[wywiady] Wywiad z Katarzyną Żak

W tym dziale znajdziecie nasze autorskie wywiady z ekipą serialu.
Awatar użytkownika
Gosia
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 372
Rejestracja: 22 gru 2006, 16:39
Lokalizacja: Warszawa
Otrzymał(a) podziękowań: 3 razy
Kontakt:

19 lis 2007, 9:28

W sobotę 17.11.07 ja Ania i Tengel spotkaliśmy się w warszawskim teatrze "Rampa" z panią Kasią Żak. Udało nam się przeprowadzić wywiad, który wkrótce zobaczycie na forum. Pracowałyśmy razem pierwszy raz i jestem bardzo ciekawa jak spodoba sie Wam to co udało nam się zrobić. Powiem tylko,że atmosfera była wspaniała. Pani Kasia jest urocza osobą i bardzo chętnie odpowiadała na nasze pytania. Po wywiadzie wszyscy troje zostaliśmy zaproszeni na fantastyczny spektakl pt. "Jeździec burzy". Było to jakby streszczenie życie i twórczości Jima Morrisona z muzyką zespołu "The Doors". Po prosty fantastyczne. Żałujcie, że Was tam nie było ;) :D Wkrótce Tengel wrzuci wam na osłodę parę zdjęć z wywiadu.
Ostatnio zmieniony 25 mar 2008, 8:12 przez Gosia, łącznie zmieniany 2 razy.
[b][i]"Każdy i zawsze, jak sądzę, do czystej kartki papieru powinien zasiadać z pokorą, ale też i z odwagą, tylko świadomą ryzyka".
[/b][/i]
[color=blue][b][i]Robert Brutter[/i][/b][/color]

Reklama

Awatar użytkownika
Ania
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 1078
Rejestracja: 02 mar 2007, 15:43
Lokalizacja: Jaworzno
Podziękował(a): 2 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 12 razy
Kontakt:

19 lis 2007, 23:17

Ja tylko chciałam dodać, że będą też pozdrowienia od pani Kasi :)
A wywiad będzie ciekawy :D Z resztą poczekacie, zobaczycie :P Cierpliwość się opłaca ;)
-Owszem, zyskałem - odpowiedział Lis. -Chociażby kolor zboża.
"Mały Książę"

Awatar użytkownika
Tengel2
Moderator
Moderator
Posty: 1129
Rejestracja: 31 sty 2007, 19:17
Podziękował(a): 430 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 179 razy

20 lis 2007, 10:47

Spotkanie z było fantastyczne. Ania z Gosią współpracowały razem świetnie! Pani Kasia była dla nas bardzo miła i jak już Gosia napisała zostaliśmy zaproszeni na spektakl pt." Jeździec burzy" no dobra a to parę obiecanych zdjęć:

ObrazekObrazekObrazek

[ Dodano: Sro 21 Lis, 2007 11:10 ]
A oto pozdrowienia, które obiecałem wrzucić:

http://tengel2.wrzuta.pl/audio/n43opa6iBm/
"Albowiem noc jest ciemna i pełna strachów" - George R. R. Martin

Obrazek

Awatar użytkownika
admin
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1148
Rejestracja: 15 gru 2006, 17:42
Lokalizacja: M@zowsze
Podziękował(a): 367 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 712 razy
Kontakt:

25 mar 2008, 8:01

Babka z krwi i kości

Katarzyna Żak - Solejukowa z „Rancza”, żona Karola Krawczyka z „Miodowych lat”, Danusia Kwiatkowska z „Klanu”…Zdaniem wielu osób bardzo zdolna, ale nie do końca wykorzystana śpiewająca aktorka. Jej talent kryje w sobie duże pokłady energii, które codziennie stara się wykorzystać na scenie i przed kamerą. Oprócz „Klanu” i „Rancza”, niektórzy widzowie mogą pamiętać panią Kasię z programu „Jaka to melodia”. Na co dzień występuje w warszawskim muzycznym teatrze „Rampa”. Wydaje nam się jednak, że dla Katarzyny Żak najważniejszą sceną jest dom, a największą, życiową rolą rola matki i żony… Jej pasją są buty, które namiętnie kolekcjonuje. Miła i sympatyczna, z dużą dozą poczucia humoru, nie raz rozbawiła nas do łez opowieściami z planu filmowego. Spotkaliśmy się w teatrze „Rampa” przed sztuką „Jeździec burzy”, w której gra menadżerkę zespołu The Doors. Nasze spotkanie, które trwało półtorej godziny, okazało się bardzo interesujące. Panowała miła, przyjazna atmosfera, a rozmowa była przerywana wesołymi anegdotami. Kamil (Tengel2) robił nam fotki, które już wcześniej umieściliśmy na forum. Mamy nadzieję, że nasz pierwszy wspólny wywiad będzie Wam się dobrze czytało :)

Anna Zielonka: Umie Pani lepić pierogi?

Katarzyna Żak: Nie lepię pierogów, bo niestety nie umiem, ale chyba nie powinnam tego głośno mówić (śmiech). W serialu robiłam to drugi raz w życiu. Ale jakbym już musiała, z pewnością poradziłabym sobie. Przed Bożym Narodzeniem zawsze się tak fantastycznie urządzam, że zlecam lepienie mojej mamie.

A.Z: To w takim razie co Pani gotuje na Wigilię?

K.Ż: Przygotowuję barszcz, to znaczy jego rzadką część, czyli nie są to uszka (śmiech), smażę karpia i halibuta, robię sałatkę. Zajmuję się ciastami, piekę sernik, robię tort makowy i kruche ciasto z owocami.

A.Z: Czyli Solejukowa w następnej serii powinna zacząć piec ciasta? (śmiech)

K.Ż: Powinna. Szczerze mówiąc, wszyscy mnie o te pierogi pytają, a ja nigdy nie kojarzę, o co chodzi. Być może dlatego, że nie było takiej sceny, w której Solejukowa lepi pierogi. Zawsze albo rozrabia ciasto albo dzieci je sklejają.

A.Z: To znaczy, że nie poda nam Pani sekretnego przepisu Solejukowej na zrobienie najlepszych pierogów?

K.Ż: Słuchajcie, mogę wam z Internetu ściągnąć jakiś przepis (śmiech).

Małgorzata Święs: Jeżeli będą takie, że nawet Michałowa będzie je brała, to bardzo poprosimy.

K.Ż: Coś z tymi pierogami jest na rzeczy, skoro sama Michałowa je kupuje. Spójrzmy na problem z takiej strony. Ludzie z dużych miejscowości żyją inaczej niż na wsi. Jadają na mieście, co w małym miasteczku jest nie do pomyślenia.
„Ranczo” pokazuje nam, że coraz więcej ludzi przełamuje ten stereotyp. Nawet mieszkańcy mniejszych miejscowości sięgają po tak zwane półprodukty. Ludzie mają coraz więcej pracy i coraz mniej czasu, by samemu np. lepić pierogi. Wolą kupić gotowe.

Babka z krwi i kości

M.Ś.: Pani Kasiu, jak Pani trafiła do „Rancza”?

K.Ż: Zaproponowano mi rolę Solejukowej. Wiem, że była to sugestia producenta. To była propozycja, którą przyjęłam z rozkoszą.

A.Z: Co Pani myśli o Solejukowej?


K.Ż: To dobra kobita, taka naprawdę z krwi i kości. Kocha swojego męża, który w ogóle nie jest wart nawet dwóch groszy i uwielbia dzieci, mimo że wstydzi się jednego z synów. Nie rozumie, jak to się stało, że Szymek jest aż tak zdolny. Przepaść między nimi z każdym dniem jest właściwie coraz większa, bo on poznaje inny świat i powoli sam zaczyna wstydzić się tej nędznej chałupy, biednej, prostej matki i rodzeństwa.
Tak niestety zdarza się w życiu i jest to dobrze ukazane w „Ranczu”. Nie jest to wątek mocno rozbudowany, bo przecież nie o tym opowiada serial, ale mimo wszystko brakuje mi scen z dziećmi, bo mam z nimi coraz lepszy kontakt. Aczkolwiek zdarzyła mi się taka sytuacja na planie, że ten najstarszy, jak się do niego przytuliłam, to odsunął się ode mnie jak od jakiejś śmierdzącej ryby (śmiech). To normalne, bo on już dorasta. Wstydzi się po prostu, gdy przytula się do niego kobieta, tym bardziej jakaś obca baba, która w rzeczywistości nie jest jego matką. W końcu wytłumaczyłam mu, żeby się nie martwił, bo po ujęciu może się umyć (śmiech). To go na szczęście rozluźniło. Problem tkwił też może w tym, że sama nie mam syna, tylko dwie córki i nie mam pojęcia, jak reagują chłopcy. Z takimi drobiazgami muszę sobie radzić na planie, ale daję radę.

M.Ś.: A co by Pani zmieniła w postaci Solejukowej?


K.Ż: Byłabym chyba bardziej stanowcza w stosunku do męża, niż chcą tego scenarzyści. Ona go zawsze broni.

M.Ś.: Ostatnio się postawiła...

K.Ż: Tak, ale broni go dalej. Uważa, że chłop musi się napić, a jak się napije, to wiadomo - głupi i bije. Nie podoba mi się to, że się temu nie przeciwstawia. Ja myślę już o tym, co będzie w trzeciej serii. Jest tam taka scena, w której kobiety bardzo protestują przeciwko odbudowaniu knajpy. Jedyna, która boi się podpisać petycję, to właśnie Solejukowa. Boi się męża, a poza tym nie widzi nic złego w tym, że chłop musi się od czasu do czasu napić. Myślę, że kobiety na wsi bardziej ostre w stosunku do mężów alkoholików. Tutaj brakuje mi takich scen. Scenarzyści widzą ją inaczej. Jako dobrą duszę. Jeżeli mogłabym coś zmienić, to jej przyzwolenie na to, co się dzieje, i wieczne usprawiedliwianie męża.

M.Ś.: Wiem, że scenarzyści napisali listy do wszystkich aktorów z prośbą o sugestie dotyczące postaci, które gracie. Czy miała Pani jakieś pomysły?

K.Ż: Nie bardzo wiedziałam, jak to „ugryźć”. Gram bardzo prostą postać. Pomyślałam, że ona mogłaby wykazać się jakąś inicjatywą. Założyć Koło Gospodyń Wiejskich, czy coś podobnego… Panowie pośmiali się ze mnie. Powiedzieli: „Gdzie tam, Solejukowa… Ona ma tyle dzieci i tyle roboty…” . Ale miło mi, że czuli potrzebę zrobienia czegoś z Solejukową. W drugiej serii, po to żebym się mogła pokazać, dali mi odcinek o pierogach, przedsiębiorczości i o tym, że każdy, jeżeli tylko będzie chciał, może coś ze swoim życiem zrobić. W trzeciej pozwolili na moment, ale tylko na moment, zamienić się w inną kobietę.

A.Z.: Czy Ranczersi mogą dowiedzieć się, w jaką kobietę?

K.Ż: Przede wszystkim inną zewnętrznie. Tu chodzi o zmianę fizyczną do tego stopnia, że Amerykanin, który odwozi ją do domu, podrywa i nawet ma ochotę się z nią umówić. Potem czar pryska.

A.Z: Jak przebiegała ewolucja Solejukowej?

K.Ż: Do tej pory Solejukowa żyła tylko zapadającą się chałupą, dzieciakami i ich szkołą. Dopiero Amerykanka dokonuje zmian w świadomości mieszkańców. Dzięki niej wielu z nich inaczej zaczyna patrzeć na świat. Pietrek wyjeżdża zagranicę, faceci zaczynają pracować, niekoniecznie z dobrym skutkiem, ale jednak podejmują jakieś próby. Na Solejukową wpływ miała Hadziukowa. Dlatego i Solejukowa zaczyna myśleć o sobie i włącza się w życie społeczności. Po tym jak udało jej się z pierogami, zaczyna wierzyć we własne siły. W trzeciej serii bierze udział w wykładzie dla kobiet, a gdy czyta ogłoszenie, że potrzebna jest spikerka radiowa, idzie na casting. Duży wpływ na jej zmianę ma także jej dziecko, które wyruszyło w świat. Ona bacznie je obserwuje, gdy zjawia się w domu.

Nie do poznania

M.Ś.: Na planie „Rancza” bardzo zmieniono Pani wygląd. Bardzo Panią pobrzydzono. Czyj to był pomysł i czy nie miała Pani oporów przed taką charakteryzacją?
K.Ż: Pomyślałam, że jeżeli mam grać prostą kobietę ze wsi, to nie mogę wyglądać tak, jak wyglądam normalnie, na co dzień. W tym pomogły mi charakteryzatorki. Wiedziałam, że kostium też dużo zmieni. Kiedy dziewczyny powiedziały, jak one mnie widzą, to trochę się przeraziłam. Ponieważ jednak jestem osobą, która lubi eksperymentować, to pomyślałam - dobrze. Pierwszy raz pomalowały mnie do zdjęć w kościele. Ubrałam się i założyłam chustkę na głowę. Przechodząc koło Wojtka Adamczyka powiedziałam mu – dzień dobry, a on na to: „Dzień dobry, statyści mają zbiórkę za kościołem”. Poznał mnie dopiero, gdy zaczęłam się śmiać – po uśmiechu. „Aż tak…?” –zapytał. Odpowiedziałam: „Tak”, na co reżyser: „Oj, chyba nie…” Powiedziałam: „Zobacz to w kamerze”. Charakteryzacja wyglądała tragicznie, ale inaczej widać to na ekranie. Rajcowało mnie, że wszyscy na mój widok mówili: „O matko!” Tego dnia grała prawie cała obsada i każdy, kto przechodził obok mnie, tak reagował. Pomyślałam: „Dobrze”.
Przyzwyczaiłam się do tego wizerunku. Bardzo pomaga mi wejść w postać. Wymyśliłam, że ona szybko chodzi, prawie biega. Wojtek zapytał: „Dlaczego?”. Odpowiedziałam, że jak ma tyle dzieci, to nie ma czasu się przechadzać.Ona zasuwa na wsi, gdzie ma wodę w studni, drzewem trzeba napalić, obiad ugotować, a jeszcze do tego chłop pijak i nic nie pomaga. Kiedy myślałam o tej postaci, to te wszystkie elementy zaczęły mi się układać? Na pewno nie stało się to pierwszego dnia zdjęciowego, ale te wszystkie drobiazgi przychodziły z kolejnymi scenami.

M.Ś.: Wiem, że nawet mama Pani nie poznała…

K.Ż: Tak, pierwszy raz pojawiłam się w trzecim odcinku. Miałam scenę z Lucy, która przyszła do mnie w sprawie pobitego dziecka. Ponieważ moja mama jest fanką „Tańca z gwiazdami”, to oglądała „Ranczo” co chwilę przełączając kanały. Zadzwoniłam do niej po filmie i zapytałam, czy mnie widziała. Mama odpowiedziała, że nie. Zapytałam, czy nie widziała sceny, w której Lucy przyszła z dzieckiem…, a mama na to: „Ale ona przyszła do jakiejś baby ze wsi…”. Kiedy obejrzała powtórkę, zadzwoniła do mnie i powiedziała: „Boże jedyny! Matko Boska! Jak ty wyglądasz!”. Generalnie wszyscy mają z tym problem. Wszyscy reagują słowami: „O matko!” albo „Jezus, Maria!”. W trakcie drugiej serii zadzwoniła do mnie dziennikarka i zapytała, jak mogłam zafundować sobie taką charakteryzację, w której nikt mnie nie poznaje, więc nie pracuję na swój wizerunek. Uważam, że to właśnie jest aktorstwo i nie ma większej frajdy niż to, kiedy podchodzi do ciebie dziewczyna i mówi: „Bardzo fajnie Pani gra tę Solejukową, ale dopiero po napisach zorientowałam się, że to Pani”. Dla takich ludzi warto to robić, dla nich warto mienić tę postać różnymi kolorami. Myślę, że na świecie żyje parę takich Solejukowych.

M.Ś.: Czyli rzadko jest pani rozpoznawana w tej charakteryzacji?

K.Ż: Tak. Koleżanka mojej teściowej powiedziała kiedyś: „Szkoda, że Pani synowa nie gra w „Ranczu”. Teściowa odpowiedziała: „ No przecież gra Solejukową, tę od pierogów”, na co koleżanka: „O Boże”. Wszyscy mają z tym problem, a ja bardzo lubię tę postać. Staram się szukać w niej różnych odcieni, różnych zachowań. To jest postać daleka ode mnie.

M.Ś: No właśnie. Czy trudno jest wcielić się w postać tak bardzo różną od własnej osobowości?

K.Ż: Nie. Nie trudno. Ja myślę, że to polega na tym, że ją lubię, akceptuję. Grając, staram się myśleć, jak zachowałaby się w takiej sytuacji. Może to nie jest tak do końca prawda, a tylko moje wyobrażenia. Ponieważ jest tak bardzo odmienna ode mnie, stanowi dla mnie wyzwanie, a jednocześnie chcę się tą postacią bawić, wzruszać…. Bardzo ją lubię.
Solejukowa niejedno ma imię.

A.Z: W „Ranczu” jak w życiu, bo serial pokazuje przecież jakąś jego cząstkę. Powiedziała Pani kiedyś, że jest więcej takich Solejukowych na świecie. Jak postrzega Pani problem kobiet podobnych do niej?

K.Ż: Takie kobiety mają potwornie niską samoświadomość. Brak wykształcenia przekłada się na ich miejsce w społeczeństwie. Ciężko im wystąpić z jakąś inicjatywą, ponieważ nie wierzą w swoje siły, nie rozumieją, że i one mogą w życiu coś osiągnąć.
Wydaje mi się, że dlatego scenarzyści piszą o Uniwersytecie Ludowym, o spotkaniach, na które nikt nie przychodzi (tylko ksiądz z Lucy), by pokazać ludziom, jak jest naprawdę. Bo którą zapracowaną kobietę taką, jaką jest Solejukowa, obchodzi jakiś tam wykład na temat emancypacji kobiet w XXI wieku, jeśli ona ma pranie, dzieciaki i cały dom na głowie?! A co ją to kurna obchodzi, jak ona tak do końca nie rozumie, co to jest słowo emancypacja? Dlatego „Ranczo” podpowiada tym kobietom: Kochane moje, oglądajcie, uczcie się same i od swoich dzieci. Nawet jeżeli nie czytacie książek, to oglądajcie telewizję czy słuchajcie tego księdza i starajcie się coś zrozumieć.

A.Z. Dom Solejuków istnieje naprawdę, tylko mieszka w nim inna rodzina, ale podobna do tej serialowej.

K.Ż: To bardzo delikatna sprawa. Takich jak ta biednych, mających problemy, jest bardzo dużo w Polsce. Żyją tylko od zasiłku do zasiłku i nic ich więcej nie obchodzi. To jest dla mnie najbardziej przerażające. Nie mówię, że jest tak zawsze, ponieważ są też naprawdę biedni, którzy próbują coś zrobić ze swoim życiem i szukają pracy.

A.Z.: Solejukowa to postać fikcyjna. A jaka jest Katarzyna Żak?

K.Ż.: Szybko chodzę, tak samo jak Solejukowa (śmiech). To znamionuje, że mam zawsze dużo rzeczy do zrobienia. Przede wszystkim jestem kobietą, na dodatek pracującą i matką. Ten nadmiar obowiązków muszę ze sobą pogodzić. Każdego dnia czeka na mnie praca w teatrze. Grę w sztukach, naukę tekstu muszę połączyć z macierzyństwem. Wstaję codziennie o 6.30, by wyprawić do szkoły moją młodszą córkę Zuzię.
Robię śniadanie, które zjadamy wspólnie, pomagam przygotować się do wyjścia, rozmawiamy i spędzamy ze sobą tych kilka chwil. Wszystko po to, by moje dziecko czuło obecność matki.
Mimo że nie ma mnie wieczorami, bo wtedy gram, to przynajmniej rankiem chcę być blisko niej. Jaka jeszcze jestem? Spóźnialska, co było widać dzisiaj, bo przecież spóźniłam się na wywiad. Pięć minut spóźniam się zawsze (śmiech).

A.Z.: Ale kwadrans akademicki to zwykle 15 minut, więc to żaden grzech.

K.Ż.: No niezupełnie, bo żyję z facetem, który jest punktualny aż do bólu. Cezary po prostu dostaje szału, gdy widzi, że ja jeszcze nie jestem gotowa. Po prostu obraca się i wychodzi. To wszystko przez moje dążenie do bycia perfekcjonistą, a to nie zawsze udaje się w życiu. Już dawno mogłam pogodzić się, że wszystkiego i tak dobrze nie zrobię, ale cały czas walczę i próbuję. Jakie mam hobby? Lubię czytać książki i gazety. Staram się też być na bieżąco w polityce. Poza tym ja i Żak mamy wspólną pasję, którą jest kino. Poświęcamy mu w zasadzie cały wolny czas.

A.Z.: A jakiej kategorii filmy Państwo lubią?

K.Ż.: Właściwie nie mamy ulubionej. Oglądamy nowości, chodzimy na reżyserów, na aktorów. Ale lubimy też kino czeskie albo latynoamerykańskie. Jeśli tylko wyczytamy, że gdzieś jest dobry film, który warto zobaczyć, to idziemy do kina.

M.Ś.: Pani Kasiu, a jeżeli oglądacie, to tak jak normalni ludzie czy pod jakimś kątem?

K.Ż.: Zawsze pod kątem. Rozmawiamy o rzemiośle filmowym, ciekawych scenariuszach…

Drobnymi kroczkami w stronę płyty…

M.Ś.: Wiem, że bardzo lubi Pani śpiewać. Jest Pani aktorką teatru „Rampa”, który jest teatrem muzycznym. Nagrała Pani dwie płyty. Jedną z nich była płyta „Młynarski Jazz”, czyli interpretacje jazzowe tekstów Wojciecha Młynarskiego. Skąd wziął się pomysł?

K.Ż: W 1991 roku wzięłam udział w przeglądzie piosenki aktorskiej i zaśpiewałam tam „Kartoflankę” Wojciecha Młynarskiego. To była piosenka z 1959 roku. Jedna z pierwszych. Piotr Baron, z którym pracowałam, zaaranżował ją swingująco. Młynarskiemu bardzo się ta jazzowa wersja spodobała. Na tym przeglądzie dostałam wyróżnienie. Młynarski zaproponował mi swoją opiekę artystyczną i przygotowanie jego recitalu w teatrze we Wrocławiu. Miał sporo piosenek i standardów jazzowych, które kiedyś przetłumaczył.
Śpiewałam tam między innymi dwa utwory Włodka Nahornego – „Chianti” i „Księżyc nad Kościeliskiem”, które kiedyś wykonywała Łucja Prus. Na spotkanie z Młynarskim przyjechałam z Piotrem, który czuwał nad muzyczno-jazzowym kształtem utworów. Wybraliśmy piosenki i zagrałam ten recital u siebie w teatrze na małej scenie. Potem postanowiliśmy , że wyjdzie z tego płyta. Jeszcze później pan Włodzimierz Nahorny zaproponował mi, żebym zaśpiewała dwa utwory, napisane przez Loebla na płycie kolędowej. W tym roku, po dziesięciu latach, nastąpi reaktywacja tego programu. W grudniu planujemy koncert na Zamku Królewskim.

A.Z.: Ale własnej płyty Pani jeszcze nie nagrała. Na jednym z forów internetowych w 2001 roku wyznała Pani, że: „A tymi drobnymi kroczkami, to wychodzę sobie swoją płytę. Chociaż miałabym mieć 80-tkę na karku, bo to jest to marzenie, do którego spełnienia będę dążyć”. Jak jest z tym dążeniem?

K.Ż.: No właśnie ciężko, ale to dlatego, że nie mam pomysłu. Ale jak już się zrodzi, to cała reszta się znajdzie. Niestety praca teatralna na tyle wypełnia mój czas, że śpiewanie odkładam sobie do 80-tki (śmiech). Mam oczywiście świadomość, że tego nie można za bardzo odkładać, bo siłą rzeczy człowiek jest coraz starszy. Cały czas trzeba być warsztatowo w pełni sił, żeby zrobić takie przedsięwzięcie.

A.Z.: I marzenie trzeba spełniać.

K.Ż.: Marzenie trzeba spełniać.

„Bo aktorstwo to piekielny zawód”

A.Z.: A jeśli chodzi o aktorstwo, to przyszło ono tak samo z siebie?

K.Ż.: Sama nie wiem, jak to się pojawiło. Już w liceum bawiliśmy się w jakieś teatrzyki, szkolne występy. Moja matematyczka powiedziała mi, że mnie to właściwie tylko na scenę, bo kiepska z matematyki byłam (śmiech). Nie pochodzę jednak z rodziny, w której istnieją jakieś tradycje aktorskie. Mimo to zawsze interesowałam się teatrem, oglądałam wszystkie premiery, jakie grano w Toruniu, chodziłam na Festiwal Teatru Ziemi Polski Północnej. Nie sądziłam jednak, że aktorstwo może być pomysłem na życie. Po pewnym czasie zaczęło mi się to bardzo podobać.
W końcu w mojej głowie pojawił się pomysł, żeby zdawać do szkoły teatralnej. Już przed maturą zaczęłam się przygotowywać. Chodziłam na zajęcia i jakieś kółka. Zapragnęłam być aktorką, ale kompletnie nie wiedziałam, czym to się je, że jest to taki trudny, stresujący zawód, w którym przez całe życie człowiek musi coś komuś udowadniać i cały czas uczestniczy w castingach, a jego praca ciągle jest brana pod lupę. Oceniany jest każdy odcinek, każda scena, wypowiedź. A od czasu, gdy powstał internet, to już w ogóle strach boski! Bo aktorstwo to piekielny zawód. Dlatego gdy moja córka chciała zostać aktorką, odradziłam jej. Uważam, że aktorstwo to dla kobiety bardzo trudny zawód i trzeba być naprawdę utalentowanym i mieć dużo szczęścia. Tym bardziej, że trudno w tym świecie odnaleźć się osobom, które mają znanych rodziców, przede wszystkim znanego ojca.

„Mogę być prostytutką, albo matką…”

M.Ś: Pani Kasiu, to o czym Pani mówiła, to są cienie zawodu aktora. Proszę nam teraz dla równowagi opisać jego blaski. Tak pod kątem osób, które marzą o tym zawodzie.

K.Ż: Na pewno fascynujące jest to, że. Dzisiaj w teatrze staję się menedżerką, bardziej zainteresowaną seksem z młodymi chłopcami niż pracą. Gram Solejukową, komisarz policji w „Kryminalnych”, Danusię w „Klanie”. Szczególne możliwości odgrywania różnych ról daje teatr. Mogę być prostytutką albo matką… W teatrze Komedia jeżdżę na Harleyu z kaskiem w ręku i mam syna, którego podejrzewam o preferencje homoseksualne. Na pewno w swoim jednym życiu tego wszystkiego bym nie przeżyła.
To jest zdecydowany plus zawodu, że jeżeli ma się tę szansę, to można pobawić się postaciami. Wyobrazić sobie, jak się zachowują, wyglądają, śmieją, chodzą, jakie mają problemy…

M.Ś.: Czy etat w teatrze daje poczucie stabilizacji?

K.Ż: Nie, absolutnie nie.

M.Ś.: Czy nie boi się Pani braku pracy, braku możliwości realizacji?

K.Ż: Całe życie się boję. To jest zawód, w którym, tak naprawdę, bardzo mało zależy od nas samych. Nawet jeżeli sami zrobimy recital czy monodram, to i tak ktoś to musi sprzedać, musi wziąć do swojego teatru, ludzie muszą przyjść, kupić bilet. Jesteśmy cały czas uzależnieni od innych. Ktoś musi nas lubić, wierzyć w nasz talent, w nasze możliwości, umiejętności, warsztat i akurat w danej roli nas obsadzić. Bez względu na to, czy ma się dwadzieścia, czterdzieści czy sześćdziesiąt lat. To jest w życiu niewygodne, nie ma stabilizacji. Jest kilka aktorek w Polsce, które ją mają. Na pierwszym miejscu stawiam panią Krystynę Jandę-wielką gwiazdę! Zdenerwowana sytuacją teatru wzięła los w swoje ręce. Ale jakim okupiła to wysiłkiem i stresem, to tylko ona wie. Jako aktorka cały czas boję się, że nie będę grała. Jako kobieta myślę - no trudno, będę robić na drutach czapki do butików albo sprzątać, albo prowadzić warsztaty teatralne dla dzieci…. Jestem osobą, która nie boi się pracy, mogę robić różne rzeczy.

M.Ś.: Miała Pani w swojej karierze epizod kabaretowy…

K.Ż: Tak. Przez trzy lata występowałam w „Kabarecie pod Egidą”. Pan Jan Pietrzak obchodził na deskach naszego teatru swój jubileusz i chociaż współpraca nam się ciężko układała, to po zakończeniu zaproponował mi pracę u siebie. Zjeździłam z nim kawał Polski, byłam też za granicą. Muszę przyznać, że bardzo dużo się nauczyłam. Praca na estradzie jest niezwykle trudna, to zupełnie inny rodzaj uprawiania tego zawodu.

M.Ś.: A czy taki rodzaj aktorstwa podobał się Pani?

K.Ż: Tak. To jest kolejny rodzaj wyzwania w zawodzie aktora. Estrada jest niezwykle trudna. Tam jest tylko reflektor, mikrofon i człowiek jest odarty z reżyserii, z całej otoczki, którą daje film i teatr. Wielki sprawdzian, z którym nie wszyscy sobie radzą. Nie każdy kabareciarz jest dobrym aktorem i nie każdy dobry aktor jest świetnym kabareciarzem. Aktorzy lubią kabaret i wielu próbuje swoich sił.

M.Ś.:Pani Kasiu, w 1993 roku dostała Pani nagrodę Towarzystwa Przyjaciół Teatru dla młodego aktora. Za co?

K.Ż: Za recital, który śpiewałam, i role, które grałam. Zagrałam bardzo dużo ról w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu. Miedzy innymi Polly w „Operze za trzy grosze” Brechta, siostrę Annę w „Wariacie i zakonnicy”. Grałam bardzo dużo jak na młodą aktorkę i za całokształt dostałam nagrodę.

„To był dla mnie koniec świata”

A.Z.: Powiedziała Pani kiedyś, że nie chciałaby pracować z mężem, ponieważ: „Praca na planie wymaga współgrania na bardzo cienkich emocjach i trudno najbliższą osobę oszukać”. A jednak Państwa role przeplatają się czy to w „Miodowych latach”, „Klanie”, a teraz w „Ranczu”.

K.Ż.: Na szczęście w trzeciej serii „Rancza” sami widzieliście, jak byliście w Jeruzalu, co razem zagraliśmy. To było jedyne nasze spotkanie. W pierwszej serii mieliśmy zdjęcia na plebanii i kiedy ksiądz przyszedł do domu Solejuków odpędzać złe moce. Na początku dużo graliśmy razem w teatrze, np. w „Wariacie i zakonnicy” dwie główne role. Kiedyś, gdy Cezary zwracał mi uwagę, że mogłabym coś zagrać inaczej, był to dla mnie po prostu koniec świata. Nie odbierałam tych uwag jak koleżanka, tylko podchodziłam do nich bardzo osobiście, bo to mój mąż. Inaczej zwraca się przecież uwagę koledze, najczęściej w ogóle się tego nie robi, a inaczej komuś bliskiemu. A przecież każdy ma swój warsztat aktorski. Teraz oboje nabraliśmy do tego dystansu, a ja potrafię się wyluzować i robić swoje. Ale fakt faktem, tak się złożyło, że na początku dużo razem graliśmy. Czarek trafił do „Klanu” wcześniej ode mnie. Ja dostałam się po roku z castingu i okazało się, że gramy na tej samej klatce schodowej.
Siłą rzeczy musieliśmy mieć sceny razem. Nie było to w ogóle zaplanowane, chociaż i tak wszyscy mówią, że Żaku załatwił mi rolę. Momentami jest to dla mnie krzywdzące, dlatego nie chcę pracować z mężem.

M.Ś.: Pani Kasiu, słyszałam od pana Czarka, że w czasie zdjęć do „Miodowych lat” były spięcia i konflikty. Ale jak podkreślił Pani mąż, sam się potem uspokoił.

K.Ż.: Ja weszłam w coś, co trwało kilka lat. Wiadomo przecież, że każdy z nas jest innym aktorem i gdyby ktoś wszedł za Karola Krawczyka, to też inaczej zinterpretowałby tę postać. Cezary chciał dobrze, ale przeszkadzało mi to, że cały czas jestem pod ostrzałem. To rodziło napięcie między nami.

M.Ś: A jak sobie radzić, żeby nie przenosić takich stresujących sytuacji z pracy do domu?

K.Ż: To jest trudne. Do tego trzeba dorosnąć. Nauczyć się oddzielać pracę od domu. Na początku nie było to łatwe. Nie potrafiłam udawać, że uwagi męża na próbie są mi obojętne. To się zupełnie niepotrzebnie przenosiło na dom. Jak sobie z tym radzić? Dojrzeć, nauczyć się, że dotyczy to tylko planu, a dom jest domem. Tu jestem zupełnie kimś innym. Nie jestem ani Aliną, ani Solejukową, ani żadną postacią, którą gram. Można się tego nauczyć.

A.Z.: I się udało.

K.Ż.: Tak, rzadko ze sobą pracujemy i tak jest dobrze.

Z domem była ściema

A.Z: Na oczach telewidzów budowali państwo dom.

K.Ż: Z tym domem to była trochę ściema, bo to nie był nasz dom.

A.Z: Naprawdę? ( śmiech)

K.Ż: Gdy zaczęliśmy budować swój, produkcja tego programu zwróciła się do nas, czy nie wystąpilibyśmy w programie budowlanym. Zgodziliśmy się, bo chodziło nam między innymi o poznanie nowych technologii, które są na rynku. Program stwarzał takie możliwości. Nasz dom był wtedy w fazie fundamentów, przez co tylko początkowe sceny były w nim kręcone. Dlatego producenci znaleźli inny dom, który już był w fazie wykończeniowej.

A.Z: Co ta telewizja robi widzom (śmiech).

K.Ż: No właśnie szoku doznał pan, który przyjechał do nas zakładać alarm. Powiedział, że dałby sobie głowę uciąć, że w naszym domu są białe plastikowe okna, a u nas były zupełnie inne.

A.Z.: Urodziła się pani w Toruniu?

K.Ż.: Tak, jestem piernikarką.

A.Z.: Lubi pani pierniki?

K.Ż.: Uwielbiam, szczególnie toruńskie. Do dzisiaj, gdy jeżdżę do Torunia, moja mamusia kupuje mi w sklepie firmowym Kopernika takie pierniki, które pamiętam z dzieciństwa, a które też nie są masowo sprzedawane. To np. glazurowane pierniczki, nadziewane morelami albo te najpyszniejsze, katarzynki w kuwerturze. Wiecie, w latach 70-tych i 80-tych, kiedy słodycze były na kartki, sklep firmowy był furtką do wielkiego świata. Tam zawsze stało się w ogromnych kolejkach po tzw. odrzuty z taśmy, np. jakaś katarzynka nie do końca oblała się kuwerturą i oni to właśnie sprzedawali bez kartek. Do dziś pamiętam smak tamtych pierników i nie czekoladopodobnych wyrobów, ale takiej prawdziwej czekolady czy kuwertury. A wafle teatralne są najlepsze pod słońcem.

A.Z.: Kamil jedziemy do Torunia! (śmiech)

Kamil Cioma: Ok, nie ma sprawy.

M.Ś.: I tak nigdy się nie dowiesz, co to są wyroby czekoladopodobne (śmiech). Pani Kasiu, co jest dla Pani najważniejsze w życiu? Dla Katarzyny Żak najważniejsze w życiu jest…

K.Ż: Szeroko rozumiana miłość. Miłość do dzieci, męża, rodziców. Bez miłości, którą daję i którą dostaję od najbliższych, nie byłabym tą osobą, którą jestem. To jest dla mnie najważniejsze.

Rozmawiały Małgorzata Święs i Anna Zielonka
Fot. Radek Krążała "radek" (plan zdjęciowy serialu ''Ranczo'')

Kopiowanie i rozpowszechnianie wywiadu tylko za zgodą autorek
Ostatnio zmieniony 25 mar 2008, 8:54 przez admin, łącznie zmieniany 1 raz.
Forum Ranczersów

Awatar użytkownika
zbycho
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 344
Rejestracja: 22 gru 2006, 12:21
Lokalizacja: Wilkowyje

25 mar 2008, 8:42

Dziękuję za wywiad.Nawiasem mówiąc tak wielkie zdolności aktorskie to chyba u państwa
Żaków rodzinne.Pan Cezary gra dwie odmienne postaci a pani Katarzyna z pięknej nimfy
przeistoczyła się w zabiedzoną,wyniszczoną życiem,kobietę.
Gdyby jeszcze udzielili rady Kusemu jak to się robi że w trzeciej serii wygląda się tak samo jak w pierwszej,to było by super,jak mawia Klaudia. :-P
[b]Bo nawet gdy się boisz,to boisz się Ty.I nawet jeżeli cię pocieszają,że nie ma się czego bać,to i tak sie boisz.
To jest Twój strach.Nikt tego za ciebie nie poczuje[/b].

Awatar użytkownika
Bogna23
Moderator
Moderator
Posty: 715
Rejestracja: 22 gru 2006, 20:17
Lokalizacja: Podkarpacie
Podziękował(a): 71 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 145 razy
Kontakt:

25 mar 2008, 16:23

Świetna robota jak zwykle! Dzięki dziewczyny! i wielkie brawa :super: :hurra: :super:

Marcin
Moderator
Moderator
Posty: 436
Rejestracja: 24 lip 2007, 0:23
Lokalizacja: Ryki / Sierskowola
Podziękował(a): 18 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 15 razy
Kontakt:

25 mar 2008, 16:24

Gosia.Ania no i Kamil świetna robota. ;-) ;-) jestem pod wrażeniem

shy Ann
Zaangażowany komentator
Zaangażowany komentator
Posty: 65
Rejestracja: 27 sty 2007, 15:41
Lokalizacja: stolica Wlkp.
Kontakt:

25 mar 2008, 23:04

Wspaniały wywiad !!! Fascynujący, ukazujący panią Kasię pod wieloma aspektami nie tylko życia zawodowego, ale też nieco prywatnego. Pełen finezji, z przemyślanymi pytaniami. Przyjmijcie i moje gratulacje :kwiatek: :ok:

Awatar użytkownika
Julit
Aktywny forumowicz
Aktywny forumowicz
Posty: 80
Rejestracja: 28 sie 2007, 15:09
Lokalizacja: Rybnik
Kontakt:

26 mar 2008, 20:50

Muszę przyznać, że robicie coraz to lepsze wywiady i oby tak dalej, bo ten był świetny! ;-)

Mallrosi
Nowicjusz
Nowicjusz
Posty: 9
Rejestracja: 02 kwie 2008, 15:02
Lokalizacja: Chorzów/Koeln
Kontakt:

03 kwie 2008, 3:12

bardzo fajny wywiad, z przyjemnoscia go przeczytalam:-)
Cezarego Zaka pamietam zaraz z poczatkow Klanu, pozniej tylko z prasy:-), pania Kasie tylko z wywiadow w prasie, Miodowych lat nie widzialam nigdy.
Przyznam, ze ogladajac pierwsze odcinki nie wiedzialam kto gra postac Solejukowej, zerknelam na napisy koncowe i tez bylam zaskoczona:-)

Awatar użytkownika
yoanna
Elitarny komentator
Elitarny komentator
Posty: 231
Rejestracja: 31 sty 2008, 12:03
Lokalizacja: z daleka

03 kwie 2008, 15:24

ja też pierwszych kilka odcinków nie skojarzyłam kto gra Solejukową. niby znam ale nie potrafiłam dopasować nazwiska. potem jakoś samo przyszło( rzadko zwracam uwagę na napisy). charakteryzacja robi swoje :)

Awatar użytkownika
Arpik
Super User
Super User
Posty: 313
Rejestracja: 14 maja 2009, 14:39
Lokalizacja: Mielec
Otrzymał(a) podziękowań: 5 razy

16 lip 2009, 13:38

Solejukową zagrała rewelacyjnie,niestety Aliną Krawczyk była beznadziejną.
Poza tym to doskonała aktorka i wspaniała kobieta.
"Fleksja,to Pańska suka była..."

Ewa47
Super User
Super User
Posty: 1061
Rejestracja: 06 lip 2009, 21:41
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował(a): 46 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 12 razy

26 lip 2009, 20:51

Wspaniały wywiad ja też nie poznałam, że Sulejakową gra K. Żak.Lubię p.Kasię Żak, wygląda na miłą i sympatyczną osobę no i oczywiscie jest dobra aktorką Wspaniale odtworzyła postac Sulejakowej.
Ewa

Awatar użytkownika
agata
Nowicjusz
Nowicjusz
Posty: 13
Rejestracja: 30 maja 2009, 12:47
Lokalizacja: Łódź

01 mar 2010, 14:30

Wspaniały wywiad pozdrowienia dla Pani Kasi Żak

Lady123
Nowicjusz
Nowicjusz
Posty: 2
Rejestracja: 19 wrz 2013, 15:16

19 wrz 2013, 15:24

Zapraszam do polubienia fanclubu pani Kasi Żak na facebooku :)
https://www.facebook.com/pages/Katarzyn ... 6996305530

hdasdha
Nowicjusz
Nowicjusz
Posty: 4
Rejestracja: 20 wrz 2013, 18:00
Kontakt:

20 wrz 2013, 18:03

Świetna aktorka i przesympatyczna kobieta
Niestety niewielu ludzi naprawdę posiada optymalną wiedzę o seksie - to wielka szkoda, bo wystarczy nieco się podszkolić, czytać chociażby blog erotyczny https://salon-zmyslow.pl, aby stać się zauważalnie lepszym kochankiem.

lukasz39
Nowicjusz
Nowicjusz
Posty: 4
Rejestracja: 06 sty 2014, 16:47
Kontakt:

06 sty 2014, 22:21

hdasdha pisze:Świetna aktorka i przesympatyczna kobieta
To prawda. Szkoda tylko, że wywiad jest już trochę stary...
Trzeba przyznać, że kredyty hipoteczne Warszawa http://dobrekredyty.com.pl/kredyty-hipoteczne w instytucjach bankowych to niemalże same zalety.

red2
Nowicjusz
Nowicjusz
Posty: 4
Rejestracja: 16 gru 2013, 0:56
Kontakt:

08 sty 2014, 2:43

Uwielbiam takie sympatyczne wywiady
Dlaczego kredyty bez BIK cieszą się tak dużą popularnością? Przede wszystkim po taki kredyt samochodowy Warszawa http://www.kredytyhipotecznewarszawa.pl/kredyty-samochodowe może sięgnąć właściwie każda pełnoletnia osoba. Nie istnieją wymogi w tym zakresie.

ODPOWIEDZ