Wywiady z Pawłem Królikowskim

W tym dziale znajdziecie nasze autorskie wywiady z ekipą serialu.
Awatar użytkownika
admin
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1148
Rejestracja: 15 gru 2006, 17:42
Lokalizacja: M@zowsze
Podziękował(a): 367 razy
Otrzymał(a) podziękowań: 712 razy
Kontakt:

19 gru 2006, 21:20

Poniżej publikujemy obszerne wywiady, których Paweł Królikowski udzielił specjalnie dla naszego forum. Aktora "przepytywały" nasze koleżanki z forum, w tym przede wszystkim Gosia.

Powrót do aktorstwa

P.K: Do aktorstwa wróciłem po wielu latach nie pracowania w zawodzie, pracowałem w telewizji jako reżyser. Długo się nie pokazywałem, wręcz patologicznie się nie pokazywałem, po prostu nie lubiłem. A potem mi się odwidziało, w drugą stronę mi poszło w niemieckie dziurki ( śmiech) i jakoś tak poszło.

Ja: Wiem, że w telewizji robił Pan program dla dzieci "Truskawkowe studio", zresztą bardzo fajny.

P.K: Tak, tak. Do pewnego czasu byłem dumny z tego programu, a potem już oglądalność i pieniądze wykończyły jak gdyby formułę, która była dość kosztowna. 90% tytułów z ostatnich 10 lat nie wstydzę się.

Ja: Bardzo mi się Pan podobał w "Opowieściach Harleya". Jest tam pana piosenka.

P.K: Ja to nakręciłem będąc jeszcze studentem IV roku szkoły teatralnej.

Ja: Wiem to był 1987 rok, ale piosenka jest super.

P.K: A wiesz kto śpiewał tą piosenkę?

Ja: Wiem, Mietek Szcześniak.

P.K: Tak, Mietek Szcześniak.

Ja: Ale to pana piosenka?

P.K: Ale to było dość skomplikowane. Reżyser nie zdawał sobie sprawy z tego. Myśmy to nagrali kamerą i dźwiękiem takim po prostu w plenerze, a potem do tego wszystkiego w studio aranż zrobił pod gotowe...i to trochę widać.

Ja: Tak, funkcje gitarowe (widoczne na ekranie) nie zawsze zgadzają się z muzyką. Piosenka jest świetna. Chciałam to gdzieś znaleźć.

P.K: Nigdzie nie ma.

Ja: Szkoda.

P.K: Takie to były czasy, że te filmy gdzieś przepadały.

Ja: Panie Pawle, jeszcze jedna rzecz, o którą muszę zapytać, bo prosili mnie o to forumowicze. Wiem, że Pan reżyser Adamczyk planuje spotkanie ekipy i aktorów z Ranczerami w Jeruzalu. Wiem, że to ma być w październiku, ale nie znamy jeszcze dokładnej daty.

P.K: Ja też nie wiem kiedy.

Ja: Chciałam zapytać czy pan będzie?

P.K: Oczywiście, że będę.

Ja: Problem polegał na tym, że Pan gra głównie w dworku, a spotkanie ma się odbyć w Jeruzalu.

P.K: Skomasowane są zdjęcia w dworku dlatego, że nie można wejść komuś do domu na dwa miesiące i mu sparaliżować życia. W Jeruzalu mamy plenery i tam możemy sobie siedzieć ile nam się chce. Ja rzeczywiście mam bardzo dużo scen w dworze. Dlatego dwór jest tak nabity scenami. Mnie się to nawet nie bardzo uśmiecha, bo to jest katorżnicza robota. Tam trzeba po prostu po kilkanaście scen dziennie zagrać, żeby to się skończyło.

Ja: Jeszcze chciałam o coś zapytać. Czy ten dworek był rzeczywiście remontowany w czasie zdjęć.

P.K: On był przysposobiony scenograficznie. On był w stanie bardzo przyzwoitym. Tam mieszka przecież rodzina. Ludzie mieszkają i to takie dosyć znane nazwisko. Nie wiem czy wogule powiedzieć. Pan Potylicki, brat tego słynnego generała Potylickiego dowódcy "Gromu". Pan jest lekarzem. Ma chyba czwórkę dzieci. Są postaciami znaczącymi w okolicy.
Scenografia przysposobiła ten dom na ruinę, a potem go znowu odświeżała.

Ja: Trochę od reżysera, trochę od aktorów wiemy, że aktorzy drugoplanowi mają wyjść w drugiej części bardziej na pierwszy plan. Czy to oznacza, że Kusy i Lucy będą w drugiej części trochę mniej pokazywani.

P.K: Dziecko, Nic nie wiem, nic nie wiem. Ja ci powiem uczciwie, że przeczytałem gdzieś około 70 % scenariusza. Wczoraj nad ranem skończyłem zdjęcia do Pitbula. Tam miałem 40 dni zdjęciowych i się po prostu urobiłem jak dziki wół. Dzisiaj byłem drugi raz w Ranczu u Adamczyka. Było miło. Wariata ze mnie zrobił tam trochę.(śmiech)

Ja: O, to ciekawe bo Kusy jest bardzo mądry.

P.K: Nie, nie w tym sensie. Takie sceny agresywne były.

Ja: Nie uważa Pan, że to jest "sadyzm" skończyć serial w takim momencie nie mając pewności,że będzie druga część? ( chodziło mi o Kusego i Lucy)

P.K: Druga seria zaczyna się od podobnego wątku i naprawdę scena jest mocna (śmiech).

Ja: To wszystko. Dziękujemy bardzo.

Obrazek Obrazek

Foto© Gosia & http://www.ranczo.org


"Jestem człowiekiem szczęśliwym"


Gosia: Powiedz mi Paweł, jak to się stało, że aktor, który, jak sam mi powiedziałeś we wrześniu, patologicznie nie pokazywał się przez wiele lat, bo nie lubił, nagle zagrał jedną z głównych ról w takim świetnym serialu jak „Ranczo”?

P.K: W „Ranczu” to była jakby kolejna taka sytuacja po powrocie do zawodu, bo do zawodu ja wróciłem w 2004 r. i zagrałem u Witka Adamka w „Czwartej władzy”. To były takie cztery godzinne odcinki.

Gosia: Oczywiście oglądaliśmy „Czwartą władzę”. Zresztą niedawno była w TVP.

P.K: Tak, jakieś powtórki były.

Gosia: Dobrze – to był jeden film, w którym grałeś główną rolę i więcej takich głównych ról chyba nie było?

P.K: Potem była podobno bardzo udana rola w „ Na dobre i na złe”.

Gosia:Ale to nie główna.

P.K: Nie szkodzi, ale jak jest strzał w dychę, to wystarczy w jedną tarczę strzelić.

Gosia: Oczywiście nam się bardzo podobasz w „Na dobre i na złe”, chociaż najbardziej nam się podobasz w „Ranczu”.

AAAlinka: Jest to serial kultowy.

P.K: Popatrzcie, często kręcą takie byle jakie seriale i już czwartą albo piątą transzę robią, a my mieliśmy takie kłopoty, żeby drugą w ogóle uruchomić.

Gosia: Oczywiście, wiemy o tym. Wszystko na bieżąco śledzimy od początku. Dobrze, że będzie.
Powiedz mi: Czy Kusy to trudna rola? Czy długo przygotowywałeś się do tej roli? Chodzi mi o to, czy bardzo trudno pokazać tą przemianę Kusego, bo przecież Kusy w pierwszym odcinku jest zupełnie innym facetem niż w trzynastym? Wydaje mi się, że bardzo ładnie widać tę przemianę. Czy to było trudne?


P.K: Nie było specjalnie trudne. To trochę tak jest, że ja tak myślę o tym swoim grywaniu, że jest to któraś tam moja strona. Z jednej strony jestem dusza człowiek, a z drugiej strony mam w kieszeni nóż. Tak też jest z Kusym, że on jak poodlepiał te wszystkie śmiecie i liście, które na nim były, to się okazuje, że pod tym wszystkim jest jakiś taki trochę fajniejszy człowiek, ładniejszy, może pogodniejszy.

Gosia: Inteligencję Kusego widać od pierwszego odcinka, tutaj nie ma jakichś wątpliwości, że Kusy jest bardzo inteligentny.

P.K: Widać. Ma szczególną inteligencję do pędzenia bimbru. Genialnie.

Gosia: Nie, no poza pędzeniem bimbru ma niezłe pomysły i widać jego inteligencję.

P.K: Wracając do pytania, to to nie jest trudne, jeżeli się wie, co się robi. Tak się mówi, że się prowadzi postać, ale w filmie to jest zawsze wypadkowa pracy reżysera, montażysty i aktora. Operatora też w jakimś sensie.

Gosia: No i scenarzystów oczywiście, a ja uważam, że „Ranczo” ma bardzo dobry scenariusz.

P.K: Ja uważam, że Brutter z Niemczukiem to są najlepsze polskie pióra, polskich scenariuszy serialowych i filmowych. Oni fantastycznie piszą.

Gosia: Paweł, powiedz mi, ile dałeś z siebie Kusemu? Na ile Kusy jest do ciebie podobny?

P.K: (chwila zastanowienia) Wiesz co, dużo.

Gosia: To znaczy, jakie cechy charakteru dałeś Kusemu z siebie?

P.K: Nie da się tak powiedzieć. Naiwnością jest sądzić, że buduje się postać mówiąc, że on będzie miał określone cechy, będzie taki czy śmaki. Niby tak, teoretycznie niektórzy rozmawiają, mówią, że tak się pracuje. Ja tak nie pracuję. To jest zawracanie głowy. Kusy ma dużo ze mnie, ale Kusy to nie ja.

Gosia: To na pewno. Nigdy nie jest tak, że gra się siebie, prawda?

P.K: Gra się sobą. To jest fakt.

Gosia: Sobą, ale nie siebie.
Nie wiem, czy będziesz mi mógł odpowiedzieć na to pytanie. Powiedz chociaż „tak” albo „nie”. Czy w drugiej części „Rancza” poznamy imię Kusego?


P.K: Nie odpowiem na to pytanie.

Gosia: Chociaż „tak” albo „nie”.

P.K: Już powiedziałem, że nie odpowiem na to pytanie,

Gosia: Trudno, a już myślałam, że się uda.

P.K: Ja wiem, jak Kusy ma na imię, ale nie mogę odpowiedzieć na pytanie, które mi zadałaś.

(Tak na marginesie to myślę, że jeżeli Paweł zna imię Kusego, to oznacza, że ono jest ustalone. W pierwszej części nie było, więc najprawdopodobniej poznamy je w drugiej części.)

Gosia: W ostatnim „TeleTygodniu” ukazało się takie zdjęcie, gdzie Kusy siedzi przed sztalugami. Wczoraj na forum ukazało się kolejne zdjęcie, na którym Kusy niesie wielkie płótno. Czy to oznacza, że Kusy będzie malował w drugiej części?

P.K: Tak, on bardzo dużo maluje, już mam dosyć tego malowania.

Aaalinka: Sam Pan to robi?

P.K: No nie. To z przyczyn technologicznych jest niemożliwe. Z przyczyn produkcyjnych jest to niemożliwe. Tu jest potrzebne po kilka takich samych obrazów.

Gosia: Powtórzę pytanie, które Ci zadałam we wrześniu. Wtedy powiedziałeś mi, że nie przeczytałeś całego scenariusza ze względu na „Pitbulla” i różne inne rzeczy. Myślę, że teraz już przeczytałeś scenariusz. Czy w związku z tym, że aktorzy drugoplanowi mają w drugiej części „Rancza” wyjść bardziej na pierwszy plan, Kusy i Lucy będą mniej pokazywani?

P.K: Nie. Ale z tego co wiem, ze scenariusza wynika, że nie ma aktorów drugoplanowych. Są jakby oznaczone role cyferkami 1, 2, 3, 4, 5, 6…, ale od roli 5 do 10, czy nawet 15, to te role są bardzo podobne, jeżeli chodzi o zawartość. Czyli one są pełne, jest ich dużo i ten scenariusz jest jak gdyby bardziej nasycony, więcej się dzieje, więcej jest interakcji, każda postać ma do czynienia z innymi postaciami. Jest bardzo nasycony, gęsty, dużo bardziej gęsty niż pierwsza część.

Gosia: Wrócę do jeszcze jednego pytania z września. Moja koleżanka pytała o ostatnią scenę z Lucy. Rozumiem, że nie możesz ujawniać, co było dalej, ale powiedziałeś wtedy, że druga seria zaczyna się od tego samego wątku i scena jest mocna.

P.K: Od kontynuacji tej sceny.

Gosia: W jakim sensie ona jest mocna?

P.K: Nie powiem, bo cały smak odbiorę, jak powiem, naprawdę.

Gosia: Patrzcie – no nie da się wkręcić. Ale była mocno śmieszna, czy mocno odważna?

P.K: Nic nie powiem ci, Małgośka, bo to naprawdę nie byłoby w porządku wobec ciebie, naprawdę, nie byłoby niespodzianki.

Gosia: Może i tak obejrzymy wcześniej 14 odcinek, jeżeli pan Strzembosz dotrzyma słowa.

P.K: No to może. Ja bym nie puścił.

Gosia: Powiedz mi, czy w dworku szykują się jakieś zmiany? Chodzi mi o zmianę dekoracji.

P.K: Nie, nie.

Gosia: Żadnych nowych mebli? Nic?

P.K: Coś tam jest, ale ja tego nie widzę.

Gosia: Myślę, że te meble, o które mi chodzi, to byś zauważył.

P.K: Aha, kołyskę?

Gosia: Nie, no bez przesady. Za szybko by było. Wiesz, u Lucy takie wąskie to łóżko jest, na górze u Ciebie też nie bardzo są warunki…

(W tym momencie podeszła do nas jakaś kobieta z obsługi i przerwała wątek. Ech, nie mogła sobie lepszego momentu wybrać.)

Gosia: Paweł, w TV reżyserowałeś program muzyczny „Truskawkowe studio”.


P.K: Byłem autorem tego programu.

Gosia: W „ Opowieści Harleya” jest skomponowana przez Ciebie piosenka.


P.K: Dwie są.

Gosia: Ta druga też jest Twoja?

P.K: Tak. Wszystkie piosenki w „Opowieści Harleya” są moje.

Gosia: Naprawdę?

P.K: Tak.

Gosia: Czy tą drugą też śpiewa Mietek Szcześniak?

P.K: Tak.

Gosia: Myślałam, że tylko jedna. Wiem, że grasz na gitarze i na pianinie, a nie znalazłam nigdzie informacji na temat Twojego wykształcenia muzycznego.[ Masz wykształcenie muzyczne?


P.K.: Jestem samoukiem.

Gosia: Czyli nie masz wykształcenia muzycznego?


P.K: Nie.

Gosia: O, to bardzo ciekawe. To powiedz mi, jak to się stało, że takiemu młodziutkiemu aktorowi, bo w 87 r. byłeś młodziutkim aktorem...


P.K: Ha, ha, ha, młodziutkim.

Gosia: Byłeś na czwartym roku szkoły teatralnej, no to bez przesady, stary nie byłeś, prawda?


P.K: No, nie byłem.

Gosia: Jak to się stało, że takiemu młodziutkiemu aktorowi powierzono napisanie piosenek do „Opowieści Harleya”?


P.K: Ja je napisałem, pojechałem do reżysera, zaśpiewałem, potem Krzesimir Dębski obrobił je w studiu i tyle. Spodobał mu się pomysł, żeby był jak gdyby taki piosenkowy, przydrożny narrator w tym filmie.

Gosia: Bardzo fajnie to wyszło. Bardzo mi się to podoba.


P.K: To fajny film jest.

Gosia: Fajny, bardzo sympatyczny.


P.K: Nigdzie go nie ma . Nawet muzyki nie ma jak ściągnąć z tego filmu.

Gosia: A my mamy dla Ciebie ten film.

P.K: Żartujesz?

Gosia: Nie, nie żartuję.

P.K: A skąd ty go masz.

Gosia: Ha, jak się bardzo chce, to się wszystko znajdzie.


P.K: Jezu, dzięki piękne, dzięki wielkie. Ja na to nie mogłem trafić, a chciałem to mieć w domu.

Gosia: Widzisz, a my trafiliśmy.

Aaalinka: Praca zespołowa.


Gosia: Tak, to praca zespołowa. Głównie moja i Alinki.


Singri: Ja też mam coś dla Pana.


P.K: Tak, a co to jest.

Singri: To jest króliczek.


P.K: O matko! Bardzo mi miło.
(Paweł czyta tu wierszyk I.K.Gałczyńskiego oryginalnie o wróbelku, trochę przerobiony na forum, a wpisany do laurki przez Singri) No pięknie, pięknie.

Gosia: Kasia teraz spłonie po prostu.


P.K: Nie, nie ma powodu.

Gosia: Wróćmy jeszcze do Twoich zdolności muzycznych. Czy reżyserowi Adamczykowi nie przyszło do głowy wykorzystanie tych Twoich zdolności w „ Ranczu”?


P.K: Nie, na razie nie.

Gosia: Szkoda. Ja bym widziała na przykład taka scenkę: Kusy i Lucy przy kominku, jakaś gitara...


P.K: Może im to do głowy przyjdzie kiedyś. Na razie nie ma takiego pomysłu.

Gosia: Do „Truskawkowego studia” skomponowałeś około 200 piosenek...


P.K: Nie, około stówy.

Gosia: Dobrze, załóżmy, że sto.


(W tym momencie Paweł szybkim ruchem odsłania zielony materiał z fortepianu, przy którym staliśmy, podnosi klapę i zaczyna grać i śpiewać piosenkę z „Truskawkowego studia”).


Gosia: To zagraj mi jeszcze piosenkę z „Opowieści Harleya.
(No i oczywiście Paweł znów gra i śpiewa. Żałujcie, że was tam nie było. Naprawdę bardzo fajnie gra.)



Gosia: A czy teraz coś komponujesz? Zdarza Ci się?


P.K: Zdarza, ale to tak...

Gosia: Paweł, nie podciąłeś włosów.

P.K: Jeszcze nie, ale mi pewnie obetną.

Gosia: No, to ja mam nadzieję, że w drugiej części „Rancza” zobaczymy rewelacyjne, fantastyczne, super spojrzenie Kusego spod grzywki?


P.K: Gośka, w drugiej części są już takie spojrzenia. Słyszałem, że operator z reżyserem dostrzegli już to spojrzenie.


Gosia: My dostrzegliśmy dawno.


P.K: Kilka razy się zdarzyło, że mówili do mnie „oczy, Królik, oczy”.

Gosia: Oczy są bardzo ważne, ale musi być też grzywka. To musi być spojrzenie spod grzywki.


P.K: Aha.

Gosia:W pierwszej części „Rancza” dosyć długo chodziłeś zarośnięty. Chyba jeszcze bardziej niż w tej chwili.

P.K: Tak.

Gosia:A co na to Twoje malutkie córeczki. Nie przeszkadzało im to?


P.K: Nie.

Gosia: Nie bały się tatusia takiego nie ogolonego?


P.K: Nie. Ja się generalnie golę. Teraz ten zarost to jest do „Rancza”.

Gosia: Rozumiem, że to jest taki artystyczny zarost, a nie powrót Kusego do nałogu?


P.K: Nie, nie, to jest artystyczny zarost.

Gosia: Nasi forumowicze zwrócili uwagę na to, że w pierwszej części „Rancza” miałeś świetną komitywę z Hotdogiem, to znaczy z tą suczką, która grała.


P.K: Dzisiaj właśnie zagrałem piękną scenę z Hotdogiem też.

Gosia: To jest suczka, prawda?


P.K: Tak. Dwie suki.

Gosia: A, czy to jest tylko wynik tresury, czy masz takie dobre podejście do zwierząt?


P.K: Trochę was rozczaruję. Nie lubię, jak się angażuje zwierzęta i dzieci do filmu. Dlatego że wiem, że to nic dobrego z tego nie wyniknie. Dopóki to dziecko albo zwierzę tak sobie chodzi, jak sobie chce, to jest OK, ale stawianie zbyt dużych wymagań takich treserskich mnie irytuje. Lula, która gra Hotdoga, jest taka sympatyczna i miła. Poza tym Adamczyk za dużo nie wymaga od niej. Wystarczy taka, jaka jest. Szczeknie, popatrzy, dostanie kawałek kabanosa. Nie ma tam jakichś kaskaderskich scen.

Gosia: W „Opowieści Harleya” jest taka scena, gdzie spod płaszcza wychodzi Ci na gitarę żaba. Wychodzi, siada i słucha, jak grasz. Jak to zrobiłeś, że ta żaba Ci nie zwiała?


P.K: Nie pamiętam, jak to zrobiłem.

Gosia: Zastanawia mnie to, że ta żaba nie ucieka. Wiesz, ja też bym pewnie nie uciekała, jak byś mi grał, ale żaba jest żaba.


Ola: Może jest żyłką przywiązana?


P.K: Nie, nie była przywiązana. Siedziała.

Gosia: Jakby była przywiązana, to by się wyrywała, a ona kulturalnie siedziała na gitarze i słuchała, jak jej Paweł gra.


P.K: Siedziała. Pamiętam, że siedziała. Żaba siedziała.

Gosia: Nie pamiętasz, jak to zrobiłeś?


P.K: Teraz zaczynam kojarzyć, ale nie do końca.

Gosia: Jak sobie obejrzysz, to skojarzysz.

P.K: Pamiętam, że siedziała.

Gosia: Dobrze. Zmieniamy temat. W tej chwili możemy oglądać na ekranach. Ciebie, Twoją żonę, brata, syna i córkę.


P.K: Tak.

Gosia: A, powiedz mi czy w twojej rodzinie były wcześniej jakieś tradycje aktorskie?


P.K: Nie, nie było, ale rodzice są nauczycielami. Nauczycielstwo to jest też trochę takie aktorstwo.

Gosia: Coś o tym wiem.


Gosia: Czy chciałbyś zagrać jakąś rolę szekspirowską?

P.K: Nie, nie chciałbym.

Gosia: Dlaczego?


P.K:Ja nie mam takich marzeń, żeby zagrać jakąś rolę.

Gosia: Nie masz takiego marzenia, żeby zagrać jakąś konkretną rolę?


P.K: Nie, nie mam. Ja się w teatrze źle czuję. Nie rusza mnie to.

Gosia: A czy była taka rola, w którą włożyłeś najwięcej siebie?


P.K: Tak. Siebie nie, ale dużo pracy i dużo potu.

Gosia: Chodzi mi o najwięcej własnych cech charakteru.


P.K: To nie było takiej roli.

Gosia: A czy w związku z tym, że czwórka z was w tej chwili w domu gra, czy konsultujecie między sobą role?


P.K: Nie, coś ty.

Gosia: Paweł, a czy chciałbyś zagrać z żoną? Wielu aktorów gra ze swoimi żonami?


P.K: Ja nie chciałbym, żeby padło takie pytanie. Dlatego, że czasem są konflikty na tym tle między nami. Małgośka chciałaby ze mną pracować, robić coś razem, a ja po prostu taki jestem chłop, taki samiec po prostu. Ja rodziny do roboty nie lubię prowadzać.

Gosia: Ale Twoja żona jest też aktorką.


P.K: Nie szkodzi, ale mi to przeszkadza po prostu. Nie żona mi przeszkadza, tylko przeszkadza mi to, że ja bym rodzinę do roboty prowadził.

Gosia: Wiem, że był w Twoim życiu taki okres, kiedy było trochę gorzej z pracą.


P.K: Kilka razy.

Gosia: Teraz grasz dosyć dużo, bo i w „Pitbullu”, i w „Ranczu”, i w kilku innych filmach, ale gdyby się tak złożyło, że nie będziesz grał, nie będzie ról, to masz jakiś pomysł, co chciałbyś robić? Wrócisz do reżyserowania, czy masz jakiś inny pomysł?

P.K: Słuchaj, ja nie mam takich precyzyjnych myśli, co będę robił, wiem, że muszę i lubię pracować. Mnie w zasadzie jest dość obojętne, czy gram, czy reżyseruję. Jak przyjdzie mi pomysł i motywacja, żeby zacząć coś tam ustawiać w telewizji, to tak to zrobię, bez względu na to, czy będę miał propozycję do grania, czy nie.
To jest kwestia taka, że u nas w kraju jest różnie z pracą, a ci, którzy wykonują zawody artystyczne, to się tylko tak wydaje z kolorowych czasopism, że aktorzy mają dużo pracy, że zarabiają. To jest przereklamowana sytuacja. Ja uważam, że artyści w tym kraju, aktorzy, ludzie mediów, w znacznej większości to są ludzie upośledzeni finansowo. Bardzo niewielka garstka aktorów zarabia powyżej średniej krajowej i to też nie jest właściwie zarabianie z zawodu, tylko z jakichś takich rzeczy jak nazwisko, robią kampanie reklamowe. To jest bardzo skomplikowane. My jesteśmy bardzo biednym krajem, ale nie w sensie materialnym, tylko duchowo. U nas naprawdę bardziej się liczy coś, co jest konkretne, takie do ręki, takie co można zjeść, zamknąć w garażu, położyć w lodówce, a że ktoś tam jeździ po szkołach, robi przedstawienia, wiersze, uwrażliwia – to generalnie ludzie mają go w du***, bo im się wydaje, że jak się w kasie zgadza, to się wszystko zgadza.

Gosia: Startowałeś do szkoły teatralnej w 83 roku. Moim zdaniem oprócz tego, że był to bardzo trudny okres dla Polski, to był to chyba najgorszy moment na zaczynanie kariery aktorskiej. W TV bojkot, w teatrach też różnie bywało…


P.K: Nie myślałem o tym.

Gosia: Nie myślałeś o tym? Nie bałeś się, że nie będziesz grał?


P.K: Nie myślałem takimi kategoriami. Chciałem skończyć uczelnię artystyczną, po prostu. Chciałem skończyć uczelnię artystyczną, bo czułem, że tam jest mój świat, z którym ja będę się porozumiewał. Nie pójdę na polibudę, nie pójdę na architekturę, na uniwersytet, bo tam by mnie nic nie trzymało. Ja czułem od małego, że chcę być artycha i to na dobre i na złe. Tak to miałem.

Gosia: Dobrze. Zmienimy temat. Wiem, że lubisz remontować stare samochody.


P.K: Tak.

Gosia: A, przy nowych też grzebiesz?


P.K: Też.

Gosia: A zdarza Ci się pomagać przyjaciołom, albo znajomym?


P.K: Aż takiej działalności nie prowadzę. Doradzić – tak. Ja mam fajnie, ponieważ mam sąsiadów takich, którzy są bardzo dobrymi mechanikami. Takie prawdziwe rzeczy mechaniczne to im powierzam i oni to robią z dużą umiejętnością. Ja bym sobie z tym poradził, tylko że by to długo trwało.

Gosia: Pytanie od naszych panów z forum. Czy interesujesz się sportem, czy kibicujesz jakiejś drużynie piłki nożnej?

P.K: Nie. Ja nie lubię kibicowania. Lubię sportowców, lubię sport, ale nie lubię kibicowania. Nie lubię tego typu igrzysk. Uważam, że mnie to obraża. Pamiętam jak robiłem kilka lat temu taki krótki film dokumentalny o Otylii Jędrzejczak. Przyjrzałem się Otylii, jej koleżankom i kolegom, jak oni pracują, jak u nich powstaje, jak rodzi się sukces z miłości do sportu, radości obcowania z własnym wysiłkiem, pokonywania siebie samego. Zobaczyłem ile w tym jest pogody, zabawy, takiej fajnej pasji, czystości. Robiłem Otylii i jej kolegom zdjęcia podwodne w basenie. Tam widziałem naprawdę fantastycznych, młodych, szczerych, prawych ludzi, którzy interesują się sportem na poziomie olimpijskim. Tym szlachetnym, klasycznym sportem, a nie hucpą, jak te nasze nadymane lalki z drużyn piłkarskich, które są bardziej znane z reklamy niż z osiągnięć sportowych.


Paweł. Takie osobiste pytanie. Masz fajną rodzinę, żonę, dzieci. Jesteś człowiekiem szczęśliwym, czy chciałbyś coś zmienić w swoim życiu?


P.K: Jestem człowiekiem szczęśliwym.

Gosia: No, to fajnie.

P.K: Ja wiem, że to jest takie bardzo rzadko wypowiadane słowo, ale jak człowiek je wypowiada, to wie, jaką ma wagę, jaką ma wartość, i jak warto o to szczęście zabiegać. Czasem trzeba zdobyć się na taką odwagę, żeby powiedzieć sobie, że jestem szczęśliwy mimo wszystko. Przyjrzeć się sobie po prostu światu dookoła i przestać gadać bzdury, że jest tak, śmak, owak. Nauczyć się budować szczęście i je nieść w ręku i iść z nim za rękę. A nawet jak cię czekają złe rzeczy, to też jest nauka. Nauka i droga do szczęścia.

Gosia: Paweł, powiedziałeś w takiej krótkiej wypowiedzi dla TVP, że chciałbyś mieć takiego przyjaciela jak Kusy, i żeby Kusy polubił Pawła Królikowskiego. Życzymy Ci, żeby Kusy jak najdłużej lubił Pawła Królikowskiego. Żeby tych serii było jeszcze dużo.

P.K: Dzięki Ci, dobry człowieku.

Gosia: Ale to nie są życzenia tylko dla Ciebie, ale również dla nas. Po to, żebyśmy mogli Kusego jak najdłużej oglądać.
Bardzo Ci dziękujemy. Bardzo było nam miło.

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Foto© Gosia & http://www.ranczo.org

Gosia relacjonuje przebieg spotkania:
Oczywiście zimny tekst nie oddaje nastroju tego spotkania. Musicie mi wierzyć na słowo, że było bardzo, bardzo miło. Paweł to bardzo wesoły, otwarty facet i jak już kiedyś pisałam z ogromnym poczuciem humoru. Mam wrażenie, nie wiem czy słuszne, niech to ocenią inni, że udało nam się zmniejszyć do minimum dystans i przez to rozmawialiśmy na większym luzie i było to ciekawsze. Myślę, że Paweł był szczery, chociaż w przypadku aktora nie można nigdy wiedzieć tego do końca.
Trudno jest mi opisać Pawła. Nie mogę powiedzieć, że go znam, chociaż zadawałam mu różne pytania, bo rozmawiałam z nim w sumie ok. 45 min. Mogę opisać tylko moje odczucia, wrażenia i domysły. Myślę, że to bardzo fajny facet, że ogromne znaczenie ma dla niego rodzina, że stara się ją chronić, że w razie zagrożenia broniłby jej jak lew. Myślę, że czuje się za nią bardzo odpowiedzialny. Patrząc na te jego szelmowskie, łobuzerskie oczy i bardzo sympatyczny, ciepły uśmiech pomyślałam, że gdzieś tam głęboko pod tą warstwa poczucia odpowiedzialności kryje się dusza wrażliwego chłopca, artysty Kusego i tego przydrożnego grajka, patrzącego w dal i grającego dla zielonej żaby z „Opowieści Harleya” razem. Spotkanie z Pawłem było dla mnie bardzo, bardzo miłym przeżyciem.

Kopiowanie, modyfikowanie i wykorzystywanie treści powyższych wywiadów wyłącznie za zgodą autorów i administracji forum http://www.ranczo.org

Reklama

ODPOWIEDZ