W życiu jak w Ranczu

W tym dziale można podyskutować o pierwszych czterech sezonach serialu.
Awatar użytkownika
admin
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1148
Rejestracja: 15 gru 2006, 17:42
Lokalizacja: M@zowsze
Podziękował(a): 368 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 714 razy
Kontakt:

01 lut 2008, 19:53

Życie codzienne pisze czasami scenariusze, które śmiało mogłyby znaleźć finał na srebrnym ekranie. Ten temat może w pewnej mierze odpowiedzieć na ubiegłoroczne pytanie konkursowe "Wilkowyje: prawda o wsi czy fikcja?".
Przyszedł do urzędu z piłą spalinową i groził wójtowi obcięciem głowy
2008-01-31

Do dwóch lat więzienia grozi mężczyźnie, który z piłą spalinową wszedł do Urzędu Gminy w Konopiskach (Śląskie) i zagroził wójtowi obcięciem głowy. Był pijany i zdenerwowany problemami, jakie ma na posesji po wymianie kanalizacji.

"Do odwiedzin nietypowego petenta doszło w środę. 42-letni Marek B. wszedł do urzędu i w jednym z pomieszczeń uruchomił piłę, grożąc śmiercią pracownikom gminnym. Krzyczał również, że poprzecina meble i uszkodzi komputer" - powiedział nadkomisarz Piotr Bieniak z zespołu prasowego śląskiej policji.

Powodem takiego zachowania było wadliwe, zdaniem petenta, działanie kanalizacji na posesji, o co obwiniał urzędników. Piła spalinowa miała mu pomóc w pozytywnym załatwieniu sprawy.

"Po krótkich negocjacjach z pracownikami desperat zaniechał tak nietypowego dochodzenia swych roszczeń. Po wyjściu z urzędu został zatrzymany przez powiadomionych o zdarzeniu policjantów z Komisariatu w Blachowni" - dodał Bieniak.

Marek B. miał prawie 3 promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Po zatrzymaniu trafił do izby wytrzeźwień. Odpowie za kierowanie gróźb pod adresem wójta i urzędników.

?ródło: PAP
Uderzył wójta i zdemolował urzędowe komputery

Lubaczów
2007-10-31 12:46

Uderzył wójta gminy w twarz i zniszczył mu laptopa po tym, jak jego sprawa nie została pomyślnie załatwiona. Jan M. następnie zdemolował biuro kierownik GOPS. Policja ujęła go na gorącym uczynku.

Kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej Maria Oleszycka była w ostatni poniedziałek sama w pokoju. Opowiada, że Jan M. wtargnął do jej biura, złapał monitor komputerowy i rzucił nim. – Nie czekałam, aż wymierzy we mnie, pobiegłam poinformować przełożonych i wezwać policję. Okazało się, że policja była już w gabinecie pana wójta, którego ten mężczyzna napadł wcześniej. Funkcjonariusze schwytali Jana M. w czasie demolowania pokoju – mówi M. Oleszycka. Dodaje, że rano mężczyzna był w jej biurze i żądał pieniędzy na opał. – W obecności pracowników socjalnych dowiedział się, że nie dostanie gotówki do ręki, ale gotowy opał. Taka decyzja nie zadowoliła go, stąd jego późniejsze zachowanie – wyjaśnia.

Jan M. rzeczywiście po niezałatwionej po jego myśli sprawie wkroczył do gabinetu wójta gminy Lubaczów Wiesława Kapela. – Około godziny jedenastej trzydzieści odwiedził wójta, znieważył i uderzył go w twarz, a do tego zniszczył mu laptopa. Następnie udał się do Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej, ale tam policjanci szybko doprowadzili Jana M. do porządku, skutecznie przeciwdziałając dalszym jego ekscesom.

Wstępnie spowodowane przez niego zniszczenia wyceniane są na kwotę około 4 tysięcy złotych – informuje rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Lubaczowie mł. asp. Krzysztof Farion.
Podkreśla, że nie są to pierwsze tego typu ekscesy Jana M., 42-letniego mieszkańca Baszni Górnej. Nie tak dawno napadł on na kuratora sądowego po tym, gdy jego sprawa nie została dla niego pozytywnie załatwiona. Sprawca został zatrzymany w policyjnym areszcie i osądzony w trybie przyśpieszonym.

?ródło: "Życie Podkarpackie", Zycie.pl
Forum Ranczersów

axell
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 284
Rejestracja: 17 kwie 2007, 13:00
Lokalizacja: Łódź
Otrzymał(a) podziękowań: 26 razy

01 lut 2008, 20:12

Michał , bo Mamrota nie pili . Jak by Mamrota pili to by się awanturowali bardziej kulturalnie . Nasza ławeczka to - można powiedzieć - "elyta"

Awatar użytkownika
admin
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1148
Rejestracja: 15 gru 2006, 17:42
Lokalizacja: M@zowsze
Podziękował(a): 368 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 714 razy
Kontakt:

01 lut 2008, 20:19

Axell, nie pili Mamrota bo "jak można jak nie można"...
Wydłużyli drogę do sklepu, żeby zarobić na winie
"Gazeta Krakowska"

Właściciele sklepu w podkrakowskich Jerzmanowicach, ubiegając się o pozwolenie na sprzedaż alkoholu, chcieli przechytrzyć urzędników i miejscowe prawo. Kiedy bowiem okazało się, że nie mogą zarabiać na piwie czy winie, bo są za blisko ośrodka kultury, postanowili wydłużyć drogę.

Przepisy lokalne precyzyjnie mówią, że sklep z alkoholem musi stać co najmniej 50 metrów od szkół, kościołów, bibliotek czy ośrodków kultury. Do odległości 50 m od pobliskiego domu kultury zabrakło 2,5 metra. Właściciele zamontowali więc przed wejściem do sklepu labirynt z łańcuchów.

Zanim użyli fortelu, starali się o koncesję w gminie. - Kiedy zaczynaliśmy tutaj działalność, człowiek, od którego dzierżawimy obiekt, powiedział nam, że nie będziemy z tym mieli żadnych kłopotów - powiedział "Gazecie Krakowskiej" Jarosław Gruba, który prowadzi sklep. Liczył, że słupki z łańcuchami załatwią sprawę. Nie spodziewał się, że takim torem przeszkód narazi się swoim klientom.

Mieszkańcy Jerzmanowic są bowiem oburzeni łańcuchami przed wejściem, które sprawiają, że lawirują między słupkami. Niektórzy z dużymi zakupami przeciskają się między łańcuchami, potykają się o nie. Jerzmanowiczanie opowiadają, że kiedy ludzie wychodzą z kościoła i więcej osób chce jednocześnie wejść do sklepu, to już na chodniku przed labiryntem ustawia się kolejka.

A geodeta po konsultacjach z prawnikiem zmierzył trasę, pomijając łańcuchy. Koncesji więc wciąż nie ma.

?ródło: Onet.pl


[ Dodano: Sob 02 Lut, 2008 07:47 ]
Kolejna sprawa do naszego archiwum. Tym razem w roli głównej występuje m.in. sekretarz gminy. Podobieństwo do sytuacji panującej w UG Wilkowyje jest oczywiste.
Akt oskarżenia w sprawie korupcji w Urzędzie Gminy Tarnowo Podgórne.
2007-07-02

Zakończony został kolejny wątek śledztwa Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu, przedmiotem którego jest kwestia udzielenia przez właściciela firmy PRZEDSIĘBIORSTWO BUDOWLANE w Poznaniu korzyści majątkowych osobom pełniącym funkcje publiczne.

W dniu 29 czerwca 2007 r. do Sądu Rejonowego w Poznaniu wpłynął akt oskarżenia przeciwko Tomaszowi G. i Krzysztofowi K. oskarżonym o popełnienie przestępstw o charakterze korupcyjnym w związku pełnieniem funkcji publicznej w Urzędzie Gminy Tarnowo Podgórne.

Tomaszowi G., zajmującemu wówczas stanowisko inspektora do spraw budownictwa w Urzędzie Gminy Tarnowo Podgórne, zarzucono kilkunastokrotne przyjęcie - w latach 1997-1998 - od wykonawcy inwestycji modernizacji siedziby Urzędu Gminy, korzyści majątkowych w łącznej kwocie 23 000 zł. W okresie tym, oskarżony dwukrotnie uzależnił podpisanie protokołu odbioru prac budowlanych od otrzymania korzyści majątkowej. Przestępstwo to zagrożone jest karą do 10 lat pozbawienia wolności. Podejrzany w toku śledztwa przyznał się do popełnienia zarzucanego czynu.

Krzysztofowi K., zajmującemu wówczas stanowisko Sekretarza Gminy Tarnowo Podgórne, zarzucono przyjęcie w 1999 r. od wykonawcy inwestycji budowy zajezdni autobusowej korzyści majątkowej w postaci usługi budowlanej polegającej na wykonaniu szeregu prac remontowych w jego mieszkaniu, o wartości co najmniej 16.719 zł. Według ustaleń śledztwa łapówka miała być wyrazem "wdzięczności" za wygranie przetargu. Przestępstwo to zagrożone jest karą do 8 lat pozbawienia wolności. Podejrzany w toku śledztwa nie przyznał się do popełnienia zarzucanego czynu.

?ródło: Prokuratura Apelacyjna w Poznaniu (poznan.pa.gov.pl)

Awatar użytkownika
Diabełek
Początkujący
Początkujący
Posty: 25
Rejestracja: 22 gru 2007, 20:53

02 lut 2008, 13:08

Lubaczów... :shock: znajome tereny i takie cuda ludzie wyprawiają :lol:

edit:

Jerzmanowice... wioska położona 10km od mojej miejscowości... muszę normalnie jechać i to zobaczyć ^^

Awatar użytkownika
admin
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1148
Rejestracja: 15 gru 2006, 17:42
Lokalizacja: M@zowsze
Podziękował(a): 368 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 714 razy
Kontakt:

27 lut 2008, 22:39

Wyszedł z siekierą na spacer w centrum miasta

Do zakopiańskiej komendy policji zadzwonił przestraszony turysta. Mówił, że po Krupówkach przechadza się wysoki mężczyzna wymachując dookoła siekierą. Turysta twierdził, że jegomość stwarza zagrożenie dla tłumu przechodzących najsłynniejszym deptakiem - informuje serwis tygodnikpodhalanski.pl.
Na miejsce natychmiast pojechał policyjny patrol. Po kilku minutach policjanci zatrzymali mężczyznę z siekierą. Radiowozem został zawieziony na komendę.

- Rzeczywiście mieliśmy taką interwencję. Mężczyzna był nietrzeźwy. Został przez nas zatrzymany, aby nie doszło do jakiegoś nieszczęścia - powiedział "Tygodnikowi Podhalańskiemu" oficer dyżurny.

?ródło: Onet.pl
Forum Ranczersów

Marcin
Moderator
Moderator
Posty: 436
Rejestracja: 24 lip 2007, 0:23
Lokalizacja: Ryki / Sierskowola
Podziękował(a): 18 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 15 razy
Kontakt:

15 maja 2008, 16:11

Awantura w Bęczkowie
- Chcieliśmy, aby wójt Jarosław Królicki wywiązał się z obietnic i przeniósł pętlę autobusową - opowiadali nam mieszkańcy Bęczkowa koło Kielc (gmina Górno). Wójt na to zareagował niezwykle nerwowo i uciekł z niedzielnego spotkania. - Byłem zły, że mieszkańcy z proboszczem powiedzieli, że nic dla nich nie robię - mówił wczoraj oburzony wójt.

W niedzielę, w szkole podstawowej w Bęczkowie pani sołtys zorganizowała spotkanie władz Górna z mieszkańcami. Przyszło ponad sto osób. - Chodziło nam o to, żeby wójt Królicki przeniósł pętle autobusową w inne miejsce. Zresztą na spotkaniach przedwyborczych nam to obiecywał - mówi Danuta Jaros.

Na przeniesieniu pętli zależy też miejscowym i proboszczowi, bo pętla jest pod samymi drzwiami kościoła. Wierni, którzy nie mieszczą się w kaplicy, zmuszeni są stać między autobusami. - Co to za modlitwa, żeby placu kościół nie miał, nawet komunii czy żadnej innej uroczystości nie możemy mieć na świeżym powietrzu. Mamy już tego dość - mówili na spotkaniu oburzeni mieszkańcy.

Dodają, że z kierowcami autobusów jest jeszcze jeden problem. - Wpadają na msze i nie patrzą czy to ślub, czy pogrzeb i krzyczą, kto zaparkował na pętli i zatarasował przejazd - mówi Dariusz Wzorek, mieszkaniec Bęczkowa.

Kolejny problem to młodzież i kierowcy autobusów załatwiający swoje potrzeby za przystankiem - czyli tuż przy kościele. - Jakby tego było mało młodzież się też nudzi, to siada na przystanku i pije piwo z pobliskiego sklepu. Przeklinają, latem jak okno w kościele otwarte to wszystko słychać - mówi sołtys Bęczkowa Danuta Jaros. Dodaje, że pod kościołem pary urządzają sobie schadzki.

Walka z wiatrakami
- Pętla wraz z przystankiem miała być zlikwidowana już w 1997 roku, kiedy kościół uzyskał pozwolenie na budowę - mówi Stanisław Zieliński, proboszcz parafii rzymskokatolickiej Św. Jana z Dukli w Bęczkowie. - Władze gminy poprosiły, by przystanek pozostawić jeszcze przez rok, kiedy znajdą inne miejsce. Zgodziliśmy się, jak się okazuje na dziesięć lat.

Proboszcz również kilkakrotnie usłyszał obietnice od wójta, że pętle zlikwiduje. - W niedzielę podczas spotkania z mieszkańcami powiedziałem głośno o wszystkim, o pętli i o tym, że dzieci się nudzą, że szkoła jest dla nich zamknięta, że w Bęczkowie w budżecie do 2009 roku nie przewidziano żadnych inwestycji.

Mieszkańcy również dołączyli swoje spostrzeżenia. -Szkole nie ma żadnych dodatkowych zajęć. Powiedzieliśmy do wójta głośno, że co z niego za wójt skoro nie może sobie poradzić z takim problemem jak przeniesienie pętli w inne miejsce. I te słowa i brawa dla proboszcza wyprowadziły wójta z równowagi. I to był dla nas szok, wójt zaczął krzyczeć, wychodzić, trzeba było go ponad dwadzieścia minut uspokajać - mówi Danuta Jaros.

Zdenerwował się na proboszcza
- Zbulwersowało mnie to, że proboszcz miesza się w sprawy gminy, to co kościelne powinno być jego, a co gminne to moje - tłumaczy zachowanie Jarosław Królicki, wójt gminy Górno. - Byłem zły, że mieszkańcy z proboszczem powiedzieli, że nic dla nich nie robię. Owszem obiecywałem, że pętle przeniosę, ale to nie takie proste, trzeba znaleźć teren, kupić go czy wydzierżawić.

Dalej wójt wymienia, że proboszcz obok buduje nowy kościół. - Kiedy parafię tam przeniosą, to pętla nie będzie przeszkadzać.
Artykuł pochodzi ze strony www.echodnia.eu
Opublikowano: 15 maja 2007
Bezpośredni odnośnik: http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/ar ... rintpicart
Echo Media sp. z o.o.
Ostatnio zmieniony 15 maja 2008, 16:32 przez Marcin, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
singri
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 236
Rejestracja: 22 gru 2006, 13:46
Lokalizacja: stolica
Kontakt:

06 cze 2008, 12:48

Ktoś poszedł w ślady Pietrka i Hadziuka...
46-letniego mieszkańca Czarnej Białostockiej zatrzymali policjanci na
gorącym uczynku, w czasie nielegalnej produkcji alkoholu w leśnej
bimbrowni, niedaleko Gródka.

W fabryczce znaleźli m.in.: kompletną linię do produkcji, ponad tysiąc
litrów zacieru oraz 60 litrów gotowego alkoholu - poinformował Andrzej
Baranowski z zespołu prasowego podlaskiej policji.
Zatrzymanemu mężczyźnie grozi do dwóch lat więzienia. Po zabezpieczeniu

śladów i zebraniu dowodów potrzebnych do postępowania sądowego,
bimbrownia nie została zniszczona, jak to zwykle ma miejsce, ale
przekazana na przechowanie Podlaskiemu Muzeum w Białymstoku.

Może się bowiem okazać, że elementy leśnej fabryczki posłużą do
tworzenia ekspozycji poświęconej bimbrownictwu. Po zakończeniu
postępowania sądowego, zamiast decyzji o zniszczeniu, sąd może podjąć

decyzję o przekazaniu linii muzealnikom.

Za regionalne "zagłębie bimbrownicze" na Podlasiu uchodzi Puszcza
Knyszyńska, zwłaszcza w okolicach Czarnej Białostockiej i Gródka.

Tradycja tego procederu sięga w regionie nawet czasów carskich, a
alkohol produkowany jest nie tylko w leśnych bimbrowniach, których
likwidację policja nagłaśnia, ale także w gospodarstwach.

Leśne bimbrownie są lokalizowane w pobliżu ujęć wodnych, często z dala

od zamieszkanych miejsc. Podlaskie znane jest z bimbru do tego stopnia,
że grupa białostoczan zgłosiła pomysł powołania stowarzyszenia, które

miałoby się zająć zorganizowaniem muzeum bimbrownictwa. (mg)
?ródło: PAP, wp.pl, 1 czerwca 2008

Zastanawiam się tylko czy ten pan wie, że ksiądz wyklął z ambony pędzenie bimbru na sprzedaż...
"Jezus Mario... Wracałam od ślubu z trupem w bagażniku!" [size=67]Joanna Chmielewska "Przeklęta bariera"[/size]

Awatar użytkownika
admin
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1148
Rejestracja: 15 gru 2006, 17:42
Lokalizacja: M@zowsze
Podziękował(a): 368 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 714 razy
Kontakt:

24 lip 2008, 22:11

Lepper: piłem mamroty

Dobry uczeń, ale łobuz - myślę, że tak najkrócej można opisać moją przygodę ze szkołą. Sportowcem byłem zapalonym - biegałem, skakałem, grałem w ręczną i nogę. Nie pozwalałem sobie w kaszę dmuchać i piłem mamroty. Nieraz delikwenta lewym sierpowym poczęstowałem - opowiada Andrzej Lepper w "Super Expressie".

Problemów z nauką nigdy nie miałem. Wagary? Czasem tylko uciekało się w piłkę pograć. A sportowcem byłem zapalonym - biegałem, skakałem, grałem w ręczną i nogę. Z czasem wyspecjalizowałem się w boksie i zapasach. Gdy graliśmy w nogę czy szczypiorniaka, kapitanem byłem. Widać już wtedy cechy wodza i lidera o sobie znać dawały.

Rokita lutował ze mną

Mieli taki zwyczaj, że wysyłali do nas "internatowych" jakiegoś chuderlaka, a ten się stawił i krzyczał: "Kopsnij szluga". Nie pozwalałem sobie w kaszę dmuchać. Nieraz delikwenta lewym sierpowym poczęstowałem i pędziłem gdzie pieprz rośnie. Po kilku takich akcjach tubylcy się na mnie zasadzili. Po zajęciach, około godz. 20, obstawili wszystkie wyjścia ze szkoły. Na szczęście ktoś w porę dał znać, co się święci. Zadzwoniłem po kolegów z klubu z sekcji bokserskiej. Przyszło trzech czy czterech. Jeden Rokita się nazywał. Chodził ze mną do szkoły. Boksował, o rok był starszy. "To idziemy" - krzyknąłem. W połowie drogi do internatu cała chmara się na nas rzuciła, a jeden krzyczał: "Lutuj tego pierwszego". Oj, młócka była ogromna. Pamiętam, że był styczeń i... że tak się moja kariera w Słupsku skończyła.


Piłem mamroty


Z papierosów wyleczyłem się w wieku 8, może 9 lat. Pamiętam, że popalaliśmy Mazury, które za sprzedane butelki się kupowało. Raz z synem sąsiada tak się najaraliśmy, że on biedak, a chuderlak z niego był - zemdlał. Oj, paniki było co niemiara. Wstrętu takiego do fajek dostałem, że już nigdy po papierosa nie sięgnąłem. Alkohol? Był, a jakże! Piło się głównie tanie wina - tzw. mamroty albo patykiem pisane.

?ródło: SuperExpress
Bezpośredni link do tekstu
<div><object width="420" height="339"><param name="movie" value="http://www.dailymotion.com/swf/x3dlw2" /><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowScriptAccess" value="always" /><embed src="http://www.dailymotion.com/swf/x3dlw2" type="application/x-shockwave-flash" width="420" height="339" allowFullScreen="true" allowScriptAccess="always"></embed></object></div>

Awatar użytkownika
admin
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1148
Rejestracja: 15 gru 2006, 17:42
Lokalizacja: M@zowsze
Podziękował(a): 368 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 714 razy
Kontakt:

06 sie 2008, 23:08

RMF: Opętany w zachodniopomorskiej policji?
Wtorek, 5 sierpnia (10:10)

Zwracam się z prośbą do Waszej Eminencji o spowodowanie odprawienia zgodnie z prawem kanonicznym publicznych egzorcyzmów w siedzibie komendanta wojewódzkiego Policji w Szczecinie. Oto fragment listu zachodniopomorskiego policjanta do abpa Zygmunta Kamińskiego. Do pisma dotarł szczeciński reporter RMF FM.

Opętanym według policjanta ma być radca prawny Koordynatora Zespołu Prawnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. Funkcjonariusz zaznacza, że Zło mogło także rozgościć się w miejscach, gdzie radca przebywa, a więc w szczecińskiej komendzie wojewódzkiej, tamtejszej izbie radców prawnych, Uniwersytecie Szczecińskim oraz jego własnej kancelarii.

Mundurowy nabrał podejrzeń, gdy przeglądając portal Nasza Klasa, odnalazł profil radcy, a w rubryce "O sobie" wpisane słowa: "adwokat diabła". Policjant zatroskany o dobro wszystkich funkcjonariuszy nie wahał się i napisał list do metropolity szczecińsko-kamieńskiego

"Eminencjo, są uzasadnione powody do domniemywania, iż mogło mieć miejsce opętanie jego samego lub miejsc, w których przebywa (...). Zwracam się z prośbą do Waszej Eminencji o wyznaczenie właściwej osoby duchownej i przeprowadzenie tych szczególnych w swej formie, koniecznych sakramentaliów, celem uchronienia wskazanej osoby i miejsc od działania Złego - pisze w liście "zatroskany" o duszę policjant.

Pismo trafiło też do Episkopatu, MSWiA i Komendy Głównej Policji.

?ródło: RMF

<script type="text/javascript" src="http://www.wrzuta.pl/wrzuta_embed.js?wr ... "></script>
?ródło: wrzuta.pl

Awatar użytkownika
admin
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1148
Rejestracja: 15 gru 2006, 17:42
Lokalizacja: M@zowsze
Podziękował(a): 368 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 714 razy
Kontakt:

25 wrz 2008, 17:00

Panorama Powiatu Brzeskiego donosi...
Wójt Gminy, czyli "RANCZO" w Skarbimierzu
Data publikacji: 24.09.2008

Jak wiele zamieszania może spowodować zaledwie sześciozdaniowy tekścik, przekonałem się w ubiegłym tygodniu. Zamieściłem wówczas tekst dotyczący nepotyzmu w gminie Skarbimierz, a konkretnie zmian na stanowisku prezesa spółki Eko Skarbimierz, którym od niedawna jest szwagier wójta Andrzeja Pulita.
Pomyślałem: “Oczywista oczywistość!. Skoro takie stanowisko sprawuje członek rodziny chyba nikt, nawet sam wójt “miłościwie” sprawujący już 5 kadencję, nie będzie miał co do tego żadnych wątpliwości”. Następnego dnia, niczego się nie spodziewając, siedziałem spokojnie w redakcji. Odbieram kolejny tego dnia telefon. Przedstawiam się grzecznie z imienia i nazwiska. Ten “ktoś” po drugiej stronie, jakby rozkazującym i nie znoszącym sprzeciwu tonem, odpowiada: „Wójt gminy!”. Lekko zdziwiony, myśląc że są jakieś zakłócenia na łączach, grzecznie pytam: „Słucham?”. Ten sam głos w słuchawce powtarza: „Wójt gminy”. Jednak tembr głosu lekko się zmienił. Wyczułem, że ten “ktoś” był nieco zaskoczony. Może uważał, że zamiast imienia i nazwiska wystarczy tylko taka forma przedstawienia się?

Zacząłem się zastanawiać. Któż to? Ton i intonacja jakby znajoma. Zaraz, zaraz... w niedzielę oglądałem kolejny już odcinek serialu “Ranczo”. Odgrywający rolę wójta i proboszcza Cezary Żak w podobny sposób zwracał się do podwładnych. Dlaczego on, taki sławny aktor, zadzwonił do nas? Może się pomylił? Może nagrywają nowe odcinki serialu i pomylił numer telefonu? Pomyślałem, że wykorzystam okazję i może uda się go namówić na jakiś mały wywiad dla naszej gazety? Jednak w tej samej chwili wręcz targnęła mną wątpliwość. Ta dykcja ... jakaś nie taka jak w telewizorze. Może się tak wygłupia? Podpuszcza?! Może sobie autorzy serialu takie “jaja robią“? Postanowiłem być sprytniejszy i bardzo uprzejmie zapytałem: „Jakiej gminy?”
Głos już był miły, nie taki władczy, a w odpowiedzi usłyszałem: „Skarbimierz”.
Strasznie zawiedziony byłem. Nie mogłem odżałować, że to jednak nie Cezary Żak. To był wójt Andrzej Pulit. Nie chciałem jednak, aby najdłużej (jak dotąd?) panujący wójt na Opolszczyźnie odczuł jakiś dyskomfort, więc udając uprzejmość odpowiedziałem: „Witam serdecznie”. Wójt, jak to ujął, “chciał podziękować, że ma nowego szwagra”. Zrozumiałem zatem, mimo że jestem blondynem, że informacja, jaką podaliśmy jest nieprawdziwa. A więc nowy prezes nie jest szwagrem wójta! Zapytałem jednak dla pewności , czy żona nowego prezesa nie jest czasami siostrą żony wójta? Wójt, ku mojemu zdziwieniu, potwierdził. O co w takim razie chodzi? Zastygłem na chwilę w milczeniu. Byłbym tak milczał dłuższą chwilę, ale wójt pośpieszył mi z pomocą i powiedział: “A widzi pan, a widzi pan! Czyli nie jest szwagrem moim“. Kompletnie ogłupiały, zapytałem już tak odruchowo: “A czyim jest szwagrem?” Wójt, odzyskawszy tembr i pewność głosu z początku naszej rozmowy objaśnił mnie, blondynowi: „Mojej żony!”
Następnie dodał, że “tu powiązania rodzinnego nie ma”. Kiedy zwróciłem uwagę, że to jest jednak rodzina, wójt uciął dyskusję stwierdzając, że “tak to możecie sobie kalkulować” i odłożył słuchawkę. Najpierw się roześmiałem. Po chwili jednak zaczęły targać mną wątpliwości. Może jednak wójt ma rację? Może mąż siostry mojej żony nie byłby moim szwagrem, tylko jej szwagrem? Zatem kim byłaby żona? Rodziną? Szwagrem? A kim dzieci mojej żony? Może też nie moimi, a może kuzynami? Tylko czyimi kuzynami? Nie, to bez sensu.
Kiedyś jeden kiepski radny brzeski powiedział: „Internet to potęga!”. Szybko więc wszedłem na stronę Wydawnictw Naukowych PWN SA i sprawdziłem definicję szwagra. PWN podaje, że “szwagier to mąż siostry albo brat żony lub męża; też: mąż szwagierki”. Pewny już swoich racji, uspokoiwszy się, zabrałem się do dalszej pracy. Niestety, nie popracowałem zbyt długo. Znów zadzwonił wójt Pulit. Tym razem, może miał w pamięci poprzedni telefon, przedstawił się inaczej. W słuchawce usłyszałem po prostu: „Wójt Pulit”. Na wstępie wytłumaczył się, dlaczego wcześniej dzwonił. Jak powiedział, chciał nam pokazać, że “świntuszymy“. Wytłumaczył także, dlaczego dzwoni po raz drugi. Miał parę telefonów od kolegów i “krótko mówiąc domagają się, żeby było sprostowanie”. Wójt chciał sprostować informację, które nie pojawiły się w tekście opublikowanym przez nas. Być może go nie przeczytał albo przeczytał bez zrozumienia treści. Wójt Pulit żądał aby napisać, że prezesa powołuje rada nadzorcza, że prezes nie jest jego szwagrem i że rada nadzorcza nie ma nic wspólnego z PSL-em. Poprosiłem wójta, żeby sformułował sprostowanie i wysłał do nas. Wójt obiecał, ale do dziś nie wysłał. Swoją drogą, nie dziwię się. Prostowanie rzeczy, których ktoś nie napisał, to raczej zadanie dla dobrego kabareciarza niż poważnego polityka. Chyba, że wójt występuje już w dwóch rolach? Na koniec rozmowy wójt pytał mnie jeszcze, co to jest nepotyzm? Kiedy odpowiedziałem, że to faworyzowanie krewnych przy obsadzaniu stanowisk. Zapytałem, czy w tym wypadku nie mamy właśnie z nepotyzmem do czynienia? Niestety, wójt odpowiedział pytaniami. Zapytał, czy rada nadzorcza jest spokrewniona z nowym prezesem i czy ma jakieś z nim “inne układy”? Na tym nasza konwersacja się zakończyła. Po paru dniach z niedowierzaniem czytałem regionalną gazetę. Tytuł artykułu był taki: “Szwagier żony wójta Pulita został prezesem”. Pomyślałem, że to ten sam mechanizm. Wójt głośno i pewnie wmawia dziennikarzowi, że szwagier to nie jego szwagier, tylko szwagier żony. Tylko tyle, że dalej zostaje bez odpowiedzi pytanie, czy to nie jest nepotyzm? Nam pozostaje już tylko w następną niedzielę obejrzeć kolejny odcinek “Rancza”. Może z pewną taką dozą dociekliwości... Może warto teraz, przy kolejnej emisji odcinków tego serialu, zwrócić uwagę na koligację rodzinne filmowych bohaterów. Tyle tylko, że gmina Skarbimierz to nie filmowe Wilkowyje, a wójt Andrzej Pulit to, niestety, nie Cezary Żak....

?ródło: Panorama Powiatu Brzeskiego

Awatar użytkownika
admin
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1148
Rejestracja: 15 gru 2006, 17:42
Lokalizacja: M@zowsze
Podziękował(a): 368 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 714 razy
Kontakt:

28 lis 2008, 20:47

Starosta kontra sekretarz

Powiat piaseczyński. Starosta Jan Dąbek jednak dopiął swego: doprowadził do odwołania swojego niedawnego sprzymierzeńca Mariusza Słowika z funkcji sekretarza powiatu.

Wyraźna różnica zdań pomiędzy oboma panami zatrudnionymi przy Chyliczkowskiej w Piasecznie zarysowała się pod koniec roku. Dąbek twierdzi, że Słowik, zamiast pilnować dyscypliny w starostwie, spóźniał się i podpisywał listy obecności dzień naprzód.

Słowik uważa z kolei, że starosta postanowił wyrzucić go z pracy w odpowiedzi na zarzut, że ten wcale nie chciał dogłębnie wyjaśnić afery związanej wydanymi przez starostwo trefnymi pozwoleniami na budowę dla deweloperów. Jeszcze rok temu obaj panowie się tolerowali, bronili nawzajem i trzymali sztamę polityczną. Wszystko dla utrzymania większości w radzie powiatu. Zdaniem Mariusza Słowika starosta doprowadził do jego odwołania z rażącym naruszeniem prawa, bo kilka dni wcześniej rada miejska Piaseczna, której Słowik jest członkiem, nie zgodziła się na odwołanie swojego kolegi. Zgodnie z przepisami radnemu przysługuje tego typu „ochrona”, jeśli grozi mu zwolnienie z pracy. Jan Dąbek uważa jednak, że rada miejska, odrzucając jego wniosek o zgodę na odwołanie sekretarza powiatu, po prostu... nie „podjęła skutecznej uchwały”. – Bardzo dokładnie przeanalizowaliśmy sytuację prawną i z naszych analiz wynika, że jeśli pan sekretarz pójdzie do sądu pracy, nie zapłacimy mu ani złotówki – powiedział „NW” Jan Dąbek.

Słowik jeszcze tego samego dnia zapowiedział w swoim blogu, że pójdzie do sądu. Jest pewny, że wygra, bo posiłkuje się uchwałą siedmiu sędziów Sądu Najwyższego. Napisano w niej: „Ochrona ta, określona [w ustawie] nakłada na pracodawcę obowiązek uzyskania uprzedniej zgody rady gminy na rozwiązanie stosunku pracy z radnym tej gminy. Przepis ten równocześnie nakazuje radzie odmówienie takiej zgody, gdy podstawą rozwiązania stosunku są zdarzenia związane z wykonywaniem przez radnego mandatu”. Oczywiście odwołanie sekretarza (skuteczne czy nie) zabawy nie kończy. Słowik zapowiada w blogu, że jego „Piaseczyński Klub Rozwoju odrzuca możliwość poparcia koalicji kierowanej przez Jana Dąbka i konsekwentnie wspólnie z radnymi PO i Centrum zmierzać będzie do jego odwołania”. Uchwałę powiatu w sprawie odwołania sekretarza analizuje również biuro prawne wojewody. Z naszych niepotwierdzonych informacji wynika, że może podzielić stanowisko Słowika.

Kto będzie się śmiał ostatni, napiszemy zapewne wkrótce.

Tekst: Piotr Chmielewski
?ródło: nadwisla.pl
Forum Ranczersów

Awatar użytkownika
admin
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1148
Rejestracja: 15 gru 2006, 17:42
Lokalizacja: M@zowsze
Podziękował(a): 368 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 714 razy
Kontakt:

29 lis 2008, 15:16

Wojna w Lipnicy: wójt kontra katecheta

Rafał Narloch, wójt Lipnicy, napisał do biskupa w Pelplinie, aby ten cofnął pozwolenie na nauczanie religii Jaromirowi Śpiołkowi, który jest głównym adwersarzem wójta.

Wójt w liście do biskupa Jana Bernarda Szlagi twierdzi, że Śpiołek swoim działaniem dzieli lokalne społeczeństwo, zamiast je łączyć.

A to, zdaniem Romana Narlocha, podważa autorytet Kościoła.
- Pan Śpiołek wydaje gazetkę, której jest też redaktorem naczelnym. Za swój cel obrał skłócenie ludzi z legalnie wybraną przez społeczeństwo władzą. Nie potrafimy dłużej milczeć. Pan Śpiołek podważa nauki Jana Pawła II, które mamy głęboko w pamięci. Zadaniem katechety jest przekazywanie wiary i prawdy młodemu pokoleniu. Postawa pana Śpiołka temu przeczy - napisał wójt w liście do biskupa.

Roman Narloch załączył do listu egzemplarze "Głosu Lipnickiego”, który redaguje katecheta. Wójta i jego współpracowników wzburzyły nie tylko artykuły o kopalni żwiru, których Śpiołek jest zagorzałym przeciwnikiem, ale przede wszystkim teksty o lipnickiej władzy.

Do jednego z artykułów gazeta dołączyła rysunek, na którym wójt Narloch przedstawiony jest jako marionetka w ręką wicewójta Michała Świątek-Brzezińskiego.

Jaromir Śpiołek oficjalnie zadeklarował ubieganie się o stanowisko wójta w najbliższych wyborach samorządowych. Narloch twierdzi też, że Śpiołek nie tylko w swojej gazetce obraża ludzi, ale też i zamieszcza nieprawdę. Dodajmy, że "Głos Lipnicki” ma w tytule określenie "satyryczno- informacyjny”.

Katecheta otrzymał już z kurii polecenie złożenia wyjaśnień w tej sprawie.
- Uczynię to i przyjmę z pokorą każdą decyzję biskupa - mówi nauczyciel religii.

Śpiołek nie zgadza się z zarzutami, że dzieli lipnickie społeczeństwo.

- Krytyczne spojrzenie na rzeczywistość to podstawa demokracji - wyjaśnia. Katecheta ma za złe wójtowi, że w liście do biskupa wystąpił w imieniu całej lokalnej społeczności.

- Nikt nie dał wójtowi takiego upoważnienia. Pod listem podpisał się też przewodniczący rady w imieniu rady, a radni nie zajmowali oficjalnego stanowiska w tej sprawie.

Katecheta jest mieszkańcem gminy Lipnica, ale pracuje w Gimnazjum nr 2 w Bytowie. Adam Piasecki, dyrektor placówki, nie ma żadnych zastrzeżeń do pracy Śpiołka jako nauczyciela religii. Podkreśla, że nigdy nie było żadnych skarg ze strony rodziców czy uczniów. Kuria nie komentuje sprawy.

Tekst: Andrzej Gurba
Data publikacji: 27.10.2008
?ródło: gp24.pl
Forum Ranczersów

Awatar użytkownika
admin
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1148
Rejestracja: 15 gru 2006, 17:42
Lokalizacja: M@zowsze
Podziękował(a): 368 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 714 razy
Kontakt:

16 lut 2009, 17:51

Amerykanin Eddie Lada zamieszkał w Słubicach i podgląda rzeczywistość oglądając... Ranczo

Tekst: Beata Bielecka
Źródło: Gazeta Lubuska


Swojego pierwszego wieczoru w Słubicach chyba nigdy nie zapomni. Przyszli szwagrowie ugościli go wszystkim, co mieli w domu, napoili wódką, po czym stwierdzili: Witaj w Polsce.


Gdyby mu wtedy powiedzieli: Witaj w domu, też by nie przesadzili, bo tak się poczuł. W mieszkaniu unosiły się zapachy kapusty, czosnku, wołowiny, które pamiętał z dzieciństwa. Z amerykańskiego domu swojej polskiej babci. Dziadkowie Eddiego przepłynęli ocean, żeby dostać się do wymarzonej Ameryki. Tej Ameryki, z której on wyjechał zaraz po studiach i wcale nie chce tam wracać.

Ma to w genach

- Jestem wędrowcem - mówi. - Mam to chyba w genach. Po dziadkach, ale też po mamie Włoszce, która samotnie, bez znajomości angielskiego wyemigrowała do Ameryki. Z dzieciństwa spędzonego w Pensylwanii zapamiętał nie tylko zapachy babcinej kuchni, ale też kilka polskich słów: kiełbasa, pierogi i ... du**. - Jak coś przeskrobałem ojciec odgrażał się, że zaraz dostane w skórę - śmieje się.

Polski słyszał też w salonie fryzjerskim, który prowadziła babcia i w sklepie jubilerskim ojca. Przychodziło tam wielu emigrantów z Polski. - Wasz język wydawał mi się wtedy bardzo śmieszny przez te wszystkie: szy, czy, rzy. Swoją drogą to niezłe ćwiczenie mięśni - żartuje. Teraz, gdy zamieszkał w Słubicach, mięśnie ćwiczy często, bo polskiego bardzo chce się nauczyć.

Póki co jednak, w prywatnej szkole językowej w Zielonej Górze, uczy Polaków angielskiego.
- Bardzo mi się to podoba, bo ciągle spotykam ciekawych ludzi - opowiada.

Pachniało mu to przygodą


Zanim Eddie zamieszkał w Słubicach, przez dziewięć lat pracował w bazie amerykańskiej armii w Heidelbergu. Wcześniej kilka lat uczył Azjatów angielskiego. Najpierw w Japonii, a potem w Korei Południowej. Z zawodu jest wprawdzie teatrologiem, ale po studiach wylądował w wojsku. Pachniało to przygodą i niezłymi zarobkami.

W latach 70. pierwszy raz przyjechał do Niemiec. Już wtedy przyszło mu do głowy, że chciałby zobaczyć rodzinne strony ojca i babci. Komunistyczna Polska była jednak zamknięta. Okazja nadarzyła się dopiero w latach 90., gdy drugi raz przyjechał do Niemiec.

Z bazy amerykańskiej, w której mieszkał, jeździły wtedy do Bolesławca, po ręcznie malowaną porcelanę, całe autokary. Nie skorzystał - chciał zobaczyć prawdziwą Polskę, a nie taką dla turystów. Udało mu się to dopiero w 2006 roku. Wtedy po raz pierwszy przyjechał do Słubic na spotkanie z Polką, z którą od pewnego czasu mailował przez internet. We wrześniu ubiegłego roku została jego żoną.

Eddie śmieje się, że Basia Weiser musiała wyjść za mąż za Amerykanina, żeby w końcu mieć polskie nazwisko. Słubiczanka zachwyciła go między innymi swoimi pasjami. Jest dyrygentką chóru, od lat prowadzi szkołę muzyczną, zrobiła doktorat z emisji głosu, a krótko przed pięćdziesiątką poszła jeszcze na studia z fortepianu. Żywioł kobieta.

Poczuł się u siebie

Bardzo cieszył się z tej znajomości zwłaszcza że mieszkając w Niemczech myślał, że fajnie by było zostać na stałe w Europie. - Bo ja bardziej niż Amerykaninem czuję się Europejczykiem - tłumaczy. - Nie chcę generalizować, ale ludzie w Stanach myślą przede wszystkim o tym, jak zarobić duże pieniądze. Tu tak jeszcze nie jest- mówi. Ale nie wszędzie w Europie czuł się tak dobrze jak w Polsce.

- Wcześniej gdy zaczynałem mieszkać w jakimś obcym kraju potrzebowałem trochę czasu - wspomina. - W Polsce zaskoczyło mnie to, że właściwie od pierwszego momentu poczułem się jak u siebie - dodaje. Takiego wrażenia nie miał na przykład w Niemczech. - Niemcom zajmuje dużo czasu, żeby przełamać bariery- opowiada.

- To Amerykanie są postrzegani na świecie jako naród, który się wywyższa, uważa za lepszy od innych, ale ja miałem wrażenie, że to właśnie Niemcy tak o sobie myślą - przyznaje. Teraz patrząc na Polskę i Niemcy przypomina mu się Japonia i Korea.

- W Japonii ludzie są bardzo bogaci, a Korea, tak jak Polska jest dużo biedniejsza i żyje się tam trudniej. Ale to właśnie w Korei, tak jak w Polsce, ludzie nakarmią cię wszystkim co mają, nawet jeśli następnego dnia nie będą mieli co zjeść - opowiada.

Buduje tu dom

Eddie mówi, że gdyby miał komuś poradzić, jak poznać Polskę na odległość namawiałby go do oglądania serialu "Ranczo”. On nie przepuści żadnego odcinka.

W każdy niedzielny wieczór siada z Basią przed telewizorem, bo uważa, że film pokazuje kawałek prawdziwego życia. - Nie wszyscy są tam piękni i bogaci, nie mieszkają w Warszawie w jakiś apartamentach. Poza tym jedną z bohaterek jest Amerykanka, która tak jak ja zamieszkała w Polsce i też uczy angielskiego. Podglądam jak jej to wszystko wychodzi - żartuje.

Życie za granicą ma dla niego jeszcze jeden plus. - Człowiek nie śledzi na okrągło wiadomości, może żyć trochę jakby z boku - wyjaśnia. - Oglądam telewizję, żeby wiedzieć co się dzieje, przeglądam "Gazetę Lubuską”, którą Basia kupuje co rano, ale to jest jednak coś innego - mówi.

Poza tym polubił Słubice. - To miasteczko ma swój klimat- uważa. Podobają mu się małe sklepiki, kafejki, gdzie można przysiąść i wypić kawę, weseli ludzie na ulicach. - W Stanach, w tej wielkości miastach nie ma czegoś takiego jak centrum. Ludzie żyją na obrzeżach, a jak chcą zrobić zakupy albo spotkać się przy kawie ze znajomymi umawiają się w gigantycznych galeriach handlowych, które są budowane kilkadziesiąt kilometrów za miastem - opowiada.

Poza tym gdy wychodzi przed swój dom w Kunowicach, którego budowę kończy właśnie z Basią i patrzy na las i jezioro, czuje, że jest to miejsce, w którym fajnie się będzie zestarzeć. Myśląc o przyszłości widzi siebie siedzącego przy kominku z lampką wina i książką. Oczywiście napisaną po polsku.

Bezpośredni link do artykułu dostępny jest tutaj.
Forum Ranczersów

Awatar użytkownika
Domi
Zaangażowany komentator
Zaangażowany komentator
Posty: 57
Rejestracja: 03 lut 2009, 11:55
Lokalizacja: obok Lublina
Kontakt:

16 lut 2009, 19:27

Łuków: Ukradli cztery czołgi
Z wojskowego poligonu pod Łukowem zginęły cztery czołgi T34. W środę pod Radzyniem Podlaskim udało się znaleźć jeden z nich. Jechał na lawecie do huty w Stalowej Woli. Pozostałe trzy odnalazły się w Lublinie.
Wstępne ustalenia policji tłumaczą, że zaginione czołgi służyły jako makiety do celowania podczas ćwiczeń strzeleckich. Policja podejrzewa, że uprowadzili je złomiarze.
Link do artykułu
Cztery czołgi = niewyobrażalna ilość Mamrota... A jeden z czołgów odnalazł się w znajomych nam okolicach Radzynia :mrgreen:
[i]'Są ludzie którzy twierdzą, że piwo jest napojem chłodzącym... Ja aż tak bezczelny nie jestem.'[/i] - Kusy

Awatar użytkownika
Jurek
Początkujący
Początkujący
Posty: 28
Rejestracja: 06 lis 2008, 12:50
Lokalizacja: Wilkowyje

16 lut 2009, 21:21

Wiadomo, czołg to przelicznik na Mamrota, każdy to wie
SEZON NA SEZON, SEZON NA SEZON, (1 SEZON na rok)

Awatar użytkownika
Domi
Zaangażowany komentator
Zaangażowany komentator
Posty: 57
Rejestracja: 03 lut 2009, 11:55
Lokalizacja: obok Lublina
Kontakt:

16 lut 2009, 23:19

A konkretniej złom z tych czołgów. 8-)

Ale że nikt się nie zorientował, że ktoś te T34 wynosi...? :mrgreen: Musiał być dość finezyjny plan 'pożyczenia' tych czołgów.
[i]'Są ludzie którzy twierdzą, że piwo jest napojem chłodzącym... Ja aż tak bezczelny nie jestem.'[/i] - Kusy

ankawood
Nowicjusz
Nowicjusz
Posty: 7
Rejestracja: 18 lut 2009, 10:46
Lokalizacja: Wolsztyn

22 lut 2009, 11:48

Dają w "Ranczu" taki przykład- to ludzie tak robią. Bo przecież w ich serialu wszystko jest takie zabawne i dobrze się kończy...
:-D
Amicus verus rara avis est...

blada11
Zaangażowany komentator
Zaangażowany komentator
Posty: 57
Rejestracja: 04 lut 2009, 11:06
Lokalizacja: podlasie

22 lut 2009, 12:21

może to być zły przykład dla tematu "w życiu jak w Ranczu" ale jeżeli chodzi o życie to mogę powiedzieć że mieszkam na wsi w której również występuje "ławeczka" czyli ludzie siedzą pod sklepem na ławeczce piją piwo czy jakieś wina za 3zł i komentują wszystko co się dzieje we wsi. mogę jeszcze powiedzieć,że posiadam taki sam obraz o tematyce religijnej jak w domu solejuków...

Awatar użytkownika
admin
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1148
Rejestracja: 15 gru 2006, 17:42
Lokalizacja: M@zowsze
Podziękował(a): 368 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 714 razy
Kontakt:

30 mar 2009, 16:52

Nie będzie rancza przy płocie w Kłopocie
Mieszkańcy gminy Inowrocław zarzucają wójtowi, że nie wszystkie wsie traktowane są jednakowo

Tylko plany odnowy Orłowa i Sławęcinka spotkały się z aprobatą wójta i radnych. Pozostałe pięć zakwestionowano. - To łamanie demokracji - oceniają mieszkańcy.

Mieszkańcy Kłopotu pozazdrościli serialowym Wilkowyjom i też chcą mieć „Ranczo w Kłopocie przy płocie”. Niestety, pomysł nie zyskał aprobaty władz gminy i plany odnowy tej wsi oraz Jacewa, Łojewa, Kruszy Zamkowej i Kruszy Duchownej zostały przesunięte. - To są nasze wizje rozwoju miejscowości. Uchwał zebrań wiejskich nie można odrzucać, bo to świętość dla społeczności. Jak ktoś może ingerować w to, co chcemy u nas zrobić? To łamanie demokracji - mówią mieszkańcy Kłopotu.

W programie odnowy tej wsi, oprócz utworzenia rancza, czyli zagospodarowania terenu przed świetlicą, budowy sceny i remontu budynku, zapisano także montaż lamp, budowę dróg do miniosiedli, oznakowanie przejść dla pieszych oraz doprowadzenie gazu i budowę kanalizacji.

- To nie znaczy, że chcemy te wszystkie rzeczy zrobić od razu. Plan obejmuje okres do 2015 roku. Pytaliśmy na sesji, o jakie błędy chodzi, to odpowiedziano, że merytoryczne, ale jak je poprawić, nikt nie potrafił powiedzieć – mówi radna i jednocześnie sołtys Kłopotu Jolanta Kubiak.

Wniosek o przesunięcie głosowania w sprawie planów odnowy złożyła komisja budżetu, w skład której wchodzą radni z koalicji skupionej wokół wójta. Bez żadnych zastrzeżeń przegłosowane zostały projekty Orłowa i Sławęcinka, które przygotowano na zlecenie urzędu gminy.

- Nie rozumiem, o co ta cała burza. Tu nie chodzi o tłamszenie inicjatyw mieszkańców. Po dokonaniu poprawek te plany z pewnością zostaną przyjęte – deklaruje sekretarz urzędu Sławomir Koniczyński.

Do wsi, które nie cieszą się przychylnością władz, zaliczają się Tupadły, skąd wywodzi się radny Krzysztof Orfin.

- Jeśli chodzi o plany rozwoju wsi, to proponowaliśmy sołectwom pomoc specjalistów, jednak odmówiły. Wnioski o dofinansowanie będą składane we wrześniu, więc jest jeszcze czas. A jeśli któryś radny nie chce współpracować, to jego problem. Z budżetu gminy widać, że dzielimy pieniądze uczciwie - zapewnia Lech Skarbiński.

Tekst: Renata Napierkowska, Piątek, 27 Marca 2009
Źródło: Express Bydgoski
Bezpośredni link do artykułu
Forum Ranczersów

Awatar użytkownika
admin
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1148
Rejestracja: 15 gru 2006, 17:42
Lokalizacja: M@zowsze
Podziękował(a): 368 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 714 razy
Kontakt:

15 maja 2009, 16:58

Politycy podkręcają internet na eurowybory
Obrazek

Nie tylko na spoty i debaty walczą politycy o miejsca w europarlamencie. Kampanię prowadzą też internauci, atakując wpisami na forach. Za darmo albo na zlecenie agencji PR.

(...)

Uwagę na problem zwrócili nawet twórcy popularnego serialu "Ranczo". W jednym z ostatnich odcinków pokazali, jak można poprzez wpisy na forach zniszczyć politycznego przeciwnika i podważyć jego wiarygodność. W "Ranczu" pracownicy wójta oczernili postami "Amerykankę", która jest jego kontrkandydatem w wyborach na kolejną kadencję.

(...)

Cały artykuł można przeczytać na tej stronie.
Forum Ranczersów

ODPOWIEDZ