Jedzosław napisał(a):kiri napisał(a):Bogna23 napisał(a):Dla mnie jest to pełna humoru opowieść o naszych słabościach, przywarach, cechach narodowych, opowiedziana w klimacie sielskości polskiej wsi. Nie doszukuję się tu realizmu, dokumentacji jakiś faktów
No dokładnie
Oczywiście, obecne odcinki istotnie są jedynie karykaturą i próbą ukazania problemów ogólnokrajowych za pomocą małego wycinka Polski czyli Wilkowyj. Wilkowyje to ma być Polska w pigułce, zgadzam się. I wyciągamy krzepiące wnioski, jak sobie radzić, gdy nasza polska rzeczywistość skrzeczy. Prawdą jest też, że mamy do czynienia z karykaturalnością zachowań wielu bohaterów, zwłaszcza policjanta Staśka (m.in.odcinek z Biskupem). Jednak mam nieodparte wrażenie, że w serii pierwszej były po prostu inne proporcje. Karykatura jednych zachowań postaci mieszała się z większym mimo wszystko realizmem warunków życia w Wilkowyjach. To jest trudne do opisania, ale karykaturalność w serii pierwszej była jakby mniejsza, nie było "przeszarżowywania" przechodzącego w farsę, co niestety w seriach późniejszych się zdarzało (również i w tej serii: np. płacz wszystkich kobiet w Wilkowyjach, łącznie z Lucy, wzruszonych czytadłem Witebskiego- to było wyjątkową przesadą jak dla mnie). Był humor, ale nieco bardziej wytrawny, refleksyjny. Lucy, zamiast robić we wsi rewolucję szybko zrozumiała, że ludzi się od razu nie da zmienić, że wobec wielu problemów trzeba rozłożyć ręce, bo do zmian w ludzkiej mentalności potrzeba czasu. Solejuk bił swoje dzieci, kwitło bimbrownictwo, brak wiedzy o antykoncepcji- problemy były, Lucy nie mogła ich całkiem rozwiązać, jedynie częściowo pojawiły się jakieś efekty- o problemach zaczęło się dopiero mówić i dopiero w ten sposób zaczęło coś się zmieniać, co Lucy oczywiście dodatkowo wspierała. W tym także był realizm: nie da się naprawić świata, ale przynajmniej można o tym w ogóle zacząć rozmawiać i wykazać chęć zmian na lepsze. Tak oto, zmotywowani mieszkańcy Wilkowyj zaczęli już potem sami, bez niczyjej pomocy (a jedynie z błogosławieństwem Amerykanki) zmieniać swoje życie i otoczenie. Zatem realizm krył się też w tym, iż nie ma cudów, efekty będą na tyle, na ile ludzie będą w stanie się do tego przyłożyć i na ile w ogóle będą widzieć potrzebę zmian. Oczywiście, klimat był i pozostał sielski i bardzo mnie to cieszy, to się akurat nie zmieniło. Jednak jeśli chodzi o karykaturalność to bywało, że przechodziła w farsę. Odcinek 47 jednak sielski nie był, ani też szczególnie farsowy. Owszem, były humorystyczne smaczki, ale widać było mimo wszystko dbałość reżysera o to, by widzom nie było do śmiechu: mafia (za wyjątkiem swego szefa z bolącą głową) nie była ani grupką wiejskich dresiarzy ze sztachetami ani też nieudacznikami a'la "Gang Olsena"

- to byli bezwzględni bandyci, pokazani absolutnie serio. Dlatego, jeśli ten odcinek został zaplanowany jako mniej sielski, a bardziej sensacyjny i realistycznie odtwarzający metody działania mafii (co było doskonale widać) to oczekiwałem jedynie konsekwencji. Bo skoro to już nie jest metafora czy alegoria polskich problemów krajowych, lecz zamiast tego robimy odcinek bardziej "na poważnie", w tonacji wcale niewesołej to w tym układzie nasze dotychczasowe traktowanie "Rancza" musi się zmienić. Odcinek jest bardziej na serio, nie ma już umowności i wiejskiej sielanki więc niech w takim razie wszystko będzie tak samo poważne i dopracowane. Skoro już żarty się skończyły to oczekiwałem konsekwentnego trzymania się tej mocno realistycznej formuły do końca odcinka. Stąd właśnie brakowało mi dopracowania pewnych kwestii, które zostały pominięte lub uproszczone. W innych odcinkach uproszczenia mnie nie raziły, bo formuła odcinka jest inna, jest inny klimat i stąd inne oczekiwania widza. Jeśli natomiast od początku widzimy, że tym razem temat odcinka będzie bardzo niewesoły i zastosowana jest duża doza realizmu w jego przedstawianiu to powstaje oczekiwanie, że realistycznie będzie do końca i nic nie pozostanie umowne. Tylko to miałem na myśli, problem przedstawiono realistycznie, ale nie obyło się bez pewnych uproszczeń, które na ogólnym, realistycznym tle zwróciły moją uwagę.
Tak, z tym Solejukiem to mój ewidentny błąd, on tylko był włamywaczem, więc nie mógł mieć znajomości, także z racji swej profesji znajomości z poważnymi "zabijakami" nie nawiązał w więzieniu, bo był "tylko" złodziejem. Przyznaję się, mój błąd

Chłopi istotnie, często umieją się posługiwać taką starą bronią, więc mogę wycofać się z tego zarzutu, że nikt wilkowyjan nie przeszkolił. Drewno niby odbija pociski, ale tylko raczej śrut. Ludzie mogli się czuć bezpieczni za burtą wozu, ale przy trafieniu w tę osłonę oczywiście zostaliby zranieni, a przecież kule latały gęsto. Jednak ostatecznie, to i też można tłumaczyć wielkim szczęściem obrońców wsi

Reakcja Wójta: jasne, chciał z mafią się sprzymierzyć, ale w takim razie mógłby pogrzebać swoje szanse w wyborach- ludzie z miejsca by się zorientowali, że Wójt jest "chroniony" i kolejne wybory skończyłyby się jego klęską, a on przecież dba teraz o dobry image

Zatem, jego oczekiwanie, że mafia może być mu pomocna było raczej krótkowzroczne i to właśnie ta jego krótkowzroczność mnie zdziwiła. Dopiero potem zachował się jak dobry strateg, gdy na oczach wsi udekorował Staśka orderem
Wszystko to, co napisałem o tamtym odcinku nie należy jednak traktować jako zarzuty, lecz jako pewne uwagi. Po prostu, jedni przywykli do "Rancza" jako serialu bardziej sielankowo-humorystyczno-metaforycznego, a inni pamiętają i polubili nieco inną, bardziej sielankowo-realistyczną formułę z serii pierwszej i niektórych odcinków serii późniejszych, gdzie mniej jest karykatury czy farsy, a więcej wytrawnej satyry: jest nadal przedstawienie polskiej mentalności, ale nie w tak bardzo wykrzywiony sposób. Wiem, pewnie czepiam się niuansów

ale to tylko moje odczucia. Nie zmienia to w najmniejszym stopniu faktu, że jestem oddanym fanem "Rancza" i chcę, by zawsze trzymał wysoki poziom. W tym chyba wszyscy się zgadzamy
