[Ranczo] Wymyślamy scenki

To odpowiednie miejsce na wszelkie przejawy ranczerskiej twórczości związanej z serialem.
Regulamin forum
Gromadzimy tu twórczość fanów serialu "Ranczo" rozrzuconą dotychczas po wielu działach.
Awatar użytkownika
Black_Diamond
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 654
Rejestracja: 29 mar 2008, 18:41
Podziękował(a): 7 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 6 razy

18 lip 2009, 17:40

No wreszcie powróciły świetne scenki Irenki :D
"I tylko sny, szalone sny są tutaj jak wszędzie..."

Awatar użytkownika
Irenka
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 603
Rejestracja: 08 paź 2007, 22:28
Lokalizacja: Wielkopolska
Podziękował(a): 36 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 35 razy
Kontakt:

08 sty 2010, 11:50

Temat scenek został nieco zapomniany. Mamy tylu młodych ludzi na forum - może ktoś spróbuje? Z powodu braku pomysłów, postanowiłam "odgrzać" stary wątek. Rok temu umieściłam w temacie "pomysły na V serię" cztery pierwsze scenki. Dzisiaj dopisałam piątą. Są pomysły na dalszy ciąg. Jak znajdę chwilkę to dopiszę. :)

Scena 1
W knajpie „U Japycza” spotkali się Stach Japycz, Hadziuk, Solejuk i Pietrek. Restauracja jest udekorowana świątecznie. W tle – przy barze – w świetle migających lampek , stoi policjant Stasiek cicho rozmawiając z Wioletką. Na stoliku, przy którym siedzi nasza czwórca – coś bardzo dziwnego – stoją cztery filiżanki z kawą.
Solejuk: Właściwie, chłopaki, to ja nie wiem czy my zmądrzeli, czy całkiem zgłupieli na starość.
Pietrek: A czemu?
Solejuk: Żeby tak siedzieć przy stole i nawet flaszki nie rozpić? Przecie czwartek dzisiaj...
Cała czwórka przez chwilę się zastanawia.
Japycz: Ja myślę, że wikary, chociaż młody jeszcze, to w tym akurat rację ma.
Hadziuk: Właściwie to co nam szkodzi ten jeden dzień w roku na trzeźwo wytrzymać.
Japycz: No właśnie. A pomyślcie sobie jak się w domu zdziwią.
Solejuk: Ja to w zeszłym roku tak zapiłem, że całą Wigilię przespałem. Jak się obudziłem to nikogo w chałupie nie było bo na Pasterkę poszli.
Pietrek: Ja zawsze sam siedziałem w Wigilię. Nawet nie wiecie jak się cieszę, że mam teraz Jolę. Ale zestrachany jestem jak diabli.
Hadziuk: A czemu?
Pietrek: No bo rodziców Joli mam poznać dzisiaj.
Hadziuk: To masz przesrane – teściowie to ciężki gatunek człowieka. Od święta to jeszcze ujdą, ale na co dzień to nie daj Boże. Wiem co mówię.
Japycz: Nie strasz chłopaka bo się całkiem do żeniaczki zniechęci.
Pietrek: E tam! Już mnie nic nie zniechęci. Przecie ojcem mam być.
Japycz: Ja to dzisiaj Wigilię będę miał na Plebani, to mi nie wypada napitym być. Zresztą Michałowa by mi żyć nie dała jakbym Mamrotem chuchnął.
Solejuk: Dobra chłopy. To zbierajmy się i lećmy do chałup.
Pietrek: Ale pamiętacie – pojutrze o czwartej idziemy kolędować.
Hadziuk: No pewnie. Kto by w chałupie trzy dni wytrzymał. Coś nam się na święta też należy.

Scena 2
W dworku atmosfera świąteczna unosi się już w powietrzu. Za oknami sypie śnieg. W kuchni Lucy piecze piernik, którego zapach rozchodzi się do każdego miejsca w domu. Tymczasem w salonie wokół wielkiej choinki, kręci się, niezbyt jeszcze poradnie, mała Dorotka. Razem z tatą stroją drzewko. W kominku trzaska ogień.

Scena 3
Zmierzch. Sypie śnieg. Na przystanek w Wilkowyjach wjeżdża ostatni PKS tego dnia. Wysiada z niego tylko jedna pasażerka – kobieta z walizką na kółkach. Rozgląda się. Widzi oświetlony lampkami sklep i kilka okolicznych domów ze światłem choinek w oknach. Przez gęsto sypiący śnieg widać światło w witrażowych oknach kościoła. Kobieta chwyta rączkę walizki i rusza przed siebie.

Scena 4
W dworku Lucy z Kusym siedzą już przy wigilijnym stole. Salon pięknie udekorowany – w końcu nie na darmo pan domu jest plastykiem.. Mała Dorotka siedzi w wysokim krzesełku. Za oknem sypie śnieg.
Kusy: Nie jest ci smutno, że tak sami siedzimy?
Lucy: Nie. Jestem szczęśliwa bo mam przy sobie najbardziej kochanych ludzi. A jutro będzie dużo gości. Brakuje mi tylko mojej mamy. Nie widziałam jej od kilku lat. Wiesz, ona jest taka bardziej amerykańska. Tam rodzina się tak często nie spotyka jak w Polsce. A odkąd wyjechała ze swoim drugim mężem na Florydę to tak trochę o mnie zapomniała. Ona bardzo lubiła Louis i chyba mi nie wybaczyła, że się rozwiodłam.
Kusy: No tak. A ja jestem chyba dzisiaj najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Jak sobie przypomnę te wszystkie samotne Wigilie.... Mam wrażenie, że nasza trójka to już tłum.
Lucy: To przygotuj się, że za rok będzie nas czworo... :D
Kusy patrzy na żonę jednocześnie zdziwiony, szczęśliwy i nieco skołowany.
Kusy: Czy ja mam omamy słuchowe, czy powiedziałaś właśnie, że...?
Lucy kiwa tylko głową.
Nagle ktoś puka cicho do drzwi. Lucy wstaje i idzie pierwsza. Kusy bierze Dorotkę na ręce i podąża za nią. Otwierają drzwi przez które natychmiast wpadają wielkie płaty śniegu. W progu stoi kobieta z autobusu.
Lucy: Mama?! :eek:

Scena 5
Świąteczny poranek w kuchni Lucy i Kusego. Za oknem śnieg. Lucy przygotowuje śniadanie. Wchodzi Kusy.
Kusy (szeptem): Śpi jeszcze?
Lucy (również szeptem): Chyba tak, nie wchodziłam do niej. Musi odespać podróż.
Kusy: Myślisz, że na długo przyjechała?
Lucy: Nie wiem, ale niespodziankę to nam zrobiła.
Kusy: Ty się przynajmniej z niespodzianki ucieszyłaś, ale ona...
Lucy: Znaczy, że co?
Kusy: Nie widziałaś z jak na mnie patrzyła? Spodziewała się chyba kogoś innego.
Lucy: Kogo?
Kusy: No... przystojnego, młodszego, zaradnego...
Lucy: Przestań. Takiego zięcia już miała. Jakbym takiego szukała to mogłabym się wcale z Louis nie rozwodzić.
Kusy: No właśnie – ona chyba też tak myśli – nie powinnaś się rozwodzić.
Lusy: Przestań. Ja myślę inaczej. Ten rozwód i przyjazd tutaj to było najlepsze co mogłam zrobić.
Spoglądają na siebie z miłością.
Lucy: No, śniadanie gotowe. Pójdę obudzić mamę.
Nagle słychać jak otwierają się wejściowe drzwi. Kusy i Lucy wychodzą do przedpokoju i widzą mamę Lucy ubraną w strój do joggingu, otrzepującą się ze śniegu.
Mama (mówi z lekkim akcentem amerykańskim): Ale z was śpiochy! Prowadzicie bardzo niezdrowy tryb życia. Nie martwcie się – ja się tym zajmę – wprowadzę trochę dyscypliny i ruchu w tym domu. A Dorotkę już teraz trzeba uczyć aerobiku. Zacznę od dzisiaj.
;)
"Z niczym nie należy przesadzać" - Kusy
Zapraszam: www.haniaj.blogspot.com

Awatar użytkownika
Anija
Moderator
Moderator
Posty: 1785
Rejestracja: 27 lut 2007, 14:58
Podziękował(a): 284 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 993 razy

08 sty 2010, 13:48

Irenka, brakowało mi Twoich scenek :) super!
I ten nastrój świąteczny :)
a mama to po byłym zięciu odziedziczyła zamiłowanie do joggingu? :lmao:
"Cieszmy się życiem! Po prostu..."

Ewa47
Super User
Super User
Posty: 1061
Rejestracja: 06 lip 2009, 21:41
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował(a): 46 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 12 razy

08 sty 2010, 23:40

Naprawdę wspaniale, tego właśnie potrzeba, a jaka świąteczna atmosfera. :clap:
Ostatnio zmieniony 09 sty 2010, 0:09 przez Ewa47, łącznie zmieniany 1 raz.
Ewa

Awatar użytkownika
Irenka
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 603
Rejestracja: 08 paź 2007, 22:28
Lokalizacja: Wielkopolska
Podziękował(a): 36 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 35 razy
Kontakt:

12 sty 2010, 10:49

Przed drzwiami ośnieżonego dworku stoją czterej kolędnicy. Hadziuk trzyma gwiazdę, a turoń w gumofilcach dziwnie przypomina Solejuka. Kiedy otwierają się drzwi, kolędnicy dają z siebie wszystko:
„Przybieżeli do...” urywają zdziwieni kiedy orientują się, że stoi przed nimi dziwna postać – to mama Lucy ubrana w obcisły kostium do aerobiku. Przy jej nodze stoi Dorotka. Panowie są nieco zszokowani. Po chwili konsternacji, Pietrek pierwszy odważa się odezwać zdejmując czapkę.
Pietrek: Dzień dobry ... My do Pani Lusy i Kusego...
Mama Lucy (ucieszona): Kolędnicy! Już wiem czego mi w waszym kościele brakuje!
Japycz: Znaczy czego? Bo nie rozumiem...
ML: Prawdziwego śpiewu. Nie macie chóru!
Solejuk: A na co nam chór?
ML: W kościele śpiew powinien być jak dzwon. Znam się na tym trochę. W New York też prowadziłam chór. Muszę się tym zająć...
Hadziuk: Kto by tam u nas miał czas na takie wygłupy...
Solejuk: Właśnie. Nikogo tu pani nie znajdzie.
ML: Już znalazłam! Pójdę jutro do proboszcza wszystko ustalić, a jutro o 17 widzę panów na próbie.
Pietrek: Ale...
ML: Aha, przyprowadźcie jeszcze kilka osób.
Japycz: Ale my...
ML: Przepraszam panów, ale Dorotce zimno w tych drzwiach. Do widzenia.
Zamyka drzwi. Kolędnicy zrezygnowani schodzą z ganku, kiedy drzwi się jeszcze raz otwierają.
Mama Lucy: I pamiętajcie – jutro o 17:00!!
"Z niczym nie należy przesadzać" - Kusy
Zapraszam: www.haniaj.blogspot.com

Awatar użytkownika
Black_Diamond
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 654
Rejestracja: 29 mar 2008, 18:41
Podziękował(a): 7 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 6 razy

12 sty 2010, 19:11

Hahaha... ławeczka w chórze kościelnym :lmao: No to teraz już wiadomo w kogo Lucy się wdała :D :lmao:
"I tylko sny, szalone sny są tutaj jak wszędzie..."

Awatar użytkownika
Anija
Moderator
Moderator
Posty: 1785
Rejestracja: 27 lut 2007, 14:58
Podziękował(a): 284 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 993 razy

13 sty 2010, 16:00

Irenka, świetny pomysł z kolędnikami :lol-above: :lol-above:
"Cieszmy się życiem! Po prostu..."

Ewa47
Super User
Super User
Posty: 1061
Rejestracja: 06 lip 2009, 21:41
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował(a): 46 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 12 razy

13 sty 2010, 19:32

Kitty pisze:Ławeczkowi kolędnicy... Już to widzę oczami wyobraźni!
Irenka, świetna scenka!
A śpiewać to by Jola mogła...
Wyobrażam to sobie, jak oni śpiewają, wyliby jak wilki, zwłaszcza po kilku mamrotach. :lmao: :lmao: :lmao:
Ostatnio zmieniony 13 sty 2010, 20:48 przez Ewa47, łącznie zmieniany 1 raz.
Ewa

Awatar użytkownika
Paulina
Super User
Super User
Posty: 510
Rejestracja: 03 lut 2008, 18:03
Lokalizacja: Kargowa
Kontakt:

13 sty 2010, 19:49

no ciekawe ciekawe :lmao:

Awatar użytkownika
Irenka
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 603
Rejestracja: 08 paź 2007, 22:28
Lokalizacja: Wielkopolska
Podziękował(a): 36 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 35 razy
Kontakt:

15 sty 2010, 12:12

W sklepie Więcławskiej ustawiła się kolejka wilkowyjskich kobiet. Stoją miedzy innymi Hadziukowa i Solejukowa. Za ladą Więcławska z Jolą. Otwierają się drzwi i wchodzi Michałowa otrzepując się ze śniegu.
Michałowa: Dzień dobry.
Odpowiada jej chóralne „dzień dobry
Michałowa: Dobrze, że panie widzę, bo miałam właśnie dzwonić do wszystkich.
Więcławska: A co się stało?
Michałowa: Jest sprawa. Zwracam się do pań jako do tej mądrzejszej części naszego społeczeństwa. (nabiera powietrza jakby miała powiedzieć coś bardzo ważnego) Otóż, wczoraj na plebani była pani Maria...
Hadziukowa: Kto, przepraszam?
Michałowa: Pani Maria, to znaczy mama pani Lucy.
Powszechny gest zrozumienia przeszedł przez towarzystwo.
Michałowa (kontynuuje): I ona zaproponowała utworzenie chóru kościelnego. Księdzu proboszczowi ten pomysł bardzo przypadł do gustu – bo jednak Msza Święta z chórem to nie to samo co bez. Ja teraz zwracam się do pań, żebyście do tego chóru się zapisywały – dzisiaj o 17 będzie zebranie w salce katechetycznej.
Solejukowa: No, jak ksiądz proboszcz popiera to trzeba będzie przyjść...
Michałowa: Ale to nie wszystko. Przed wami trudne zadanie. Pani Maria twierdzi, że bez męskich głosów, chór jest nieciekawy. I dlatego musicie panie nakłonić swoich mężów, żeby też przyszli. Myślę, że każda z was ma na to jakiś sposób. Ja mojemu Stachowi już zapowiedziałam.
Więcławska: I co? Zgodził się?
Michałowa (z tajemniczym uśmiechem): Oczywiście! :]
"Z niczym nie należy przesadzać" - Kusy
Zapraszam: www.haniaj.blogspot.com

Awatar użytkownika
Irenka
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 603
Rejestracja: 08 paź 2007, 22:28
Lokalizacja: Wielkopolska
Podziękował(a): 36 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 35 razy
Kontakt:

01 mar 2012, 14:01

A propos problemów małżeńskich Pietrka i Joli, w temacie "Pomysły na 5 serię" znalazłam taką scenkę napisaną w lipcu 2010 r.

Wilkowyjskie popołudnie. Miejscowa „elita” właśnie spożywa swojego „Czwartkowego Mamrota”.
Pietrek: Ustaliliśmy z Jolą, że musimy kogoś znaleźć na zastępstwo.
Hadziuk: Na jakie zastępstwo?
Pietrek: No, Jola mówi, że mam sobie znaleźć kogoś na jej miejsce bo jej dzieciaki zajmują za dużo czasu...
Japycz znieruchomiał z butelką gotową do przechylenia.Japycz: To wy aż takie nowoczesne małżeństwo jesteście?? Żeby ona sama kazała ci innej baby szukać?!?
Pietrek (uspokaja): Nie, Panie Stachu, to nie o to chodzi. Ja przecie Jole kocham. Rozchodzi się o zespół. Wokalistki mam nowej poszukać.
Japycz: To kamień z serca Pietrek ..... Już myślałem, że ta cała nowoczesność co ją w telewizji widać, do nas przyszła.
Pietrek: Jola nie może śpiewać, a występy mamy zamówione na pół roku na przód: dyskoteka w Żabieńcu, sześć wesel i zabawa w Dożynki.....
Solejuk: Nie wiedziałem, że takie wzięcie macie. Może ja też bym się za śpiewanie wziął...
Pietrek: Do tego talent trzeba mieć...
Solejuk (zaczepnie): A co? Może ja talentu nie mam?
Japycz: Spokojnie Solejuk. Nigdy nie próbowałeś to i nie wiadomo. Daj Pietrkowi skończyć.
Pietrek: Może byśta mi pomogli szukać?
Japycz: Ale jak?
Pietrek: Casting trzeba zrobić . Rozkleimy plakaty, że szukamy wokalistki. Chciałem was prosić, żebyście w żiri byli.
Solejuk: To znaczy co?
Pietrek: No, żebyście pomagali mi wybrać.
Solejuk: Znaczy w komisji takiej?
Pietrek: No.
Hadziuk: A ta komisja to o suchym pysku będzie?
Pietrek: Napoje ja zapewniam.
Hadziuk: To ci pomożemy.


Spróbowałam dzisiaj dopisać dalszy ciąg. Może trochę nieudolny, ale to brak wprawy i proszę o wybaczenie. :ups:

Japycz, Hadziuk i Solejuk czekają na Mamrota, którego ze sklepu wynosi Pietrek. Po rozdaniu trunków Pietrek siada z niewesołą miną.
Pietrek: No i cała nasza robota na nic się zdała…
Solejuk (zdziwiony): Jaka robota?
Pietrek: No ta w sobotę…
Hadziuk: Aaa, znaczy - ta komisja. Jeszcze w poniedziałek promile mnie trzymały
Japycz: Eee, w poniedziałek? Nic tak długo nie trzyma.
Hadziuk: Wiem co mówię. Stara kazała mi do alkomatu dmuchać bo miałem do Radzynia jechać.
Solejuk: A co, Staszka specjalnie wołała?
Hadziuk: Gdzie tam – kupiła taką maszynkę, żeby tajną broń na mnie mieć.
Japycz: Moja żona to naturalnej metody używa - na węch bierze. Ale ty Hadziuk głowę słabą musisz mieć. Ja już w niedzielę zdrów byłem.
Solejuk: Ale co ty Pietrek mówisz, że nasza komisja się nie udała? Mnie się podobało.
Hadziuk: Noo, było na co popatrzeć.. .
Pietrek: No i właśnie o to chodzi. Żeśmy się nachlali i naoglądali. Jeszcze żem Joli takiej wściekłej nie widział. :pala Jak mnie spytała, która najlepiej śpiewa to co miałem powiedzieć?
Japycz: Faktycznie, o to nie pytaliśmy…
Hadziuk: No.
Solejuk (zaciera ręce): To co? Jeszcze jeden casting robimy?
Pietrek: Już nie trzeba…
Solejuk: (zawiedziony) Bo co?
Pietrek: Jola powiedziała, że sama śpiewać będzie. I tera ona casting zrobi.
Hadziuk: Jak sama chce śpiewać to na co casting?
Pietrek: Nianię będzie wybierać. I powiedziała, że jak jeszcze raz wrócę nad ranem to rozwód ze mną bierze.
Japycz: No to napijmy się.
:)
"Z niczym nie należy przesadzać" - Kusy
Zapraszam: www.haniaj.blogspot.com

Awatar użytkownika
Anija
Moderator
Moderator
Posty: 1785
Rejestracja: 27 lut 2007, 14:58
Podziękował(a): 284 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 993 razy

01 mar 2012, 14:11

Irenka uważam, że z wprawy nie wyszłaś :friends rewelacja! :)
"Cieszmy się życiem! Po prostu..."

mdusia123
Nowicjusz
Nowicjusz
Posty: 24
Rejestracja: 18 lut 2014, 23:51
Podziękował(a): 1 raz
Otrzymał(a) podziękowań: 7 razy

20 lut 2014, 19:08

Do Wilkowyj przyjeżdża były mąż Lucy- Luis. Idzie prosto do dworku, ale zaczaja się w pobliskim parku i obserwuje co się dzieje w domu. Kiedy po kilku godzinach widzi, że Kusy wychodzi po zakupy, z diabelskim uśmiechem podchodzi pod drzwi domu. Kiedy Lucy słyszy pukanie uśmiecha się i woła:
- Znowu coś ci się przypomniało?- Urywa zaskoczona na widok byłego.- A ciebie co tutaj przywiało do cholery?
- A co to, nie można już własnej żony odwiedzić?- Pyta z diabelskim błyskiem w oku. Próbuje pogłaskać Lucy po policzku, ale dziewczyna wyrywa się.- O, a co to się stało, że nie masz ochoty na męski dotyk? Kiedyś byłaś bardziej chętna nie tylko w stosunku do mnie, ale i dla innych. Mam ci przypomnieć ilu mężczyzn zaciągnęłaś do łóżka, aby dostać pracę? Nagle zrobiłaś się taka święta?- Mężczyzna coraz bardziej podnosi głos.
-Nie jestem już twoją żoną. Dobrze wiesz, że nigdy cię nie zdradziłam. Dopóki byłam z tobą nie spojrzałam nawet na innego faceta. - Lucy również zaczyna krzyczeć.
- Spokojnie, niby dowodów nigdy nie znalazłem, ale przecież wiesz, że w takiej małej wsi plotki roznoszą się lotem błyskawicy. Nie chcesz chyba, aby ten twój kochaś przestał wierzyć w twoją niewinność?- Kolejny diabelski uśmiech.
- Kusy nigdy by w te plotki nie uwierzył! On mi ufa!- Lucy jest coraz bardziej wściekła.
Nagle drzwi otworzyły się szeroko i stanął w nich Kusy. Gdy jego spojrzenie natrafiło na postać Luisa w jego oczach błysnęła wściekłość.- A ten co tutaj robi?
- Nie wtrącaj się kulawcu! Z żoną rozmawiam.- Odpowiedział Luis niegrzecznie.
- A mnie się zdaje, że ona nie chce z tobą gadać. Zresztą to już nie jest twoja żona. Więc dobrze ci radzę: wynoś się stąd, bo zaraz nie wyjdziesz stąd w jednym kawałku.- Kusy z każdą chwilą podnosi coraz bardziej głos.
- Grozisz mi!!!??? Więc jesteście siebie martwi: puszczalska i kryminalista!!!- Wrzasnął mężczyzna.
Wtedy w Kusego jakby piorun strzelił. Rzucił się na Luisa i zaczął go okładać pięściami.
- ODWOŁAJ TO!!!- Wrzasnął mężczyzna.
C.D.N.

ODPOWIEDZ