przez Hagan » Wto 01 Mar, 2011
W tym odcinku zastanawia mnie jedna scena: Ksiądz wędruje przez wieś i mija dwie kobiety z całkiem odmiennych środowisk. Obie z początku udają że go nie widzą. Jak się zapewne domyślacie, chodzi o Wezółową i Solejukową. Pierwsza z nich, reprezentująca "wyższe sfery" żona lekarza, na uwagę Księdza odpowiada mniej więcej tak: "Jak się tradycji nie rozwija, to ona tylko do muzeum się nadaje" - i te słowa idealnie pasują do kobiety wykształconej, oświeconej. Bardziej jednak zastanawiają mnie słowa Solejukowej: "Gdzie teraz dzieciaki moje angielskiego się będą uczyć?" A pamiętajmy, jest to prosta kobieta, żona bezrobotnego pijaka ex-złodzieja-recydywisty, urobiona po pachy pracami domowymi. A jak pokazuje życie, takie osoby mają zgoła inna mentalność: dzieci nie mają uczyć się języków obcych, dzieci mają od małego harować w polu a od 10 lat prowadzić traktor. Nieraz widziałem będąc na wsi takie dzieciaki ledwo dające radę utrzymać kierownicę od traktora. Co więcej, Solejukowa zaskakuje dalej: "Ksiądz ma swoje racje, ja mam swoje". To już szok - uboga niewykształcona kobieta ze wsi kwestionująca słowa księdza? Przecież wystarczyłoby żeby Ksiądz odparował coś w stylu "Solejukowa, bo taką ekskomuniką obłożę!...", żeby biedna kobieta skuliła się ze strachu. Aha, przytoczę jeszcze słowa Więcławskiej: "Tam gdzie jest miłość to powinno być zwolnienie z grzechu" - rozumiem że zjadła wszystkie rozumy i zamierza zmieniać ustalone przez Jezusa zasady wiary chrześcijańskiej?
Rosół to bardzo skomplikowana kompozycja mięsa, warzyw i przypraw.