[Ranczo] Wymyślamy scenki

To odpowiednie miejsce na wszelkie przejawy ranczerskiej twórczości związanej z serialem.
Regulamin forum
Gromadzimy tu twórczość fanów serialu "Ranczo" rozrzuconą dotychczas po wielu działach.
Awatar użytkownika
singri
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 236
Rejestracja: 22 gru 2006, 13:46
Lokalizacja: stolica
Kontakt:

02 lut 2007, 14:58

Na wstępie przerzucam ze starego forum kilka wyjątkowo udanych:
SCENKA 1
stoją razem na podwórku Lucy, Kusy, eksio i Witebski. Lucy z eksiem gadają, może być, że po angielsku, a Kusy z polonistą robia za widownię:

Eksio: Lucym ja nie chcę bardzo, żebyś tu mieszkałam wróć ze mną.
K(wtrąca się): Proszę pana, Lucy jest dorosła i sama może zdecydować...
E(wkurzony, po polsku):Ty, kulawiec, to nikt nie pytał!

Lucy robi krok do przodu, słychać PLASK!(albo raczej trzask), po czym wybucha potokiem angielskich słów.

K: Uuu... Musiało boleć...

Lucy, cały czas krzycząc, łapie byłego za chabety i wywala za bramę.

W: Panie Kusy?
K: Mhm?
W: Pan zna trochę angielski?
K: Trochę...
W: A zrozumiał pan, co Lucy mu powiedziała?
K: Zrozumiałem.
W: Może mi pan przetłumaczyć?
K: Po co? To się do druku nie nadaje.


SCENKA 2

Kusy znalazł pracę, odebrał wypłatę no i chce dać Lucy swoją działkę, żeby go już nie utrzymywała.

Lucy protestuje, mówi, że to są jego pieniądze, Kusy oczywiście nalega, bo do czego to podobne, zeby kobieta go utrzymywała, jak może sam, i kończy się to wielką awanturą (tzn. Lucy krzyczy, a Kusy, jak to on, stoi ze spuszczoną głową).

Cały wieczór Lucy się nie odzywa i nie zagląda na stryszek, a Kusy też woli jej się nie pchać w oczy. Lucy wraca ze szkoły i chce się z nim pogodzić, porozmawiać, wchodzi na górę...

Kusego nie ma, jego rzeczy też nie. Wyprowadził się.

Tylko na szafce leży kartka "Dziękuję, Kusy"

Lucy cała zmartwiona oczywiście, zastanawia się, co on z sobą zrobił, i dochodzi do wniosku, że tym razem zabijać się nie poszedł, bo wziął rzeczy.

Kusy w tym czasie idzie na plebanię i pyta, czy ksiądz nie słyszał o pokoju jakimś do wynajęcia. ksiądz pozwala mu na tymczasem na plebanii zamieszkać, ajak Kusy się urządza, po cichu wymyka się do dworku, zdać Lucy relację, bo przecież głupi nie jest i może się domyślić o co chodzi.

I tak mija kilka dni.

Kusy szuka mieszkania, Lucy żałuje i myśli, jak to odkręcić, a ksiądz co dzień wpada do niej i opowiada, jak tam sobie przystojniak radzi.

I lucy w końcu wpada na pomysł.

prosi o pomoc księdza i Mroczka
ksiądz mówi Kusemu, że słyszał o mieszkaniu i daje mu numer Mroczka, bo on pośrednik, to wie więcej.

Mroczek umawia Kusego z "właścicielem mieszkania" w parku w Radzyniu.

Kusy jest wcześniej, stoi, czeka, i nagle słyszy za plecami "Cześć". Bardzo znajome cześć...

L: Cześć
K: Powinienem się domyślić...

chwilę milczą, i nagle, jednocześnie, mówią "przepraszam"

śmieją się oczywiście i znowu chwila ciszy...

L:To moja wina, nie powinnam tak się złościć...
K: Nie przesadzaj, ja też nie jestem niewinny... powinienem siedzieć cicho, jak się zdenerwowałaś...
L: To może przestaniesz sie wygłupiać i wrócisz do domu?
K: A ty przestaniesz... protestować i weźmiesz te pieniądze?
L: Kompromis, tak? Niech będzie. Chodź, bo tu zimno.

SCENKA 3, praca zbiorowa moja i Isi...

Kusy siedzi z wędką i łowi ryby... niewiele złowił ale na kolację będzie, w kieszeni ma pudełko z pierścionkiem, wyjmuje, ogląda, wzdycha i chowa.

Lucy widziała to z daleka, uśmiechnęła się po swojemu i siada koło niego na pomoście i patrzy na spławik. Siedzą tak razem.
Wreszcie Lucy przełamuje ciszę:

Lucy: po co byłeś w mieście przecież żadnych farb nie kupiłeś?
Kusy: a tam nic ważnego
Lucy: spotkałam Klaudię - była jakaś dziwna i widziałam, że wychodzicie ze sklepu jubiler.
Kusy: cisza...
Lucy: jak nie chcesz to nie mów ale nie mogę patrzeć jak się męczysz... a ja bardzo na to czekam.
Kusy: muszę to przemyśleć
Lucy: Ty nie za dużo myślisz ?
Kusy: to wszystko miało inaczej wyglądać.
Lucy: a jak?
Kusy: uroczyście
Lucy: tu też jest uroczyście - popatrz jak pięknie dziś słońce zachodzi. /wzdycha i wymownie patrzy na Kusego, który właśnie wpatruje się w spławik...i otwiera usta i zaraz je zamyka spowrotem/

Lucy sięga ręką za niego i wyciąga mu z kieszeni pudełko z pierścionkiem. Otwiera.

L: Ładny, dla kogo?
K: Przecież wiesz...
L: Ale chcę to usłyszeć od ciebie.

Zamyka pudełko i mu oddaje.

K: Nie wiem, po co to kupiłem... To przecież nie ma sensu, ty z takim śmieciem jak ja...

L(przerywa mu): Kusy, ty chcesz żyć ze mną w zgodzie?!!!
K: No jasne, czemu pytasz?
L: To wiedz, że jak jeszcze raz powiesz na siebie śmieć, wyrzucę ci rzeczy za bramę! A poza tym nie zmieniaj temat!

Kusy wzdycha i znowu milknie. Po chwili milczenia

L: Ja z tobą naprawdę oszaleję...

Wstaje i chce odejść. kusy reflektuje się, że to może być ostatnia szansa:

K: Lucy, zaczekaj!
L: Tak?

Wyjmuje pierścionek.

K: Wyjdziesz za mnie?
L: No, nareszcie...

i dłuuugi całus...

SCENKA 4

L: Kusy, bardzo cię proszę, zostaw mnie samą...

Kusy mocno zdziwiony, bo z czymś takim jeszcze do niego nie wyskoczyła, stoi i patrzy na nią.
Lucy traci cierpliwość

L: Głuchy jesteś?! Wyjdź!

Kusy odwraca się ichce wyjść, zraniony nieźle, gdy lucy się reflektuje

L: Przpraszam cię, zaczekaj. Chodzi o to, że miałam dziś fatalny dzień, pokłóciłam się z wójt, i nie chcę się wyładowywać na tobie, rozumiesz? Więc lepiej uciekaj na strych, poki jestem w miarę spokojna
K: Lepiej, żebyś wyładowała się na mnie, niż masz to w sobie dusić...
L: Ale nie ty mnie zdenerwowałeś, nie zasłuzyłeś, zebym na ciebie krzyczała.
K: Mniejsza, tu chodzi o to, żebyś ty nie była zła.
L: Czy ty czasem myslisz o sobie? Trochę egoizm ci nie zaszkodzi...
K: A kogo ja obchodzę?
L(już lekko zła): Mnie! Mnie obchodzisz...
K: Jeszcze się nie poznałaś, co ja jestem za egzemplarz?
L(zaczyna się wściekać): Kusy, jak ty nie chcesz mnie zdenerwować... Ty to robisz specjalnie!
K: Co robię?
L: Denerwujesz mnie!
K: Ja? Ty chyba żartujesz! Przecież jak ty się naprawdę zdenerwujesz, to ja się odezwać boję, a ty mówisz, że bym cię celowo denerwował?
L: Mhm. Żebym się wyładowała i już nie była zła. Prawda?
K: Ty to chyba masz jakiś szósty zmysł...
L(kompletnie już rozbrojona): Jaki zmysł? Ja cię po prostu znam...

SCENKA 5

scena z bylym Lucy, robocze imię Peter.

Lucy nie ma, Kusy coś tam na podwórzu majstruje i przyłazi ten.

P: Lucy jest?
K: A kto pyta?
P: Jestem jej mężem.
K: Z tego co wiem, to chyba byłym mężem... Nie ma, w pracy.
P: A kiedy wróci?
K: Nie wiem, mi się ona nie spowiada.
P: a pan to właściwie kto?
K: Pomagam jej... i w razie czego przeganiam natrętów.
poszedł i potem, po obiedzie

K: Był tu twój mąż.
L: Peter? Czego chciał?
K: Nie wiem, pytał czy jesteś. I powiedział, że później przyjdzie
L: Kusy, ja mam do ciebie ogromna prośba. Jak on tu jeszcze raz przyjdzie, to też powiedz, że mnie nie ma, dobrze?
K: Nie chcesz go widzieć?
L: Ja nie chcę pamiętać że on istnieje! Zrobisz to dla mnie?
K: Dla ciebie wszystko...


znowu Peter przylazł, Kusy go już przez okno zauważył, więc szybko na dół, po drodze tylko Lucy ostrzegł.

K: Lucy nie ma!
P: Ale samochód jest.
K: Poszła na spacer.
P: Może jeszcze z psem?(ujęcie na HotDoga przy nodze Kusego)
K: Nie, sama, pies mój jest i ja o niego dbam.
P: I mówisz, że jej nie ma? a, to może i lepiej... pogadamy. Jest tu gdzie usiąść?
K: Schody są.
P: A wejść nie można?
K: Nie wolno mi wpuszczać obcych.
P: Ja jestem jej mężem!!!
K: Byłym. I niech się pan tak nie awanturuje, bo pana wywalę...
P: Biłbyś się ze mną? Nie ma powodu, ona nie jest tego warta...
Kusy rzuca się na niego

K: ODWOŁAJ PAN TO!!!

Lucy wybiega z domu

L: Kusy, nie!
K: Ty wiesz, co on powiedział?
L: Słyszałam.
K: I chcesz, żeby mu to na sucho uszło?
L: Nie, ja nie chcę, żebyś ty miał przeż niego kłopot, puść go.

i teraz też nie wiem, czy ma go wygonić, czy pogadać?

SCENA 6

Kusy wyjeżdża, a Lucy po cichu płacze, bo nie chce, żeby wyjechał, ale też nie chce go do niczego zmuszać.

idzie do księdza po radę:

Ks: Lucy? co się stało, co ty taka zmartwiona?(bo on jej chyba "ty" mówi?)
L: Kusy wyjeżdża.
Ks: Znowu?
L: Tak, ale tym razem boję się, że to już naprawdę...
Ks: Rozmawiałaś z nim?
L: Tak, nie pomogło.
Ks: A powiedziałaś mu wyraźnie, że chcesz, żeby został?
L: Nie, no co ksiądz... Nie chcę go zmuszać... Jeśli nie jest tu szczęśliwy...
Ks: Oj, Lucy, Lucy... Czy ty czasem myślisz o sobie? a właściwie, to po co tu przyszłaś, bo chyba nie po to, żeby mi się żalić, to nie w twoim stylu.
L: Ja chciałam prosić, żeby ksiądz, poszedł z nim porozmawiać. Ksiądz na niego bardzo duży wpływ ma...
Ks(ze śmiechem): Wiesz, Lucy, ja myślę, że większego wpływu niż ty to nikt na Kusego nie ma... spróbować mogę, ale nic nie obiecuję.
L: Dziękuję!

wstaje, wychodzi.

nast. scena:

Kusy na podwórku, coś tam majstruje i ksiądz przychodzi.

K: Szczęść Boże! Ksiądz do nas, bo Lucy nie ma?
KS: Do ciebie, Kusy przyszedłem.
K: To może wejdziemy?

weszli, usiedli.

Ks: Kusy, będę z tobą szczery. była u mnie Lucy i prosiła, żebym przekonał cię, żebyś z nią został. Jak ty w ogóle możesz myśleć o wyjeździe? Przecież ona cię kocha.
K: Lucy zasługuje na lepszego faceta niż ja. Pewnego dnie to zrozumie, a ja wolę być wtedy daleko. Będzie mniej bolało.
Ks: Oj, Kusy, ja to cię nagrać powinienem... Czy ty w ogóle słyszysz, co ty mówisz? Przecież ciężko w Wilkowyjach o porządniejszego człowieka niż ty, odkąd pić przestałeś...
K(przerywa mu): Nie, nie przekona mnie ksiądz. Może ksiądz z czystym sumieniem powiedzieć Lucy, że próbował, ale ja jestem niereformowalny. Herbaty?
Ks: Nie, ja już będę znikał...

nast. scena

Kusy na strychu, pakuje się, Lucy staje w drzwiach.

L: Jednak wyjeżdżasz?
K: Mhm,(śmieje się) mimo że napuściłaś na mnie księdza, Więcławską, Klaudię i Japycza...
L: Pan Japycz to akurat z własnej inicjatywy... Tylko zapytał mnie, co ja taka zmartwiona chodzę...
K: Lucy, tak naprawdę bedzie lepiej. Wiem że teraz ci przykro, ale...
L: Dobrze, już dobrze! Skoro tak bardzo chcesz wyjechać, to ja cię nie będę przekonywać. Tylko oddaj mi klucz do domu, póki pamiętam, bo tobie już nie będzie potrzebny, a mi może się przydać...
K: Racja, bym zapomniał.

szuka, oddaje

L: To kiedy wyjeżdżasz?
K:L Jutro rano.
L: Obudź mnie, zrobię ci kanapki.
K: Nie ma mowy, nie będziesz się tak rano zrywać. Sam sobie zrobię.
L: Jak chcesz. Dobranoc.

wychodzi.

nast. scena.

strych Kusy śpi, Lucy zagląda do pokoju, na paluszkach podchodzi do łóżka, patrzy, czy Kusy na pewno śpi, wychodzi,
schodzi po schodach, do drzwi frontowych, cichutko zamyka je na klucz,
wraca do siebie do sypialni, podnosi poduszkę,
zaczepia klucz na jednym kółku z drugim, takim samym,
kładzie na nich poduszkę, na poduszce siebie, spogląda na sufit:

L: No, teraz sobie wyjeżdżaj...

Następnego dnia:

Kusy schodzi na palcach po schodach, podchodzi do drzwi, naciska klamkę... i zaczyna się śmiać.

Lucy staje w drzwiach sypialni.

L: Zdziwiony?
K: Otwórz...
L: Nie.
K: Autobus mi ucieknie...
L: I o to chodzi. Czy ty nie rozumiesz, że cię kocham, i chcę być z tobą? Takie to trudne?
K: Lucy, ty...
L(przerywa mu): Wiem, wiem, zasługuję na lepszego faceta... To pokaż mi lepszego, to cię wypuszczę...

Kusy zamyśla sie na chwilę

K: Tomasz Witebski!
L(ze śmiechem): Kusy, nie rozśmieszaj mnie...
K: A co, zły?
L: Powiedz mi, czy gdyby ten dom się palił, wyniósłbyś mnie?
K: No pewnie, co za pytanie?!
L: No widzisz. A Tomasz ja bym musiała wynosić.

śmieją się

L: Dobra, następny kandydat
K: Jerry.
L: A wiesz, że to nawet dobry pomysł?
K: No widzisz.
L: Bo jak Jerry tu zamieszka, to ty musiałbyś zostać...
K: A po co?
L: Żebyśmy się z Jerry'm nie pozabijali...
K: Jak to, przecież tu był kilka razy i sie nie kłóciliście?
L: Bo krótko był. My trzy dni ze sobą jakoś wytrzymamy, ale potem... Wierz mi, ja go znam od takie dziecko... Następny kandydat...
K: No, jakoś mi się skończyli...
L: No to dopóki jakiegoś nie wymyślisz, nie wypuszczę cię.
K: Ale ja nikogo więcej nie znam, co miałby jakiś sens.
L: Ale ja znam ciebie. I ty masz najwięcej sens ze wszystkich. Zabieraj to wszystko na górę i przestań się wygłupiać. Nie pozwolę ci odejść, nie ma mowy.

chwila ciszy, a potem Kusy przytula ją z całej siły i całuje, i raczej już nie wyjazd mu w głowie...
Ostatnio zmieniony 09 lis 2008, 12:39 przez singri, łącznie zmieniany 1 raz.
"Jezus Mario... Wracałam od ślubu z trupem w bagażniku!" [size=67]Joanna Chmielewska "Przeklęta bariera"[/size]

Awatar użytkownika
zbycho
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 344
Rejestracja: 22 gru 2006, 12:21
Lokalizacja: Wilkowyje

03 lut 2007, 13:23

Nie wiem czy mieliście okazję obejrzeć rozmowę p.Kamela z p.Adamczykiem przed ponowną emisją serialu.Na pytanie czy w drugiej serii zostały uwzględnione scenki opisywane przez fanów na niektórych forach (szkoda że nie wymienił iż chodzi to nasze) padła odpowiedź że nie,ponieważ do drugiej części scenariusz juz był gotowy ale w trzeciej i w filmie fabularnym, niektóre zostały wykorzystane.
Singri,czyżby twoje pomysły miały szanse przyoblec sie w coś namacalnego? :?:
[b]Bo nawet gdy się boisz,to boisz się Ty.I nawet jeżeli cię pocieszają,że nie ma się czego bać,to i tak sie boisz.
To jest Twój strach.Nikt tego za ciebie nie poczuje[/b].

Awatar użytkownika
singri
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 236
Rejestracja: 22 gru 2006, 13:46
Lokalizacja: stolica
Kontakt:

06 lut 2007, 11:28

Nie no, przesadziliście.

Wykorzystywać mogą sobie do woli, ale zaproszenie mnie do pisania 4 części byłoby jak zrównanie mnie z panami Bruttnerem i Niemczukiem. A nawet Wy, przy całym swoim uporze w sprawie przyprawienia mnie o zadarty nos, nie możecie powiedzieć, że mogę się z nimi porównywać. Chociaż na pewno byłoby fajnie pracować razem z nimi i się od nich uczyć...

Ale to tylko marzenia. Aż taka dobra nie jestem.

[ Dodano: 6 Luty 2007, 12:12 ]
Z pisaniem nie mam ostatnio problemu, ale z zamieszczaniem tutaj tak, bo te scenki w większości wynikają niemal bezpośrednio z akcji 14 odcinka, a daliśmy szeryfowi słowo honoru, że nie powiemy, co tam się działo, tymczasem jak zamieszczę ten wątek, który ostatnio wymyśliłam (nowosz i Magda Waligórska będą zachwyceni-duuużo Violetki), to się od razu wszystkiego domyślicie... tymczasem cierpliwości... :-D :-D
"Jezus Mario... Wracałam od ślubu z trupem w bagażniku!" [size=67]Joanna Chmielewska "Przeklęta bariera"[/size]

Awatar użytkownika
singri
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 236
Rejestracja: 22 gru 2006, 13:46
Lokalizacja: stolica
Kontakt:

15 lut 2007, 16:26

Wczesny, zimowy poranek. lucy wchodzi do kuchni, gdzie Kusy już gotuje wodę na herbatę.
L: Cześć. Zrobisz mi kawy?
K: Jasne.

Lucy podchodzi do okna--na podwórzu ani grama śniegu.

L: Podobno w Polsce w styczeń śnieg pada?
K (śmieje się): Jeszcze spadnie, zobaczysz, jeszcze będziesz go przeklinała...

Kilka dni później Lucy budzi się wcześnie, wygląda przez okno sypialni, a tam biało... Szybko ubiera się, wybiega radośnie na korytarz, chce otworzyć drzwi, ale ani drgną... Woła Kusego

K: Co się stało?
L: Zobacz, nie mogę drzwi otworzyć...
K: Odsuń się.

Napiera swoją męską siłą na drzwi, które powoli się uchylają, ukazując zaspę do pół łydki...

K: No i masz śnieg. Trzeba to odgarnąć, ale tędy to ja się nie przecisnę...
L: Spóźnię się na lekcję!
Kusy chce coś powiedzieć.
L (lekko wkurzona): I nie mów "A nie mówiłem"!!!
"Jezus Mario... Wracałam od ślubu z trupem w bagażniku!" [size=67]Joanna Chmielewska "Przeklęta bariera"[/size]

Awatar użytkownika
nowosz
Początkujący
Początkujący
Posty: 44
Rejestracja: 27 sty 2007, 7:53
Lokalizacja: mazowieckie

15 lut 2007, 23:14

Brawo Singri! Mam tylko taką małą wątpliwość, a w zasadzie można powiedzieć - wątpliwostkę dotyczącą zwracania się Kusego do Lucy "Odsuń się". Kusemu bardziej pasowałoby określenie "Niech Panienka pozwoli" lub "Proszę mi pozwolić spróbować Panienko". Kusy jest przecież wykształcony a taki sposób zwracania się do damy nie przystoi wykształconemu dżentelmenowi, nie uważasz Singri :?:

ps. Co nie zmienia faktu, że Kusego nie nawidzę za to jak traktuje Wioletkę. Dla mnie to czyste łotrostwo jest. Nie zasługuje na Wioletkę i bardzo dobrze, że scenariusz kieruje jego wątpliwej jakości uczucie ku Amerykance.
Ostatnio zmieniony 15 mar 2007, 14:33 przez nowosz, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
bonka
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 242
Rejestracja: 22 gru 2006, 16:54
Lokalizacja: Serce Kaszub :)
Kontakt:

16 lut 2007, 16:07

Oj Paniczu nowosz, wielka odwaga przez Ciebie przemawia wygłaszając takie sądy jak "wątpliwej jakości uczucie ku Amerykance"...
Na etapie, o którym pisze singri, ciężko by było Kusemu zwracac' się cały czas do Lucy per Panienko, czy proszę Pani. Zresztą pierwsza seria Rancza kończy się kiedy Lucy i Kusy przestali już sobie mówic' na Pany, bo to śmieszne jest ;)
Dodatkowo mój drogi Paniczu, czyż sama Violetka skarżyła się na traktowanie Kusego? Jakoś umknęło mi to... :>
[b] [url=http://imageshack.us]http://img88.imageshack.us/img88/7730/userbar557462kn9qx5.gif[/url]

"Z miłości porzucił mnie... to kretyn..."

"Na miłość nigdy nie jest za późno, za to na samotność, zawsze jest za wcześnie."[/b]

Awatar użytkownika
nowosz
Początkujący
Początkujący
Posty: 44
Rejestracja: 27 sty 2007, 7:53
Lokalizacja: mazowieckie

16 lut 2007, 17:22

Bonko,

Nawiązując do drugiej części Pani wypowiedzi - osobiście jestem przekonany, że Wioletka jest nieszczęśliwa i to wszystko wina Kusego. Nie skarżyła się, gdyż sądziła, że jest dla niego ważna. Wioletka na pewno kocha Kusego i a miłość może czasem (wyrażę się brzydko) być ślepa. Gdyby wiedziała, że Kusy zamierza "posiąść" Amerykankę, na pewno nie wyraziłaby zgody na wieczorne schadzki. Pani Bonko, Kusy nie jest "aniołem" i to na pewno Pani zauważyła. Według mnie, używa dla swych celów różnych niedozwolonych środków odurzających, aby zwabić Wioletkę. Kusy jest wyrachowanym graczem. Niby taki skromny, niby taki misiaczek a za tą maską kryje się kawał drania. To tyle z takich moich przemyśleń "na gorąco". Podsumowując: Wioletka jest niewinna i stała się ofiarą chłodnej kalkulacji a jednocześnie manipulacji Kusego.
Ostatnio zmieniony 15 mar 2007, 14:34 przez nowosz, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Ania
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 1078
Rejestracja: 02 mar 2007, 15:43
Lokalizacja: Jaworzno
Podziękował(a): 2 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 12 razy
Kontakt:

22 mar 2007, 19:12

Zbycho! To bardzo ciekawy wątek, co do romzowy z panem Adamczykiem. Już mam do niego kilka pytań 8-)
-Owszem, zyskałem - odpowiedział Lis. -Chociażby kolor zboża.
"Mały Książę"

Awatar użytkownika
Dragon
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 243
Rejestracja: 26 lut 2007, 11:35
Lokalizacja: Jasienica Rosielna

23 mar 2007, 11:25

jak zapewne wiecie temat ten miał przedstawiać nasze scenki, które wymyślimy... naszą głową jest oczywiście singri dla której wielkie uznanie.... ale teraz to ja coś wymyślę.... :evil: :evil: :evil:


SCENKA 1....

Lucy, Kusy i Ksiądz.... ustalają datę ślubu

Ks: -"No to kiedy ten ślub chcecie?"

K: -"To do kolejki Ksiądz nas zapisze"

Ks: -"Do kolejki? Przecież ty Kusy wiesz, że od ślubu Wójta z Wójtową wesela w Wilkowyjach nie było"

L: -"Jak to nie było?"

Ks: -"Pani Lucy bo w Wilkowyjach naród podzielony.... starzy są i mlodzi tylko, a takich do żeniaczki brakło"

K: -"I dlatego Ksiądz od gminy pieniędzy szuka na utrzymanie parafii, bo ze swoich funduszy mu brakuje"

Ks: -"Ty mi tu propagandy nie siej Kusy... Ty wiesz ile w europie Ksiądz za ślub bierze??

K: -"Nie wiem"

Ks: -"Dużo...."

L: -" Ja dla Ksiądz każde pieniądze dam żeby ślub wyprawił"

K: -"A Ksiądz to chyba ma dla ludzi z powołaniem iść, a nie ździerstwo uprawiać"

Ks: -" Kusy zaraz mnie szlak trafi, chcecie ten ślub czy nie??"

L: -"To ksiądz przeklinać umie.... Ja Ksiądz 1000$ dam za ślub..."

Ks: -"1000 dolarów??"

L: -"Polska to dziwny kraj jest... żeby za miłość tyle płacić, ale co zrobie, że kocham Kusego..."

K: -"Lucy, może poczekajmy z tym ślubem..."

L: -" Co, znudziłam ci się już??"

K: -"Nie, ale to dużo pieniędzy jest"

Ks: -"Ja spuścić moge.... mnie 200 dolarów wystarczy, żeby koszty ceremonii pokryć"

Ks: -"Kusy ale jak to ślub bez oświadczyn.... to cały urok niszczy"

K: -"A to, że Ksiądz na tyłeczek Wioletki sie gapi.... to też chyba urok celibatu niszczy...."

Ks: -"Kusy dopóki ty nie zmądrzejesz ja ślubu ci nie dam..."

K: -"To ja do kurii napisze i na ambonie w niedzielę ogłoszę, że Ksiądz ludziom kochającym sie ślubu dać nie chce i że cenę tak wysoką stawia..."

Ks: -"Kusy jak piłeś to durnia potrafiłeś z siebie rżnąć, a teraz to ty nim jesteś...."

L: "Ksiądz Kusego sie nie czepia bo inaczej porozmawiamy...Kusy to artyst i mądry człowiek jest... Wie Ksiądz co Michałowa mi mówiła o artyst"

Ks: -"Co??"

L: -"Że Artyst to bardzo delikatny i czuły człowiek jest...."

Ks: -"To Michałowa pogadała.... bo ona to na artystach sie zna.... Kto by pomyślał....hehe"

L: -"Michałowa to mądra kobieta jest.... I racji dużo ma na temat Kusego"

Ks: -"Pani Lucy, pani to dobry wpływ na Kusego do niedawna miała.... bo teraz to on z miłości do pani główę i rozum stracił...."

L: -"Wiem"

Ks: -"To niech pani z nim coś zrobi żeby on do użytku sie nadawał"

L: "A zrobie tylko Ksiądz ślub nam da, bo ja wierząca jestem"

Ks: -"A co to ma do znaczenia pani Lucy czy ja ślub wam dam czy nie i to że pani wierząca jest... Kusego ratować trzeba"

L: -"Jak Ksiądz ślubu nie da to ja Kusego nie uspokoję"

Ks: -"A jak pani chce to zrobić??"

L: -"Ja przy Ksiądz nie powinnam mówić"

K: -"Powiedz bo ja też ciekawy jestem"

L: -"MegaSuperSex"

Ks: i K: -"Co??"

L: -"Ksiądz i Kusy o MegaSuperSex nie słyszeli"

Ks: -"O Sex to ja pani Lucy słyszałem, ale o MegaSuperSex to nie.... To pewniez tego USA przyszło."

L: -"Nie z USA... W Wilkowyjach sie narodziło"

K: -"W Wilkowyjach??"

Ks: -"Ja to chyba wodę święconą przynieść muszę żeby z pani Lucy Diabła wypędzić..."

L: -"Ja Lucy jestem a nie żaden tam Diabeł....I ja ślub chce bo Kusego kocham"

Ks: -"W sobotę ślub będzie.... "

L: -"Zgoda"

Ks: -"Pani Lucy pani to pomysły ma, ale jeśli się uda to Wójt becikowe płacił jeszcze będzie.."

L: -"Ksiądz też"

Ks: -"Co ja??"

L: -"Bo pani Michałowa chestna matka będzie a Wójt Ojciec Chrzestny"

Ks: -"Pani Lucy jeżeli wasze negatywne cechy w tym dziecku się połączą, to chodzący kataklizm będzie i zmora i dla mnie i dla Wójta"

Ks: -"Szczęść Boże...."

L: (do Kusego) -"Wiedziałam, że przekonam Ksiądz bo oni wymiękają szybko..."

K: -"Po tym co usłyszałem też bym wymiękł"
Ostatnio zmieniony 24 mar 2007, 14:59 przez Dragon, łącznie zmieniany 2 razy.
[b]Żyć z ludźmi i dla ludzi[/b]

Awatar użytkownika
Dragon
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 243
Rejestracja: 26 lut 2007, 11:35
Lokalizacja: Jasienica Rosielna

23 mar 2007, 20:04

Scenka 2.....

Czerepach w służbie Wójta i kolejne spięcie....


Do Wilkowyj trafia raport po kontroli z UE.... zobaczcie reakcję Wójta...



Wójt w swoim gabinecie pracuje wytęrzając mózg przy układaniu na komputerze "Pasjansa" i popijając trunek lepszego gatunku. Do Gabinetu wpada Czerepach...

C: -"Panie Wójcie Unia Europejska na karku...." - krzyczy zdyszanym głosem

W: -"Znowu?? Pewnie kolejna kontrola"

C: -"Nie kontrola"

W: -"Eee... Ja to nie kontrola, to niech Czerepach sie uspokoi... A co to Czerepach w ręce trzyma??" - pyta pokazując na teczkę z papierami znajdującą się pod ramieniem Czerepacha.

C: -"To właśnie ta Unia jest Panie Wójcie..."

W: -"Czerepach ty trzeźwy jesteś, czy ty może po drodze do Więcławskiej wpadłeś i Mamrota wychlałeś..."

C: -"Panie Wójcie ja przecież jak dziecko trzeźwy jestem"

W: -"Ty sie nie tłumacz tylko powiedz co z tą Unią"

C: -"A tak to właśnie ta Unia jest..." - pokazuje teczkę

W: -"To??.... Czerepach to nie Unia tylko kupa papierów"

C: -"To raport z Uni po tej ostatniej delegacji co brat Wójta tzn. Ksiądz gmine reprezentował"

W: -Nie przypominaj mi.... Lepiej powiedz o co chodzi w tym RAPORCIE..."

C: -"Wójt lepiej sam poczyta... ja obowiązki mam"

W: -"Czerepach czytałeś to??"

C: -"Wójcie czas nagli" -

Czerepach znika, a Wójt zaczyna czytać raport....

W: -" Ble...ble...ble.... Ale mi to raport... Ja na kacu lepiej bym to napisał"

Nagle trafia na najciekawszy fragment raportu który brzmi tak:

"Delegacja Europejska stwierdza, że wizytacja we wsi Wilkowyje przeprowadzona została prawidłowo. Teren ten nie jest jednak optymalnie zagospodarowany. (...) Zaleca się inwestowanie w turystykę i rolnictwo. Najlepszym sposobem wykorzystania terenu jest zakładanie gospodarstw agroturystycznych. Zakup zwierąt hodowlanych i tworzenie ścieżek turystycznych prowadzących przez najciekawsze miejsca we wsi może przynieść zysk inwestorom(...). Osoby, które zdecydują się na rozpoczęcie takiej działalności mogą liczyć na pomoc ze środków europejskich przygotowanych do tego celu(...). Dopłata wynosić będzie 5000 euro.

W: -"Czerepach... CZEREPACH...."

Czerepech pojawia się w drzwiach znów zdyszany...

C: -"Tak panie Wójcie." -

W: "Ty widzisz co oni tu napisali"

C: -"Wcześniej przeczytałem ale jak sie dowiedziałem to aż mnie zatkało"

W: -"Chcieliśmy Unie to mamy... Teraz to ona nas kozami Hadziukowej zaleje..."

W: -"Co my z tym teraz zrobimy??"

C: -"Nie wiem, ale to miło brzmi: "5000 euro""

W: -"Czerepach ty myśl, a nie na kase patrz"

C: -"Ale to szansa dla Wilkowyj jest.... Tyle pieniędzy na rozwój wsi"

W: -"Czerepach ty wiesz co ta kasa zrobi??"

C: -"No mówie że wieś sie rozwinie"

W: -"Nie głupku.... Za tą kasę to ta Unia z Wilkowyj ZOO zrobi.... Turystyka, rolnictwo....toż to bzdety"

W: -"Czerepach kto na czele gminy stoi??"

C: -"No Wójt przecież"

W: -"I jakby tak ta Unia ten raport zrealizowała to kto by stał na czele tego ZOO??"

C: -"No Wójt"

W: -"A ja nie chcę"

C: -"Szczerze to by nawet pasowało... Bo Wójt kozioł z nazwiska, a z wyglądu to wypasionego wieprza przypomina..."

W: -"CZEREPACH JA CIE ZABIJE"

Wójt z siekierą znów Czerepacha po gabinecie goni, a potem trzask i Czerepach pod ścianą, a Wójt siekiere do gardła przykłada....

W: -"Koniec zabawy Czerepach"

C: -"Wójt nie może"- krzyczy roztrzęsiony Czerepach

W: -"Wszyscy przeciwko mnie.... Czarny pode mną ryje... Z Uni dopłate na Kościół wziął, a mnie ZOO na łeb zwalił.... I Czerepach w konspiracji przeciwko mnie...."

C: -"Panie Wójcie ja wierny jestem"

W: -"Za to Czerepach to ty nogów od d..... w dół powinieneś nie mieć, ale ja morderca nie jestem.... za takiego durnia siedzieć nie pujdę"

C: -"Wójt sie uspokoi to nie moja wina jest...."

W: -"A czyja??"

C: -"Klaudii.... znaczy sie Wójtównej"

W: -"A co ona do tego ma??

C: -"Jak to co??.... Ona Hadziukowej na te kozy biznesplan napisała"

W: -"Ludziom pomóc chciała...."

C:-"Taa pewnie... Hadziukowa kase trzepie, a Wójt teraz ZOO reprezentował będzie..."

W: -"Jeżeli ja Klaudii awanture zrobie, to ona do tej Amerykanki poleci, a wiesz że ta wpływy w całeś wsi ma."

C: -"I co z tego??"

W: -"To, że cała wieś zleci tutaj i nas obydwu tą siekierą poćwiartują..."

C: -"To prawda, ale co Wójt zrobi??"

W: -"Ja nic... ty sekretarzem gminy jesteś i ma sie znaczyć, że czarna robota to też twoja działka.... Wymyśl coś Czerepach to może zapomne o tym co powiedziałeś...."

C: -"Wójcie ja nie potrafie..."

W: -"CZEREPACH MASZ 5 MINUT ŻEBY COŚ WYMYŚLIĆ BO INACZEJ WYLOT ZE STOŁKA...

C: -"Ale...."

W: -"Już 4 minuty 55 sekund... czas pędzi"

C: -"Ależ Wójcie"

W: -"Jeżeli ty nic nie zrobisz Czerepach to ty ze stołka nie wylecisz...."

C: -"Jak się cieszę panie Wójcie..."

W: -"Ja bym sie nie cieszył... jak nic nie zdziałasz to łeb ci urwe, a nogi od d.... odetnę....."

C: -"Matko Boska już lece"

W: -"WON"
Ostatnio zmieniony 24 mar 2007, 17:00 przez Dragon, łącznie zmieniany 9 razy.
[b]Żyć z ludźmi i dla ludzi[/b]

Nacioll ;)

28 mar 2007, 15:39

Oczywiście, że związane z 'Ranczo' ;)
Na wstępie powiem, że nie kieruje sie dokładnie tokiem serialu i co się w nim wydarzło oraz nie patrzę na ten akcent Lucy bo tego nie umiem xD (próbuję) Choć wiem, że to dodaje koloru jakiejś sceny ;)
Takie bazgroły, badziewie :mrgreen:


„ To tylko sny, szalone sny… „

Cz. 1
Mała wieś pod Warszawą – Wilkowyje. Był piękny, słoneczny, dzień. Na niebie nie było żadnej chmurki, a co jakiś czas lekki podmuch wiatru muskał twarze zabieganych mieszkańców wsi.
--
Siedzieli razem na nie wyremontowanych schodach przed starym, zniszczonym dworkiem. Była wtulona w jego ramiona, oczy miała przymknięte i bawiła się kosmykami swoich włosów. Mogłaby przesiedzieć tak cały dzień, lekko uśmiechnięta o czymś myślała. Siedział dość blisko niej. Obejmował ją swoim silnym ramieniem, a dłonią gładził po jej ramieniu. Z uśmiechem na twarzy co jakiś czas patrzył na nią. Coś jednak podpowiadało mu, że popełniają błąd:
- „ Przecież mogłaby być moją córką! „ – powiedział sobie w duchu i tym razem spojrzał na nią bardziej trzeźwo. – „Córką to może nie… Ale nie wypada byśmy tak siedzieli. Nie dość, że znamy się od kilku dni, jesteśmy na Pan/Pani to w dodatku gdyby ktoś zobaczył, to by dopiero gadali we wsi… „
- Panno Lucy… - powiedział spokojnie, zabierając dłoń z jej ramienia i patrząc na nią.
- Tak pan Kusy? – poderwała się i spojrzała na niego.
- Musimy skończyć sprzątać w tym salonie, żeby miała pani gdzie spać.
- Mamy czas. – odpowiedziała spokojnie, patrząc na niebo.
- Obawiam się, że nie. Tego tam jest bardzo dużo, a jak zauważyła pani, Więcławski – ten nasz budowlaniec – zabrał swoją ekipę i poszedł bo stwierdził, że dziś już nic robić nie będą, a za kilka godzin się ściemni.
Spojrzała na niego uśmiechając się. Kiedy zobaczyła go pierwszy raz był taki… inny niż teraz. Wiedziała, że nie powinna go oceniać, przecież aż tak dobrze się nie znają. Ona czuła inaczej, wydawało jej się jakby znała go całe wieki.:
- Oj pan Kusy, pan Kusy. Jak to się tu u Was mówi? Praca nie zając, nie uciec. – zaśmiała się, podnosząc ze schodów.
Była piękną, młodą kobietą o zniewalająco pięknych zielonych oczach i gęstych, czarnych, zawsze kręconych włosach. Amerykana – zawsze ładnie ubrana, pewna swoich decyzji, stawiająca na swoim. Była samotna.
Stanął naprzeciw niej również uśmiechając się. Na pierwszy rzut oka naprawdę wyglądał jakby był jej ojcem. Także był samotny, w przeszłości był malarzem, później jednak stał się wiejskim pijaczynom. Na szczęście o tym nie wiedziała, o dziwo próbował się powstrzymać przez te kilka dni. Tak… tak kobieta miała na niego dziwny wpływ, tylko najdziwniejsze w tym wszystkim było to, ze tak od razu się zmienił.
- Chodźmy. – ciągnąc ją za dłoń weszli przez duże drzwi do środka.
C.D.N.

Za jakieolwiek błędy przepraszam.
Prosze się nie martwić, nee zrobie z tego telenoweli ;) Bynajmniej postaram się xD

Ahh! I mam prośbę ;) Jeśli wolicie żebym dalej nie pisała, to napisze ;) Wolę to wiedzieć xD

Awatar użytkownika
singri
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 236
Rejestracja: 22 gru 2006, 13:46
Lokalizacja: stolica
Kontakt:

28 mar 2007, 15:43

Jest piękne...

trafiłaś w klimat "Rancza" jak snajper w środek tarczy...

miodzio po prostu.
"Jezus Mario... Wracałam od ślubu z trupem w bagażniku!" [size=67]Joanna Chmielewska "Przeklęta bariera"[/size]

Nacioll ;)

28 mar 2007, 22:09

Singri przepraszam, że to powiem.... ale poczułam ironię.
Niestety taki wyszedł mi początek i jak napisałam na dole nie mam zamiaru z tego opowiadania zrobić telenoweli czyt. ciągle jakieś romanse, czułe słówka itd. Nie, nie... nie o to mi chodzi. Bedę się starać rozwijać akcje tak jak w 'Ranczu' ale nie obiecuję, że coś z tego wyjdzie - tak bardzo jak w serialu.

Jednak dziękuję i Tobie i Nikki ;) Ciąg daleszy wkrótce.

Awatar użytkownika
singri
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 236
Rejestracja: 22 gru 2006, 13:46
Lokalizacja: stolica
Kontakt:

29 mar 2007, 8:27

Nacioll ;) pisze:Singri przepraszam, że to powiem.... ale poczułam ironię.
Niestety taki wyszedł mi początek i jak napisałam na dole nie mam zamiaru z tego opowiadania zrobić telenoweli czyt. ciągle jakieś romanse, czułe słówka itd. Nie, nie... nie o to mi chodzi. Bedę się starać rozwijać akcje tak jak w 'Ranczu' ale nie obiecuję, że coś z tego wyjdzie - tak bardzo jak w serialu.

Jednak dziękuję i Tobie i Nikki ;) Ciąg daleszy wkrótce.
powiem szczerze, że nie do końca rozumiem, o co Ci chodzi...

Nie chciałam, żeby mój komentarz zabrzmiał ironicznie. Naprawdę BARDZO mi się podoba, zwłaszcza gdy wyobraziłam sobie Lucy siedzącą na ganku w ramionach Kusego...

I początek jest bardzo słodki, ale to nie znaczy oczywiście, że zaraz szufladkujemy całość do kategorii "telenowela".

Z rozwijaniem akcji w pełni Cię rozumiem... Ja zaczynając pisać książkę też rzadko wiem, jak się potoczą losy bohaterów...
"Jezus Mario... Wracałam od ślubu z trupem w bagażniku!" [size=67]Joanna Chmielewska "Przeklęta bariera"[/size]

Awatar użytkownika
mamb.
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 231
Rejestracja: 28 kwie 2007, 20:02
Lokalizacja: we mnie ten ogień?
Kontakt:

20 cze 2007, 19:05

dobra, jak wszyscy to wszyscy, czyli... ja też mogę? ;)

Odcinek kolejny (ale na pewno już po 26 – najlepiej 27, bo nie lubię się cofać, wolę brnąć do przodu), a widzę że dawno nie było nowej scenki... spróbuję, ale nie twierdzę, że się uda, bo mimo, że częściowo książkę już mam za sobą (ale tymczasem tylko dla Rodziny i Przyjaciół), to jednak ciągle nie jestem pewna swojego talentu, tym bardziej do pisania scenariuszy (próbowałam tylko raz ale niby jakoś tam wyszło), zdecydowanie wolę grać.
W każdym razie bez zanudzania - odcinek kolejny:

"Kochane przerażenie" - tytuł roboczy
Scenka 1
Widok na dworek, muzyka kojąca uszy ;), Lucy budzi się pierwsza, patrzy na uśpioną twarz Kusego, delikatnie całuje go w policzek (tak, by się nie obudził), cicho wstaje z łóżka, wychodzi z pokoju, po chwili słychać dźwięk schodzenia po schodach, kamera w tym czasie daje widok na zewnątrz – bramę i drzewa wokoło.

Scenka 2
W sklepie:
Lucy: Dzień dobry, pani Więcławska!
Więcławska: O, dzień dobry, pani Lucy! Widzę wcześnie pani dzisiaj wstała, ale wygląda pani na zmęczoną...
Lucy (rumieniąc się): A nie, to nic takiego jest, ale ja już wyspałam się, naprawdę...
Więcławska: Dobrze, w takim razie co podać?
Lucy: Może ten ser tak trochę.
Więcławska: Tyle? (pokazując niewielki kawałek)
Lucy: Yhm. No i może jeszcze 10 jajek, majonez i trochę tej szynki co tu jest, chleb – biały i tostowy, orange sok i 20 dag ciasteczek czekoladowych...
Więcławska: O, widzę, że duże zakupy.. I, tak jakby – właśnie to, co lubi Kusy...
Lucy: Skąd pani wie to?
Więcławska: Pani Lucy, niech pani nie będzie naiwna. Czy pani wie, ile lat ja już pracuję w tym sklepie?
Lucy: No nie wiem, skąd mam?
Więcławska: Dużo, pani Lucy. Wystarczająco dużo lat, żeby wiedzieć, co kto kupuje.
Lucy (znowu się rumieni): Chciałam niespodziankę zrobić mu taką small i się spieszę, żeby się nie obudził zanim breakfast nie zrobię...
Więcławska: Dobrze, już dobrze... Jeszcze coś?
Lucy: A, tak... mleko poproszę 2 litry.
Więcławska: Proszę bardzo. 20 zł 50 gr. I smacznego... (uśmiecha się tajemniczo)
Lucy: A, dziękuję bardzo. Do widzenia...

Scenka 3
Kusy schodzi po schodach, obraca głowę spoglądając w stronę kuchni i ukradkiem zerka na zastawiony stół, zauważa, że Lucy go (Kusego) jeszcze nie zobaczyła, bo kręci się koło szafek, więc szybko wbiega z powrotem na górę. Kamera daje widok na Lucy (wcześniej nie było widać jej twarzy gdyż była odwrócona plecami do kamery), które obraca się biorąc z szafki talerz z tostami, stawia go na stole, a sama siada. (wygląda jak zawsze pięknie – no dla Kusego przynajmniej ;) – ma na sobie jasną tunikę, a do niej jeansy, włosy ma rozpuszczone, na nogach ma buty nike court tradition – białe).
Po chwili wraca Kusy. Staje w drzwiach kuchni, ale jedną rękę trzyma z tyłu. Spogląda na Lucy – widać, że jest zachwycony. Lucy wstaje, obdarza go dłuuugaśnym, namiętnym pocałunkiem, a po chwili znów siada, jak gdyby nigdy nic. Kusy także przysuwa sobie krzesło, ale nadal stoi.
Lucy: Co tak stoisz jak kołek? Usiądź...
Kusy: Tak... to dla Ciebie. (zza pleców wyciąga białą różyczkę). Zobacz – ona jest pozornie taka prosta, a jednak taka piękna, taka zwyczajna, a jednak niezwykła. Taka niewinna. Jak Ty.
Lucy (spuszcza głowę): Dziękuję. (bierze różę, wstaje i wkłada ją do wazonika). A teraz... może coś zjemy?
Kusy: Oczywiście. Widzę, że przygotowałaś tu prawdziwą ucztę. Myślałem, że Cię znam, ale jednak ciągle mnie zadziwiasz...
Lucy: Czy mam to jako komplement potraktować?
Kusy: Lucy... przecież sama najlepiej wiesz, jak to potraktować... (Oboje siadają przy stole.)

Scenka 4
Lucy (stojąc przy drzwiach): Kusy?
Kusy (schodzi po schodach z pędzlem w ręku): Słucham?
Lucy: Wychodzę, jadę do Radzynia na... no wiesz... shopping.
Kusy: Dobrze, rozumiem. Zakupy. ;)
Lucy: Wezmę klucz. Potrzebujesz coś?
Kusy: Nie, ale gdyby nie był to problem, to czy mogłabyś mi kupić zestaw pędzli malarskich?
Lucy: Tak, oczywiście, to problem żaden nie jest.
Kusy wyciąga z kieszeni pieniądze i podaje je Lucy. Lucy je bierze (cóż za odmiana!).
Lucy: To do zobaczenia (niewinny całus w policzek)...
Kusy: Pa.

Scenka 5
Kusy schodzi w dół po schodach, wchodzi do salonu, włącza telewizor i siada na kanapie. Hot-Dog, który jeszcze przed chwilą leżał przed kominkiem, teraz podnosi się i wskakuje na kanapę, aby położyć Kusemu głowę na nogach. Kusy głaszcze go pieszczotliwie i uśmiecha się. Widać, że jest zadowolony z siebie.
Kusy: I co, Hot-Dog? Masz swoją pełną rodzinę... (patrzy z uczuciem na psa)
Hot-Dog szczeka.
Kusy: To co, zobaczymy, co tam się na Podlasiu dzieje? (przełącza kanał na inny). Wieści Podlaskie. Niech będzie. (Chwilę ogląda reportaż z festynu, który odbył się w Radzyniu, a po kilku sekundach słyszy głos reporterki)
Reporterka: Wieści z ostatniej chwili – autobus kursujący na trasie Radzyń – Wilkowyje – Brzóstowiec wykoleił się przy 2 przystanku od strony Radzynia. Nie ma ofiar śmiertelnych, siedem osób jest w stanie ciężkim, pogotowie już zabrało wszystkich poszkodowanych do szpitala im. Mikołaja Kopernika w Radzyniu......
Kusy zrywa się na równe nogi i szybko wyłącza telewizor. Biegnie do przedpokoju i wyjmuje ze swojej kurki telefon. Wybiera nazwę ze spisu: Lucy. W słuchawce odzywa się kobiecy głos: „Abonent jest czasowo niedostępny. Proszę.....” – Kusy szybko naciska czerwoną słuchawkę i wkłada telefon do kurtki, którą ubiera. Jest bardzo zdenerwowany, ma łzy w oczach, przeciera ręką twarz, wsuwa buty i przerażony wybiega z domu.

Scenka 6
Kusy biegnie pod dom Więcławskiego, pod którym zatrzymuje się i dzwoni do domofonu.
Więcławski: Kto tam?
Kusy: To ja, Kusy! Więcławski, schodź na dół, szybko!
Więcławski: Dobra, bez nerwów, już biegnę. (odkłada słuchawkę)
Kusy wyciąga z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę. Wyjmuje z paczki jednego papierosa, wkłada go sobie do ust, ale ręce za bardzo mu się trzęsą, żeby go podpalić. Zrezygnowany wkłada paczkę i zapalniczkę z powrotem do kieszeni. Po chwili z domu wybiega Więcławski.
Więcławski: Co się do jasnej cholery dzieje, Kusy?! Nie widziałem Cię tutaj od czasu, kiedy się kłóciłeś, żebym wznowił remont u Amerykanki!
Kusy: Nie czas na dyrdymały. Widziałeś Wieści Podlaskie?
Więcławski: Nie, żona ogląda jakąś telenowelę.
Kusy: Autobus z Radzynia się wykoleił.
Więcławski: To straszne, ale co my mamy z tym wspólnego?
Kusy: Lucy jechała tym autobusem! Szybko, chodź, jedziemy do Radzynia, przecież wiesz, że ja nie mam samochodu.
Więcławki: Dobra, już lecę, możesz na mnie liczyć, chociaż chyba za sobą nie przepadamy.
Kusy: Przepadamy czy nie, to jest przecież inna sytuacja, nie tylko ja nie chcę stracić Lucy, przecież całe Wilkowyje ją kochają!
Więcławski: A ty najbardziej. Ja tam jej nie kocham, dosyć mi krwi napsuła.
Kusy spogląda na niego nienawistnym wzrokiem
Więcławski: Ale dobra, dobra, wielu ludziom pomogła, nie traćmy czasu!
Wchodzą do samochodu Więcławskiego i odjeżdżają.

Scenka 7
Lucy otwiera drzwi do domu, odrobinę zdziwiona że nikt nie odpowiada na jej pukanie.
Lucy: Kusy? Sorry, że jestem tak późno, ale wróciłam późniejszy bus, bo spotkałam Klaudia w Radzyniu i poszłyśmy do centrum handlowe, bo chciała sobie kupić nowe shoes... Kusy? Wszystko w porządku...?
Zauważa Hot-Doga, który piszczy leżąc na kanapie.
Lucy: Oj, kochany piesek, chodź, na spacer pójdziemy sami, jak Kusego nie ma.
Stawia zakupy na podłodze koło kominka, w którym już dawno nic się nie pali. Woła Hot-Doga, wychodzi i zamyka drzwi.

Scenka 8
Ksiądz spokojnie czyta książkę siedząc przy biurku w swojej sypialni, nagle przychodzi Michałowa.
Michałowa (krzyczy już od progu): Kusy przy...
Przybiega Kusy, mija Michałową i wbiega do pokoju.
Kusy: Proszę księdza!
Michałowa: No, panie Kusy, trochę kultury!
Ksiądz spogląda na Michałową wzrokiem typu „nie teraz”, a Michałowa kręci głową i po chwili odchodzi.
Ksiądz: Co się dzieje?! Kusy, aleś mnie przestraszył!
Kusy: Proszę księdza, Lucy jechała autobusem z Radzynia, a on się wykoleił! Nie mogę jej nigdzie... byłem w szpitalu w Radzyniu, nie ma jej tam, martwię się o nią
Ksiądz: Kusy, uspokój się! Na pewno nic się nie stało, idź do domu się przespać, zobacz, która godzina, to już prawie 11 w nocy!
Kusy: Łatwo księdzu mówić!
Ksiądz: Idź się przespać, ja powiadomię ludzi ze wsi. Jeśli pani Lucy się nie odnajdzie, jutro rano rozpoczniemy poszukiwania.
Kusy: Jutro rano?! To już może być za późno! Nawet teraz może już być za późno!
Ksiądz: Kusy! Zdaj się na wolę Boga, on wie najlepiej, co się powinno stać!
Kusy: Ale...
Ksiądz: Kusy! Zaufaj mi!
Kusy: Już dobrze... (zdenerwowany odchodzi)

Scenka 8
Kusy otwiera drzwi i wchodzi. Wita go Hot-Dog, który wyjątkowo nie szczeka, macha tylko nieśmiało ogonem i prowadzi go do salonu, gdzie wskakuje na kanapę, na której śpi też Lucy.
Kusy: O Boże. (osuwa się na fotel)
Lucy otwiera oczy i patrzy zdziwiona na Kusego.
Lucy: Kusy... Bałam się, że znowu coś głupiego wymyślił i że już Cię nie zobaczę. (widać, że ma oczy zaczerwienione od płaczu, głos jej się łamie) Kusy... czemu nie było tak długo Cię? Martwiłam się bardzo... (siada)
Kusy (wstaje z fotela, podchodzi do kanapy i kuca): A jak ja się martwiłem... Dobrze, że jesteś...
Lucy: Ale dlaczego...
Kusy: Już nic nie mów. (przytula ją mocno). Stęskniłem się... (też jest bardzo wzruszony)

....To tylko sny, szalone sny....
Ostatnio zmieniony 12 sie 2007, 18:42 przez mamb., łącznie zmieniany 3 razy.
[url=http://www.terazalbonigdy.pun.pl/]Forum Fanów Serialu 'Teraz Albo Nigdy!'[/url]

[url=http://www.mambaphotos.fbl.pl/]Mamba Photos Photoblog[/url]

[url=http://www.eioba.pl/a85319/dlaczego]Dlaczego?[/url]

Awatar użytkownika
Magdu$
Wybitnie aktywny
Wybitnie aktywny
Posty: 195
Rejestracja: 13 mar 2007, 23:12
Lokalizacja: Garwolyn Town
Kontakt:

21 cze 2007, 13:10

Tak jak pisałam w shoutboxie tekst kapitalny, tylko mam pare zastrzeżeń:
- Lucy ma tv? :) - w sumie to zawsze może sobie kupić, ale zastanawia mnie to :-P
- co ksiądz robiłby o 11 w nocy w szkalrni? :lol: no bo chyba nie śpi zwykle tam ;) - no chyba że to ma być taki greps w tle :mrgreen:
a poza tym t owszystko gyt !

Awatar użytkownika
mamb.
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 231
Rejestracja: 28 kwie 2007, 20:02
Lokalizacja: we mnie ten ogień?
Kontakt:

21 cze 2007, 15:03

noo przecież na noc kwiatki też potrzebują wodę. później chciałam w sumie zmienić na sypialnię, ale wcześniej nie wiedziałam jeszcze, jakie będzie zakończenie, lecz potem pomyślałam, że to musi być późno, no w każdym razie nie zmieniłam jednak. :)
a mi się wydawało, że Lucy ma telewizor... dobra, może się myliłam.. ^^
[url=http://www.terazalbonigdy.pun.pl/]Forum Fanów Serialu 'Teraz Albo Nigdy!'[/url]

[url=http://www.mambaphotos.fbl.pl/]Mamba Photos Photoblog[/url]

[url=http://www.eioba.pl/a85319/dlaczego]Dlaczego?[/url]

Awatar użytkownika
mamb.
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 231
Rejestracja: 28 kwie 2007, 20:02
Lokalizacja: we mnie ten ogień?
Kontakt:

21 cze 2007, 20:51

nie odebrałam Twoich słów jako 'upierdliwe', może faktycznie źle wymyśliłam z tą szklarnią. lubię zrozumiałą krytykę, przecież nikt nie jest idealny. przed zamieszczeniem kolejnego odcinka skonsultuję się z Tobą albo Erin (no, a najlepiej z singri - jako naszą swego rodzaju Idolką w dziedzinie pisania, ale nie wiem, czy ona ma tyle czasu żeby się mną maluczką przejmować ;)...). w końcu co dwie głowy to nie jedna, mogę czegoś nie zauważyć a potem zrozumiałość tekstu na tym cierpi. :) w każdym razie dziękuję za słowa krytyki, bo nie lubię ludzi, którzy mówią, że wszystko jest super i w ogóle i cool, a w sumie to nie mają własnego zdania albo nie chce im się pisać, takie coś wkurza (no, chyba że taka osoba faktycznie nie ma żadnych zastrzeżeń, ale wtedy zazwyczaj potrafię to odróżnić). :D
[url=http://www.terazalbonigdy.pun.pl/]Forum Fanów Serialu 'Teraz Albo Nigdy!'[/url]

[url=http://www.mambaphotos.fbl.pl/]Mamba Photos Photoblog[/url]

[url=http://www.eioba.pl/a85319/dlaczego]Dlaczego?[/url]

daga
Nowicjusz
Nowicjusz
Posty: 14
Rejestracja: 25 maja 2007, 13:38
Lokalizacja: Lubuskie

23 cze 2007, 0:01

Mnie też się wydaje że we dworku nie ma tv. Dlatego jest tam tak sielsko. Jego mieszkańcy maja tyle czasu na wszystko. Na siedzenie przy kominku, na rozmowyi na jeszcze wiele, wiele innych spraw na które my gapiąc sie w to przeszkolone pudło czasu nie mamy... :-(

(to była taka moja mała dygresja na temat tv)

A wracając do serialu i do scenek, to wydaje mi sie że 27 odcinek zacznie się od tego że Lucy znowu obudzi sie sama w łóżku i pobiegnie szukać Kusego a on będzie np. w kuchni i z zadowoleniem będzie przygotowywał śniadanko dla Lucy... :-D
Mnie na Tobie zależy i żebyś taką głupotę zrobiła...
Nie pozwolę!

Awatar użytkownika
Tengel2
Moderator
Moderator
Posty: 1129
Rejestracja: 31 sty 2007, 19:17
Podziękował(a): 430 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 179 razy

23 cze 2007, 10:04

daga pisze:Mnie też się wydaje że we dworku nie ma tv. Dlatego jest tam tak sielsko. Jego mieszkańcy maja tyle czasu na wszystko.
Nie zgodzę sie z tym. Taka nowoczesna kobieta jak Lucy skoro ma internet to musi mieć i TV. No przecież nawet Solejuki mają.
"Albowiem noc jest ciemna i pełna strachów" - George R. R. Martin

Obrazek

ODPOWIEDZ