Wywiad z panem Cezarym Żakiem.

W tym dziale znajdziecie nasze autorskie wywiady z ekipą serialu.
Awatar użytkownika
aaalinka
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 137
Rejestracja: 22 gru 2006, 16:24
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

07 lip 2007, 10:17

Informuję wszystkich, że rozmowa z panem Cezarym Żakiem odbyła się bez przeszkód. Spędziłyśmy ten czas bardzo miło, bo pan Cezary jest rozmówcą interesującym i pełnym uroku. Aż szkoda (dla nas z Gosią :) ), że zaraz zaczynał się spektakl i musieliśmy kończyć. Macie na co czekać - ten wywiad będzie w tzw. górnej strefie tych bardzo dobrych :)
Będę_walczyła_jak_lwica

Awatar użytkownika
Gosia
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 372
Rejestracja: 22 gru 2006, 16:39
Lokalizacja: Warszawa
Otrzymał(a) podziękowań: 3 razy
Kontakt:

29 lip 2007, 7:46

Cezary Żak
Świetny aktor, przez wiele lat związany z Teatrem Powszechnym w Warszawie.
Oprócz fantastycznych ról w "Ranczu" pamiętamy go z roli Karola Krawczyka w "Miodowych latach". Wkrótce zobaczymy pana Czarka w nowym serialu "Hallo Hans".
Postacie, które gra w tych produkcjach, to role komediowe, ale sądząc po otrzymanych nagrodach, doskonale potrafi wcielić się również w osobowość tragiczną. Myślę, że z przyjemnością będziemy go oglądać po wakacjach w "Tajemnicy twierdzy szyfrów", gdzie gra rolę zupełnie odbiegającą od komediowych wizerunków, do których przywykliśmy.
Mówi o sobie, że jest zdystansowany, że na planie unika kontaktu z ludźmi spoza ekipy, że jest cynikiem. Czy to źle? Moim zdaniem nie. Każdy z nas ma prawo do własnej strefy prywatności. Natomiast cynizm pana Czarka, inteligentny i wyważony, jest jak odrobina pieprzu w zupie. Nie psuje smaku, a powoduje, że rozmowa z nim jest ciekawsza, jest większym wyzwaniem. Kiedy patrzył na mnie z lekkim uśmiechem, trudno mi było odgadnąć, co tak naprawdę myśli. Zastanawiałam się, na ile będzie szczery. Na ile uda mi się pokazać osobowość człowieka, który ukrywa ją głęboko, by zachować dla siebie i swojej rodziny.
Bardzo zaimponowało mi to, jak poważnie, profesjonalnie podchodzi do każdej roli, jak dokładnie się przygotowuje. Przeczytajcie, co mówił o sobie. Jak zwykle, mam nadzieję, że będzie to dla Was równie ciekawe jak dla mnie.

Gosia: Panie Czarku, jak zaczęła się Pana przygoda z "Ranczem"?


C.Ż: Zadzwonił do mnie producent Maciek Strzembosz i powiedział, że jest taki tekst napisany i że ja będę grał księdza. Odpowiedziałem: Dobra, fajnie! Chciałem grać księdza. Wprawdzie to miał być zupełnie inny ksiądz, o innym księdzu rozmawialiśmy,
ale pomyślałem: No dobrze, na razie ten. Taki był początek.
Po jakimś czasie zadzwonił Maciek i mówi: "Słuchaj, tego księdza to jest za mało.
Ale... tam jest jeszcze postać wójta. Zrobimy tak, że Ty będziesz też wójtem".

Zaznaczę od razu, że to było jeszcze przed "rozdaniem kart" w tym kraju i przed bliźniakami, którzy teraz nami rządzą. To nie były absolutnie żadne "wycieczki" pod niczyim adresem.
Wtedy dopiero tak naprawdę zapaliłem się do tej pracy. Pomyślałem, że to jest wyzwanie dla mnie. Zagrać dwie postaci w jednym filmie! To się rzadko zdarza. W Polsce nigdy się jeszcze nie zdarzyło...

Gosia: Mówił Pan wielokrotnie, że trudniejsza do zagrania, większym wyzwaniem aktorskim, jest rola księdza. Na czym polega ta trudność?

C.Ż: Polega przede wszystkim na tym, że ja nie jestem księdzem. Nie jest łatwo "wejść w skórę" duchownej osoby, jakakolwiek by ona była. Zacząłem kombinować... Jak zróżnicować tych braci bliźniaków? Jest to ciekawsze z takiego aktorsko- egoistycznego punktu widzenia. Nie byłoby ciekawie, gdybym jednakowo grał postać i księdza i wójta. Chociaż takie prawdopodobnie było na początku zamierzenie. Rozmawiając z reżyserem Wojtkiem Adamczykiem powiedziałem, że mi się to w ogóle nie podoba. Nie chcę tak grać. Chcę ich bardzo różnicować, zewnętrznie i wewnętrznie. Potem były próby charakteryzacji. Wojtek przeraził się, kiedy zobaczył wąsy u wójta. Powiedział, że nigdy w życiu, absolutnie nie zgodzi się na żadne wąsy! Ale ja umiem go przekonać...( śmiech).
Wracając do budowania postaci księdza. Ja chodzę do kościoła regularnie. Przygotowując się do roli zacząłem chodzić do różnych kościołów i obserwować księży. Patrzyłem, jak się zachowują, jak są ubrani. Zauważyłem, że dziewięćdziesiąt procent księży, którzy noszą okulary, noszą szkła w złotych oprawkach. Wybrałem się sam do optyka i wybrałem sobie takie okulary. Zacząłem obserwować, jak zachowują się po wyjściu z kościoła. Kryłem się w krzakach i patrzyłem, jak wychodzą z kościoła, z zakrystii, z kim się witają, jak się witają. Czasami słyszałem szczątki rozmów, chociaż same rozmowy były dla mnie nieistotne. Chciałem zobaczyć, jak się ruszają, czy oni się jakoś specjalnie noszą... Zauważyłem na przykład, że większość z nich nosi sweterki na sutannach. Jeden ksiądz strasznie mnie rozśmieszył, bo chodził w drewniakach. Wyszedł po odprawionej mszy. Nie wiem, może zmienił buty, a może tak właśnie odprawiał mszę. Nie wykorzystałem tego w filmie, ale może jeszcze wykorzystam. Jest się wtedy wyższym i jeszcze się tak specyficznie tupie, co świetnie słychać w kościele. Mój ksiądz jest takim zlepkiem różnych obserwacji. Znacznie więcej się nad nim napracowałem niż nad wójtem. On był napisany dosyć "letnio".
Gdy czytałem pierwszą serię, to pomyślałem: On jest za łagodny. Taki... baranek. Dodałem do niego trochę cynizmu, ku uciesze moich córek, które potem jak oglądały, to się strasznie śmiały, że jest taki jak ja, ksiądz-cynik. On patrzy takim swoim światem na tę wieś i jedynie Michałowa potrafi go sprowadzać na ziemię. Fajnie mi się gra tego księdza...
Rola wójta była dużo lepiej napisana. Mnie wójt bardziej śmieszył niż ksiądz. Teraz chyba jest odwrotnie. Miałem takiego stryja w dzieciństwie, który trzymał za mordę całą wieś i od razu wiedziałem, że będę w tym kierunku kombinował. Było mi łatwiej, bo pamiętałem jak mój stryj się zachowywał. Spędzałem z nim bardzo dużo czasu w wakacje. Był bardzo wymagający, nie tylko od innych, ale również od siebie. Bardzo pracowity i apodyktyczny. Nie znosił sprzeciwu.
W wójcie oczywiście nie ma takiego materiału do zagrania. Twardo stąpa po ziemi i trzyma całą społeczność wiejską "za pysk". Taki był mój stryj i taki jest mój wójt. Najlepsze recenzje dla mnie są wtedy, kiedy ludzie piszą do mnie, że oglądając wydaje im się, że te role grają dwaj różni aktorzy. Taki właśnie efekt chciałem uzyskać i mam nadzieję, że to się udało...

Gosia: Ja myślę, że tak. Ja też tak to odbieram. Panie Czarku, czy trudno jest grać "na samego siebie" i jak były zgrywane te dialogi, żeby to wszystko pasowało?

C.Ż: To była trudne w pierwszych dwóch dniach, gdy miałem sceny ze sobą. Rzeczywiście się tego obawiałem. Dla mnie w aktorstwie najważniejszy jest dialog, rozmowa...
Gdy słyszę aktorów rozmawiających ze sobą na ekranie, to wiem, że oni naprawdę grają. To jest po prostu dobre. Tego nas uczono w szkole. Ja to sobie zapamiętałem i to mi się sprawdza. Kiedy przygotowywałem się w domu, czytałem tą pierwszą scenę, to myślałem: co ja tam mam do zagrania? Wydawało mi się, że uda się to tak zrobić, że ja będę sam sobie odpowiadał. Niestety tak się nie dało. Dlatego ucząc się na pamięć dialogów między wójtem i księdzem muszę najpierw uczyć się jednego i w ogóle o drugim nie myśleć. Potem uczę się drugiego, i dopiero jak umiem obydwie role na pamięć, to mogę sobie szybciutko w głowie ich przestawiać. Kiedy doszło do pierwszego dnia zdjęciowego, gdy musiałem sam ze sobą zagrać, poprosiłem Wojtka, żebyśmy najpierw nagrali jednego, żebym zobaczył ten materiał. Robert Ostolski, mój dubler, który mi zza kadru odpowiadał na pytania, też ze mną pracował. Opowiadałem mu, co ja tam chcę grać jako "ten drugi" i on mi mniej więcej w tym samym duchu odpowiadał. Obejrzałem materiał jednego i poszedłem do garderoby, żeby się przebrać w drugiego. Pamiętając o tym, co robiłem wcześniej, grałem drugiego. Potem poprosiłem Wojtka, żeby to szybko zmontował. Chciałem po raz pierwszy zobaczyć efekt "rozmowy z samym sobą" i muszę przyznać, że się udało. Technicznie odbywa się to tak, że najpierw gramy "na jedną stronę jednego", a potem "na drugą stronę drugiego". Oczywiście były takie sceny, kiedy byliśmy w jednym kadrze. To było zrobione elektronicznie. Najbardziej istotne było dla mnie to, żeby oni rozmawiali. Żeby nie było to tak, że jeden coś zagrał, a drugi wprawdzie mu odpowiedział, ale w innej atmosferze. Jakby na inny temat. Myślę, że już teraz wiem, jak rozmawiać sam ze sobą... (uśmiech)

Gosia: Czy grając jednego dnia księdza i wójta trudno jest się Panu przestawiać z jednej osobowości na drugą?

C.Ż: Już teraz nie. Myślałem, że tak będzie, ale nie jest. W momencie, kiedy kończę jednego i idę do autobusu "przerabiać się na drugiego", już myślę "drugim". Już idę jak ten drugi, myję się jak drugi, potem charakteryzuję się, przebieram w sutannę albo w ubrania wójta i jestem już drugim. To jest tylko kwestia przekręcenia w głowie na inną częstotliwość.

Gosia: Pan Robert Brutter powiedział mi, że Pan i pani Marta Chodorowska ( Klaudia) wpadliście na ten sam pomysł dodania nowej postaci. Kto to ma być?

C.Ż: Pojawi się wikary, który zakoleguje się z wójtem i... mocno namiesza.

Gosia: Chciałabym zapytać Pana o serial "Halo Hans", który niedawno skończyliście. Czy może nam pan opowiedzieć o roli, którą Pan tam gra?

C.Ż: Historia jest taka, że J-23, czyli Hans Kloss, ginie. W tamtych czasach szpieg sowieckiego wywiadu miał swojego oficera prowadzącego. To jest historycznie udowodnione. Ja gram oficera prowadzącego Klossa, pułkownika Jabłuszenkę. Rosjanina, który pracuje w polskiej knajpie dla Niemców i nazywa się tam Walery Jabłoński. W pierwszym odcinku jest casting na nowego Klossa. Wynajdujemy kogoś, kto jest niezmiernie podobny do J-23, ale żeby przed Brunerem zatuszować, że to nie jest Kloss, to dodajemy mu jedną literę i on się nazywa... Klops.
Moja rola jest taka, że to ja wydaję Klopsowi rozkazy i przekazuję rozkazy z centrali. To bardzo śmieszne zadanie.

Gosia: Często gra Pan w parze z panem Arturem Barcisiem. Najstarszy film, jaki pamiętam z udziałem obu panów, to "Pułkownik Kwiatkowski". Czy to był pierwszy film, w jakim razem graliście? Jak zaczęła się Wasza współpraca i jak to się stało, że zaczęliście grać ze sobą tak często?

C.Ż: Tak, to był nasz pierwszy wspólny film, ale wbrew pozorom nie gramy razem aż tak często. Graliśmy w "Miodowych latach" i w "Ranczu". Czy to jest często?

Gosia: Jeszcze w "Halo Hans"

C.Ż: W "Halo Hans" nie mamy dużo wspólnych scen. "Pułkownik Kwiatkowski" to był przypadek. Tam się poznaliśmy i nic więcej. Później spotkaliśmy się na planie "Miodowych lat" i spędziliśmy ze sobą sześć lat. Inaczej dochodzimy do efektu, mamy rożne drogi, ale generalnie myślimy o aktorstwie bardzo podobnie i dlatego tak dobrze się dogadujemy. Umiemy już teraz, po tylu latach, grać komedie. Wiemy, co jest ważne, czego się wystrzegać. Sześć lat spędzonych w teatrze na żywo to jest najlepsza szkoła teatralna, jaka mogła nam się przytrafić.

Gosia: A czy poza pracą też się Panowie spotykacie?

C.Ż: Niezwykle rzadko.

Gosia: Macie siebie dosyć w pracy?

C.Ż: W "Miodowych latach" rzeczywiście tak było. Mieliśmy dosyć i mówiliśmy o tym oficjalnie, że dla naszej higieny psychicznej nie powinniśmy się spotykać poza planem. Nie znaczy to, że nie spotykaliśmy się na przykład na jakichś urodzinach. Natomiast nie spędzaliśmy ze sobą wakacji, nie wyjeżdżaliśmy na wspólne weekendy. Tego nie robiliśmy, żeby nie zwariować od siebie. Spotykaliśmy się przez sześć lat w pracy dzień w dzień. To jest strasznie dużo. Dalej się kolegujemy i czasami się spotykamy. Na przykład tydzień temu byłem u niego na basenie.

Gosia: Zmienimy temat. Studiował Pan w bardzo trudnych czasach. Skończył Pan PWST we Wrocławiu w 1985 r. Chciałabym zapytać: po pierwsze - dlaczego aktorstwo, a po drugie - jak Pan sobie poradził w takim trudnym dla aktorów czasie?

C.Ż: Dlaczego aktorstwo? Nie powiem, że przez przypadek. (uśmiech) Ja często czytam takie wywiady, gdzie aktorzy mówią, że przez przypadek. U mnie to był świadomy wybór, choć wtedy zupełnie nie wiedziałem, co to tak naprawdę jest "aktorstwo". W pierwszym roku po maturze nie dostałem się na romanistykę. Dzisiaj mógłbym powiedzieć: Całe szczęście! Przez rok chodziłem do szkoły pomaturalnej, żeby nie pójść do wojska. Skończyłem tę szkołę i mam dyplom:"elektromechanik sprzętu gospodarstwa domowego". Mimo to nie wiem, jak działa żelazko ani lodówka. Miałem w liceum jakiś epizod kabaretowy. Takie tam wygłupy z kolegą. Ktoś mi powiedział, że jest szkoła teatralna i egzaminy są wcześniej, więc można złożyć papiery tu i na Uniwersytet. Poszedłem na egzamin i... przeżyłem szok, bo się dostałem za pierwszym razem.
Chodziłem wcześniej do jakiejś pani na jakieś przygotowania, ale kompletnie nie wiedziałem co to jest i "czym to się je". (uśmiech) Pochodzę z małego miasteczka. Byłem zahukanym chłopcem, niezwykle zakompleksionym. Ta szkoła teatralna spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Kiedy spotykałem Igora Przegrodzkiego, który był wtedy dziekanem, to on mi powiedział, że pamięta, jak ja przyszedłem na egzaminy. Pamięta, że wzbudzałem lekki uśmiech na twarzach komisji. Ot, przyszedł taki pączuś z jakiegoś małego miasteczka, nie bardzo wiedział o co chodzi, wiec oni mnie przyjęli tak z ciekawości do tej szkoły teatralnej. Wracając do drugiej części pytania powiem, że gdyby nie stan wojenny, to ja bym z tej szkoły wyleciał. Miałbym pałę z "elementarnych zadań aktorskich", najważniejszego przedmiotu na pierwszym roku. Nie było poprawek. Jak ktoś miał pałę, to wylatywał. Nagle Jaruzel wprowadził stan wojenny i jak wróciliśmy w styczniu, to wszystkim zaliczono. W drugim semestrze zacząłem coś już rozumieć z tego aktorstwa i pamiętam, że na koniec roku miałem trzy plus.
Nigdy nie myślałem, że to jest trudny okres. Nigdy się w politykę nie bawiłem. Nie rozumiałem jej i nie chciałem się w to mieszać. Wiedziałem, co się dzieje w kraju. Wiedziałem, że jest wróg i oczywiście popierałem to wszystko. Nie wpłynęło to jednak na moje studia. Specyfika tych studiów jest taka, że temu się poświęca całą dobę niemalże.
Myśmy siedzieli w tej szkole zamknięci. Nie strajkowaliśmy jak inni studenci, bo była nas garstka, trzydzieści osób. Robiliśmy swoje. Pracowaliśmy nad scenami, uczyliśmy się wierszy, prozy, piosenek, tańca i już. Ta polityka i ten okres nie wpłynął na mnie. Już na trzecim roku studiów dostałem angaż do Teatru Współczesnego. Kazimierz Braun, ówczesny dyrektor, legenda teatru wrocławskiego, który dzisiaj mieszka w Stanach, wyrzucony z tego teatru za "Solidarność", zobaczył egzamin "Trzech sióstr" Czechowa i powiedział, że jak skończę, to on mnie weźmie. Było to dla mnie nieprawdopodobną nobilitacją i zaskoczeniem. Tyle, że jak skończyłem szkołę, to jego już wyrzucono. Mimo to przyszedłem do tego teatru, bo tam był fajny zespół. Bardzo łatwo się zaangażowałem, ale pobyłem w nim tylko rok. Rozczarowałem się teatrem jako instytucją.

Gosia: W 1993 roku otrzymał Pan nagrodę Towarzystwa Przyjaciół Teatru we Wrocławiu dla młodego aktora, a rok później wyróżnienie na XXVIII Festiwalu Teatrów Jednego Aktora w Toruniu. Za jakie role dostał Pan te nagrody i czy miały one jakiś wpływ na dalszą Pana karierę?

C.Ż: Ja to dostałem za monodram "Kontrabasista"; Süskinda, który zrobiłem w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu. Właściwie zrobiłem go sam, tak troszkę na boku, nie w tym głównym nurcie repertuaru tego teatru.
Gdy przeczytałem tekst i zobaczyłem słynne, krakowskie przedstawienie Stuhra, to nie chciałem grać tego śmiesznie. Wydawało mi się, że to jest tragiczna postać. Tak właśnie zrobiliśmy to przedstawienie z Andrzejem Bubieniem i rzeczywiście dostałem nagrodę w Toruniu i we Wrocławiu. Czy miało to wpływ na moją karierę? Miało taki, że zacząłem z tym jeździć po kraju. Tylko tyle, a dla mnie aż tyle. Nagle dzwoniono do mnie z różnych stron i kilkanaście tych przedstawień w Polsce zagrałem.
Zagrałem to również w Teatrze Staromiejskim w Warszawie na ulicy Jezuickiej i był to mój pierwszy kontakt z Warszawą.

Gosia: Od wielu lat gra Pan w teatrze. Był Pan do niedawna związany z Teatrem Powszechnym w Warszawie, grał Pan w przedstawieniach Teatru Telewizji, ale również w wielu filmach. Co sprawia panu większą przyjemność - gra w teatrze czy w filmie, co Pan woli robić?

C.Ż: Teraz w filmie. To był powód mojego odejścia z Teatru Powszechnego. Odszedłem przed drugą serią "Rancza".
Zostałem obsadzony w sztuce, która mi się nie podobała. Poszedłem do dyrektora poprosić o urlop bezpłatny. Ponieważ to nie było możliwe, więc zwolniłem się z etatu. Bardzo się cieszę z tego powodu, bo po dwudziestu dwóch latach grania przeżywam lekki
'kryzys teatru". Uważam, że i teatr w Polsce i ten mój Teatr Powszechny dryfują w takim niedobrym kierunku.
W tej chwili znacznie więcej satysfakcji sprawia mi praca przed kamerą, co nie znaczy, że kiedyś nie wrócę na scenę. Być może wrócę do jakiejś roli, ale jestem chyba już za stary, żeby się wiązać etatem. To jednak bardzo ogranicza. Musiałem rezygnować z wielu propozycji, bo byłem na etacie w teatrze. Myślę, że w tym kierunku teatr będzie zmierzał. Będzie odchodził od etatowości, tak jak jest na całym świecie, gdzie aktorów angażuje się na kontrakty, na role. Tak prowadzi swój teatr Krystyna Janda i to jest przyszłość polskiego teatru.

Gosia: Czy była w Pana karierze taka rola, która sprawiła Panu szczególną przyjemność, szczególną satysfakcję?

C.Ż: W teatrze to było przedstawienie "Historyji o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim" w reżyserii Piotra Cieplaka. Kiedy dostałem tę propozycję, to na początku odmówiłem. Wydawało mi się, że metody, jakie stosuje Piotr Cieplak w pracy z aktorem, są tak odkrywcze, że ja nie jestem w stanie tego robić. Potem on mnie przekonał, żebym jednak wziął w tym udział. Jestem mu wdzięczny do dzisiaj, bo to przedstawienie było świetne.
Za to przedstawienie zgarnęliśmy właściwie wszystkie nagrody na festiwalu "Klasyka polska" w Opolu. Ja tam grałem cztery różne role. Miedzy innymi Chrystusa. Do dzisiaj pamiętam, że to było dla mnie wielkie przeżycie. Graliśmy na żywo z zespołem rockowym. To było po prostu świetne. Natomiast tu, w Warszawie, kiedy przyszedłem do Teatru Powszechnego, Krystyna Janda szukała kogoś, kto by mógł zagrać w "Marii Callas" pracownika technicznego. Zaangażowałem się jako zupełnie nikomu nieznany aktor. Po premierze ktoś przyszedł do Krystyny i mówi: "Ty, ale ten techniczny to świetny jest. Popatrz, że pracownicy fizyczni potrafią tak świetnie grać." Potem zacząłem robić "Miodowe lata" i zaczęła się pierwsza popularność, taka gigantyczna. Wchodziłem na scenę po 20 minutach, kiedy Krystyna już zrobiła swoje, wszyscy ją kochali i... dostawałem brawa na wejście. Potem w swoim pamiętniku napisała, że: "Zarówno ja, jak i Maria Callas nie wiedziałyśmy, co z tym fantem począć. Wchodzi jakiś pracownik techniczny i dostaje brawa." Do dzisiaj bardzo miło to wspominam.

Gosia: Pracował Pan z wieloma znanymi reżyserami, z Wajdą, Zanussim, Kutzem, Machulskim. Czy jest reżyser, z którym współpracę wspomina Pan w szczególny sposób?

C.Ż: Pan Andrzej Wajda zrobił na mnie wrażenie człowieka, który nie reżyseruje filmu, tylko go maluje. On jest też plastykiem z wykształcenia i malował obraz. Dla niego miało znaczenie nawet to, jakie jabłko leży na stole. Zobaczyłem potem na ekranie pięknie namalowany obraz. Świetnym pomysłem było nagrywanie "Zemsty" w zimie. Bardzo mi się ta "Zemsta" podobała.
Lubię pracować z Adkiem Drabińskim. Od września wchodzi na ekrany "Tajemnica twierdzy szyfrów". Tam zagrałem rolę zupełnie inną od tego, do czego przyzwyczaiłem publiczność. Zupełnie nie komediową, odbiegającą od mojego wizerunku. Jestem tam zmieniony fizycznie. Gram sadystycznego narkomana, komendanta obozu pracy w Książu, w ostatnich dniach wojny. Świetnie się nad tym pracowało. Świetny materiał i Adek Drabiński jest świetnym reżyserem. Natomiast nauczył mnie najwięcej przed kamerą Maciek Wojtyszko przy "Miodowych latach". Ta sześcioletnia praca to była taka szkoła teatralna w pigułce.
Maciek nauczył mnie też szybkiej pracy aktora nad rolą. Tak jak to trzeba w filmie robić. On jest wspaniałym reżyserem, ponieważ umie pracować z aktorem. Umie aktora "zapłodnić", dać mu zadania odbiegające od sztampy. Maciek nauczył mnie tego, żeby nie grać tekstu,
czyli tego co jest w tekście napisane, bo to i tak widz słyszy, ale to, co jest "pod tekstem". Żeby, na przykład, kiedy jest napisane, że kocham, grać... że nie kocham. To jest ciekawsze. Widz i tak słyszy tekst i może sobie budować historię na temat tej postaci. Maciek pokazał nam, na co trzeba zwracać baczną uwagę w pracy nad rolą. To jest to, czego Konstanty Stanisławski uczył w szkole rosyjskiej.

Gosia: Wiele razy mówił pan o tym, żeby nie identyfikować Pana z żadną z tych dwóch postaci, ani z księdzem, ani z wójtem. A czy była w pana karierze taka rola, w którą włożył Pan najwięcej siebie, najwięcej własnych cech charakteru?

C.Ż: To był Karol Krawczyk oczywiście. On był najbliżej mnie. Jak się gra coś kilka lat, to trudno od tego uciekać. Natomiast ja ciągle uważam, że aktor powinien uciekać od samego siebie. Siebie zamykam dla siebie i dla mojej rodziny. Uważam, że każda z ról to jest aktorstwo, ja ludzi oszukuję... (uśmiech) Aktorstwo jest jednym wielkim oszustwem. Udawaniem czegoś. Ja to studiowałem. Często dziennikarze zadają pytanie, ile ze mnie jest w jakiejś postaci? Zawsze odpowiadam, że naprawdę niewiele. Ja czerpię ze swoich doświadczeń, obserwacji ludzi na ulicy. Dlatego naprawdę mało jest, poza odrobiną cynizmu, w księdzu z Cezarego Żaka.

Gosia: Czy jest jakiś aktor, którego szczególnie Pan lubi, który jest wzorem dla Pana?
C.Z: Tak, Anthony Hopkins. Ciągle nie mogę oderwać od niego oczu i wszystkie jego filmy uwielbiam. On nic nie gra wprost. Wszystko "pod spodem". Gra podteksty. W środku się buzuje wszystko, a na zewnątrz... Buster Keaton. Nawet oko mu nie drży.
Nicholson też jest takim aktorem, który potrafi grać z wielkim dystansem do wszystkiego. Nawet jak gra ważne role, to puszcza do nas oko i mówi: "Proszę Państwa, ja tylko tak udaję". Niewielu jest aktorów, którzy potrafią grać z takim dystansem. To znaczy gram, ale właściwie to ja stoję obok i tylko tak udaję. To jest piękne. To, czego ja muszę wystrzegać się przed kamerą, to żeby nie grać za dużo. Żeby grać, jak mawia Wojtek Adamczyk, "cieniej". To jest właśnie naszym zwycięstwem przy "Ranczu", że my nie staramy się śmieszyć na siłę. Tam jest materiał na to, żeby "poszarżować" aktorsko i to nawet bardzo, ale zostawiamy sobie te kilkanaście procent niedopowiedzenia.
Nie "prześmieszamy" tekstu. Bardzo nas tu Wojtek pilnuje i za co mu chwała.

Gosia: Bardzo dużo Pan pracuje, szczególnie ostatnio, a jak i gdzie lubi Pan odpoczywać?
C.Ż: Najchętniej pojechałbym do Włoch albo do Grecji na jakąś wyspę... Położył się na piasku, pił białe zimne wino i odpoczywał. Tak by było najlepiej. Niestety w tym roku w ogóle nie będę miał wakacji. Może we wrześniu, jak się pojawi jakieś okienko w trzeciej serii "Rancza", to na parę dni gdzieś z Kasią pojedziemy. Leniuchowanie jest moim najlepszym odpoczynkiem. Ja wtedy głównie czytam. Czytam kryminały, powieści sensacyjne, albo przygotowuję się do następnych ról. Na przykład, kiedy przygotowywałem się do postaci Goeringa w "Sensacjach dwudziestego wieku", to przeczytałem jego biografię. Takie opasłe tomisko. Chciałem zobaczyć, jak on funkcjonował, co robił, czego nie robił. Później, przygotowując się do "Twierdzy szyfrów", pokupowałem sobie książki o oficerach SS i tak spędziłem wakacje we Włoszech. O "Ranczu" nic nie czytam, bo już wiem jak to grać. (uśmiech)

Gosia: Często zdarza się, że gra Pan razem z żoną. Graliście razem w "Miodowych lata", teraz w "Ranczu". Chciałabym spytać, czy lubicie razem grać?

C.Ż: Nie, nie lubimy. To nie dlatego, że się nie lubimy. Ja mam niewyparzony język, niestety, i parę razy zdarzyło się, że coś tam za dużo powiedziałem. (uśmiech) Wydawało mi się, że mam większe doświadczenie od Kasi i chciałem jej pomóc.
Z dobrej woli zacząłem dawać jej uwagi, a ona źle znosi takie uwagi od męża, wiec czasami kończyło się to małym spięciem.(śmiech) W "Ranczu", na szczęście, mamy bardzo mało scen razem. W "Miodowych latach" było bardzo dużo i wtedy częściej dochodziło do potyczek słownych. Ale tylko na początku. Potem ja już się uspokoiłem. (uśmiech)

Gosia: Mówił Pan w jednym z wywiadów, że przeraził się Pan widząc żonę w charakteryzacji do "Rancza". Czy nie próbował Pan odwieść jej od takiego wizerunku?

C.Ż: Nie, nie próbowałem. Byłem raczej pełen podziwu, że ona zdecydowała się tak "pobrzydzić" potwornie. Pomyślałem tylko, czy to nie jest za dużo, za grubo, ale się sprawdziło. Podziwiałem ją również za ten akcent. Ona ma łatwość tego akcentu. Nie znałem jej od tej strony i zaszokowała mnie, kiedy zacząłem z nią grać i zaczęła tak mówić. Zaskoczyła mnie tym bardzo na plus. Wiem, że w wersji kinowej zacznie się "odbrzydzanie" Solejukowej.

Gosia: Czy w domu konsultujecie ze sobą role, doradzacie sobie nawzajem?

C.Ż: Nie. Ze względu na to, że lepiej nie rozmawiać i unikać spięć. Kasia jest też doświadczoną aktorką i wie, co może, a czego nie.
Myślę, że to dobrze, że nie rozmawiamy ze sobą na ten temat. To, co zobaczyłem w "Ranczu", jest świetne, chociaż nikt jej nie poznawał i to było trochę przykre. Nawet własna mama jej nie poznała i potem przeżyła szok.

Gosia: Ma Pan dwie córki. Starsza wybiera się w tym roku na psychologię, a czy młodsza nie chciałaby pójść w ślady rodziców?

C.Ż: Tego nie wiem, ale nie chciałbym, żeby poszła. Wiem, że to jest ciężki kawałek chleba. Szczególnie dla kobiety. Będziemy bardzo ją od tego odwodzić, ale jak kiedyś przyjdzie i powie, że chce być aktorką, to jej nie powiem, że nie. Staramy się przedstawiać głównie cienie tego zawodu. Oficjalnie mówi o tym, że będzie się przygotowywała na prawo.

Gosia: Jesteście państwo aktorskim małżeństwem już ponad 20 lat. Jaką ma Pan receptę na taki udany związek, na taką fajną rodzinę?

C.Ż: Partnerstwo. Choć to jest takie wyświechtane słowo. Tak jak mówiła "kobieta pracująca" w "Czterdziestolatku", że żadnej pracy się nie boi, to i my mamy tak samo. Wszystko robimy w domu razem. Poza tym nigdy nie mieliśmy żadnej "napinki"; na karierę. Zawód zostawiamy zawsze za płotem, nigdy nie wnosiliśmy do domu. Dom był dla nas zawsze domem i nasze dzieci nigdy nie uczestniczyły w naszym życiu zawodowym. Żyły swoim życiem, a nie karierami rodziców. Uważam, że to jest zdrowe podejście.
Jakoś tam przetrwaliśmy przez dwadzieścia dwa lata.

Gosia: Co jest dla Pana w życiu najważniejsze? Dla Cezarego Żaka najważniejsze w życiu jest...?

C.Ż: Uczciwość. Ta bardzo szeroko pojęta i ta w stosunku do samego siebie. Ja jestem niestety trochę egoistą, ku utrapieniu mojej żony.( śmiech) Uczciwość zarówno dla mnie, jak i dla wszystkich dookoła. Czyste sumienie i uczciwość w sądach, w postępowaniu, w ocenianiu świata. Tak, uczciwość jest dla mnie niezwykle istotna.


Rozmawiała Małgorzata Święs

Kopiowanie, modyfikowanie i wykorzystywanie treści powyższych wywiadów wyłącznie za zgodą autorów i administracji forum http://www.ranczo.org
Ostatnio zmieniony 30 lip 2007, 8:57 przez Gosia, łącznie zmieniany 13 razy.
[b][i]"Każdy i zawsze, jak sądzę, do czystej kartki papieru powinien zasiadać z pokorą, ale też i z odwagą, tylko świadomą ryzyka".
[/b][/i]
[color=blue][b][i]Robert Brutter[/i][/b][/color]

Awatar użytkownika
Anija
Moderator
Moderator
Posty: 1785
Rejestracja: 27 lut 2007, 14:58
Podziękował(a): 284 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 993 razy

29 lip 2007, 10:42

bardzo fajny wywiad :D świetne pytania i jeszcze lepsze odpowiedzi :)
gratuluje
"Cieszmy się życiem! Po prostu..."

axell
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 284
Rejestracja: 17 kwie 2007, 13:00
Lokalizacja: Łódź
Otrzymał(a) podziękowań: 26 razy

29 lip 2007, 10:54

Gosia gratulacje za doskonały wywiad

danka
Przyjaciel
Przyjaciel
Posty: 32
Rejestracja: 27 gru 2006, 23:33
Kontakt:

29 lip 2007, 15:52

Gosia, koniecznie idź do pracy (możesz dodatkowo) do jakiejś redakcji. Naprawdę, dobra robota...

Awatar użytkownika
Bogna23
Moderator
Moderator
Posty: 715
Rejestracja: 22 gru 2006, 20:17
Lokalizacja: Podkarpacie
Podziękował(a): 71 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 146 razy
Kontakt:

30 lip 2007, 20:14

Gosia jak zwykle świetna robota i jak zwykle dzięki! :super: :hurra:

vanja16
Doświadczony komentator
Doświadczony komentator
Posty: 116
Rejestracja: 14 kwie 2007, 21:47
Lokalizacja: Bystrzyca Oławska
Kontakt:

31 lip 2007, 23:37

Wspaniały wywiad Gosiu na 6 z "+" gratuluje wspaniałego talentu na prawdę był doskonały jesteś świetna w tym co robisz powinnaś pisać zawodowo w jakiejś gazecie
"Nie patrz na gwiazdy które znikają,lecz na oczy które kochają"

Awatar użytkownika
c3po
Super User
Super User
Posty: 380
Rejestracja: 24 sie 2007, 15:48
Lokalizacja: Dolny Śląsk
Otrzymał(a) podziękowań: 1 raz
Kontakt:

13 maja 2008, 13:58

Świetny wywiad. Gosia powinna być redaktorem naczelnym jakiejś gazety :-D Czekam z niecierpliwością na nowe wywiady w Twoim wykonaniu :]
http://www.pajacyk.pl/ Pokaż, że zależy Ci na innych
Może kawy?

Awatar użytkownika
Gosia
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 372
Rejestracja: 22 gru 2006, 16:39
Lokalizacja: Warszawa
Otrzymał(a) podziękowań: 3 razy
Kontakt:

14 maja 2008, 7:49

c3po pisze:Świetny wywiad. Gosia powinna być redaktorem naczelnym jakiejś gazety :-D Czekam z niecierpliwością na nowe wywiady w Twoim wykonaniu :]
Bardzo dziękuję. :) Nie myślę o robieniu tego zawodowo. Te rozmowy to ogromna przyjemność, a jak jeszcze ktoś chce to czytać to duża satysfakcja. Zawodowo nie miałabym z tego tyle przyjemności. :)
[b][i]"Każdy i zawsze, jak sądzę, do czystej kartki papieru powinien zasiadać z pokorą, ale też i z odwagą, tylko świadomą ryzyka".
[/b][/i]
[color=blue][b][i]Robert Brutter[/i][/b][/color]

Awatar użytkownika
singri
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 236
Rejestracja: 22 gru 2006, 13:46
Lokalizacja: stolica
Kontakt:

17 maja 2008, 13:19

danka pisze:Gosia, koniecznie idź do pracy (możesz dodatkowo) do jakiejś redakcji.
vanja16 pisze:powinnaś pisać zawodowo w jakiejś gazecie
c3po pisze:wietny wywiad. Gosia powinna być redaktorem naczelnym jakiejś gazety
Popieram. Dobrych dziennikarzy można policzyć na palcach. Jeden więcej zrobiłby naprawdę kolosalną różnicę.
Gosia pisze:Zawodowo nie miałabym z tego tyle przyjemności.


Ale czy nie warto pocierpieć dla ludzkości? :evil:
"Jezus Mario... Wracałam od ślubu z trupem w bagażniku!" [size=67]Joanna Chmielewska "Przeklęta bariera"[/size]

Awatar użytkownika
Milla-nowa
Moderator
Moderator
Posty: 1535
Rejestracja: 03 sty 2014, 20:42
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował(a): 767 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 505 razy
Kontakt:

09 lip 2014, 10:08

Odkopuję temat, bo wart tego. Wywiad doskonały.
Pan Żak jest rewelacyjnym aktorem, sama się przyłapuję na tym, że widzę postacie Piotra i Pawła jakby były grane przez dwóch różnych aktorów, do tego stopnia są niepodobni.

Awatar użytkownika
Przemo94
Moderator
Moderator
Posty: 1715
Rejestracja: 10 sie 2013, 13:39
Lokalizacja: Mrągowo
Podziękował(a): 331 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 575 razy
Kontakt:

09 lip 2014, 10:17

Mój sąsiad kiedyś jak zobaczył Ranczo, widząc na ekranie Piotra i Pawła Koziołów ze zdziwieniem stwierdził, że Cezary Żak ma brata bliźniaka. Nie mógł uwierzyć w to, że jeden aktor może tak świetnie odegrać dwie zupełnie odmienne role.

Awatar użytkownika
FeliciaM.
Zaangażowany komentator
Zaangażowany komentator
Posty: 62
Rejestracja: 27 maja 2014, 13:21
Podziękował(a): 2 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 16 razy

12 lip 2014, 18:13

Podoba mi się p. Żak. Mam wrażenie, że jest w swoich wypowiedziach szczery (nawet do bólu), nie udaje, że jest "przyjacielem wszystkich" i nie ukrywa ciemnych stron swojego zawodu.
Na temat. talentu trudno coś dodać, z wyjątkiem potwierdzenia tego, że jest wielki :).
"A kiedy mi powiedziała "tak", to jakby oknem wpadł piękny ptak..."

Awatar użytkownika
Kasiaaa
Super User
Super User
Posty: 485
Rejestracja: 02 wrz 2014, 19:58
Lokalizacja: Wilanów
Podziękował(a): 70 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 165 razy

03 gru 2014, 22:42

W najnowszym wydaniu gazety Skarb jest wywiad z p. Cezarym i p. Katarzyną. Temat świąteczno - życiowy plus ciekawa sesja.
Pan Żak również wspomniał o Ranczu, jednak wydaje mnie się, że nastąpił błąd w druku, albo ja jestem niedoinformowana. Mianowicie powiedział, że ma szczęście, że oboje grają w serialu, który podoba się publiczności, przy 4 serii mieli blisko 10 mln oglądalności i [tu moim zdaniem błąd] zostało nakręconych już 10 sezonów... :roll:

http://www.rossnet.pl/skarb/e-wydanie,122014 - wersja elektroniczna, papierowa dostępna jak mniemam w większości sklepów Rossmann :)
"To tak jak z bezą. Nawet najlepszą można się po jakimś czasie zasłodzić."

Awatar użytkownika
Milla-nowa
Moderator
Moderator
Posty: 1535
Rejestracja: 03 sty 2014, 20:42
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował(a): 767 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 505 razy
Kontakt:

20 sty 2015, 19:50

Kasiaaa pisze:Pan Żak również wspomniał o Ranczu, jednak wydaje mnie się, że nastąpił błąd w druku, albo ja jestem niedoinformowana. Mianowicie powiedział, że ma szczęście, że oboje grają w serialu, który podoba się publiczności, przy 4 serii mieli blisko 10 mln oglądalności i [tu moim zdaniem błąd] zostało nakręconych już 10 sezonów... :roll:
Raczej nie ma błędu. Oglądalność 4 serii sięgała blisko 10 mln, a kolejnych średnio - 6,5 mln. Seria piąta odnotowała wręcz dramatyczny spadek oglądalności (od 8,5 do 5,5 mln).
Obrazek

Awatar użytkownika
Ranczerka21
Osobowość forum
Osobowość forum
Posty: 714
Rejestracja: 30 lip 2013, 13:03
Podziękował(a): 56 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 175 razy

20 sty 2015, 20:00

Ale ten błąd to chyba dotyczył zdania: "zostało nakręconych już 10 sezonów" bo przecież nakręcono dopiero 9 :)

Awatar użytkownika
Milla-nowa
Moderator
Moderator
Posty: 1535
Rejestracja: 03 sty 2014, 20:42
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował(a): 767 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 505 razy
Kontakt:

20 sty 2015, 20:05

Ranczerka21 pisze:Ale ten błąd to chyba dotyczył zdania: "zostało nakręconych już 10 sezonów" bo przecież nakręcono dopiero 9 :)
Chyba że tak. No, ale przy tylu sezonach nietrudno się pogubić :śmiech: A scenariusz 10 serii już wtedy był, więc pewnie Pan Czarek już się szykował do kolejnej serii :D
Obrazek

Awatar użytkownika
Kasiaaa
Super User
Super User
Posty: 485
Rejestracja: 02 wrz 2014, 19:58
Lokalizacja: Wilanów
Podziękował(a): 70 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 165 razy

20 sty 2015, 20:45

Oczywiście,że miałam na myśli serie,a nie oglądalność. Tak jak napisała Ranczerka.
"To tak jak z bezą. Nawet najlepszą można się po jakimś czasie zasłodzić."

Awatar użytkownika
strazak210
Super User
Super User
Posty: 750
Rejestracja: 09 maja 2013, 14:49
Lokalizacja: Piekary Śląskie
Podziękował(a): 433 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 153 razy

30 lip 2015, 13:51

Cezary Żak: Ja, aktor, frustrat

Już dawno nikt tak szczerze nie opowiedział o frustracji. O upokorzeniu. O braku wybitnych ról i depresji komika. I kto to mówi? Cezary Żak, jeden z najbardziej lubianych i popularnych polskich aktorów. Laureat Wiktora. „Ale blaski (gdy są), są naprawdę błyszczące” - mówi. I o to chodzi!

Obrazek


ŹRÓDŁO

Awatar użytkownika
norbert73
Początkujący
Początkujący
Posty: 39
Rejestracja: 22 cze 2015, 22:27
Lokalizacja: Bąkowiec
Podziękował(a): 1 raz
Otrzymał(a) podziękowań: 5 razy

19 wrz 2015, 23:15

Wywiad bardzo fajnie przeprowadzony.

ODPOWIEDZ