Ulubiony trunek bywalców podsklepowej ławeczki to nieodłączny element cotygodniowych spotkań czwartkowych. Dzięki niemu umysł wnet staje się bardziej lotny, myśl przejrzysta, a świat dookoła wydaje się weselszy. Przy okazji ranczerskiego wydawnictwa pt. "Kochamy Ranczo" udało nam się zdobyć przepis na Mamrota. Tak po prawdzie to nawet dwa przepisy: amatorski i przemysłowy. Ich autorem jest Pan Robert Brutter - scenarzysta, który zgodził się wyjawić nam jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic branży monopolowej we wschodniej Polsce (do dziś nie wiemy, jak Pan Robert wszedł w jej posiadanie, ale to akurat mniej nas interesowało). Kategorycznie jednak zastrzegamy, że nie bierzemy odpowiedzialności, gdyby komuś napój sporządzony według poniższych receptur nie smakował lub, co gorsza, zaszkodził.
Mamrot - przepis amatorski
Bierzemy truskawki, ile się da podebrać komuś z pola. Jak mamy cierpliwość, płuczemy. Wrzucamy do baniaka. Jak ktoś pedant, może przedtem oberwać szczypułki, czy jak tam to zielone się nazywa. Ale w sumie - po co? Potem podbieramy żonie cukier i posypujemy - ile się da podebrać, to wsypać. Korkujemy jakoś, czy coś. Albo gazetą. Lepiej prawicową, będzie mocniejsze. Potem stawiamy na słońce i czekamy. Trzeba mieć cierpliwość, a nie żeby tego samego dnia. Po trzech dniach zlewamy, bez przesady z tą cierpliwością. Jak nie ma procentów, dolewamy czegokolwiek, co ma procenty. Pychota.
Mamrot - przepis przemysłowy - opracowany na podstawie etykiety napoju winopodobnego Mamrot produkcji ZPS Ostrowin sp. z o.o.
Problem wyjściowy - nie jest jasne, co bierzemy na początek. Etykieta tego nie wyjaśnia. Na pewno nie truskawki, bo za drogo. Kompot za cienko. Może dżem? No to próbujmy tak - słoik dżemu truskawkowego do baniaka, potem sto litrów wody. Potem już ściśle według etykiety: dodajemy acesulfan (nikt nie wie, co to jest, więc sypiemy dwie garście), potem E-330 (tak samo śmiało), potem E-150d i E-122, cokolwiek by to było. Na koniec E-202, czyli substancję konserwującą, choć Pan Bóg wie jak - oraz dwutlenek siarki, jako przeciwutleniacz. Co z tym dalej robić, etykieta nie wyjaśnia, ale chyba lepiej na słońce nie stawiać, bo jak pieprznie, po chałupie śladu nie zostanie. Więc lepiej tak - zmieszać delikatnie, potem wlać w rury, przetka jak złoto. Potem wrócić do przepisu pierwszego.
Źródło: "Kochamy Ranczo", str. 32, Jeruzal 2008.
A na poniższym zdjęciu Kamil (Tengel2) prezentuje produkt finalny:
Źródło: gazeta.olawa.pl












czy jak wytrzezwiejesz to będziesz normalny
Nowości










