Wywiad z Robertem Brutterem.

W tym dziale znajdziecie nasze autorskie wywiady z ekipą serialu ''Ranczo''. Wypowiadali się dla nas m.in.: Ilona Ostrowska, Cezary Żak, Katarzyna Żak, Grzegorz Wons, Magdalena Waligórska, Artur Barciś, Marta Lipińska, Paweł Królikowski, Robert Brutter, Jacek Kawalec, Bogdan Kalus i Wojciech Adamczyk.

Postprzez admin » 8 maja 2007, o 21:38

Powiem krótko: Adminka Gosia i towarzyszące Jej zazwyczaj singri oraz aaalinka to profesjonalny zespół ranczersko-reporterski. Powyższa wypowiedź Gosi jest jedynie przejawem coraz rzadziej spotykanej cechy u ludzi: skromności.
Forum Ranczersów
Avatar użytkownika
admin
Użytkownik
 
Posty: 1019
Dołączył(a): 15 grudnia 2006, o 18:42
Lokalizacja: M@zowsze
Podziękował : 393 razy
Otrzymał podziękowań: 588 razy
Numer GG: 33863309
Skype: ranczo.org

Reklama

Postprzez admin » 9 maja 2007, o 20:57

Z wywiadu, który wkrótce pojawi się na forum dowiecie się m.in. tego, co stanie się po zakończeniu ostatniego (czwartego) sezonu serialu. Jest pewne, że nie będzie kontynuacji telewizyjnej, ale...
Forum Ranczersów
Avatar użytkownika
admin
Użytkownik
 
Posty: 1019
Dołączył(a): 15 grudnia 2006, o 18:42
Lokalizacja: M@zowsze
Podziękował : 393 razy
Otrzymał podziękowań: 588 razy
Numer GG: 33863309
Skype: ranczo.org

Postprzez aaalinka » 10 maja 2007, o 16:06

To taka wstępna zachęta do przeczytania tego wywiadu :)
Spotkałyśmy się z panem Brutterem na Starówce, znowu "Pod Gołębiami". Pogoda była ponura i deszczowa, chwilami nawet burzowa, ale tylko na zewnątrz.

Obrazek

Samo spotkanie trwało kilka godzin, które upłynęły błyskawicznie, i będziemy je wspominać bardzo miło. Mam nadzieję, że pan Brutter także :)

Gosia jak zawsze prowadziła rozmowę na luzie i tak fachowo (chociaż na pewno sporo ją to kosztowało :) ), jakby nic innego w życiu nie robiła. Niech zawodowcy zazdroszczą :)
To była prawdziwa przyjemność w tym uczestniczyć.

Kolejny raz potwierdza się fakt, że ludzie związani z "Ranczem" są - jak wynika z naszych dotychczasowych doświadczeń - nadzwyczaj sympatyczni i autentycznie życzliwi. Pan Brutter wpisał się w tę serię złotymi zgłoskami, poświęcając nam kilka godzin z życia, choć rozmaite obowiązki wisiały mu nad głową. Ponadto złożył nam kilka rzeczywiście wspaniałych obietnic, które będą wymagały od niego dużego zaangażowania własnego czasu i wysiłku. Bardzo dziękujemy!

A zatem - cierpliwości! To będzie jeden z fajniejszych wywiadów, jakie czytaliście w swoim życiu! :D
Będę_walczyła_jak_lwica
Avatar użytkownika
aaalinka
Zasłużony
 
Posty: 137
Dołączył(a): 22 grudnia 2006, o 17:24
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Pozdrowienia od Pana Roberta

Postprzez admin » 10 maja 2007, o 18:35

Z przyjemnością zamieszczam na forum pozdrowienia dla wszystkich Ranczersów, które przekazał nam Pan Robert Brutter podczas wywiadu dla naszego forum 9 maja 2007 roku.

Avatar użytkownika
admin
Użytkownik
 
Posty: 1019
Dołączył(a): 15 grudnia 2006, o 18:42
Lokalizacja: M@zowsze
Podziękował : 393 razy
Otrzymał podziękowań: 588 razy
Numer GG: 33863309
Skype: ranczo.org

Postprzez axell » 10 maja 2007, o 21:35

Uprzejmie dziękujemy i pozdrawiamy również
axell
Zasłużony
 
Posty: 283
Dołączył(a): 17 kwietnia 2007, o 13:00
Lokalizacja: Łódź
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 19 razy

Postprzez Dragon » 11 maja 2007, o 09:55

serdeczne dzięki dla pana Roberta za te pozdrowienia dla nas...

Ja mam jednak do was jedno pytanie... co sprawia, że tacy ludzie jak pan Brutter marnują swój cenny prywatny czas, chcąc pomagać i otwierać drogę takim zwykłym "szarakom" jak my (nie chciałem nikogo tym stwierdzeniem obrazić)...

takie zachowanie zasługuje na pełne uznanie nas wszystkich...

pragnę jednak podkreślić że dużą zasługę w tym ma nasza wspaniała Gosia...

Gosiu wielkie dzięki za wszystko co robisz....
i serdeczne dzięki za pomoc... :evil: :evil: :evil:
Żyć z ludźmi i dla ludzi
Avatar użytkownika
Dragon
Elitarny uczestnik
 
Posty: 243
Dołączył(a): 26 lutego 2007, o 12:35
Lokalizacja: Jasienica Rosielna
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Numer GG: 2974016

Postprzez Gosia » 11 maja 2007, o 12:08

Dragonie!

Sposób zachowania pana Andrzeja Grembowicza, Wojtka Adamczyka i wielu innych osób z ekipy naszego ukochanego serialu świadczy o tym,że są to ludzie z ogromną klasą.
Mnie też za każdym razem zaskakuje fantastyczny, ciepły stosunek jaki mają do nas.
Powtórzę jeszcze raz, to co już kiedyś mówiłam. Wszelkie deklaracje składane pod naszym adresem przez członków ekipy nie są moją zasługą. To Ci wspaniali ludzie otaczają nas taką życzliwością.
Spotkania z członkami ekipy są dla mnie zawsze dużym stresem, ale jednocześnie ogromną przyjemnością. Każda moja prośba pod ich adresem zawsze spotyka się z wielką życzliwością. Nie zdarzyło mi się żeby było inaczej. Myślę, że mamy ogromne szczęście, że możemy nazywać ich przyjaciółmi Forum. Wszyscy mamy ogromne szczęście, że tu trafiliśmy i że możemy kontaktować się z tymi wspaniałymi ludźmi. :)
Tu mój głęboki ukłon w stronę Michała.
MICHAł, WIELKIE DZIęKI ZA FORUM. :pada:
"Każdy i zawsze, jak sądzę, do czystej kartki papieru powinien zasiadać z pokorą, ale też i z odwagą, tylko świadomą ryzyka".

Robert Brutter
Avatar użytkownika
Gosia
Zasłużony
 
Posty: 372
Dołączył(a): 22 grudnia 2006, o 17:39
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 2 razy

Postprzez singri » 18 maja 2007, o 08:03

michał napisał(a):Powiem krótko: Adminka Gosia i towarzyszące Jej zazwyczaj singri oraz aaalinka to profesjonalny zespół ranczersko-reporterski.


Adminie, czy Ty mógłbyć pomyśleć, zanim coś napiszesz?

Od której strony wyglądam Ci na profesjonalistkę?
Przecież ja tam tylko siedzę, słucham i ładnie (chyba...) wyglądam...
"Jezus Mario... Wracałam od ślubu z trupem w bagażniku!" Joanna Chmielewska "Przeklęta bariera"
Avatar użytkownika
singri
Zasłużony
 
Posty: 236
Dołączył(a): 22 grudnia 2006, o 14:46
Lokalizacja: stolica
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Postprzez Gosia » 19 maja 2007, o 07:07

Rozmowa z panem Andrzejem Grembowiczem – Robertem Brutterem

Robert Brutter, a właściwie Andrzej Grembowicz – świetny scenarzysta i pisarz, zdobywca prestiżowych nagród, autor scenariuszy do takich świetnych seriali jak „Ekstradycja”, „Rodzina zastępcza” czy „Ranczo”.
Jaki jest prywatnie? Mam nadzieję, że tekst rozmowy chociaż w niewielkim stopniu pozwoli Wam odpowiedzieć sobie na to pytanie.
Spotkaliśmy się, podobnie jak z Magdą Waligórską, w małej kawiarence „Pod Gołębiami” na warszawskim Starym Mieście. Ta kawiarenka ostatnio często służy nam – warszawskim Ranczersom jako miejsce na pogaduchy.
Bardzo się bałam tego spotkania, ponieważ pan Andrzej to profesjonalista, a ja przecież jestem totalny „lejek”. Już po chwili rozmowy mój stres prawie zupełnie zniknął, bo mój rozmówca okazał się bardzo sympatycznym facetem z fantastycznym wręcz poczuciem humoru. Nie jest to nic dziwnego. Myślę, że tylko taki scenarzysta mógł napisać genialny scenariusz „Rancza”, prawda? Nasze spotkanie trwało ponad trzy godziny. Mam nadzieję, że nie zamęczyłyśmy pana Andrzeja i że kiedy nas zobaczy następnym razem nie będzie uciekał przed nami z krzykiem. Dla nas było to niezapomniane spotkanie.
Przeczytajcie, co o sobie powiedział. Mam nadzieję, że będzie to równie ciekawe dla Was jak było dla nas.


Gosia: Panie Andrzeju, kiedy rozmawiałam z naszym Szeryfem – Wojtkiem Adamczykiem i zapytałam go, skąd się wziął pomysł na „Ranczo”, to on powiedział mi: „To scenarzyści, ja dostałem gotowy scenariusz” i powiedział jeszcze: „Zakochałem się w scenariuszu”. Proszę mi powiedzieć, skąd wziął się pomysł na scenariusz, w którym zakochał się reżyser, całe Forum Ranczersów i 6,5 mln telewidzów?

R.B.: Te 6,5 mln mnie trochę przeraża. Jak było tak około 4 mln, to dla mnie było akurat. A 6,5… to jest troszkę podejrzane. Mam wrażenie, że nie ma aż tylu ludzi, którzy podzielają nasze gusty i poczucie humoru, tak sądzę, ale może się mylę.
Natomiast ze scenariuszem to było tak. Kiedyś po jakimś spotkaniu, nie pamiętam gdzie, na korytarzu zaczepił mnie Maciek Strzembosz, żebym mu zaproponował parę pomysłów na jakieś seriale. Ja byłem wtedy zajęty kompletnie, nie miałem żadnych wolnych mocy przerobowych i już chciałem powiedzieć, że nie, tylko czekałem aż on skończy zdanie, proponując mi jakieś pieniądze. A ja wtedy powiem, że bardzo dziękuję, ale zajęty jestem i tak dalej. Ale Maciek jakoś wcześniej skończył to zdanie, to znaczy w ogóle nie zaproponował żadnych pieniędzy, więc wyszło na to, że chodzi jakby o koleżeńską przysługę. No to już nie mogłem odmówić, w związku z czym powiedziałem: „no dobra, to coś wymyślę”.
Podesłałem Maćkowi kilka takich małych pomysłów, między innymi pomysł na „Ranczo”. Od razu zastrzegłem, że oddaję mu to z dobrodziejstwem inwentarza, że nie mam czasu tego robić gdyby ktoś chciał to realizować. Maciek Strzembosz, którego rola tutaj jest nie do przecenienia, ten pomysł Rancza sobie upodobał i jakimiś znanymi tylko producentom manipulacjami tak mnie wmanewrował, że napisałem mu najpierw postacie, potem story line i tak dalej. Po trzecim odcinku poszedłem Maćkowi twardo powiedzieć, że ja naprawdę od początku nie mam tego czasu pisać, ale już ja byłem z kolei w ten scenariusz tak mocno zaangażowany, że zamiast się rozstać, to wyszedłem z postanowieniem, że zaprosimy Jurka Niemczuka do współpracy. Tak to było. A skąd się sam pomysł wziął, to naprawdę nie pamiętam. Gdzieś czytałem albo słyszałem, że przyjechała do Polski jakaś Amerykanka, osiadła chyba w Bieszczadach i tak się tam zaaklimatyzowała, że aż ją zrobili sołtysem, ale czy to jest prawda i skąd ja to wiem, to nie wiem. Tak to się zaczęło. Owszem, wymyśliłem „Ranczo”, ale gdyby Maciek Strzembosz nie trzymał mnie za szyję i nie dusił, to by nic z tego nie było, to prawda.

Gosia: Czyli musimy szczególnie podziękować panu Maciejowi Strzemboszowi?

R.B.: Tak, za te wszystkie brudne, manipulanckie, producenckie chwyty, które wobec mnie zastosował.

Gosia: Dobrze, to przy najbliższej okazji podziękujemy panu Maćkowi.
Pisze pan scenariusz wspólnie z panem Jerzym Niemczukiem. Chciałam zapytać, jak powstają nowe postacie? Czy dzieje się to na zasadzie burzy mózgów, czy wpada Panu jakiś pomysł i stara się Pan przekonać do niego pana Jurka albo odwrotnie? Jak powstają postacie?


R.B.: Jedyny temat, o którym ja bym nie chciał za bardzo mówić, to sposób w jaki pracujemy, bo to jest bardzo delikatna materia. Ja mam duże doświadczenie pisania w spółkach z różnymi kolegami i koleżankami i wiem, że pisanie w spółce oznacza kompromis. Nie ma nic wrażliwszego jak miłość autora do tego co sam napisał, więc ten kompromis jest rzeczą trudną i delikatną.
Obaj z Jurkiem jesteśmy na tyle dojrzali, co widać, i już zdystansowani, że nie mieliśmy z tym wielkich problemów. Poza tym jakoś się tam zgadzamy czy uzupełniamy charakterologicznie, ale to, jak pichcimy nasze potrawy, nie powinna być rzeczą dyskutowaną, żebyśmy nie popsuli smaku potraw. Jurek ma lepszy charakter ode mnie. To jedno trzeba powiedzieć.

Gosia: Czyli częściej ustępuje?

R.B.: Nie, ma lepszy charakter, ale nie powiedziałem, że częściej ustępuje. Jak się uprze to też koniec świata.

Gosia: I co wtedy?

R.B.: ( śmiech) To jest właśnie ten temat, którego bym wolał nie poruszać.

Gosia: Dobrze. A jak dajecie sobie Panowie radę z odległością? Pan Jurek mieszka przecież na Mazurach, jak to technicznie robicie? Czy często się spotykacie?

R.B.: Bez maila to byśmy nie dali rady oczywiście w żaden sposób. Jakieś setki maili wymienialiśmy od początku. Myśmy się nie znali wcześniej. Spotkaliśmy się raz. Ja czytałem jakiś tekst Jurka, którego klimat, wydawało mi się, że bardzo pasuje do Rancza. Bardzo szybko żeśmy się do siebie przekonali i można powiedzieć, że zaprzyjaźniliśmy się przez Internet jak nastolatki.

Gosia: Czyli pracujecie Panowie głownie przez Internet?

R.B.: Tak, oczywiście. Żona Jurka nawet przez pewien czas sądziła, że jestem postacią wirtualną, bo myśmy nawet nie dzwonili do siebie. Bała się, że mąż wymyślił sobie przyjaciela w Internecie. Wreszcie pojawiłem się kiedyś u niego na Mazurach i wtedy żona Jurka uwierzyła, że jestem mniej więcej z krwi i kości.

Gosia: W drugiej serii „Rancza” postacie drugoplanowe wyszły na pierwszy plan i ten wątek Kusy–Lucy nie jest już tak dominujący jak w pierwszej części. Jednym z nas się to podoba, innym nie. Można by długo dyskutować, czy to dobrze czy źle. Chciałam zapytać, jak to będzie w trzeciej serii. Czy też macie panowie w planie pociągnięcie tych wątków, czy wrócicie do formy z serii pierwszej?

R.B.: Przeniesienie akcentów było niezbędne z tego względu, że od początku zaplanowaliśmy cztery serie. Opowiedzieliśmy sobie z grubsza, o co mogłoby w nich chodzić. Gdybyśmy skupili się za bardzo na wątku Lucy–Kusy, to byłyby dwie serie i dalej byłoby to tak ciągnięte za uszy, że nikt by nie wytrzymał. Chcieliśmy jakby przy okazji opowiedzieć kilka rzeczy, które wydawały nam się warte opowiedzenia, co nie znaczy, że Kusy i Lucy rzucą się sobie w ramiona dopiero na koniec czwartej części. Już tacy nie będziemy, oczywiście, że nie. Zresztą, zdaje się, że są osoby, które by nas zagryzły za takie rozwiązanie.

Gosia: Obawiam się, że wiele byłoby takich osób.

R.B.: Więc tak to nie. Trzecia seria będzie natomiast poważniejsza pod względem obyczajowym. To znaczy zajmie się paroma sprawami, które w naszym społeczeństwie ciągle stanowią problem. Zajmie się też jeszcze jedną bardzo ważną sprawą, związaną z różnymi modelami polskiej religijności, przez co zapewne narobimy sobie kłopotów – ale uznaliśmy z Jurkiem, że jeśli mamy traktować poważnie siebie i widzów, to takich spraw nie wolno unikać. Zwłaszcza, że jest to też świetny materiał na komedię. Ale więcej wolałbym o tym na razie nie mówić.

Gosia: Powiedział Pan, że gdyby przez cztery serie nic się nie wydarzyło między Kusym a Lucy, to by Pana zagryźli. Powiem na marginesie, że to był sadyzm skończyć pierwszą serię w takim momencie nie mając żadnej pewności, że będzie druga seria.

R.B.: O, przepraszam. W momencie, kiedy kończyliśmy pisać pierwszą serię, to ja myślałem, że mam pewność, że będzie druga. Dopiero chwilę później straciłem tę pewność.

Gosia: No, to jest Pan usprawiedliwiony.

R.B.: Wtedy mieliśmy takie głupie, jak się okazało, przekonanie. Potem wiele wskazywało na to, że tej drugiej serii nie będzie. Tu bardzo były krzepiące te państwa super akcje, żeby nękać telewizję – matkę naszą, co się jej akurat władze zmieniły. Stąd Maciek wpadł na pomysł, żeby fabułę robić.
Była alternatywa, że jeżeli nie będzie drugiej części Rancza, to zdobędziemy pieniądze na fabułę. Bardzo jesteśmy przywiązani do scenariusza tej fabuły i wiele sobie po niej (tfu, tfu, tfu) obiecujemy.

Gosia: Przy takiej oglądalności to i fabuła powinna mieć (tfu, tfu, tfu) powodzenie.

R.B.: Bardzo nam zależało, żeby nie powielać serialu, żeby nie było to jakieś odcinanie kuponów, tylko żeby to była osobna historia i żeby ktoś, kto nie oglądał „Rancza”, też mógł to zobaczyć, żeby to był taki samodzielny film.

Gosia: Czy w trzeciej części „Rancza” będą jakieś nowe postacie?

R.B.: Będą, i to bardzo. W drugiej serii stosunkowo niedużo jest tych nowych postaci i są raczej epizodyczne. Góra na dwa, trzy odcinki właściwie. W trzeciej serii będą dwie postacie, które zostaną na stałe.

Gosia: Czy może nam pan zdradzić jakie?

R.B.: Jedną mogę, a drugiej nie mogę. Jedna się wiąże z fabułą i z pewnym suspensem, który jest tam zbudowany, bo ksiądz postanowi porzucić Wilkowyje, obrazi się na swoją parafię. Tu już więcej nie mogę powiedzieć. Pojawi się, taka siódma woda po kisielu, kuzynka Więcławskiej, która zacznie pomagać w sklepie i mam nadzieję okaże się taką niezwykłą postacią.
Kłamię, jeszcze następne dwie postacie się pojawią. Tak, że co najmniej cztery. Pojawi się córka Więcławskich. Ona skończy architekturę i przyjedzie, ale będzie to powrót z niespodzianką, a nawet z dwiema niespodziankami.

Gosia: Dosyć często dyskutujemy na Forum na temat imienia Kusego. Wiem, że w drugiej części nie poznamy jego imienia. Czy w końcu poznamy imię Kusego?

R.B.: Stary numer – jak miał na imię Bohun? Ja jako dziecko byłem fanatykiem trylogii, czytałem ją kilkanaście razy.

Gosia: Gdzieś to pytanie słyszałam. Wiem, że jest w książce.

R.B.: Jest raz. To typowo quizowe pytanie. Krzywonos mówi do niego przed bitwą: „Jurku, mój przyjacielu”. Potem Sienkiewicz, który nie miał komputera i gdzieś tam w szpargałach mu się zapodziało, sam zapomniał. Pisał do gazety, jak wiadomo, i ni cholery nie mógł tego znaleźć. Nic nie powiem na temat imienia Kusego, ale ono się pojawi.

Gosia: Ale w trzeciej serii czy w czwartej?

R.B.: Pojawi się. Jest taka sytuacja w życiu człowieka, kiedy imię się pojawia.

Gosia: Ale imię Kusego nie jest jeszcze ustalone, czy jest?

R.B.: Myśmy to kiedyś z Jurkiem ustalili, mam to gdzieś zapisane, ale nie pamiętam.

Gosia: Powiem Panu, dlaczego pytam. Paweł Królikowski wyprowadził mnie dwa razy w maliny…

R.B.: Jak to Paweł.

Gosia: Tak, jak to Paweł. Dokładnie. Dwa razy powiedział, że on zna imię Kusego. Wywnioskowałam z tego, że jeżeli on zna imię Kusego, to musi ono występować w drugiej części „Rancza”.

R.B.: Może Paweł się obawiał, że to gdzieś padło, a on nie pamięta?

Gosia: Nie wiem, ale mówił to z dużym przekonaniem. Potem, kiedy rozmawiałam z Wojtkiem Adamczykiem, to on stwierdził, że Kusy nie ma imienia.

R.B.: Nie ma, to prawda.

Gosia: Więc zapytałam Pawła : „Który z was kłamie. Jeden buja, nie ma siły.
Nie ma takiej opcji żebyś Ty znał imię Kusego, a Wojtek nie”.


R.B.: Nie ma takiej opcji.

Gosia: Paweł odpowiedział: „Żaden nie kłamie. Wojtek nie pamięta”. E tam. Takiej opcji, żeby Wojtek nie pamiętał, to ja sobie nie wyobrażam. Ja uważam, że Wojtek Adamczyk ma komputer w głowie. Oczywiście jest to moje subiektywne odczucie.

R.B.: Nie, coś się Kusemu pomyliło. Wydaje mi się, że myśmy się raz z Jurkiem umówili i gdzieś to jest zapisane, ale ponieważ nie było potrzebne, to nie pamiętam. Jak będzie niezbędne imię, to się pojawi.

Gosia: Ale w trzeciej serii czy w czwartej?

R.B.: Nooo. ( śmiech)

Gosia: A imię Japycza?

R.B.: Ono się zapewne pojawi, bo pojawi się grób Japycza.

Gosia: Panie Andrzeju, czy spodziewał się pan, że „Ranczo” to będzie taki duży sukces?

R.B.: Przeciwnie, byłem pełen obaw. Ja od dawna miałem ochotę napisać komedię, która dzieje się w środowisku wiejskim. Wszystkie te seriale, które też sam piszę, rozgrywają się w środowisku miejskim, w tym kuchnio-pokoju nieszczęsnym. Ten świat jest zmacdonaldyzowany strasznie. Podczas gdy świat prowincji zmacdonaldyzowany nie jest. Tam się jeszcze ludzie znają osobiście. Tam nie ma funkcji, tylko są ludzie.
On ma swoje wady oczywiście, my wszystkich nie pokazujemy, bo usiłujemy pisać komedię, ale to jest dużo fajniejszy, wdzięczniejszy świat, bardziej spersonalizowany, bardziej osobisty, autentyczny. To za mną od bardzo dawna chodziło i dlatego łatwiej było Maćkowi namówić mnie, mimo tego braku czasu. Natomiast ówczesny dyrektor programu pierwszego Piotr Dejmek po obejrzeniu pierwszych trzech odcinków stwierdził, że mu się to strasznie podoba, ale bardzo ponurą minę miał przy tym. Jurek Niemczuk spytał go: „No to super, jak się Panu podoba?”. On odpowiedział: „Nie, nie. Panu się podoba, mnie się podoba i komu jeszcze?”. On był przekonany, że to jest zbyt inteligencki humor, który znajdzie góra kilkaset tysięcy odbiorców. Że takie jest ryzyko.

Gosia: Moim zdaniem humor jest rewelacyjny.

R.B.: Obawiał się, że to jest humor inteligencki w takim ludowym kostiumie.
Ja też się tego obawiałem, że myśmy sobie wymyślili coś, co jest dla nas zabawne, nie chodzi o to, czy inteligencki czy nie inteligencki, ale że to jest nasze spojrzenie, które ludzie kupią albo nie kupią. Ale o tyle to było odważne, że przy pisaniu jedynym kryterium było, czy nas – Jurka i mnie – to bawi, czy nie. Maćka i Wojtka to też bawiło, ale to też ni są normalni widzowie. Więc albo ten rodzaj dowcipu się okaże powszechniej akceptowalny, albo pierwsza seria i żegnaj projekcie. W tym sensie po pierwszej serii byłem bardzo ucieszony, ale jeszcze bardziej zaskoczony. Takiej wielkiej oglądalności siedmiomilionowej troszkę się boję, bo nie jestem do końca pewien, z czego ona wynika.

Gosia: Chodzi chyba o to, że serial się podoba?

R.B.: No tak, tylko że ja nie do końca wierzę, żeby taka część społeczeństwa, sadząc po wynikach wyborów i innych sygnałach, podzielała nasze poczucie humoru. W związku z tym może być tak, że serial podoba się z powodów, których ja nie rozumiem do końca. To jest bardzo częste zjawisko, że jak się coś zrobi, to to żyje własnym życiem.
Dlatego podchodzę do tego z pewną rezerwą, bo nie do końca to rozumiem. Cztery miliony widzów rozumiałem. Bardzo byłem zadowolony, cieszyłem się, super. Siedem troszkę mnie przeraża.

Alinka: Pomimo konkurencji.

R.B.: Pomimo ogromnej konkurencji.

Gosia: Czy scenarzyści często bywają na planie?

R.B.: Nie jestem pewien, ale to chyba Woody Allen powiedział, że jak chodzi taki facet na planie, potyka się o kable i ciągle włazi w kadr, to musi być scenarzysta. Ja się z tym zgadzam. Scenarzysta na planie jest potrzebny tylko w takich rzadkich sytuacjach, gdy wszystko się wali. Gdy na przykład potrzeba z powodu jakiegoś wypadku czy czegoś innego gwałtownie przerobić pół scenariusza odcinka, czy coś takiego. We wszelkich innych sytuacjach scenarzysta nie powinien uczestniczyć w zdjęciach dlatego, że wie lepiej. Przecież jak ja sobie jakąś scenę wymyślam, to ja to widzę. Nie wymyślam jej na papierze, tylko muszę ją sobie wyświetlić. Wiele lat temu zdarzało się, że wpadałem do różnych kolegów na plan, no i przecież widzę, że on to robi źle, tak? Więc taktownie odciągam na bok i delikatnie tłumaczę: „Bo cię kopnę jak tego tak nie zrobisz”. Pojawiało się dwóch reżyserów, a w tym wypadku to by trzech było, jakby się Jurek pojawił. To jest kwestia jakiegoś dystansu do tego co się robi, odpowiedzialności i zaufania.
Ufamy Wojtkowi i przeszkadzalibyśmy mu na planie. Może tam czasem byśmy coś podpowiedzieli, ale co byśmy krwi napsuli i co by było zamieszania, to nie daj Boże. Scenarzysta, jak nic się takiego ekstra nie dzieje, nie jest potrzebny. Takie jest moje zdanie. To wcale mnie nie cieszy do końca, bo z drugiej strony z bycia z ekipą i obserwowania aktorów na pewno wiele dobrego może wyniknąć.
Na przykład w serialach BBC scenarzysta jest od pierwszej do ostatniej minuty kręcenia, ale może mu się nie wolno odzywać, czy coś?

Gosia: A czy jak już bywa Pan na planie, to lubi Pan patrzeć jak się nagrywa sceny, które Pan napisał?

R.B.: To jest nudne. Najpierw kamera z tej strony, potem z drugiej, tu cztery duble, tu trzy duble. Kręcenie składa się głównie z czekania. To jest niezgodne z moim temperamentem. Postawiłbym sześć kamer i nagrał wszystko naraz, wszystkie kąty, co oczywiście jest niemożliwe. Nie, nie, a jak trafię już na plan, to jestem zajęty głównie tym, żeby się nie odezwać niepotrzebnie.

Gosia: Czy zdarzyło się, żeby scenariusz jakiegoś odcinka, niekoniecznie „Rancza”, poszedł z jakichś powodów w całości do kosza?

R.B.: Nie, nie zdarzyło się. Pan Bóg ustrzegł.

Gosia: Czy to się często zdarza, też niekoniecznie w „Ranczu”, że musicie Panowie zmieniać scenariusz już w czasie kręcenia?

R.B.: Oczywiście tak, jest mnóstwo takich sytuacji. Jak by się tak zastanowić,
to kręcenie filmu czy serialu jakiegokolwiek opiera się na bardzo ryzykownym założeniu, że wszyscy, których się zaplanuje, będą zdrowi, nikomu nic się nie stanie, nikt nie będzie miał wypadku po drodze na plan, grypy, albo nie daj Boże jakiejś poważniejszej przypadłości. Zdarzają się takie sytuacje, że to założenie jest pochopne, i wtedy dzieją się rzeczy trudne. Kiedyś w trybie pilnym jechałem do Kazimierza na plan filmu, w którym grał Bob Hoskins, z reżyserem Tomkiem Wiszniewskim napisaliśmy kiedyś taki scenariusz. Jeden z polskich aktorów tak bardzo chciał zagrać lepiej od Boba Hoskinsa, że prawie złamał mu rękę. W następstwie on miał tę rękę na temblaku przez następne kilka dni i trzeba było dopasować scenariusz do jego sytuacji zdrowotnej. Takie sytuacje się zdarzają. Poza tym w takich serialach jak na przykład „Rodzina zastępcza”, którą od paru lat piszę, dochodzi sytuacja innych obowiązków aktorów. Czasem coś komuś wypada i nagle, gdy ja mam już wszystko zaawansowane i wymyślone, okazuje się, ktoś ma premierę w teatrze albo inny musik i wszystko trzeba przerabiać, przestawiać. Ale to jest już w takim timingu ułożone, że owszem, jest to czasem trudne, ale nie ma dramatu.

Gosia: A czy zdarzyło się, że musiał Pan zmieniać scenariusz, bo aktor albo aktorka odmówili zagrania określonej sceny?

R.B.: Nie, tak to chyba nie. Natomiast wiele, wiele lat temu w jednej
z pierwszych sztuk, jakie napisałem dla Teatru Telewizji z kolegą i miałem jeszcze niedużo doświadczeń, więc dałem się na to złapać, była scena finałowa, w której grało czterech świetnych aktorów. Akcenty były rozłożone mniej więcej równo. Po kolei każdy z tych aktorów brał reżysera na bok i mówił, że jego rola jest niedowartościowana. Ten reżyser, który był równie doświadczony jak ja, czyli nie za bardzo, biegał wieczorem do mnie i prosił, żeby coś z tym zrobić, no bo jak taka gwiazda mówi, to pewnie ma rację. Ja zrobiłem cztery wersje i na końcu się okazało, że ta pierwsza była najlepsza. Cztery noce do tyłu, tylko po to, żeby wrócić do tego samego punktu. Co nie znaczy, że aktorzy nie mają racji, jak mają swoje uwagi. Oczywiście, że mają. Aktor patrzy inaczej niż scenarzysta. Scenarzysta patrzy na całość, aktor patrzy z punktu widzenia swojej roli.
To jest zupełnie inne oświetlenie, co innego widać. Uwagi aktora o jego roli są bardzo ciekawe i absolutnie trzeba się w nie wsłuchiwać, tylko – z drugiej strony - nie można ulegać presji, bo w oczywisty sposób każdy aktor chce grać główną rolę, a nie ma tak, żeby były same główne role. Chociaż w „Ranczu” się staramy.

Gosia: W jakim stopniu wpływ na scenariusz ma producent i reżyser i czy aktorzy mają jakikolwiek wpływ na scenariusz?

R.B.: Udział Maćka Strzembosza i Wojtka jest oczywisty. Jest wiele pomysłów, zwłaszcza Maćka, ale Wojtka także, w pierwszej i w drugiej serii. Oczywiście kłócimy się wtedy, bo każdy jak ma pomysł, to uważa, że jego pomysł jest najlepszy. My z tych najlepszych wybieramy jeszcze najlepsze. Jest to na drodze jakiegoś kompromisu, ale oczywiście, że wkład Maćka i Wojtka jest istotny. Co jednak im obu muszę oddać absolutnie, to że wnoszą wiele pomysłów, bo to przecież tak samo ich Ranczo jak nasze, ale to są zawsze tylko propozycje. W ogóle muszę powiedzieć, że jest przyjemnością pracować z ludźmi, którzy wzajemnie szanują swoje role i je respektują.
W trzeciej serii natomiast próbujemy też realizować marzenia aktorów, ponieważ na bankiecie po zakończeniu zdjęć do drugiej serii wielu aktorów podchodziło do nas i na początku prosiło, żeby coś tam zmienić, a pod koniec bankietu to już nawet żądali. Wystosowaliśmy więc list do wszystkich aktorów z prośbą o pomysły i marzenia - i co się dało wykorzystać, to zostało wykorzystane. Na przykład na jednakowy pomysł wpadł Czarek Żak i Klaudia. Domagali się wprowadzenia tej samej postaci. Oczywiście obydwoje chcą użyć tej postaci do czego innego, ale zgłosili tę postać równolegle i z radością znaleźliśmy dla niej miejsce w scenariuszu.

Gosia: Wiem, że pan Jacek Kawalec będzie usatysfakcjonowany, bo on bardzo chciał się zmenelić i wiem, że Panowie uwzględniliście jego prośbę, ciekawa jestem, czy on już wie?

R.B.: Tak, dowiedział się w Jeruzalu, a dokładnie w czasie procesji. Uprzedziłem go nawet, że stopień zmenelenia przekroczy jego oczekiwania. Najlepszy z pomysłów, najbardziej kreatywny zgłosił policjant. Zaproponował zabicie wójta, wtedy jego rola stanie się pierwszoplanowa.

Gosia: Czy jest jakiś reżyser, z którym szczególnie lubi Pan współpracować?

R.B.: Wojtek Adamczyk. ( śmiech) To jest tak, że ja, mimo wieku, pewnie na niejeden eksperyment jeszcze się zdobędę, ale generalnie lubię pracować z przyjaciółmi, z Maćkiem Dutkiewiczem, z Tomkiem Wiszniewskim, z osobami, do których mam zaufanie. Strasznie ważna dla scenarzysty rzecz to jest zrozumienie, które nie jest rzeczą częstą wbrew pozorom. To jest największy problem, kiedy oddaje się to dziecko na papierze wymyślone, wychuchane, żeby trafiło w dobre ręce i żeby nie było z tym problemów. Wiec jak oddaję w ręce przyjaciół takich jak Wojtek czy jak Maciek właśnie, czy Tomek, to jestem wtedy spokojny i się nie martwię, a jak oddaję w inne ręce, to bywa rożnie.

Gosia: Wrócę jeszcze do pana Jurka. Wasza współpraca z panem Jurkiem zaczęła się od „Rancza”, wcześniej nie pracowaliście Panowie razem?

R.B.: Tak. Zaczęła się od „Rancza”. Jesteśmy kolegami z internetu. Do Jurka w ogóle nie należy jeździć, bo to jest niebezpieczne. Jak jechałem do niego pierwszy raz, to narysował mi plan i przesłał Internetem. Tylko że Jurek jest leworęczny i tam, gdzie trzeba było skręcić w prawo, to on pisał w lewo, bo to dla niego była prawa. To po pierwsze, a po drugie pod Szczytnem złapała mnie jakaś potworna burza, i gdybym nie skręcił w porę na stację benzynową, która się szczęśliwie nawinęła, to możliwe, że spadłoby na mnie wielkie drzewo, które 100 m dalej upadło na drogę. Zadzwoniłem z tej stacji do Jurka, że jak nie chciał mnie zaprosić, to mógł powiedzieć, nie musiał urządzać takich cyrków.
Po dwóch godzinach straż przyjechała, drzewo usunęła i z parogodzinnym opóźnieniem dotarłem wreszcie na miejsce. Tak, że z tym Jurkiem trzeba trochę uważać.

Gosia: Dobrze wiedzieć, bo myśleliśmy o tym, żeby jakoś dorwać pana Jurka też.
Panie Andrzeju, wiem, że pisze Pan scenariusze do filmów i seriali, ale pisze Pan również sztuki teatralne…


R.B.: Tak.

Gosia: …i powieści kryminalne.

R.B.: Nie, to było dawno. Małą dziewczynką jeszcze wtedy byłem.
Rzeczywiście przez rok na przykład pisałem opowiadania kryminalne dla takiej agencji „Omnipress”. To była agencja założona przez dziennikarzy wyrzuconych w stanie wojennym po weryfikacji. W domu braci Jabłkowskich się mieściła. Napisałem dla nich cztery opowiadania i od razu zostałem klasykiem. Drukowały to pisma regionalne w całej Polsce, ja tego w życiu nie widziałem, bo to „Tygodnik Skierniewicki” i inne takie gazety. Kolega mi przyniósł kiedyś, skądś taką gazetę i było napisane, że skończyli właśnie drukować powieść w odcinkach, za tydzień zaczną nową, a w międzyczasie drukują opowiadanie klasyka opowiadań kryminalnych. Ja się tam nazywałem jakoś po angielsku, zupełnie z sufitu, za każdym razem inaczej. Tak zostałem klasykiem. Kolega chciał mnie na półkę posadzić. Owszem, zacząłem od pisania kryminałów.

Gosia: A co Pan bardziej lubi pisać – scenariusze czy sztuki teatralne?

R.B.: Od pewnego czasu staram się w ogóle robić tylko to, co lubię, bo życie jest za krótkie. Pisanie sztuki jest troszkę innego rodzaju doświadczeniem. Jest trudniejsze i bardziej… kosztowne wewnętrznie. Mam jakby takie dwie półki, półka profit i non profit. Pisanie sztuk kompletnie się nie opłaca pod względem finansowym, ale staram się, żeby obydwie półki były tak w miarę równolegle zapełnione. Chociaż nie przeczę, że przez zblokowanie „Rancza” i „Rodziny zastępczej” to przynajmniej od roku nie miałem na nic więcej czasu. To jest po prostu za dużo pisania. Przez Maćka. W ogóle wszystko jest przez Maćka.

Gosia: A skąd bierze Pan pomysły do scenariuszy i sztuk i teatralnych? Czy to jest tak, że chodzi Pan i zastanawia się, co by tu nowego wymyślić, czy to jest taka błyskawica? Wpada jakiś pomysł do głowy i już?

R.B.: W przypadku „Rancza” to oczywiście te lata przesiedziane w GS-ie. (śmiech) Co prawda nie znałem wtedy Jurka, ale mam wrażenie, że siedział w GS-ie obok. Czasem człowiek się męczy bardzo długo, a czasem coś przychodzi do głowy szybciutko. Dlatego mam szczególny sentyment do tej fabuły, której jeszcze nie ma. To było po tej burzy z piorunami. Żona Jurka, która świetnie gotuje, ugościła mnie pyszną kolacją, przy której nieco żeśmy zabawili i tak trochę czarno widziałem tę pracę następnego dnia. Jurek poderwał mnie o jakiejś bardzo wczesnej godzinie. Pracowaliśmy przez 12 godzin bez przerwy. Jurka żona już nam kroplówkę chciała podawać. Jak skończyliśmy pracę, na taką późną kolację, to mieliśmy już drabinkę fabuły, a siadając mieliśmy same złe pomysły. Jeszcze nigdy tak szybko coś takiego nie powstało. Tam u Jurka jest jakiś klimat dobry. Siedzieliśmy u niego pod gruszą i strasznie zasuwaliśmy. Taka dobra energia tam była, bo żeby tak szybko ułożyć drabinkę, czyli spis wszystkich scen, to mi się nie zdarzyło. Jurkowi też. Oczywiście to się zmieniało jeszcze, ale kanwa już była i pozostała.

Gosia: Wracając do pytania, to jak to jest z tymi pomysłami, błysk czy przemyślenia jakieś takie dłuższe?

R.B.: To jest też kwestia rutyny. Jak wspominałem, pisałem kiedyś opowiadania kryminalne i nad pierwszym siedziałem dwa tygodnie, a pomysłu szukałem chyba przez miesiąc. Później, ponieważ oddawałem co tydzień cztery, to już w piątek wieczorem wiedziałem, że rano muszę coś wymyślić i na niedzielę były gotowe cztery. To jest też kwestia rutyny, to znaczy sposobu szukania pomysłu. Tego się też człowiek uczy. Aczkolwiek są takie projekty, które musiałem odłożyć, bo nie znalazłem dość dobrego pomysłu.

Gosia: A jakie scenariusze najbardziej lubi Pan pisać, do filmów sensacyjnych tak jak „Ekstradycja”, czy do komedii, tak jak do „Rancza” czy do „Rodziny zastępczej”?

R.B.: Z wiekiem zdecydowanie bardziej szanuję komedie. Tak coś poważnie powiem. Myślę, że życie na ogół bywa ciężkie i smutnawe. Jeżeli dzięki temu, za co bierzemy pieniądze, ktoś się uśmiechnie, to może nie wzięliśmy całkiem za darmo tych pieniędzy. Jeżeli ktoś po zobaczeniu tego, co zrobiliśmy, jest w lepszym nastroju niż wcześniej, to już jest OK.

Alinka: Na pewno komediowe scenariusze są trudniejsze.

Gosia: Tak myślisz? No właśnie, są trudniejsze?

R.B.: Ja myślę, że to też jest taka specyfika osobnicza. Ja na przykład nie byłbym w stanie pisać telenoweli. Organicznie nie jestem w stanie ani obejrzeć, ani napisać. Wiele lat temu taka sytuacja się zdarzyła, że musiałem napisać jeden odcinek czegoś. Tak się wmanewrowałem. Pół dnia nic, tylko wyć mi się chciało coraz bardziej. Usiadłem wieczorem, postawiłem butelkę brandy. Do rana był scenariusz tego odcinka i nie było tej butelki. Stwierdziłem, że nie mogę, ze względu na wątrobę, tego pisać. Po czym nigdy nie przyszło mi do głowy tego oglądać. Tak się wynudziłem w czasie pisania. Ja nie chcę oczywiście deprecjonować telenowel. Jeżeli kilka milionów ludzi to ogląda, to coś z tego ma i absolutnie to szanuję. Ja po prostu po dziesięciu minutach usypiam. Ilona Łepkowska jest mistrzynią tego gatunku, co podziwiam. Ale to jest sfera, która jest mi niedostępna. Tak sobie wyobrażam piekło – siedzę i piszę telenowelę.

Gosia: Wiem, że otrzymał Pan nagrodę za scenariusz do „Emigranta” w prestiżowym konkursie Hartley-Merril Prize w Sundance, ale otrzymał Pan też nagrodę za powieść kryminalną „Rekontra” w konkursie im. Alistaira MacLeana. Która z tych nagród sprawiła Panu większą przyjemność, za scenariusz czy za powieść?

R.B.: Obie sprawiły mi głównie przyjemność. Innych korzyści z nich nie było wielkich. Trudno w to uwierzyć, ale ten Hartley-Merril Prze, chyba najbardziej prestiżowy scenariuszowy konkurs na świecie, a ta nagroda wynosiła 1000 dolarów na dwóch. Tak, że jak Tomek Wiszniewski mi to z Ameryki przywiózł, to najpierw zrobił mi taki obrazek z powiększonego czeku, z tym że dopisał dwa zera, żeby to jakoś wyglądało na ścianie. Jeżeli chodzi o ten dużo wcześniejszy konkurs, to oczywiście była to wielka frajda, ale główną nagrodą był uścisk dłoni agenta MacLeana, pana Bishopa, takiego miłego Szkota. Później w tych burzliwych czasach dzikiego rynku wydawca mnie zdrowo na tym łupnął. Tak, że głównie miałem przyjemność.

Gosia: Panie Andrzeju, przyznam się, że przygotowując się do tego spotkania z Panem starałam się znaleźć jak najwięcej informacji na Pana temat….

R.B.: Będzie lustracja. ( śmiech)

Gosia: ….bardzo niewiele znalazłam informacji o Pana prywatnym życiu. Takich ogólnych.

R.B.: Mam żonę, syna maturzystę, psa, kota i żółwia. To jest mój stan posiadania. Jak w którymś programie Polskiego Radia leci reportaż Alicji Grembowicz, to to jest moja żona. Zawsze uważam, że w odróżnieniu ode mnie, moja żona uprawia sztukę, a ja to takie rzemiosło tylko.

Gosia: Pytanie od naszego kolegi, który chce iść w Pana ślady. Jakich predyspozycji wymaga zawód scenarzysty i czy jest opłacalny?

R.B.: Trudno mi mówić o predyspozycjach. Jak każde zajęcie związane z pisaniem, pisanie scenariuszy oczywiście zapewne jakichś predyspozycji wymaga, ale same predyspozycje jeszcze nic nie dają. Trzeba się jakoś nauczyć pisać, ale ludzie dochodzą do tego tak różnymi drogami, że nie ma na to jednej recepty. Na pewno trzeba dużo pisać. Czy jest opłacalny? Też są różne bardzo różne odpowiedzi na to pytanie. Nie wiem, ilu jest scenarzystów w Polsce – kilkuset, pewnie. Godziwie żyje z tego, przypuszczam, kilkudziesięciu.

Gosia: To znaczy, że jest opłacalny pod warunkiem, że robi się to dobrze i ktoś chce to realizować, tak?

R.B.: Ja broń Boże nie narzekam. Część scenarzystów nie narzeka, a część powie, że strasznie ciężko, że w ogóle nie da rady i że są układy i tak dalej. Tymczasem teraz sytuacja jest o tyle zdrowsza, mówię o serialach, że jeżeli projekt dobrze rokuje, to wszyscy dalej chcą na nim zarobić. Producent, telewizja, wszystkim się opłaca. Ja nie wierzę, że ktoś przynosi do jakiegoś rozsądnego producenta genialny scenariusz i że on ląduje w koszu. Nie wierzę w to.
Jeżeli naprawdę ktoś coś dobrego napisze, to to będzie realizowane w tej lub innej stacji, może trochę później, może wcześniej, ale będzie realizowane, bo to się wszystkim opłaca.
Gdyby z ulubionego Forum Ranczersów znalazło się kilka osób, które mają ochotę popróbować, to ja składam deklarację. Proszę bardzo. Od września zakładamy Ranczerską Szkołę Pisania Scenariuszy. To jest szkoła społeczna w tym sensie, nie – że się płaci czesne, tylko że się nie płaci czesnego. To można robić przez maila. Nie ma znaczenia, czy ktoś mieszka w Szczecinie, w Bydgoszczy, wszystko jedno. Mail wystarczy.

Gosia: Pytanie naszego głównego Admina Michała. Czy byłaby taka możliwość, żeby po zakończeniu emisji IV serii napisali panowie odcinek specjalnie dla nas, ewentualnie ile by to kosztowało, i czy Forum Ranczersów może liczyć na jakąś zniżkę?

R.B.: A jakie miały by być losy tego odcinka?

Gosia: Oczywiście tylko forumowe.

R.B.: Pani Małgosiu, umówmy się tak. Jeżeli dojdzie do czterech serii i Forum będzie istniało, to jesteśmy umówieni. Forum dostanie to w prezencie.


Gosia: Acha, mam to na dyktafonie.

R.B.: A co tam, Niemczuka zagonię.

Gosia: Ale to już nie będzie to samo, jak nie będziecie Panowie robić tego razem.

R.B.: To żart, gdzie on by się dał zagonić.( śmiech) Ale on jest taki sam Cygan jak ja, dla towarzystwa da się powiesić.

Gosia: Powiem Panu szczerze, że zawsze mnie zaskakuje i zastanawia wspaniały, ciepły i taki serdeczny stosunek, jaki cała ekipa ma do nas wszystkich, do Forum. Z kimkolwiek się spotykamy, zawsze napotykamy na ogromną sympatię i życzliwość.

R.B.: To jest przecież takie zamknięte koło czy łańcuch. Dla kogo my to do cholery robimy. Przecież nie dla siebie, prawda? Oczywiście zarabiamy na tym, ale to jest sprawa na tej pierwszej płaszczyźnie, a na tej drugiej płaszczyźnie to naprawdę jest super, jeżeli coś ma takie znaczenie, może za duże słowo, kulturotwórcze. Jak ludzie się spotykają, jak dogadują się ludzie, którzy by się nie spotkali bez tego, to fajnie. Jak to jest taki zaczyn, który coś daje, coś spowodował.
Tylko w ten sposób da się żyć na tym świecie, jak się ludzie o podobnych wrażliwościach i podobnych cechach spotykają. To jest ogromna frajda i ja myślę, że większość z nas właśnie dlatego czuje taką nadwartość tego, że państwo się tak pięknie znaleźli. To jest bardzo ważna sprawa. Ja mówię o nas scenarzystach, pewnie o Wojtku.
Jeżeli chodzi o aktorów, to gdyby w teatrze zmusić aktorów, żeby grali do pustej sceny, to przecież by były żałosne spektakle. Tak naprawdę aktor gra dla oklasków. On wtedy wie, że dobrze wykonał to, co chciał wykonać. Bez tego nie wie. Państwo to dają aktorom, prawda? Telewizor nie klaszcze.

Gosia: Dobrze, Panie Andrzeju, ale cóż znaczy nasze maleńkie Forum wobec 6,5 mln widzów oglądających „Ranczo”?

R.B.: Ja już to mówiłem trzy razy, ja bardzo podejrzanie patrzę na tę oglądalność. Ja wolę mniejsze grupy, a takie bardziej określone.

Gosia: No dobrze, niech będzie 5,5 mln, to i tak giniemy w tłumie.

R.B.: Nie, to jest rzecz bardzo fajna, znacząca. Ja dzięki Państwu dowiedziałem się, że są fora internetowe. Ja nie wiedziałem, przynajmniej w sensie praktycznym. Używam komputera jak maszyny do pisania i jako skrzynki pocztowej. Po którymś odcinku ktoś tam zadzwonił, żeby zajrzeć na Forum, bo tam się dużo mówi itd. Jakie Forum? To mi jak kretynowi wytłumaczyli, tu wcisnąć, tam zajrzeć, bo ja się kompletnie na tym nie znam. Zobaczyłem i kompletnie oszalałem, że tyle ludzie mówią, a ja o tym nie wiem. Dzięki Państwu np. znalazłem z paru lat wstecz wypowiedzi na temat „Rodziny zastępczej”, o których istnieniu pojęcia nie miałem. Teraz mam osobną frajdę z „Rodziną zastępczą”. Napisałem taki odcinek, w którym takiej służącej, Jadzi, znaleźli teczkę w IPN-ie, a Rodowicz, która tam gra, jest wyrzucana z ministerstwa przez PiS w ramach czystki.

Gosia: Niedawno był ten odcinek. „Rodzinę zastępczą” też oglądamy.

R.B.: Posłowie PiS-u się obrazili. Mój ulubiony poseł Suski się obraził i gdzieś wypowiedział.

Gosia: Naprawdę?

R.B.: Tak mu dołożyli na internecie, że muszę powiedzieć, że odżyłem. To było strasznie fajne. To jest ważne – taka świadomość, że człowiek nie pisze w próżnię, że to nie odlatuje. I że ktoś to rozumie. Chociaż - jak się zorientowałem później, te różne fora niestety często są pełne bzdur. Kupa kretynów pisze jakieś kompletne nonsensy. Strasznie niebezpieczne narzędzie, ten Internet.

Alinka: Nasze, odpukać, jest bardzo stonowane.

R.B.: No więc właśnie, tutaj ktoś ma taką opinię czy inną, ale to jest wszystko po polsku wyrażone i z sensem. To jest tylko różnica zdań i osobowości. To jest dyskusja na takim poziomie, że można z przyjemnością porozmawiać.

Gosia: Mamy różne zdania. Szczególnie na temat drugiej części są bardzo podzielone, ale zasada jest taka i staramy się tego pilnować, że ma być kulturalnie.
To wszystkie pytania, jakie mieliśmy. Dziękuję bardzo za rozmowę.


R.B.: Ja również dziękuję. Osobno proszę przekazać moje uznanie Michałowi, za ten list, który skierował do proboszcza z Jeruzala. Widziałem go na Forum. Czapka z głowy. To było bardzo stosowne i bardzo ładnie napisane. Bardzo mnie to ujęło.


Obrazek Obrazek Obrazek

Kopiowanie, modyfikowanie i wykorzystywanie treści powyższych wywiadów wyłącznie za zgodą autorów i administracji forum www.ranczo.org

[ Dodano: Sob 19 Maj, 2007 07:30 ]
No, to ja swoje zrobiłam. Teraz proszę o wasze komentarze. :-P Tylko szczerze i bez kadzenia, proszę. :wsciekly:
Ostatnio edytowany przez Gosia, 23 maja 2007, o 12:36, edytowano w sumie 1 raz
"Każdy i zawsze, jak sądzę, do czystej kartki papieru powinien zasiadać z pokorą, ale też i z odwagą, tylko świadomą ryzyka".

Robert Brutter
Avatar użytkownika
Gosia
Zasłużony
 
Posty: 372
Dołączył(a): 22 grudnia 2006, o 17:39
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 2 razy

Postprzez axell » 19 maja 2007, o 12:41

Gosia przeczytałem cały wywiad i jestem usatyswakcjonowany nawet tymi skąpymi wiadomościami o tym co będzie dalej , a szczególnie ,że w sprawie Kusego i Lucy nie będziemy czekać do końca czwartej serii - to faktycznie byłoby barbarzyństwo . Wywiad jest świetny - i Ty mówiłaś ,że masz tremę i się boisz ? Kusy by się zapytał czy nie masz problemów z samooceną. Rozmowa jest przeprowadzona b. profesjonalnie i ciekawie ,bardzo się ucieszyłem informacją ,że p. Grembowicz kilka razy czytał " Trylogię" bo i ja miałem we wczesnej młodości takiego " fijoła " .Wogóle poglądy p. Grembowicza bardzo mi odpowiadają tylko niech tym dwojgu z dworku da trochę szczęścia we dwoje . Film oszczęściu dwojga ludzi pozytywnie motywuje i daje relaks .
Gośka gratulacje -dobra robota
axell
Zasłużony
 
Posty: 283
Dołączył(a): 17 kwietnia 2007, o 13:00
Lokalizacja: Łódź
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 19 razy

Postprzez molly_bloom » 19 maja 2007, o 12:52

Gosia napisał(a):Robert Brutter :Pojawi się. Jest taka sytuacja w życiu człowieka, kiedy imię się pojawia.

a to dopiero dająca do myślenia informacja :!: :!: :!:

świetna robota, Gosiu, moje gratulacje!
BECAUSE YOU'RE IRISH, I'D DO ANYTHING FOR YOU!!!

www.myspace.com/i_egoist
Avatar użytkownika
molly_bloom
Starszy uczestnik
 
Posty: 97
Dołączył(a): 4 marca 2007, o 12:27
Lokalizacja: Navan Co Meath, Irlandia
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Postprzez Dragon » 19 maja 2007, o 14:13

Gosia suuuuuuuuper wywiadzik....

i wielkie dzięki za pomoc.... fajnie, ,że pan Andrzej nam ufa, i że chce z nami współpracować....

naprawdę jeszcze raz gratuluję... :evil: :evil: :evil:
Żyć z ludźmi i dla ludzi
Avatar użytkownika
Dragon
Elitarny uczestnik
 
Posty: 243
Dołączył(a): 26 lutego 2007, o 12:35
Lokalizacja: Jasienica Rosielna
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Numer GG: 2974016

Postprzez bonka » 19 maja 2007, o 20:44

Gosiu, chylę czoła przed Tobą. Wspaniała robota!
Chociaż forum istnieje dla nas i to my je tworzymy, miło jest słyszec', że nie tylko nam sprawia ono przyjemnośc'.
http://img88.imageshack.us/img88/7730/userbar557462kn9qx5.gif

"Z miłości porzucił mnie... to kretyn..."

"Na miłość nigdy nie jest za późno, za to na samotność, zawsze jest za wcześnie."
Avatar użytkownika
bonka
Zasłużony
 
Posty: 242
Dołączył(a): 22 grudnia 2006, o 17:54
Lokalizacja: Serce Kaszub :)
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Postprzez jarcyna » 19 maja 2007, o 21:38

R.B.: Jedną mogę, a drugiej nie mogę. Jedna się wiąże z fabułą i z pewnym suspensem, który jest tam zbudowany, bo ksiądz postanowi porzucić Wilkowyje, obrazi się na swoją parafię. Tu już więcej nie mogę powiedzieć. Pojawi się, taka siódma woda po kisielu, kuzynka Więcławskiej, która zacznie pomagać w sklepie i mam nadzieję okaże się taką niezwykłą postacią.
Kłamię, jeszcze następne dwie postacie się pojawią. Tak, że co najmniej cztery. Pojawi się córka Więcławskich. Ona skończy architekturę i przyjedzie, ale będzie to powrót z niespodzianką, a nawet z dwiema niespodziankami.

Wywiad najlepszy jaki czytałem w życiu, cuiekawe wypowiedzi i z humorem, zapowiada serial się bardzo ciekawie.
Pozdrawiam
Jarcyna :-)
Avatar użytkownika
jarcyna
Stały bywalec
 
Posty: 100
Dołączył(a): 17 kwietnia 2007, o 15:19
Lokalizacja: Garwolin
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Numer GG: 2519239

Pozdrowienia od Roberta Bruttera

Postprzez admin » 19 maja 2007, o 22:53

Obrazek

[ Dodano: Sob 19 Maj, 2007 23:02 ]
Robert Brutter napisał(a):A skąd się sam pomysł wziął, to naprawdę nie pamiętam. Gdzieś czytałem albo słyszałem, że przyjechała do Polski jakaś Amerykanka, osiadła chyba w Bieszczadach i tak się tam zaaklimatyzowała, że aż ją zrobili sołtysem, ale czy to jest prawda i skąd ja to wiem, to nie wiem. Tak to się zaczęło.


Pani sołtys z Ameryki

Obrazek
Foto: Maciej Cepin, RMF Wrocław

Beverly Sudrette, rodowita Amerykanka, była stylistka i charakteryzatorka z Hollywood, została sołtysem maleńkiej wsi Kłopotnica w Karkonoszach.
Tu jest mój dom i chcę rozwiązać kłopoty Kłopotnicy – mówi pani sołtys. Kłopotnica, to maluteńka wieś u stóp Karkonoszy. Mieszka tu niecałe 40 osób. Wyboiste drogi, stare, rozpadające się chałupy. Taki koniec świata.
A jeszcze kilkanaście lat temu Beverly, która pochodzi z Indianapolis, żyła i pracowała w największych metropoliach: Nowy Jork, Hollywood. Bez żalu rzuciła wielki świat dla zapadłej polskiej wsi. Miałam kłopoty ze zdrowiem i wielu przyjaciół z Polski. W 1989 roku przyjechałam tu na wakacje, zakochałam się w tej okolicy, klimat wpłynął zbawiennie na moje zdrowie, postanowiłam tu zostać, tu jestem w domu – wyznała obecna pani sołtys.

?ródło: IAR, 2003r.
Avatar użytkownika
admin
Użytkownik
 
Posty: 1019
Dołączył(a): 15 grudnia 2006, o 18:42
Lokalizacja: M@zowsze
Podziękował : 393 razy
Otrzymał podziękowań: 588 razy
Numer GG: 33863309
Skype: ranczo.org

Postprzez Bogna23 » 21 maja 2007, o 11:03

Kolejny raz dzięki Gosiu!!!! Dzięki Tobie wiemy chyba więcej na temat Rancza niż ktokolwiek inny! :)
Mnie zaintrygowało to imie Kusego - mam nadzieję że ta sytuacja to ślub - i że nie będzie to jak Pan Brutter obiecał - w ostatnim odcinku 4 serii!!!
Avatar użytkownika
Bogna23
Moderator
 
Posty: 696
Dołączył(a): 22 grudnia 2006, o 21:17
Lokalizacja: Podkarpacie
Podziękował : 120 razy
Otrzymał podziękowań: 185 razy

Postprzez Gosia » 21 maja 2007, o 11:09

Strasznie mnie jęzor swędzi, ale niestety nic nie mogę powiedzieć. :razz: :x 8/
Powiem tylko tyle, że III seria zapowiada sie bardzo, bardzo ciekawie. :D
"Każdy i zawsze, jak sądzę, do czystej kartki papieru powinien zasiadać z pokorą, ale też i z odwagą, tylko świadomą ryzyka".

Robert Brutter
Avatar użytkownika
Gosia
Zasłużony
 
Posty: 372
Dołączył(a): 22 grudnia 2006, o 17:39
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 2 razy

Postprzez axell » 21 maja 2007, o 12:26

Bogna chyba masz rację , ja o tym samym pomyślałem jak przeczytałem to w wywiadzie .To jest chyba taka właśnie -jedna z niewielu - sytuacja kiedy trzeba powiedzieć głośno i przy wszystkich swoje imię . Na razie obejżałem 23 odcinek i chodzę tak zły ,że pracownicy omijają mnie a komentarza do wczorajszego odcinka w ogóle nie napiszę bo mógłbym być niebliczalny w słowach .
ps. zdaje sie ,ze moja "niewyparzona gęba " już tu parę razy dała znać o sobie więc nic nie będę pisał aż się uspokoję.
Pozdrawiam Axell
axell
Zasłużony
 
Posty: 283
Dołączył(a): 17 kwietnia 2007, o 13:00
Lokalizacja: Łódź
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 19 razy

Wywiad z Robertem Brutterem.

Postprzez Przemo94 » 15 sierpnia 2013, o 18:56

Świetny wywiad, choć minęło już trochę czasu. Fajnie się to czyta. Można tylko podziękować wszystkim twórcom serialu, że takowy powstał. :)
Avatar użytkownika
Przemo94
Moderator
 
Posty: 1438
Dołączył(a): 10 sierpnia 2013, o 13:39
Lokalizacja: Mrągowo
Podziękował : 385 razy
Otrzymał podziękowań: 328 razy
Numer GG: 0



Podobne tematy


Powrót do Nasze wywiady z ekipą Rancza

Kto przegląda forum

Zidentyfikowani użytkownicy: Google [Bot], strazak210