Z Magdą Waligórską spotkałam się jakiś czas temu we wrocławskim McDonald's. Głównym celem naszego spotkania była rozmowa na temat śp. Leona Niemczyka, o którym razem z Gosią tworzymy obszerną pracę. Oprócz rozmowy o naszym drogim „Japyczu” postanowiłam zadać Magdzie kilka pytań na forum. Rozmowie przysłuchiwał się również Tengel2, który towarzyszył nam w spotkaniu.
„Wioletka jest dorosła”
Anna Zielonka: Magda powiedz mi, czy Wioletka zrezygnowała już całkiem z lizaczka? (śmiech)
Magdalena Waligórska: To jest bardzo dziwne, bo nigdzie w drugiej serii nie było zaznaczone, że Wioletka coś robi z lizaczkiem! Lubię takie o smaku truskawkowo-śmietankowym. Kiedy przyjechałam na plan drugiej serii, pan od rekwizytów podszedł do mnie i radośnie wręczył mi cały bukiet truskawkowo-śmietankowych lizaków. Gdy powiedziałam mu, że w scenariuszu nie ma o tym mowy, miał bardzo zdziwioną minę.
AZ: W scenariuszu było napisane, że masz chodzić z lizakiem, czy to sobie sama wymyśliłaś?
MW: To było napisane tylko przy pierwszej serii. W drugiej lizak zniknął.
AZ: Może dlatego, że Wioletka spoważniała (śmiech).
MW: Wiedziałam o tym, że lizak się zmienił. Ale prawda jest taka, że gdy Wioletka zaczęła mówić, to jej ten lizak trochę przeszkadzał (śmiech). W pierwszej serii mało mówiła, tylko lizaki lizała. Teraz zaczęła się wypowiadać.
AZ: A panom to się przecież podobało. Prawda Kamil?
Tengel2: Dopiero, gdy o tym teraz mówicie, zwróciłem na to uwagę. Normalnie tego nie zauważyłem.
AZ: Wioletka nie chodzi już w różach?
MW: Chodzi w różach...
AZ: Ale mało. Teraz ubiera się bardziej wyzywająco. Wydaje mi się, że spoważniała i wydoroślała. Scenarzyści zrobili z niej dorosłą kobietę.
MW: ( z zaskoczeniem) No rzeczywiście! Może to dlatego, że ja jako człowiek bardziej dojrzałam. Wioletka jest dorosła. Tylko właściwie to cały czas nie jest powiedziane, ile ona ma lat, jaki jest jej status życiowy.
AZ: Mamy rozumieć, jak stwierdziłaś w wywiadzie Gosi, że Twoja bohaterka jest już dwiema nogami w serialu?
MW: Ostatnie odcinki drugiej serii „Rancza” pogłębiły to jeszcze bardziej.
AZ: W której części grało Ci się lepiej?
MW: W drugiej. Przede wszystkim wzrosła moja świadomość jako aktorki.
AZ: Zagrałaś dużo scen z panem Arkiem Naderem. Jak Ci się z nim pracowało?
MW: Bałam się go trochę na początku. Ale dziś bardzo dobrze wspominam współpracę z nim. To fantastyczny aktor i serdeczny człowiek, który głęboko w sobie chowa skarb swojej osobowości.
„Nie chcę budzić respektu”
AZ: Dzięki „Ranczu” i granej przez Ciebie Wioletce zaczynasz być rozpoznawalna. W wywiadzie Gosi mówiłaś, że tylko trzy razy w pociągu i jeden w restauracji ktoś poprosił Cię o autograf. Dzisiaj rozdajesz autografy?
MW: Teraz zdarza się więcej takich sytuacji. Ciekawe natomiast jest to, że moi rodzicie są zaczepiani przez obcych ludzi, na mój temat rozmawiają z nimi sąsiedzi. Jednak gdy pojechałam na święta do Jędrzejowa, mojej rodzinnej miejscowości, nikt mnie nie zaczepia, ani nie odezwał się słowem.
AZ: Czyli rodzicie są popularniejsi?
MW: Na to wygląda (śmiech).
AZ: Może ludzie czują respekt przed Tobą?
MW: Mam nadzieję, że nie. Nie chcę budzić respektu. Aktorzy są przecież normalnymi ludźmi.
AZ: Aktor też człowiek.
MW: Dziękuje bardzo! (wszyscy wybuchamy śmiechem)
AZ: Wielu ludzi twierdzi, że aktorom uderza woda sodowa go głowy. Co Ty o tym sądzisz?
MW: Myślę, że istnieje pewien element zagrożenia. Nie jest łatwo powiedzieć: „Mnie woda sodowa nie uderzy do głowy”. Każdemu człowiekowi jest miło, kiedy zaczyna zarabiać duże pieniądze lub jest rozpoznawany. Zabawne są sytuacje, gdy np. policja zatrzyma aktora za szybką jazdę samochodem. Jednak gdy policjant rozpozna go z jakiegoś serialu, nie wlepi mu mandatu.
AZ: Same plusy.
MW: Niekiedy jednak aktor budzi w ludziach negatywne emocje. Sama jeszcze tego nie doświadczyłam, ale znam wiele historii na ten temat. To polskie piekiełko cały czas funkcjonuje i jak się komuś w życiu coś udaje, ktoś inny próbuje podłożyć mu nogę.
AZ: Mówisz w tym momencie o stosunkach między aktorami. Ale często negatywne emocje rodzą się także u widzów. Ludzie utożsamiają aktorów z granymi przez nich postaciami, przypinają etykietki.
MW: Większość aktorów chce grać tzw. krwiste postacie. Krwista postać, to z reguły jest zła postać. To bohater, który boryka się z problemami. W serialu, widzowie zaczynają kojarzyć aktora z granym przez niego czarnym charakterem. To zaczyna przeszkadzać. Dowodem na to są historie postaci typu Monika Ross - Izabela Trojanowska w „Klanie” czy Hanka z „M jak Miłość” grana przez Małgorzatę Kożuchowską. Te postacie przeżywają cudowną metamorfozę. Jest ona potrzebna, gdy aktor w pewnym momencie uświadamia sobie, że nie chce grać już złej postaci. Aktora z czarnym charakterem kojarzą też scenarzyści i zwykle pod tym kątem angażują go do serialu lub filmu. To jest przekleństwo!
„Aktor to człowiek, który żyje bardziej niż inni ludzie”
AZ: Przyczepianie etykietki. Ewa Wencel odeszła z „M jak miłość”, ponieważ ludzie na ulicy wyzywali ją od pijaczek.
MW: To jest dokładnie tak, jak powiedziałaś przed chwilą: aktor też człowiek i w pewnym momencie kończy się wytrzymałość i cierpliwość.
AZ: Ale sama powiedziałaś, że aktor to człowiek, który żyje bardziej niż inni ludzie.
MW: Jeśli potrafi tak żyć.
AZ: Co to znaczy: żyć bardziej niż inni ludzie?
MW: Więcej doświadczać. Dzięki swojej wrażliwości więcej przeżywać. Człowiek przeważnie broni się przed bolesnymi doświadczeniami. Każdy chce być pseudo-szczęśliwy. Gdy byłam chora pomyślałam sobie kiedyś, o czym już mówiłam Gosi, że tak trudne doświadczenie jak choroba, bardzo wzmacnia człowieka. Takie ekstremalne sytuacje, są właśnie tymi, dla których warto żyć.
AZ: Wtedy właśnie postanowiłaś żyć na całego.
MW: Dokładnie tak.
AZ: Chciałaś zawsze być aktorką?
MW: Tak. Kiedyś interesował mnie teatr alternatywy. Wydawało mi się, że tego typu dziwne formy ekspresji są ciekawe. Później uświadomiłam sobie, że teatr repertuarowy może być też bardzo interesujący. Zaletą są spotkania z różnymi reżyserami. Każdy z nich ma swoje wizje i właśnie ta różnorodność jest najbardziej interesująca. Podziwiam to, co robi Krzysztof Warlikowski w teatrze. Do tego chciałabym dążyć. Teraz zostałam zaangażowana do serialu, ale czuję, że nie mogłabym grać kilka lat w telenoweli. Nie ma takiej opcji.
„Nabrałam dystansu do życia”
AZ: Czy jesteś z siebie zadowolona już teraz, na tym etapie swojej kariery?
MW: Oczywiście, że nie jestem zadowolona. Jest wiele rzeczy, które chciałabym w sobie poprawić. Dużo zmieniłabym dookoła siebie. Widzę jednak coraz wyraźniej podstawową rzecz. Dużo fajniej jest się wspinać, marzyć i mieć jakieś plany niż to osiągnąć.
AZ: Za Tobą cztery próby zdawania na studia. Ale uparłaś się i powiedziałaś, że nie pójdziesz nigdzie indziej?
MW: Na studia zostałam przyjęta dopiero, gdy uświadomiłam sobie, że mogę się naprawdę nie dostać. Doszłam wtedy do wniosku, że muszę wymyślić jakiś alternatywny scenariusz. Gdy już go sobie przygotowałam, niespodziewanie zostałam przyjęta na studia. Dzięki tylu próbom nabrałam dystansu do życia. Uważałam, że ja nic nie muszę mieć. Nie muszę wygrywać kastingów. Od tej pory nie chodzę na kastingi z zamiarem wygrania ich i dlatego je wygrywam.
„Nagość jest środkiem wyrazu”
AZ: „Udając ofiarę”- ta sztuka jest Twoją pracą magisterską?
MW: Nie, to jest mój niedoszły dyplom.
AZ: Czemu niedoszły?
MW: Dlatego, że reżyser postanowił nie kontynuować nad nią pracy. Ale za to zagrałam na 3-cim roku w Teatrze Telewizji i to jest mój dyplom. Została mi jeszcze praca magisterka, którą piszę.
AZ: Kiedy się bronisz?
MW: Myślę, że jesienią.
AZ: O czym aktorzy piszą prace magisterskie?
MW: O innych aktorach, o sobie, o swoich doświadczeniach zawodowych. Chociaż wydaje mi się dziwne, kiedy aktor dopiero kończący szkołę pisze o swoich rolach albo o przemyśleniach na temat aktorstwa lub metodach uczenia. Wydaje mi się, że ma jeszcze za mało do powiedzenia na ten temat. Studenci piszą również prace o teatrach, o innych aktorach. Czasami powstają też prace problemowe. Ja właśnie taką piszę.
AZ: A na jaki temat?
MW: O nagości w teatrze.
AZ: Ooooo... ciekawe... (śmiech).
MW: Ale bardzo trudne.
AZ: Są jakieś książki na ten temat?
MW: Książek może jest niewiele, za to bardzo dużo artykułów w prasie teatralnej. U mnie ważne też będą wywiady z aktorami. Ciekawi mnie również, ponieważ kończę studia aktorskie, czym dla aktora jest użycie takiego środka wyrazu, jakim jest nagość. Bo jest ona właśnie środkiem wyrazu, chociaż czasami wymagającym przełamania się.
AZ: Zagrałabyś nago?
MW: Ciągle tego nie wiem. Próbuję sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest wyznacznikiem tego, czy nagość ma sens. Dlatego piszę pracę magisterską na ten temat. Już wiele razy dostawałam propozycje zagrania nago, ale się na to nie zdecydowałam. Wielkie aktorki rozbierają się, ponieważ nagość odpowiednio użyta ma bardzo wielką siłę.
AZ: A nie bałabyś się, że zdecydujesz się na to, ale na planie filmowym po prostu nie dasz rady zagrać rozebrana?
MW: Można znaleźć wiele innych sposobów zagrania pewnych scen np. niekoniecznie trzeba się rozebrać. Mam nadzieję, że do września, kiedy moja praca zostanie potwierdzona pieczątką, znajdę już odpowiedź na pytanie: Czy warto się rozbierać na scenie?
AZ: Życzymy obronienia pracy na piątkę!
rozmawiała Anna Zielonka
Chciałam szczególnie podziękować za pomoc w przepisywaniu wywiadu Kamilowi Ciomie (Tengel2)





SUPCIO! ;-)




Nowości










