobaczy czy coś masz na twarzy… Nic nie widzę, całe szczęście.
-Kusy nie panikuj, choroba jak choroba, przejdzie, a może Dorotka się nie zaraziła. Przyjdzie potem doktor to wyda zalecenia. Nie ma powodu do zmartwień. Ja wracam do ośrodka – powiedziała pielęgniarka i poszła. Kusy z niecierpliwością czekał na Wezóła. Jednak on potwierdził słowa Jagny i wydał zalecenie, żeby chory nie kontaktował się z innymi dziećmi, być może one się nie zaraziły.

Popołudniu pogoda na wyspie się poprawiła. Ociepliło się i zza chmur wyszło słońce. Jednak na plażę nie można było pójść, gdyż była mokra. Pietrek i Jola przygotowują się do swojego występu, który się dziś powinien odbyć bez najmniejszych problemów. W momencie gdy wszyscy wybierają się już pod scenę, w Wilkowyjach przychodzi Lucy z pracy. Kusy od razu do niej:
-Dobrze, że jesteś, słuchaj tragedia!
-O matko, co się stało?
-Mamy w domu epidemię, dzieciak Pietrka ma ospę.
-No a doktor był?
-No był…
-I co mówił?
-Że to nic poważnego, typowa dziecięca choroba, ale bardzo zakaźna. Boję się, żeby Dorotka się nie zaraziła. Zamknąłem ją w pokoju i nie ma kontaktu z nikim.
-Kusy no! – Unosi się Lucy – jesteś prze…przew…prze…
-Przewrażliwiony?
-Tak, ale czy to coś złego?
Lucy szybko pobiegła zająć się Dorotką. W tym czasie rozpoczynał się koncert Pietrka i Joli. Przyszło około dwustu osób, nie tylko Polaków. Wszyscy doskonale się bawili. Były też dziewczyny, które spotkały się z Senatorem i Czerepachem, jednak ich żony trzymały ich jak na łańcuchu, ale i tak dziewczyny nie zwracały na nich uwagi. Koncert trwał ponad godzinę, później był czas na autografy i zdjęcia, różne wywiady. Zadowoleni byli także obywatele różnych państw, którym podobały się piosenki, chociaż słów nie rozumieli. Tak więc Jola i Pietrek wrócili do swojego pokoju po północy, kiedy to już wszyscy spali.

Budzi się kolejny dzień, piątek 7 lutego. Ostatni dzień pobytu na pięknej hiszpańskiej wyspie. Pogoda tym razem znakomita. Po dwóch dniach z deszczem dziś słonecznie i temperatura sięga do 30 stopni. Wszyscy udali się na ostatni pobyt na plaży. Niektórzy poszli się wykąpać w oceanie. I nagle słychać krzyki. Ludzie szybko wybiegają z wody i z wrzaskiem wbiegają na plażę. Niektórzy są zdezorientowani co się dzieje.
-No to kurna jest? – myśli Solejuk.
Przybiega zadyszana Wioletka:
-Stasiek, Stasiek!!! – Krzyczy wniebogłosy.
-Wioletka kochanie, co jest?
-Tam jest… Tam…
-Ale co, Wioletka?
-Reeekin!
-A to dlatego ludzie tak zapieprzali na ląd – śmieje się Hadziuk.
-To wcale nie jest śmieszne – ucisza go Wioletka.
Na plaży wybuchła wielka panika, ale rekina nie było widać. Każdy jednak bał się wejść do wody.

Jednocześnie Kusy zajmuje się nadal dziećmi, podczas, gdy Lucy jest w pracy. Izoluje Dorotkę, jednak gdy przychodzi do niej patrzy, że na jej twarzy pojawiają się pierwsze kropki. Zdenerwowany szuka telefonu.
-Psia mać, gdzie jest ten telefon? – mówi pod nosem.
Po chwili w końcu znajduje i dzwoni szybko do Wezóła.
-Halo, doktorze tu Kusy.
-Co się znowu stało?
-Dorotka się zaraziła, ma kropki, niech pan szybko przyjdzie.
-Kusy nie ma pospiechu, niebawem przyjdę, nie panikuj.
Kusy od razu dzwoni do Lucy:
-Dorotka się zaraziła, przyjeżdżaj szybko!
-Kusy, a co to ja doktor?
-Doktor swoją drogą.
-Ja teraz pracuję, dzwoń do doktora i mi nie przeszkadzaj.
-Dzwoniłem już.
-No to czekaj na niego i mi nie przeszkadzaj w pracy.
Lucy się rozłącza. Kusy mówi do siebie:
-No ładnie, ją Dorotka nie obchodzi wcale.
Kusy więc niecierpliwie czekał na Wezóła. W tym czasie panika na plaży trwała dalej.
-Stasiek jak chcę już do domu – mówi rozdygotana Wioletka.
-Tutaj, kochanie, na plaży nic ci nie grozi – uspokaja ją Stasiek – rekin pływa w wodzie, na piasek nie wejdzie.
Cała sytuacja ciągle bawi Hadziuka i Solejuka.
-Ale wy durne chłopy jesteście – mówi do nich Hadziukowa.
-Tacy mądrzy jesteście? To dawajta na wodę zamiast się śmiać – stoi Pietrek po stronie kobiet.
-My? – Pyta mocno zdziwiony Solejuk.
-No a kto? Strach was obleciał?
-A w mordę chcesz?
-Solejuk, bo jak ja cię zaraz strzelę to gwiazdy zobaczysz! – krzyknęła jego żona.
W tym czasie okazało się, że rekin to był fałszywy alarm, który wywołał jeden dzieciak dla zabawy. Ludzie zaczęli znów wchodzić do wody, jednak niektórzy się bali. Wilkowyjscy podróżnicy byli tym wszystkim zdezorientowani i udali się na obiad. Następnie ławeczkowicze poszli jeszcze raz odwiedzić ławkę przed sklepem, jednak się rozczarowali – zobaczyli jak siedzą tam inne osoby.
-No widzę, że i tutaj ławeczka ma powodzenie – odzywa się Stach.
-I chyba też piją wino, jeśli dobrze widzę – dopowiada Hadziuk.
-No to nic tu po nas – mówi lekko zasmucony Pietrek.
-Pietrek, nie bądź w gorącej wodzie kąpany, może zaraz sobie pójdą.
-Chyba nie, butelki mają jeszcze pełne – mówi Stach.
-Chodźmy ich przegonimy – zaciera ręce Solejuk.
-Jak? Po jakiemu chcesz do nich gadać? – odpowiada mu Pietrek.
-No dobra to pójdźmy na te kręgle może, może dziś mi pójdzie lepiej.
I rzeczywiście Solejuk się rozkręcił i był najlepszy i był z tego bardzo dumny.
Halina z Lodzią chodziły po sklepach, żeby zrobić ostatnie zakupy i przywieść jakieś pamiątki. No i za karę ich mężowie musieli chodzić razem z nimi. Przed sklepem czekając na żony Czerepach mówi:
-No to się doigraliśmy. Czemu ten cholerny statek tak wcześnie przypłynął!
-No i wyjazd zmarnowany, a było już tak fajnie.
-Teraz to żony nam żyć nie dadzą, mam nadzieję, że do Warszawy z nami jeździć nie będą.
-A kto je tam wie... – myśli Paweł.
-No przecież one pracują, nie mogą jeździć za nami cały czas.
-Czerepach, one mają taki układ z Lucy, że ona się na wszystko zgodzi, żeby nas do grobu wpędzić.
-Może i Senator ma rację.
-Mam, wiem, co mówię, na razie musimy na wszystko się zgadzać, dopóki sprawa nie ucichnie.

Wyjazd dobiega już końca. W piątkowy wieczór wszyscy się już pakują i idą wcześniej spać, żeby się dobrze wyspać przed całodzienną podróżą. Nad ranem podczas ostatniego śniadania w hotelu Jola znów zaczyna przeżywać lot samolotem, jednak nie tak jak poprzednio. Pietrek zdołał ją uspokoić. Po śniadaniu wszyscy wyszli jeszcze przed hotel popatrzyć na plażę i nacieszyć się widokami.
-Kochani, szkoda, że już musimy wracać, ja bym z chęcią tu jeszcze został – rozpoczął ksiądz proboszcz -Aż żal stąd wyjeżdżać, tutaj mamy piękną wakacyjną pogodę a za kilka godzin wrócimy do naszej śnieżnej zimy.
-Oj zostałby człowiek, został – mówi w odpowiedzi rozmarzona Solejukowa.
-Ale to trzeba by było najpierw przywieźć cały samolot Mamrota, bo takiego wina nie idzie pić – rzekł Hadziuk.
-Święte słowa – wtórował mu Solejuk.
-Mówta co chceta, wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej – mówił z kolei Pietrek – Ja z Jolą już się za dzieckami stęskniliśmy, nie Jola?
-Oj tak Patryk, pewnie one sprawiły dużo kłopotu Lucy – odpowiedziała.
-A ja jestem ciekawa, co zastanę w kuchni na plebanii, aż się boję tam wejść – powiedziała lekko żartując Michałowa.
-Na pewno wszystko będzie w porządku Michałowo, a tymczasem kochani pójdźmy do kościoła pomodlić się o szczęśliwą podróż – powiedział ksiądz i udał się w stronę kościoła, a za nim wszyscy.
Następnie wszyscy wrócili po swoje walizki i udali się na lotnisko. Przybyli tam po godzinie 11. Wsiedli do samolotu przed godziną 13.
-Jola, denerwujesz się? – Pytał Pietrek.
-Trochę, ale nie tak bardzo jak tydzień temu.
-Będzie wszystko dobrze, Jola.
Kiedy samolot miał zacząć ruszać, Halina zorientowała się, że zostawiła w pokoju swój aparat fotograficzny i krzyczy na cały samolot.
-Halina, uspokój się, kto by tam twoje zdjęcia oglądał – śmieje się Paweł.
-Ty już lepiej nic nie mów, gadzie parszywy, policzę się z tobą w domu jeszcze, popamiętasz mnie Kozioł!
-Jak wylądujemy, zadzwonimy do tego hotelu, żeby nam pocztą przysłali. Nic się nie martw – pocieszała ją Lodzia.
Wtrącił się Pietrek:
-To ja tera przed startem może zadzwonię do tych co załatwili mi występ, dali mi numer, powiem co i jak…
-Dzwoń Pietrek – powiedziała senatorowa ocierając oczy chusteczką.
Po chwili samolot ruszył, wystartował o godzinie 13:10 czasu lokalnego. Jola była spokojna, nawet wyglądała przez okno i podziwiała widoki.
Natomiast w knajpie trwały przygotowania do powitania wczasowiczów, które mają się odbyć w niedzielę popołudniu. Pomysłodawcą była Zosia, która zastępowała Wioletkę. W dworku też czekali już na powrót podróżników, bo jednak opieka nad kilkoma dziećmi wymaga trochę czasu. Lot przebiegał spokojnie, samolot wylądował na Okęciu o godzinie 19 czasu polskiego. Tam czekał już bus i wszyscy bezpośrednio udali się do niego. Odjechali o godzinie 20, a do Wilkowyj zajechali na 22. Na Rynku czekało kilkadziesiąt osób aby ich powitać. Po krótkim powitaniu i zaproszeniu na oficjalne przywitanie w knajpie ksiądz udał się na plebanię, Pietrkowie i Koteccy po dzieci, a wszyscy inni rozeszli się do swoich domów.

Tak więc tygodniowa wycieczka na hiszpańską Teneryfę dobiegła końca i czas na powrót do codzienności, jednak miłe wspomnienia na pewno pozostaną w pamięci, ale nie wszystkim. Pogoda na przyjazd elity wilkowyjskiej zdecydowanie się poprawiła – mrozy i śniegi ustąpiły. Następnego dnia w restauracji „U Japycza” odbyło się 3 godzinnie powitanie, na którym każdy opowiedział, jak mu się podobało w ciepłych krajach. Odbył się także pokaz zdjęć, który przygotował Pietrek. Prawie każdy zazdrościł takiego wyjazdu i z chęcią by tam pojechał. Po kilku dniach pocztą przyleciał do Polski zapomniany aparat Haliny.
Ostatnio zmieniony 09 maja 2014, 10:02 przez pablo, łącznie zmieniany 2 razy.
Awatar użytkownika
Przemo94
Moderator
Moderator
Posty: 1715
Rejestracja: 10 sie 2013, 13:39
Lokalizacja: Mrągowo
Kontakt:

01 lut 2014, 7:39

Kolejne opowiadanie, które się świetnie czyta. W sumie to dobry pomysł z tą Teneryfą, coś oryginalnego. pablo trzymaj tak dalej :)
Awatar użytkownika
tomasz
Doświadczony komentator
Doświadczony komentator
Posty: 108
Rejestracja: 06 maja 2013, 16:25
Lokalizacja: Lublin

01 lut 2014, 10:15

dobre :)
Awatar użytkownika
strazak210
Super User
Super User
Posty: 758
Rejestracja: 09 maja 2013, 14:49
Lokalizacja: Piekary Śląskie

01 lut 2014, 10:31

pablo pisze::czapka: Może jednak nie i nie będę musiał pisać kolejnego ;)
To nie przejdzie!
Możesz już zacząć pisać następne bo masz chłopie łeb do tego.
Świetne,gratulacje!
Awatar użytkownika
Justyś
Moderator
Moderator
Posty: 727
Rejestracja: 03 maja 2011, 23:06

01 lut 2014, 10:40

pablo, chyba nie masz wyjścia i musisz napisać kontynuację :D
"-Wiesz, że ja wyznaję zasadę pacta sunt servanda!
-Ta i te ecetera ecetera tam inne." P.K
Awatar użytkownika
naska
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 237
Rejestracja: 30 sty 2011, 9:32
Lokalizacja: Sosnowiec

01 lut 2014, 11:26

Świetne opowiadanie, bardzo miło się czyta i bez kolejnego się nie obejdzie :)
"Ale nie kocha się za coś tylko pomimo"
Awatar użytkownika
kamil159
Super User
Super User
Posty: 620
Rejestracja: 14 lip 2013, 14:33
Lokalizacja: Tomaszów Lubelski

01 lut 2014, 12:14

Pablo, świetne jak zawsze. Jeszcze do końca nie doczytałem, bo zbrakło mi czasu, ale wieczorem sobie dokończę. :)
Awatar użytkownika
pablo
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 2323
Rejestracja: 20 maja 2009, 16:43
Lokalizacja: Lublin

01 lut 2014, 13:14

Dzięki wszystkim za pozytywne opinie, nie myślałem, że tak się będzie podobać. :) Według mnie 2 pierwsze były lepsze, miały lepsze dialogi, chociaż tu też jest sporo fajnych.
Przemo94 pisze:Kolejne opowiadanie, które się świetnie czyta. W sumie to dobry pomysł z tą Teneryfą, coś oryginalnego. pablo trzymaj tak dalej :)
Właśnie tak to wymyśliłem bo nie miałem pomysłu na przygody w Wilkowyjach ;)
Justyś pisze:pablo, chyba nie masz wyjścia i musisz napisać kontynuację :D
Jak już to nowe, bo tu wątki są pozakańczane :)
strazak210 pisze: To nie przejdzie!
Możesz już zacząć pisać następne bo masz chłopie łeb do tego.
Świetne,gratulacje!
To chyba będę musiał specjalnie napisać jakieś nieciekawe :D :lol:

A tak poważnie, na razie chyba przerwa z opowiadaniami, bo zacznie się olimpiada, a ja jestem kibicem :D Po olimpiadzie będę czytał książkę, Wy zresztą również będziecie czytać, więc na moje opowiadanie i tak byście uwagi nie zwrócili :P Może napiszę jakieś wiosenne w marcu... :)
Awatar użytkownika
Bercek90
Super User
Super User
Posty: 879
Rejestracja: 20 kwie 2013, 10:50
Lokalizacja: POLSKA

01 lut 2014, 13:21

:czapka: ,, w którym nie strącił żadnego klęgla''? Powinno być kręgla.

Opowiadanie Genialne !!!! Pablo nie masz innej możliwosci jak napisanie kolejnej części! ;)

Mam takie jedno pytanie tam napisaleś, że wszyscy udali się do kościoła . Senator też? ;)
Awatar użytkownika
pablo
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 2323
Rejestracja: 20 maja 2009, 16:43
Lokalizacja: Lublin

01 lut 2014, 13:33

Bercek90 pisze: ,, w którym nie strącił żadnego klęgla''? Powinno być kręgla.
Mam takie jedno pytanie tam napisaleś, że wszyscy udali się do kościoła . Senator też? ;)
Dzięki, już poprawiłem, czytałem 3 razy i jednak literówki pozostały ;)
Wójt/Senator czasem pojawiał się w kościele choć był rzadkim gościem ;) A po za tym mógł pójść ze wszystkim ale mógł zaczekać przed drzwiami :P
Awatar użytkownika
Bercek90
Super User
Super User
Posty: 879
Rejestracja: 20 kwie 2013, 10:50
Lokalizacja: POLSKA

01 lut 2014, 13:35

Aaa.no chyba, że tak. Już czekam na dalsze opowiadania. :)
Awatar użytkownika
Anija
Moderator
Moderator
Posty: 1785
Rejestracja: 27 lut 2007, 14:58

01 lut 2014, 16:56

pablo brawooooo

Obrazek

Powiem Ci, że bardzo fajnie czyta się Twoje opowiadania :)
"Cieszmy się życiem! Po prostu..."
Awatar użytkownika
pablo
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 2323
Rejestracja: 20 maja 2009, 16:43
Lokalizacja: Lublin

01 lut 2014, 17:12

Anija pisze: Powiem Ci, że bardzo fajnie czyta się Twoje opowiadania :)
Ale książkę na pewno będzie jeszcze fajniej ;)

PS: przynajmniej będę miał coś do czytania bo opowiadania znam przed przeczytaniem, skoro sam pisałem :P
gottsu
Doświadczony komentator
Doświadczony komentator
Posty: 110
Rejestracja: 24 sty 2014, 15:24

02 lut 2014, 18:12

Masz talent pablo, bardzo fajne te opowiadania są :)
Awatar użytkownika
natalia1989
Wyróżniający się
Wyróżniający się
Posty: 201
Rejestracja: 14 lip 2013, 20:38

02 lut 2014, 20:58

Pablo, pisz częściej :) z sukcesem udało Ci się przenieść klimat rancza na Teneryfę. Idealnie przedstawiłeś charakter postaci. Można pomyśleć, że brałeś udział w pisaniu scenariusza :P czekam na kolejne :)
Awatar użytkownika
pablo
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 2323
Rejestracja: 20 maja 2009, 16:43
Lokalizacja: Lublin

03 lut 2014, 8:46

natalia1989 pisze:Pablo, pisz częściej :)
3 opowiadania na miesiąc to uważasz, że za rzadko? ;) Na książkę czekacie o wiele dłużej. :P
natalia1989 pisze: z sukcesem udało Ci się przenieść klimat rancza na Teneryfę. Idealnie przedstawiłeś charakter postaci.
Dzięki :) Jak się w kółko ogląda serial, to się zna charakter, jak się bohaterzy wypowiadają itp. A że nie miałem pomysłu na przygody w Wilkowyjach, to napisałem coś z innej beczki. :)
natalia1989 pisze:czekam na kolejne :)
Kolejne się już pisze, będzie w tym tygodniu. Będzie to jako "preludium" do Igrzysk Olimpijskich :lol:
Awatar użytkownika
natalia1989
Wyróżniający się
Wyróżniający się
Posty: 201
Rejestracja: 14 lip 2013, 20:38

03 lut 2014, 23:18

pablo pisze: 3 opowiadania na miesiąc to uważasz, że za rzadko? ;) Na książkę czekacie o wiele dłużej. :P
Masz rację, na fajne rzeczy warto czekać :P
pablo pisze: Kolejne się już pisze, będzie w tym tygodniu. Będzie to jako "preludium" do Igrzysk Olimpijskich :lol:
Hm... no to czekam z niecierpliwością :)
Awatar użytkownika
Cecztery
Zaangażowany komentator
Zaangażowany komentator
Posty: 63
Rejestracja: 20 sty 2014, 15:40

06 lut 2014, 19:07

Długie to. Jeszcze całego nie przeczytałem, ale jestem gdzieś w połowie :) Bardzo dużo pracy to musiało kosztować i jest naprawdę dobrze napisane (w klimacie Rancza), tylko zmieniałeś czas co jakiś czas, ale to nieduży mankament. Kozioł i Czerepach poszli na bilard jak Krawczyk i Norek :D
Kto zamawiał Radio Taczki? - Pietrek
Awatar użytkownika
pablo
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 2323
Rejestracja: 20 maja 2009, 16:43
Lokalizacja: Lublin

06 lut 2014, 19:30

Cecztery pisze:Długie to.
W porównaniu do powieści to króciutkie. :D
Cecztery pisze: tylko zmieniałeś czas co jakiś czas, ale to nieduży mankament.
Bo tak jak pisałem przed pierwszym opowiadaniem, że mistrzem pisania nie jestem :D
Cecztery pisze:Kozioł i Czerepach poszli na bilard jak Krawczyk i Norek :D
Dokładnie. Jak to pisałem to kojarzył mi się cały czas odcinek "Miodowych lat" jak byli na Cyprze :lol:
Awatar użytkownika
Cecztery
Zaangażowany komentator
Zaangażowany komentator
Posty: 63
Rejestracja: 20 sty 2014, 15:40

06 lut 2014, 19:31

Świetne :D Już całe przeczytałem 8-) Myślę, że z aparatem Haliny też mógłby być wątek na następne opowiadanie, bo mogła np. sfotografować Senatora podczas schadzki i zrobić aferę z tego. To by było ciekawe. Pozdrawiam i gratuluję talentu :)

-- 6 lutego 2014, o 19:33 --
Cecztery pisze:Kozioł i Czerepach poszli na bilard jak Krawczyk i Norek :D
Dokładnie. Jak to pisałem to kojarzył mi się cały czas odcinek "Miodowych lat" jak byli na Cyprze :lol:[/quote]

No, to był świetny odcinek. Najlepsza scena końcowa, jak przyszła teściowa Karola, której nikt się nie spodziewał. Fajne było też jak zamienili walizki z ubraniami, ogólnie lubię ten serial. Zdaje mi się, że w wielu scenach w Ranczu nawiązują właśnie do Miodowych Lat.
Kto zamawiał Radio Taczki? - Pietrek
ODPOWIEDZ