
Lucy jest lubiana, bo tryska optymizmem i naiwnym wdziękiem. Kontrastuje z polską skłonnością do pesymizmu. I za to, że jest dobra. I za to, że nie wstydzi się walczyć nawet z wiatrakami. Ma jeszcze w Wilkowyjach dużo do zrobienia – mówi Ilona Ostrowska.
Lucy nadal będzie taką idealistką i romantyczką?
Jak zwykle jest idealistką. Jak zwykle jest szalona. I niezmiennie mierzy siły na zamiary. Ona aż tak bardzo wierzy w to, co robi, że mam z tym czasem problemy jako aktorka. Problem z uwiarygodnieniem postaci. Bo można się czasem zdziwić, że ktoś może być aż tak naiwny jak Lucy.
Mimo to czasem udają się jej różne przedsięwzięcia…
Tak i chyba sprawia to jej naiwny wdzięk. Lucy tworzy taki kontrast amerykańskiego optymizmu do polskiego pesymizmu. I ludzie to „kupują”. Polacy mają skłonność do szybkiego zniechęcania się. A Lucy gotowa jest walczyć nawet z wiatrakami. Udaje się jej, bo nie zwraca uwagi na przeciwności, lecz prosto idzie po swoje.
A nie myśli o powrocie do Ameryki?
Skąd! Ma jeszcze sporo do zrobienia w Wilkowyjach. Gdzie by miała takie pole do popisu?
Lubi Pani swoją postać jako zadanie aktorskie?
Lubię, bo to nie jest łatwa postać wbrew pozorom. Nietrudno ześlizgnąć się w przesadę w graniu tej naiwności Lucy. A wtedy postać przestała by być zabawna, bo stała by się kompletnie nierealna.
Czy praca na planie „Rancza” nadal Panią bawi?
Najważniejsze, żeby bawili się telewidzowie. I jak wiem, jest z tym bardzo dobrze. A ja przede wszystkim uważnie czytam scenariusz, by nic mnie nie zaskoczyło. I główkuję, jakby tu dodać coś ciekawego do postaci.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Krzysztof Lubczyński
źródło


Nowości










