Z wizytą w Wilkowyjach

Wilkowyje, Wilkowyje, gdzie jest taki piękny kraj? Dowiecie się tego, jak zajrzycie tutaj. Znajdziecie tu także ciekawostki związane z miejscami serialowymi, a dla turystów mamy garść praktycznych informacji.

Z wizytą w Wilkowyjach

Postprzez admin » 9 lipca 2010, o 23:13

Z wakacyjną wizytą w Wilkowyjach

Wilkowyje, razem ze swoim „Ranczem”, rozłożyły się na Mazowszu. Tak naprawdę noszą dźwięczną nazwę Jeruzal, a dawno, dawno temu były nawet prywatnym miasteczkiem zwanym Żeliszew lub Żeliszewo (od nazwiska właścicieli).

Nie było ono zbyt wielkie – najpierw 200, potem 150 mieszkańców, w końcu... w ogóle straciło prawa miejskie. Skąd wzięła się - nietypowa raczej dla ziem polskich - nazwa? Wieść ludowa niesie, że „wieś Żeliszewo, na pamiątkę pielgrzymek do Ziemi Świętej, Jeruzalem nazwano". Natomiast badacze zajmujący się sprawą pochodzenia nazw miejscowości doszli do wniosku, że w pewnym okresie naszych dziejów (po potopie szwedzkim i „cudownej" obronie Częstochowy), pojawiło się w narodzie zapotrzebowanie na równie „cudowne" miejsca.

Wówczas proboszczowie wielu parafii, chcąc ściągnąć do siebie pielgrzymów, próbowali zmienić nazwy miejscowości parafialnych na mniej pospolite. Niektórym to nie wyszło (np. Góra, której proboszcz zamarzył sobie, by stała się Nową Jerozolimą, nosi dziś nazwę Góra Kalwaria). Innym się udało – ówczesny proboszcz Żeliszewa dopiął swego i wprowadzona przez niego nazwa Jeruzalem, stopniowo wypierała „Żeliszewo". Do czasów współczesnych dotrwała już skrócona, jakby bardziej „nasza" forma - „Jeruzal".

Dzisiejsza wioska ma w dalszym ciągu małomiasteczkowy urok
. Kiedy wjeżdża się na rynek, uwagę zwraca przede wszystkim modrzewiowy kościół, a potem oczywiście sklep u Więcławskiej. Robiliśmy w nim zakupy i zasięgaliśmy języka o...Kielakach. Moje rodowe nazwisko odnaleźliśmy później w ogłoszeniach parafialnych, ale Kielaków, w domu nie zastaliśmy. Szkoda.

Przed sklepem nie było też atrakcyjnej ławeczki miejscowych filozofów (remont na Rynku), no i zagapiliśmy się trochę, bo podobno do kupienia były w nim Mamroty z Wilkowyj i piwo Tur (specjalność knajpy "U Japycza"). Nabyliśmy za to (kulturalnie) najświeższą książeczkę o parafii, tudzież o miejscowości,napisaną przez księdza Drzewieckiego („Ranczo w Jeruzalu Mińskim") i kilka widokówek. Dochód ze sprzedaży – jak nam powiedziano – jest przeznaczony na porządkowanie terenu wokół kościoła. Remonty w centrum miejscowości pewnie szybko się skończą, ponieważ w sierpniu tego roku ruszają zdjęcia do kolejnej serii „Rancza".

Do kościółka niestety, nie weszliśmy (może innym razem?- bo jest w nim co oglądać). Poodpoczywaliśmy za to na ustawionej koło dzwonnicy pamiątkowej ławce. Ta, na której filozofowała o życiu „ekipa Mamrota" została podobno wystawiona na aukcji z przeznaczeniem na remont zabytkowej świątyni.Przeprowadzono go na przełomie lat 2008/2009.

Jeruzalowy (i zarazem wilkowyjski) kościół pw.św.Wojciecha liczy sobie z górą dwa i pół wieku. Otacza go mur z piękną bramą. W pobliżu stoi - nie tylko serialowa –plebania. Wybudowany został w latach 1757-1758 z inicjatywy wojewody mazowieckiego (ówczesnego właściciela dóbr) Kazimierza Rudzińskiego. Zaskoczył nas widok łuku triumfalnego na terenie przykościelnym. Okazało się, że jest to XVIII-wieczny grobowiec- mauzoleum jednego z właścicieli miejscowości, Floriana Cieszkowskiego.

Od kiedy Jeruzal wpadł w oko (przez przypadek zresztą) ekipie serialu „Ranczo", życie tutaj zaczęło toczyć się zupełnie innym tempem. Kręcenie filmu rozpoczęto – jak wspomina reżyser Wojciech Adamczyk - od „spaskudzenia" świeżo wyremontowanego sklepu i ustawienia na rondzie pomnika, który miał się dobrze komponować i...komponuje się do dziś.

Przy Rynku można odnaleźć sporo filmowych obiektów (sklep, stara szkoła – obecnie w remoncie, dom Więcławskich, salka parafialna). Część z nich znajduje się jednak poza Jeruzalem. Większość w miejscowościach blisko położonych, ale np. „Country Club", w którym pracowała Wioletka, znajduje się w Górze Kalwarii, a dworek Lucy – w Sokulach, aż pod Żyrardowem. Ten ostatni zresztą ma długi filmowy życiorys, bo grał też swego czasu w „Nocach i dniach".

Wpadliśmy do Wilkowyj jak po ogień. Wyjeżdżając, postanowiliśmy przy następnej „zjazdowej" okazji wizytę ponowić i zdjęć więcej napstrykać.

Tekst: Magmag
Źródło: mmgorzow.pl
Bezpośredni link do artykułu (więcej zdjęć)
Forum Ranczersów
Avatar użytkownika
admin
Użytkownik
 
Posty: 1045
Dołączył(a): 15 grudnia 2006, o 18:42
Lokalizacja: M@zowsze
Podziękował : 414 razy
Otrzymał podziękowań: 653 razy
Numer GG: 33863309
Skype: ranczo.org

Reklama


Podobne tematy


Powrót do Wilkowyje: jak tam trafić i co warto zobaczyć?

Kto przegląda forum

Zidentyfikowani użytkownicy: Brak zidentyfikowanych użytkowników