A może by tak bez szkoły?

Po lekkich, łatwych i przyjemnych tematach czas na trochę poważniejsze. To właściwe miejsce na poważne sprawy.

Czy obowiązek szkolny powinien być zniesiony?

Tak
7
39%
Nie
11
61%
Nie mam zdania
0
Brak głosów
 
Liczba głosów: 18
Awatar użytkownika
Milek
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 486
Rejestracja: 31 lip 2008, 19:40
Lokalizacja: Lublin
Podziękował(a): 19 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 66 razy
Kontakt:

17 wrz 2009, 19:15

A może by tak bez szkoły?

Autor tekstu: Elżbieta Binswanger-Stefańska

Obrazek
Francuz Andre Stern, lat 38, ma kilka zawodów, zna biegle pięć języków i jest autorem głośnej na Zachodzie książki „Nigdy nie chodziłem do szkoły". „Ani godziny?" — pytają go wszyscy, z którymi się styka. „Ani minuty! Ani nawet sekundy!" — odpowiada.

Mamy wrzesień i wszystkie polskie dzieci w wieku szkolnym — chciały czy nie chciały - zasiadły w szkolnych ławkach. Jak co roku, jak zawsze. No, prawie zawsze… Bo przecież obowiązek — i przywilej — powszechnego nauczania nie jest znowu aż taki stary. Ale odkąd jest, nie ma od niego odwołania. Przed uczniami 10 miesięcy nauki, cześć pieśni. Przedtem był powszechny analfabetyzm.

Tymczasem na tzw. szeroko pojętym Zachodzie coraz goręcej debatuje się o sensowności posyłania dzieci do szkół i choć trudno sobie wyobrazić, że państwa nagle pozamykają szkoły i rozpuszczą wszystkie dzieci do domów, dyskusja zatacza coraz szersze kręgi. André Stern i jego młodsza siostra Eléonore służą tu za pozytywny przykład.

Ich rodzice postanowili zajmować się swoimi dziećmi sami, kształcić je zgodnie z ich aktualnymi zainteresowaniami, obserwować jak się rozwijają, dać im dzieciństwo bez stopni, stresu, szkolnej dyscypliny, lęku przed nauczycielami, konkurencji ze szkolnymi kolegami. Dziś André Stern opowiada na autorskich spotkaniach co robił w czasie, gdy inne dzieci uczyły się w szkołach.

Też się uczył. Tyle że inaczej. Uczył się tego, czego w danym momencie chciał się uczyć. Jasne, zripostują sceptycy, uczył się tego, czego chciał, czyli niczego. Otóż nie! Odkrywał w sobie ciekawość świata, chęć do nauki, różne pasje. A rodzice wspierali go w tym, posyłali na kursy, wyszukiwali mistrzów danej dziedziny, żeby ich dziecko miało od kogo się uczyć, pozwalali godzinami zajmować się danym zagadnieniem.

Szwajcar Olivier Keller wyszukiwał rodziny, w których dzieci świadomie nie były posyłane do szkół i z wywiadów z nimi powstała niezwykła książka pod tytułem „Bo moje życie to szkoła". Owszem, trzeba wyraźnie podkreślić, że chodzi o dzieci, których rodzice z całym rozmysłem wzięli na siebie trud — i radość — kierowania ich edukacją, rozwojem, dorośleniem… André jest jednym z bohaterów tej książki.

Kilka lat temu takich dzieci było w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Francji, Szwajcarii, Austrii, Japonii czy Australii około 2 miliony. Tendencja jest wzrostowa. Innymi słowy coraz więcej rodziców dziękuje państwu za miejsce w szkole dla ich dziecka. Dlaczego?

Dlaczego??? A czy pamiętacie siebie z czasów szkolnych? Czy każdy z was cieszył się na początek roku szkolnego? Może część tak, ale dlaczego świat ma być miły tylko dla części dzieci? Ludzie są różni i to już od dziecka. Przypomnijmy sobie chociażby program „Duże dzieci" prowadzony przez Wojciecha Manna. Co za różnorodność. Temperamentów, charakterów, poglądów...

Tak, poglądów. Dzieci też już mają swoje widzenia świata. Różne. Szkoła niekoniecznie dobrze robi, jeśli próbuje je wszystkie zglajszaltować. Tak było dobrze w systemach totalitarnych. Dla systemów. Nie dla dzieci. Poza tym szkoła zrównuje dzieci wiekowo i pakuje do jednej klasy, ale dzieci są dokładnie tak samo najróżniejsze, jak ludzie dorośli, którzy z tych dzieci wyrosną. Czy kontaktowanie się tylko i wyłącznie ze swoim rocznikiem w życiu dorosłym byłoby satysfakcjonujące? Ależ skąd!

A co mówi André Stern na ten temat? Jeśli wtłacza się dzieci w określoną kategorię, tu: wiekową — i tak się je traktuje — to jasne jest, że się je od innych kategorii odseparowuje. Dziecko ma wprawdzie kontakt z innymi dziećmi, ale tylko w sztucznie zarysowanych ramach. Z równolatkami. W toczącej się obecnie w Polsce dyskusji, czy posłać dziecko już w szóstym roku życia do szkoły, czy może dopiero w siódmym, odpowiedź jest prosta, nie wiadomo. Niektórym to nie zaszkodzi, niektórym zaszkodzi trochę a niektórym bardzo.
Spójrzmy głębiej. Ludzie to są takie istoty, które uczą się jedne od drugich. Młodsze od starszych. Dzieci od rodziców. Ale kategoryzacja wiekowa w szkole przenosi się do domów i dzieli również starsze i młodsze rodzeństwo. Pamiętamy przecież, że w szkole klasy starsze gardzą klasami młodszymi, klasy młodsze płaszczą się przed starszymi. Zdrowa hierarchia? A jeżeli niezdrowa?!

Dziecko widzi, że zhierarchizowany świat polega na gnębieniu młodszych, gnębi i ono nie reflektując tego, że samo było i jest gnębione. Szkoła jest takim miejscem, w którym dziecko uczy się, że nie ma litości dla młodszych, mniejszych, słabszych, nieśmialszych...
Ktoś powie, ależ uczy się funkcjonować w naturalnie zhierarchizowanym świecie, uczy się rywalizacji, utrzymywania swojej pozycji, wzmacnia się. Jasne! Jeśli jest w górnych partiach tej hierarchii. Ale co, jeżeli jest i pozostaje na dole? Może jest anemicznym, cichym, skromnym młodym człowiekiem o poetyckiej duszy? I w dorosłym życiu napisze, przez jakie katorgi przechodził w szkole?

Zresztą wcale nie musiał cierpieć katuszy. Wystarczy, że stracił dużo czasu z okresu, w którym jako dziecko był chłonny na wiedzę jak gąbka, ale niekoniecznie na tę, którą usiłowała wbijać mu do głowy szkoła, zaś na tę pozaszkolną brakowało czasu, lub odbywało się to kosztem czasu, który przydałby się na spędzenie go z rodzicami?

I co, jeżeli rodzice sprawę edukacji dziecka pozostawiają całkowicie szkole, a sami ograniczają się do karmienia, ubierania i zapewnienia miejsca do spania swojej progeniturze, co, zważywszy ile czasu poświęca się na pracę na dobra konsumpcyjne i na ich konsumpcję, jest zjawiskiem coraz powszechniejszym?

Więc jeszcze jeden aspekt. Dziecko uczy się przez naśladowanie o wiele więcej, niż przez wkuwanie. Tak naprawdę, to przede wszystkim powtarza bezwiednie zaobserwowane. Obserwuje gonitwę dorosłych w konsumpcyjnym świecie i samo takie się staje. I to jest to, czego dziecko uczy się tak naprawdę, cała reszta, to szkolna wiedza, którą i tak w dużej mierze zapomni. Jasne, nie zapomni sztuki pisania, czytania, liczenia, nie będzie analfabetą, ale do tego nie trzeba aż szkoły, tego można nauczyć się w domu. I jeszcze dużo, dużo więcej. Jeśli tylko rodzice o to zadbają. Tak jak rodzice André.

Dodajmy, że rodzice André wcale nie wynieśli jakichś szczególnie złych doświadczeń ze swoich szkół. Wręcz przeciwnie, byli bardzo dobrymi uczniami. Na dodatek czego sami zawodowo zajmowali się całe życie uczeniem dzieci. Ojciec uczył dzieci rysunku w założonej przez siebie pracowni malarskiej w Paryżu, matka, po studiach literatury, uczyła dzieci w przedszkolu. Mieli więc doświadczenia pedagogiczne i szereg cennych spostrzeżeń. I właśnie dlatego stwierdzili, że potrafią pokierować edukacją swoich dzieci lepiej niż jakakolwiek szkoła.

Faktem jest, że André nauczył się płynnie czytać i pisać dopiero w wieku 10 lat. Wcześniej nie wykazywał specjalnego zainteresowania czytaniem, a rodzice nie zmuszali go do tego. Uczył się wielu innych rzeczy. Gdy w końcu doszedł i do nauki czytania, bardzo szybko sięgnął po lektury z bogatej biblioteki swoich rodziców. Nie rozróżniał też zabawy od nauki (tak jak dziś nie rozróżnia pracy od czasu wolnego). Jego dzień wypełniony był różnymi zajęciami w domu i poza domem. Część dnia była improwizowana, spontaniczna, część regularna, zaplanowana. Zawsze jednak robił to, na co miał w danym okresie życia ochotę.
W wieku 12 lat jego tydzień był wypełniony takimi zajęciami jak: malowanie z ojcem w plenerze, 2 do 3 godzin metaloplastyki, 4 godziny fotografii (technik fotografowania i obróbki zdjęć w laboratorium), 2 razy po 2 godziny lekcji tańca, 2 godziny wschodniej sztuki walki Kalaripayat (polegającej na sztuce koncentracji), wtedy też uczęszczał na kurs tkacki i kurs garncarstwa, intensywnie uczył się algebry, oraz, proszę bardzo, chodził do Collège de France na wykłady z egiptologii, mediewistyki i socjologii...

Robił więc różne rzeczy naraz, ale zwykle jedną przez dłuższy okres czasu intensywniej niż wszystko inne. Jeśli więc miał okres zajmowania się czytaniem jakiegoś wybranego autora, to czytał wszystko łącznie z biografiami, opracowaniami itd. itp. Tak mu poszło z Proustem, z Camusem i innymi. Języka niemieckiego nauczył się w cztery miesiące forsownej nauki, a gdy poczuł się pewnie, zaczął czytać niemiecką literaturę w oryginale. Teraz sam daje w niemieckojęzycznych krajach wykłady o nauce bez szkół.

Od maleńkości jego życie wypełniała muzyka. Ale bynajmniej nie w tle. Gdy zajmowali się z ojcem muzyką mogło to trwać i po 8 godzin dziennie. Wkrótce André miał swoje ulubione utwory, które potrafił rozpoznawać po kilku nutach. Słuchanie muzyki połączone z czytaniem biografii muzyków do dziś uważa za najszczęśliwsze chwile swojego dzieciństwa.
Gdy zaczął się uczyć gry na gitarze, ćwiczył po parę godzin dziennie. Nauczył się też sztuki budowania gitar, dziś gra na dziesięciostrunowej gitarze własnoręcznie przerobionej z sześciostrunowej. Sam komponuje swoje utwory.

Gdy zapytać go, kim jest z zawodu, odpowiada, że ma różne zawody, które uprawia naprzemiennie. Jest gitarzystą, kompozytorem, lutnikiem. Jest też informatykiem, fotografem, dziennikarzem i publicystą, z siostrą zajmuje się teatrem. Wszystko to bez żadnego papierka, bez świadectw szkolnych. Ale co by było, gdyby doroślejąc chciał zostać na przykład lekarzem? Wtedy by się zmobilizował, zrobił maturę i studia medyczne, odpowiada, po prostu.

Jak mu się udało wejść w życie zawodowe bez żadnych uprawnień na papierze? Nie pamięta nawet, gdzieś w wieku 17 lat zaczął dostawać pieniądze za to co robił. Najpierw mniej, potem więcej. Na muzycznych forach internetowych pisał o muzyce, wypatrzył go tam redaktor naczelny pisma muzycznego, zaangażował. Tak został dziennikarzem muzycznym.

A jeżeli zauważa, że ma jakieś luki w nauce w porównaniu z tymi, którzy pokończyli szkoły? Po pierwsze z nikim się nie porównuje. Ma swój zakres wiedzy i tę w miarę zapotrzebowania poszerza. Inni mają swoje zakresy. Jeżeli w wyniku zetknięcia się z innymi ludźmi stwierdza, że ma jakieś braki, traktuje to jako wyzwanie i uczy się z entuzjazmem czegoś nowego.

Ale przecież są i tacy rodzice, którzy posyłają swoje dzieci na najprzeróżniejsze zajęcia pozaszkolne, dopilnowują, by dzieci chodziły, uczyły się, nie wszyscy rodzice puszczają dzieci samopas. To prawda, ale obok szkoły i szkolnych zadań domowych pozostaje na to bardzo mało czasu, dziecko jest wtedy przeciążone. Niepotrzebnie.
*** Muszę powiedzieć, że z rosnącą zazdrością wczytywałam się w biografię André Sterna. Żebym to jak tak mogła! Bo sama też uczyłam się podobnie. Interesował mnie jakiś temat, zgłębiałam go (na szczęście moi rodzice to rozumieli). Jeśli czytam jakiegoś autora, to en bloc, wszystko, co mogę dostać jego i o nim. Szkoła to był dla mnie trybut, który musiałam zapłacić społeczeństwu, nie miałam wyboru. Ale gdybym miała, na pewno umiałabym dziś znacznie więcej, nawet jeśli umiem niemało. Tego jestem pewna.

Proponuję rozważyć to rodzicom i jeśli niekoniecznie zaraz zabrać dziecko ze szkoły (społeczeństwo polskie tak czy tak nie jest jeszcze przygotowane na taką wolność), to przynajmniej zwracać uwagę na to, żeby nie przerywać dziecku zajęcia, na którym się koncentruje. Badania wykazały, że dzieci, które muszą na rozkaz przerywać zabawę, mają potem trudności ze skupieniem się na jednej rzeczy. Badania wykazują też, że dzieci, które bez przerwy esemesują, nie są potem w stanie uczyć się czegokolwiek przez dłuższy czas.
I oto znów zaczął się rok szkolny. Boją się go dzieci, boją się rodzice, boją się nauczyciele, wystarczy poczytać odpowiednie fora internetowe. Może to najwyższy czas, żeby o uczeniu kolejnych pokoleń zacząć myśleć w innych kategoriach? Przykład André i jemu podobnych otwiera nowe możliwości. Włączmy się do dyskusji.

Dwa filmy o André Sternie:
- Stern przebudowuje swoją gitarę
- Film o Sternie (po niemiecku)



Źródło: Racjonalista.pl
No właśnie jak to jest z tą naszą szkołą...? Czy może się bez niej obyć...?

Czekam na wasze opinie na ten temat.
Obrazek
Tworzenie stron internetowych - Lublin

Jan Japycz: Widzi pani, jeśli przepis jest trochę nieżyciowy to trochę można...
Hadziuk: Trzeba uważać, żeby w alkoholizm nie popaść...

Awatar użytkownika
macphisto
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 1130
Rejestracja: 22 gru 2006, 14:19
Lokalizacja: Saalfeld/Mohrungen/Warsaw
Podziękował(a): 48 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 97 razy
Kontakt:

17 wrz 2009, 20:37

Moim zdaniem obowiązek szkolny nie powinien być zniesiony, ale powinno być tak, że uczeń, idąc do szkoły(nie mówię tu o podstawówce, bo za smarkaci jeszcze) ale np o szkołach średnich, sam wybiera przedmioty, które go interesują: ci co lubią przedmioty ścisłe, wybierają takowe, ci co humanistyczne, to wybierają takie, a nie uczą się na chama wszystkiego. Wiadomo polski jako język ojczysty powinien być obowiązkowy, geografia też, żeby się człowiek na mapie zorientował, ale matma, fiza, chemia, to do wyboru. A my musimy uczyć się przedmiotów, które nas nie interesują i z którymi na studiach na pewno nie będziemy mieć do czynienia. Tak samo jak jest teraz z obowiązkową matmą na maturze. Po co to komuś, kto zamierza studiować jakąś filologię albo na ASP? Wiadomo, podstawy matematyczne trzeba mieć, tabliczka mnożenia, obliczanie pól itd, ale maturę mogli by sobie darować, po co ludzi na siłę uszczęśliwiać?
Ostatnio zmieniony 18 wrz 2009, 7:29 przez macphisto, łącznie zmieniany 1 raz.
We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't - Fight Club.

http://www.macphisto.fbl.pl

https://www.facebook.com/wObiektywieAlexis <-skromna galeria

Ewa47
Super User
Super User
Posty: 1061
Rejestracja: 06 lip 2009, 21:41
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował(a): 46 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 12 razy

17 wrz 2009, 21:19

Wydaje mi się , że dzieci powinny chodzić do szkoły , żeby miały jakieś obowiązki . Dzieciom , gdyby nie miały żadnych zajęć, mogłyby przychodzić do głowy różne głupie rzeczy , przecież w wakacje często wzrasta przestępczość wśród młodych . Uważam jednak , że materiał w podręcznikach jest za bardzo przeładowany i uczy się dzieci wielu rzeczy , które się nie przydadzą w życiu i zostaną szybko zapomniane . Powinno się uczyć rzeczy praktycznych i przydatnych . Podręczniki powinny być ciekawe i dzieci powinny uczyć się rzeczy które je interesują .
Ostatnio zmieniony 18 wrz 2009, 7:30 przez Ewa47, łącznie zmieniany 1 raz.
Ewa

Awatar użytkownika
AdiMan89
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 173
Rejestracja: 05 lut 2010, 9:55
Lokalizacja: sdrt
Otrzymał(a) podziękowań: 1 raz

06 lut 2010, 17:48

Podobnie jak moi przedmówcy uważam , że obowiązek szkolny jest czymś naturalnym. Jak wyglądało by za 10-20 lat nasze społeczeństwo gdyby do szkoły chodziło się dobrowolnie. Jednak należało by jednak troszeczkę zreformować system oświaty , bo umówmy się j.polski , j.obcy , historia , geografia etc są nieodzowne , ale już np takie przedmioty jak plastyka , muzyka czy inna technika to już głupota na czym świat stoi , ale Minister Hall nie wygląda mi na osobę zdolną do podjęcia większych reform więc pewnie zostanie utrzymany obecny stan rzeczy. Mówię tutaj o podstawówce oraz gimnazjum , bo przecież szkoła średnia to już istotnie dobrowolna sprawa.
" Wilkowyje , Wilkowyje , gdzie jest taki piękny kraj "

qwerty
Super User
Super User
Posty: 898
Rejestracja: 21 mar 2010, 12:27
Otrzymał(a) podziękowań: 6 razy

02 kwie 2010, 12:13

Nic mnie tak w chwili obecnej nie ogranicza jak właśnie szkoła...
Mając nawet wolny dzień, odliczam zmarnowane godziny, bo wiem, że niedługo trzeba do szkoły.
Czas mnie goni, nie wiem co robić, żeby odpocząć ale równocześnie nie marnując przy tym wolnego od szkoły czasu.
Każdego dnia bym sobie porobił z chęcią rzeczy, które mnie interesują, w których chciałbym się rozwijać...
Niestety... nic tak nie ogranicza jak myśl o szkole...

Awatar użytkownika
ola-one
Nowicjusz
Nowicjusz
Posty: 21
Rejestracja: 03 kwie 2010, 19:07
Lokalizacja: BBa

09 kwie 2010, 14:14

a ja od pewnego czasu odłączyłam szkołę od życia ;) to co się w szkole dzieje przesuwam tak jakby na drugi plan i nie myślę o tym. Dla mnie szkoła jest poza tym prawdziwym życiem, czyli jak tylko wracam do domu i nauczę się co tam trzeba po prostu zapominam o niej, bo z twierdziłam, że to nie jest moje prawdziwe życie, że to co się tam dzieje to inny świat nie mój, a liczy się to co zaczyna się po wyjściu z niej, bo to dopiero jest prawdziwe życie, bo wtedy mogę powiedzieć, że spełniam się robiąc to co lubię, jak chcę i kiedy tylko mam na to ochotę i żyję pełnią życia. Taki mam sposób na przetrwanie tych ciężkich chwil =D =D

Ale z drugiej strony szkoła niestety jest konieczna, bo co by było gdyby ludzie się nie uczyli? przecież nawet Ranczo by nie powstało :(
,,Jednym kieliszkiem nawet dziecka nie rozweselisz.'' - Wójt

qwerty
Super User
Super User
Posty: 898
Rejestracja: 21 mar 2010, 12:27
Otrzymał(a) podziękowań: 6 razy

09 kwie 2010, 17:33

Fajny sposób na szkołę ;)
Oczywiście, że uczyć się czegoś trzeba, ale już w drugiej liceum nie chce mi się zakuwać niepotrzebnej mi w życiu fizyki, matmy czy innych takich.
Wolałbym się skupić na tym, co chciałbym robić i w tym się rozwijać.
Po za tym to za długo siedzimy w tej szkole. Cały dzień mija i nie można robić tego, co się na prawdę chce.
Dlatego szkoła ogranicza... :)

Awatar użytkownika
macphisto
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 1130
Rejestracja: 22 gru 2006, 14:19
Lokalizacja: Saalfeld/Mohrungen/Warsaw
Podziękował(a): 48 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 97 razy
Kontakt:

09 kwie 2010, 19:32

qwerty pisze: Oczywiście, że uczyć się czegoś trzeba, ale już w drugiej liceum nie chce mi się zakuwać niepotrzebnej mi w życiu fizyki, matmy czy innych takich.
Jestem tego samego zdania, a już głupotą dla mnie jest to, że matura z matmy jest obowiązkowa!
We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't - Fight Club.

http://www.macphisto.fbl.pl

https://www.facebook.com/wObiektywieAlexis <-skromna galeria

qwerty
Super User
Super User
Posty: 898
Rejestracja: 21 mar 2010, 12:27
Otrzymał(a) podziękowań: 6 razy

09 kwie 2010, 20:15

No właśnie... :)
Rozumie, załapałem podstawy matematyki, ale na co mi ona w szerszym zakresie, skoro chcę iść na akademię filmową albo na studia dziennikarskie albo inne takie... ;)

Awatar użytkownika
macphisto
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 1130
Rejestracja: 22 gru 2006, 14:19
Lokalizacja: Saalfeld/Mohrungen/Warsaw
Podziękował(a): 48 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 97 razy
Kontakt:

09 kwie 2010, 20:22

Myślę tak samo. Wybieram się na filologię polską, marzy mi się też filmówka, chcę pisać książki albo robić filmy, po co mi ta matma? Jak będzie trzeba to znajdę od tego speców, ja i tak sama wiele bym nie zdziałała, bo z matmy jestem cienka. I nawet gdybym uczyła się matmy kolejne 10 lat, nie pojmę jej. Podstawy mi wystarczą, kasę umiem liczyć, mnożyć, dodawać, obliczać pola, więcej mi do szczęścia nie trzeba. Że też trafiło z tą maturą na mój rocznik :wall:
We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't - Fight Club.

http://www.macphisto.fbl.pl

https://www.facebook.com/wObiektywieAlexis <-skromna galeria

Awatar użytkownika
Zielak
Aktywny forumowicz
Aktywny forumowicz
Posty: 77
Rejestracja: 29 gru 2009, 12:19
Lokalizacja: Brodnica
Podziękował(a): 1 raz
Otrzymał(a) podziękowań: 1 raz

09 kwie 2010, 20:32

Z kolei ja uważam, że potrzebne jest nam uczenie się tych przedmiotów :) Nie traktujcie matury jako wyroczni. Skoro nie zależy wam na matmie, to obowiązkową (podstawę) napiszecie bez problemu. Zdacie - jeżeli nie macie na sumieniu własnego lenistwa ;) Ewentualnie takie przedmioty jak fizyka, biologia, chemia, itd. mogłyby być do wyboru, ale z drugiej strony... Wiedza ogólna przyda nam się w życiu i teraz możemy narzekać, ale przyda się nam to :)
Ja jestem na mat.-fiz., ale podoba mi się to, że mam lekcje historii, WOSu i inne. Żądza wiedzy ;) Też planowałem jeszcze do niedawna dziennikarstwo, bądź filmówkę, a mimo to poszedłem na taki, a nie inny profil. Politechnika - z jednej strony odpowiada mi, bo lubię ścisłe przedmioty - po prostu lubię liczyć, ale z drugiej strony nie kręci mnie to tak bardzo. Chciałbym jakieś wyzwanie! Na przykład wymienioną wyżej filmówkę. W każdym bądź razie mnie podoba się tak, jak jest ;)

Tak, tak, wiem. Dziwny jestem :lol-sweat:

Awatar użytkownika
macphisto
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 1130
Rejestracja: 22 gru 2006, 14:19
Lokalizacja: Saalfeld/Mohrungen/Warsaw
Podziękował(a): 48 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 97 razy
Kontakt:

09 kwie 2010, 20:40

Zielak pisze:Z kolei ja uważam, że potrzebne jest nam uczenie się tych przedmiotów :) Nie traktujcie matury jako wyroczni. Skoro nie zależy wam na matmie, to obowiązkową (podstawę) napiszecie bez problemu. Zdacie - jeżeli nie macie na sumieniu własnego lenistwa ;)
Wiadomo, uczyć się tej matmy trzeba, ale w liceum to wg mnie ona jest dla ludzi z pasją. Są tam takie zadania i rzeczy, które sie w codziennym życiu nie przydadzą i dla takich jak ja ( w mojej klasie jest takich większość) to czarna magia i zawracanie głowy, marnowanie czasu. Wolałabym przysiąść w tym czasie jeszcze nad polskim, historią czy anogolem, niż zajmować się czymś takim.
Matura z matmy nie powinna być obowiązkowa, było tak do niedawna i nikt nie narzekał. To tak jakby nagle wprowadzili obowiązkową historię - przecież trzeba znać dzieje świata i Polski. Ciekawe, czy wtedy większość ścisłowców byłaby zadowolona.
Żądza wiedzy - rozumiem, trzeba mieć pojęcie o różnych rzeczach, tu się zgodzę. Ale żeby zaraz pisać maturę obowiązkową? Bez przesady. :/
We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't - Fight Club.

http://www.macphisto.fbl.pl

https://www.facebook.com/wObiektywieAlexis <-skromna galeria

Awatar użytkownika
Zielak
Aktywny forumowicz
Aktywny forumowicz
Posty: 77
Rejestracja: 29 gru 2009, 12:19
Lokalizacja: Brodnica
Podziękował(a): 1 raz
Otrzymał(a) podziękowań: 1 raz

09 kwie 2010, 20:47

Po raz kolejny powiem, że matura obowiązkowa nie jest tu żadnym wyznacznikiem!! :)

Awatar użytkownika
macphisto
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 1130
Rejestracja: 22 gru 2006, 14:19
Lokalizacja: Saalfeld/Mohrungen/Warsaw
Podziękował(a): 48 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 97 razy
Kontakt:

09 kwie 2010, 20:51

Dla mnie to niepotrzebny stres i strata czasu na uczenie się czegoś, czego nie znoszę. Mogłabym spożytkować ten czas inaczej.
Zdania raczej w tej kwestii nie zmienię.
We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't - Fight Club.

http://www.macphisto.fbl.pl

https://www.facebook.com/wObiektywieAlexis <-skromna galeria

qwerty
Super User
Super User
Posty: 898
Rejestracja: 21 mar 2010, 12:27
Otrzymał(a) podziękowań: 6 razy

10 kwie 2010, 0:16

Mam identyczne zdanie co nikki :)
Tu chodzi o nasz cenny czas. Życie jest za krótkie, żeby zajmować się taką dajmy na to matmą z przymusu... ;)

Awatar użytkownika
ola-one
Nowicjusz
Nowicjusz
Posty: 21
Rejestracja: 03 kwie 2010, 19:07
Lokalizacja: BBa

11 kwie 2010, 13:24

a ja mam taki sam problem tylko, że z polskim, a po co mi jakieś analizowanie i interpretowanie wierszy?? przecież w życiu to mi się nie przyda. Nauczyłam się pisać, czytać, coś tam o literaturze polskiej wiem(bo przecież Polakami jesteśmy, obca mi nie potrzebna) to po co więcej mi do życia?? No ale każdy ma inny problem i najlepiej byłoby gdybyśmy przedmioty, z których chcemy zdawać maturę sami sobie wybierali, bez żadnych obowiązkowych z góry nam narzuconych ;) no powiedzmy, że te min. 3 niech już zostanie, ale jakie to niech zależy już od nas :)
,,Jednym kieliszkiem nawet dziecka nie rozweselisz.'' - Wójt

qwerty
Super User
Super User
Posty: 898
Rejestracja: 21 mar 2010, 12:27
Otrzymał(a) podziękowań: 6 razy

11 kwie 2010, 14:32

Nawet wiosenną przyrodą, budzącą się do życia, nie mogę się w pełni cieszyć, bo przeszkadza mi świadomość, że muszę lekcje z grubsza zrobić i jutro do szkoły...
Smutne :thumbdown:

Awatar użytkownika
Milek
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 486
Rejestracja: 31 lip 2008, 19:40
Lokalizacja: Lublin
Podziękował(a): 19 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 66 razy
Kontakt:

11 kwie 2010, 16:00

Głównie chodzi o to, że w Polsce jest chory system nauczania. Uczy się wszystkiego, ale "po łebkach". Nie uczymy się tylko tego co lubimy, co najlepiej przyswajamy, co sprawia nam przyjemność, z czego kiedyś będziemy żyć i budować tę naszą kochana Polskę. Ścisłowcy powiedzą oczywiście, ze matematyka to królowa nauk, która zmusza do myślenia. Z drugiej strony humaniści głoszą swoje zdanie, sprzeciwiając się matematykom, fizykom itp. W sumie to nikt nie ma racji. Każdy powinien sam wybierać co chce zdawać np. na maturze. Jeśli nadal będzie się zmuszać ludzi do nauki znienawidzonych przedmiotów i trudnych dla danej osoby do przyswojenia, to taka nauka będzie zupełnie bezwartościowa i taki człowiek po maturze nadal nie będzie wiedział czego w życiu chce. We wrześniu poszedłem do pierwszej klasy (Mat-Geo), nienajlepszego ale i tak dobrego LO. Jestem zadowolony, bo chodzę tam z ludźmi normalnymi, nie to co miałem w gimnazjum (mieszanka rozpieszczonej i świeżej "młodzieży"). Wybór szkoły jest chyba najważniejszy. Mi się udało. Oceny może nie są bardzo zachwycające (średnia coś około 3.6), ale dla mnie to zupełnie wystarczy. Można powiedzieć, że uczę się jedynie geografii, bo wiem, że jest to kierunek przeznaczony dla mnie i jest to zarys czegoś co chce kiedyś robić, może nawet z tego żyć. Z resztą sobie radze, tak na 2/3. Gorzej jest własnie z matematyką, którą mam niestety rozszerzoną, mimo, że w gimnazjum miałem 3 (paradoksem jest to, że na teście gimnazjalnym miałem 49/50). Nie wspominając już o żałosnym nauczycielu, który powinien 10 lat temu pójść na emeryturę to na semestr ledwo "wyciągnąłem" na 2. Może to dla tego, że jestem okropnym leniem (nie zrobiłem ani jednej pracy domowej od września, niewspominając o bujaniu w obłokach w czasie lekcji), albo po prostu sądzę, że jest to dla mnie zupełnie zbędny przedmiot i szkoda mi na niego głowy. To własnie w polskiej szkole jest chore. Tracimy czas na naukę, nie przynoszącą efektów, w żadnym calu niepotrzebną. W innych krajach o normalnym systemie edukacji jest możliwość wcześniejszego wyboru kierunku w którym ludzie chcą się spełnić i być w nim najlepsi. W Polsce jednak nie ma takiego wyboru, uczymy się wszystkiego i sukces osiągają tylko Ci, którzy są najlepsi we wszystkim (czyli w niczym). Nie ma wielu specjalistów w danej dziedzinie. Przeciętny Polak kochający i wiernie uczący się jednego przedmiotu jest eliminowany przez braki w innym. I tak świetnych ludzi wysyła się na zmywak do Irlandii. Dlatego tym, którym przeszkadza świadomość ciągłego, bezowocnego chodzenia do szkoły, polecam się zbytnio nie przejmować zbędną nauką, bo w Polskim systemie edukacji w najbliższym czasie nie zanosi się na pozytywne i korzystne zmiany.
Obrazek
Tworzenie stron internetowych - Lublin

Jan Japycz: Widzi pani, jeśli przepis jest trochę nieżyciowy to trochę można...
Hadziuk: Trzeba uważać, żeby w alkoholizm nie popaść...

Awatar użytkownika
erni
Zaangażowany komentator
Zaangażowany komentator
Posty: 58
Rejestracja: 26 gru 2009, 21:55
Lokalizacja: Garwolin

13 kwie 2010, 15:20

Witajcie,
ciekawą dyskusje rozwinęliście...
Spróbuję dodać coś od siebie. System jest chory to prawda, macie racje. Porównując przedmioty typu historia/j.polski z matematyką jest nieporozumieniem. To dwa różne światy. Matura z matematyki powinna być obowiązkowa i dobrze że to wróciło. Na prawdę podstawowa matura z matmy to pikuś i co najważniejsze uczy logicznego patrzenia i rozumowania, dla przykładu historii musimy się wykuć nie wyprowadzimy sobie daty bitwy pod Cedynią, z matmy do wzoru zawsze możemy dojść, albo zadanie rozwiązać inną metodą. Matura z j.polskiego (w obecnej formie) to jest dopiero parodia... Jakim prawem ktoś mi mówi czy moja interpretacja tego konkretnego wiersza jest dobra czy zła, ja się pytam? Czytanie ze zrozumieniem owszem, baaardzo potrzebne, ale interpretacja wiersza pod klucz? Tu jest coś nie tak. Napisze Wam jeszcze, że w konstruktywnej konwersacji dużo bardziej pomogło mi wiedza (a raczej sam tok myślenia) matematyczna. Otóż konstruktywna rozmowa polega na wymianie poglądów lub faktów pomiędzy ludźmi. Z poglądami jest różnie możemy się zgadzać lub nie, natomiast jeśli chodzi o fakty to dla przykładu: dla matematyka 2 to jest dwa i koniec, dla polonisty 2 może być duże, małe, różowe, patetyczne itp itd, w tym gąszczu zaraz się gubimy i nie dochodzimy do żadnych wniosków.
pozdrawiam
"Są dwie rzeczy nieskończone: wszechświat i głupota ludzka, ale co do tego pierwszego nie jestem pewien." - A.E.

Awatar użytkownika
macphisto
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 1130
Rejestracja: 22 gru 2006, 14:19
Lokalizacja: Saalfeld/Mohrungen/Warsaw
Podziękował(a): 48 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 97 razy
Kontakt:

18 kwie 2010, 13:09

erni pisze:Witajcie,
Matura z matematyki powinna być obowiązkowa i dobrze że to wróciło. Na prawdę podstawowa matura z matmy to pikuś i co najważniejsze uczy logicznego patrzenia i rozumowania.
Fakt, matma uczy logicznego myślenia, ale nadal twierdzę, że z maturą daliby sobie siana. Szkoda na to czasu i nerwów.
erni pisze:Matura z j.polskiego (w obecnej formie) to jest dopiero parodia... Jakim prawem ktoś mi mówi czy moja interpretacja tego konkretnego wiersza jest dobra czy zła, ja się pytam? Czytanie ze zrozumieniem owszem, baaardzo potrzebne, ale interpretacja wiersza pod klucz?
Tutaj się z Tobą całkowicie się zgadzam. Łatwo trafić w klucz, bo w szkole uczą tych schematów, ale to głupota bo przecież ile ludzi, tyle interpretacji, każdy może mieć swoją. Więc jak można dopasowywać się do czegoś, co sobie wymyślił szanowny urzędnik? Tu chyba powinno chodzić o to, żeby sprawdzić polot ucznia, umiejętność popisania się wyciąganiem odpowiednich wniosków, a nie kopiowania tego, co przez trzy lata opowiadała polonistka.
Ah no tak, zapomniałam, to test sprawdzenia tego, co zapamiętaliśmy ze szkoły. Ale przy tym daliby sposobność popisania się nie tylko wiedzą szkolną, ale czymś więcej. No ale, lepiej ograniczać.
We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't - Fight Club.

http://www.macphisto.fbl.pl

https://www.facebook.com/wObiektywieAlexis <-skromna galeria

ODPOWIEDZ