Ilona Ostrowska w wywiadzie dla Forum Ranczersów
Ilona Ostrowska i Paweł Królikowski na planie 4 serii "Rancza"
Reżyser Wojtek Adamczyk zapytany, dlaczego to właśnie Ilona Ostrowska zagrała rolę Lucy, odpowiedział: „Na castingu trzeba zobaczyć w innej osobie ukochaną bohaterkę czy bohatera, którego nosi się w sobie. Kiedy przed kamerę weszła Ilona, na ekranie monitora kontrolnego zobaczyłem „moją” Lucy! I nieważne już było to, że zawsze wydawało mi się, że powinna być blondynką. Była idealna…”.
Zastanawiałam się, co jest takiego w tej młodej i jeszcze nie bardzo doświadczonej aktorce, ze swoja osobowością urzekła nie tylko reżysera i producenta, ale też siedem milionów telewidzów? Świetna figura, delikatna uroda, a może piękne duże oczy i burza ciemnych loków na głowie? Może, ale jest przecież mnóstwo ślicznych aktorek. Wiec co? Szukając odpowiedzi na to pytanie patrzyłam, jak pracuje, jak się porusza, jak mówi, jak gra…, ale dopiero kiedy spotkałam ją poza planem, bez scenicznego makijażu, kostiumu, w dżinsach i bawełnianej koszuli, kiedy miałyśmy okazję pogadać „na luzie”, dopiero wtedy zrozumiałam, co zobaczył Wojtek Adamczyk na castingu. Śliczną młodą kobietę, której każdy gest, uśmiech, spojrzenie emanuje jakąś niesamowitą dziewczęcą świeżością, ciepłem, prostotą i trudnym do określenia wdziękiem. Kobietę, która bez względu na to, czy ma na sobie piękną suknię, czy wytarte dżinsy, ma w sobie jednocześnie coś z damy i spontaniczną radość życia nastoletniej dziewczyny. Trochę nieśmiała, wrażliwa, bardzo niechętnie udziela wywiadów i trudno namówić ją nawet na kilka minut rozmowy. Z uporem i konsekwencją chroni siebie i swoją rodzinę przed mediami. Skromna i bardzo sympatyczna, podkreśla często, że jest po prostu zwykłą dziewczyną.
Małgorzata Święs: Jak się zaczęła Twoja przygoda z „Ranczem”?
Ilona Ostrowska: Zostałam zaproszona na casting. Przeżyłam sporo takich castingów, ten nie był pierwszy, ale Wojtek Adamczyk zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Pomyślałam: „Jaki duży facet…”. Jednocześnie miał w sobie jakieś wewnętrzne ciepło, które przyciągało. Był tam tez producent Maciek Strzembosz i Czarek Żak. Czułam, że im się podobam, i to mnie niosło, pomagało mi. Było bardzo miło. Już tego samego dnia wieczorem dostałam telefon z propozycją zagrania tej roli. To się bardzo rzadko zdarza. Zazwyczaj na „werdykt” czeka się długo. To dla aktora bardzo stresujące. To jest ten sławetny telefon, na który się tak bardzo czeka. Do mnie zadzwonił już wieczorem. Poprosiłam o chwilę zastanowienia. Zagranie w serialu nie było pracą, o jakiej marzyłam. Trudne i ryzykowne w moim przekonaniu było mówienie z tym amerykańskim akcentem. Po namyśle podjęłam decyzję i tak to się zaczęło.
M.Ś.: Czy „Ranczo” zmieniło coś w Twoim życiu?
I.O.: Bardzo dużo zmieniło. Stałam się osobę rozpoznawalną. To tak powierzchownie. Natomiast wewnętrznie…? Lucy to bardzo fajna babka, więc ta rola mnie osobiście dużo nauczyła. Nauczyła mnie pokory, stanowczości w działaniu, kiedy się chce do czegoś dojść.
Wiesław Kowalczyk: Wszystkie postacie, które Pani gra, emanują wewnętrznym ciepłem. Czy wynika to z Pani cech osobowości, czy z aktorskiego rzemiosła?
I.O.: Jest bardzo dużo rzeczy, które w danej chwili trzeba zagrać. Zapamiętanie tekstu, danej emocji, przejście… Ja zapominam o tym, że to powinno jeszcze mieć w sobie dużo ciepła albo wdzięku, więc to jest chyba takie moje… (śmiech)
W.K.: Jest Pani mieszczuchem, czy woli Pani wieś?
I.O.: Zdecydowanie wieś. Właśnie przeprowadziłam się z centrum Warszawy na obrzeża. Moi rodzice też mieszkają na wsi…
M.Ś.: Czy były w „Ranczu” jakieś sceny szczególnie trudne do zagrania?
I.O.: Chyba nie, nie przypominam sobie takich scen. Natomiast intensywność pracy bywa czasem uciążliwa.
M.Ś.: Twoim partnerem w serialu jest Paweł Królikowski. Jak przygotowujecie się do poszczególnych scen?
I.O.: Jeżeli mamy chwilę czasu, to w czasie charakteryzacji przygotowujemy tekst. Rozmawiamy o tym, co chcielibyśmy w tej scenie przekazać, a co ewentualnie zmienić. Potem przychodzi Wojtek. Przegadujemy to jeszcze raz. Reżyser mówi, jakie ma ewentualnie do nas uwagi czy prośby, i pyta, co my na to. My na to różnie… (śmiech) Chociaż najczęściej na „tak”, bo Wojtek ma świetne pomysły. Rozmowa, rozmowa…, a potem już idziemy na plan.
M.Ś.: Ostatnie pytanie. Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu? Dla Ilony Ostrowskiej najważniejsze
w życiu jest…
I.O.: Oczywiście moja córka, a poza tym… Myślę, że najważniejsze dla mnie w życiu jest samo życie. To, żeby cieszyć się każdym dniem, każdą chwilą, i czerpać z niego tyle, ile się da… to jest dla mnie najważniejsze.
M.Ś.: Dziękuje Ci bardzo za rozmowę.
Rozmawiali: Małgorzata Święs (Gosia) i Wiesław Kowalczyk (axell)
Wywiad ukazał się w folderze wydanym przez Forum Ranczersów pt. "Kochamy Ranczo"





Ale najwazniejsze ze wywiad jest i jest chociaz co poczytać 


Ja już mniej lubię Lucy...
Nowości










