Pomysł już mam. Tylko brakuje mi czasu, żeby go napisać (musiałam dzisiaj pracę przynieść do domu i ślęczę). Jutro obiecuję pomóc policjantowi Lucjanowi wyjść na ludzi.
_________________ "Nie Brookliński Most,
ale przemienić w jasny nowy dzień
najsmutniejszą noc - to jest dopiero coś!"
Edward Stachura
Pomysł ducha był trafiony w dziesiątkę. Myślę że gdyby to pokazali w serialu to u wielu ludzi zostałaby przywołana bardzo pozytywna pamięć pana Niemczuka.
_________________ "Z Gór wracałem, gdy Ty odszedłeś w góry niebieskie,
I zabrał Cię wóz z widokiem na Bieszczady..."
" Cholera!, całego psa mi zabrudził!"- Lucy
"Z miłości porzucił mnie... to kretyn..."- Lucy
Stach Japycz, Hadziuk i Solejuk idą przez las do swojego nowego miejsca biesiadowania. Nagle Japycz gestem zatrzymuje pozostałych. Odchyla gałąź i ich oczom ukazuje się dość niezwykły widok. Na pniu siedzi, w stanie bardzo wskazującym, policjant Lucjan. W ręku trzyma Mamrota. Druga, pusta już, butelka leży obok.
Solejuk (szeptem): Jest okazja. Druga się może nie trafić.
Hadziuk: No, taki naprany, że nawet nie spamięta od kogo oberwie.
Japycz: Nie godzi się pijanego bić. To tak jakbyś małe dziecko prał. On tak samo bezbronny teraz.
Hadziuk: To co robić?
Japycz: Ano, pogadać trzeba będzie.
Solejuk(ze zrozumieniem): W ryja dać zawsze zdążymy jak będzie trzeba.
Japycz: O, to to. Właśnie.
Podchodzą do policjanta
Japycz: Widzę, że pan władza potrzebę miał napić się. Ale to chyba nie dla przyjemności?
Lucjanowi chwilę zajmuje zorientowanie się w sytuacji.
Lucjan: A, to wy.
Japycz: Możemy przysiąść się? To takie miejsce w sam raz dla naszych spotkań towarzyskich.
Lucjan gestem ich zaprasza
Hadziuk: Widzę, że pan władza to gust, jeżeli o trunki chodzi, ma podobny do naszego.
Lucjan: A co wy myślicie, że ja inny człowiek jestem niż wy?
Ich miny wskazują na to, że trochę tak myśleli.
Japycz: a co to? Jakieś nieszczęście pana spotkało, że tak w samotności pije? Takie picie to najgorsze jest.
Lucjan: Nieszczęście? Nieszczęście to mnie od dziecka spotyka.
Japycz (zaciekawiony): Nie może być...
Lucjan: Ano może. Ojciec mój grabarzem był...
Solejuk: Robota jak każda inna...
Lucjan: Tak? Żebyś ty widział ile razy musiałem go z braćmi z wykopanego grobu wyciągać. Tak pił przy robocie.
Hadziuk: No, to smutne, ale i tak się w życiu zdarza.
Lucjan jest w takim stanie (fizycznymi psychicznym), że się zapomina i kontynuuje zwierzenia.
Lucjan: A w domu nas dwanaścioro było. Matka nie nadążała prać i gotować. W szkole się ze mnie śmiali.... to sobie postanowiłem, że....(pociąga łyk z butelki) ....że muszę zostać kimś takim.... takim, z którego nikt nie będzie miał odwagi się śmiać.
Solejuk: Phi! To po co na glinę się pchałeś? Przecież każdy wie, że....
Japycz (przerywa mu): Solejuk, ty lepiej nic nie mów.
Lucjan: Myślałem, że jak będę miał władzę to ludzie będą mnie szanować (pociąga łyk Mamrota), że będą „dzień dobry” mówić.... I co? .... Przecież ja się staram (prawie płacze) Japycz: Posłuchaj chłopcze. Samo staranie nie zawsze wystarczy. Trzeba jeszcze wiedzieć jak się starać. My tu z tobą posiedzimy i razem pomyślimy jak ci pomóc. A teraz – zdrowie!
Hadziuk: Zdrowie!
Solejuk: Zdrowie!
Wszyscy zgodnie przechylają flaszki.
_________________ "Nie Brookliński Most,
ale przemienić w jasny nowy dzień
najsmutniejszą noc - to jest dopiero coś!"
Edward Stachura
Myślę, że to będzie szczęśliwe zakończenie (dla bywalców ławeczki przynajmniej):
Ranek w Wilkowyjach. Ze sklepu wychodzą: Stach Japycz, Hadziuk, Solejuk i Pietrek. Domyślamy się, a nawet jesteśmy pewni, co ukrywają w rękawach. Nagle zza sklepu wychodzi Lucjan.
Lucjan: A panowie dokąd?
„Panowie” nieco skonsternowani. Dziwi ich tak nagłe zainteresowanie władzy ich skromnymi osobami.
Hadziuk: A... tak na spacer. Pogoda ładna.
Lucjan: lato jest, to i ładna... Tak... a ja tutaj czekam specjalnie na was.
Japycz(zapraszająco) :To może z nami chce się pan władza przejść?
Lucjan: Nie, nie. Na służbie dzisiaj jestem. Ale pomyślałem, że moglibyśmy na taki kompromis pójść...
Pietrek: Gdzie mamy pójść?
Japycz: Pietrek, kompromis – znaczy układ taki...
Pietrek: Aha...
Lucjan: Właśnie. Więc ja proponuję, żebyście wy sobie na tej ławeczce siedzieli jak dawniej...
Solejuk: Wiedziałem, że z pana władzy ludzie jeszcze będą!
Lucjan: Ale musicie robić tak, żebym ja tych waszych flaszek nie widział.
Solejuk: Czułem, że haczyk jakiś w tym jest.
Hadziuk: A co to za różnica?
Lucjan: Różnica taka, że ja sumienie czyste będę miał. Będziecie widzieć, że idę – flaszki chowacie. Będzie „wilk syty i owca cała”. Jak tak będzie, to ja już czepiał się was nie będę.
Japycz: No to myślę, że tak to możemy się zgodzić.
Podają sobie ręce na znak zgody.
Lucjan: To ja idę dalej na patrol.
Salutuje i odchodzi. Grupka jeszcze chwilę za nim patrzy, po czym wszyscy zgodnie siadają na ławeczce i wyciągają to co mają w rękawach.
Japycz: Gdyby tak wszystkie konflikty na świecie w ten sposób załatwiali, to wojen by wcale nie było.
Solejuk: No. A, do tego bezrobocie by znikło.
Pietrek: A to dlaczego?
Solejuk: Ty wiesz ile ludzi musieliby zatrudnić, żeby tyle alkoholu wyprodukować? Na takiego glinę wczoraj musieliśmy zużyć 6 Mamrotów, żeby na ten korpro..., kropro...
Japycz: Kompromis
Solejuk: Właśnie. Żeby na ten kompromis chciał iść. To ile by trzeba na to wszystko co się na świecie dzieje?
_________________ "Nie Brookliński Most,
ale przemienić w jasny nowy dzień
najsmutniejszą noc - to jest dopiero coś!"
Edward Stachura
Ulubiona postać: Michałowa, Wikary Pomogła: 1 raz Wiek: 20 Dołączyła: 11 Cze 2008 Posty: 31 Skąd: Kraków
Punkty: 33
Wysłany: Sob 05 Lip, 2008 23:19
Super, szczególnie to podsumowanie Solejuka odnośnie wojen i kompromisów... bardzo kanoniczny Solejuk ci wyszedł (nie żeby kiedy indziej był mniej solejukowaty, ale w tej wypowiedzi osiągnęłaś szczyt solejukowstwa - gratuluję!)
_________________ Ja ci dam, ty mi dasz, razem damy radę
Wymyśliłam scenkę Nie gwarantuję że będzie fajna bo nie mam talentu. Ale spróbować nie zaszkodzi.
Stach i Pietrek siedzą na ławeczcze. Przed nimi stoją puste butelki po oranżadzie.
Stach: Bu!
Pietrek: Co się stało?
Stach: Obudź się! Znowu śpisz? Idź, kup oranżadę bo się skończyła. Ja stawiam!
Pietrek: Ale ja nie spałem tylko rozmyślałem!
Stach: A nad czym to?
Pietrek: Bo chcę Joli oświadczyć się, ale nie wiem jak to zrobić.
Stach: Jak to? Normalnie.
Pietrek: Tak po prostu podejść do niej i spytać czy wyjdzie za mnie?
Stach: Nie, to musi być taka uroczysta scena... Ale na początku musisz jej obiecać że nie będziesz pił. Tak gdzieś na tydzień.
Pietrek: No to wytrzymam! I to wystarczy?
Stach: Nie, nie. Potem musisz przed nią klęknąć. Pamiętam jak oświadczałem się Michałowej. Byliśmy wtedy w lesie a ja...
Pietrek: To żeby się oświadczyć to muszę iść do lasu?
Stach: Niekoniecznie, może być i morze.
Pietrek: A morza tu nie ma!
Stach: No to gdziekolwiek, byle nie na ławeczce.
Pietrek: No to zobacz czy dobrze to robię. (klęka przed Stachem) Jolu, czy zostaniesz moją żoną?
Stach: No dobrze, dobrze! Tylko powiedz to tak bardziej uroczyście.
Pietrek: Jolu… czy zostaniesz…
W tym momencie przychodzi Solejuk.
Solejuk: (ze śmiechem) Pietrek, co ty spowiadasz się Stachowi?
Pietrek: (wstając szybko) Nie ja tylko próbę oświadczenia…oświadczyn robię.
Soleluk: To ty naprawdę gaj jesteś! Cha cha cha!
Pietrek: Wcale nie! Joli się oświadczam! A Stach mnie tylko uczy jak!
Solejuk: Ach, co to baba robi z człowieka!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach